Opowiadanie inspirowane jest anime Kuroko no Basuke!

Wejść na bloga (Od 20.07.2012r.)

środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 10 - Heterochromia

Rozdział 10 – Heterochromia




            Do szkoły praktycznie wbiegłem. Rozpadał się deszcz, który zdążył zmoczyć mnie całego na mojej trasie podróży: przystanek tramwajowy – szkoła. Zacinał mocno i wiał porywisty wiatr. W budynku dygotałem z zimna i powoli zdjąłem kurtę. Myślałem, że zamarznę.
            Taka pogoda panowała od ostatniego piątku, a więc moje zajęcia z tenisa zostały nagle niespodziewanie odwołane. Przez to nie miałem okazji spotkać się z Aleksem, a w szkole widywałem go tylko na korytarzach, ale on zdawał się mnie nie zauważać. Z drugiej strony nic dziwnego, w tłumie byłem niewidoczny.
            - Dziękuję – zwróciłem się do woźnej, która dała mi numerek od szatni. Gdy znalazłem się na piętrze, na korytarzu dostrzegłem małe zamieszanie. Tłum uczniów stał po czymś w rodzaju małej sceny, na której ustawiony był taboret ze szklaną kulą wypełnioną karteczkami. Obok niej stali członkowie samorządu szkolnego – Aureli i Flora. Chłopak uniósł dłonie, prosząc o ciszę.
            - Witajcie! – przywitał się i uśmiechnął czarująco. Usłyszałem chórek wzdychających dziewczyn. – Z dumą możemy zaprezentować nasz nowy projekt o nazwie „Szczęśliwy numerek”. Codziennie rano członek samorządu uczniowskiego będzie losował numer z dziennika. Wybrany numer jest zwolniony tego dnia z odpowiedzi przy tablicy. Informacje będą pojawiać się również w pokoju nauczycielskim, a więc nie martwcie się, że rada pedagogiczna nie będzie nic wiedzieć!
            Zamrugałem oczami. Pomysł wydawał mi się być bardzo trafiony. Codziennie rano ktoś będzie mógł liczyć na odrobinę szczęścia.
            - Gotowi? Zaczynajmy! – spojrzał w stronę dziewczyny. – Flora? Miej zaszczyt wylosowania pierwszego szczęśliwca!
            - Robi się! – Z uśmiechem na ustach sięgnęła dłonią do szklanej kuli. Chwilę pomieszała karteczkami, aż w końcu złapała jedną i ją wyciągnęła. Rozłożyła ją, a ja czułem jak tłum wpatruje się w nią z zapartym tchem. – Dzisiejszym zwycięzcom jest numer… - popatrzyła po wszystkich dramatycznie. – Dwanaście! Gratulujemy!
            Z tłumu rozległy się trzy głośnie okrzyki radości. Uśmiechnąłem się. To niestety nie był mój numer, ale… kogoś kogo znam.
            - No proszę – usłyszałem za sobą. O wilku mowa. – Wygrałem.
            Spojrzałem za siebie. Stał tam Bazyli i wpatrywał się w scenę swoimi złotymi oczami.
            - Gratuluję – pokiwałem głową. – Masz szczęście w ten deszczowy dzień.
            - Przeważnie miewam szczęście – wzruszył ramionami. Obserwował zbierający się ze sceny samorząd i rozrzedzający się tłum. – Do klasy?
            - Jasne.
            Szliśmy równym i spokojnym krokiem. Mieliśmy jeszcze kilka minut do rozpoczęcia lekcji. Bazyli wyglądał na bardziej zamyślonego niż zazwyczaj.
            - W tę sobotę musisz przyjść do mnie – oznajmił. – Będziemy mieć próbę zespołu na Festiwal.
            - Jasne – skinąłem głową.
            - Tylko masz być – rozkazał. – Obecność obowiązkowa.
            - Dobrze. Już poinformowałem mamę. Szlaban na ten czas mi się anuluje.
            - Hę? Dalej masz szlaban? – zapytał zaskoczony.
            - Tak – westchnąłem. – I w weekend wysprzątałem cały dom w ramach tego, iż szlaban został anulowany na czas mojego treningu.
            - Słyszałem od Marka, że właśnie tam byłeś – pokiwał głową. – Planujesz kontynuować?
            - Nie wiem… - odparłem. Miałem jeszcze dwa dni na podjęcie decyzji. Myślałem, że to będzie łatwe, ale przewyższało to moje możliwości. Wybranie pomiędzy tenisem, a koszykówką zdawało się być konfliktem tragicznym.
            Bazyli wzruszył ramionami.
            - Ja bym wybrał koszykówkę.
            Ponownie odsunąłem problem o parę godzin, gdyż zaczęły się lekcje. Przez większą ich część wyglądałem za okno lub doszukiwałem się znaczenia w narysowanych długopisem znakach na ławce. W końcu postanowiłem. Musiałem jeszcze porozmawiać z Aleksem. Ciągle przed oczami miałem jego smutne oczy, gdy prawie tydzień temu wpatrywał się we mnie z kortu.
            Znalezienie go nie było trudne. Przy pokoju nauczycielskim wisiała rozpiska lekcji i nauczycieli, którzy je prowadzają. Aleks miał mieć zaraz angielski na trzecim piętrze, ale w innym skrzydle szkoły. Przerwa była na szczęście na tyle długa, abym mógł go odnaleźć. Siedział pod parapetem z dwoma dziewczynami. Najwidoczniej nie wszystkim przeszkadzało jego głośne mówienie o swojej orientacji.          
            - Aleks – stanąłem przed nim. Uniósł zdziwione oczy.
            - Natan?
            - Możemy pogadać? Mam problem.
            Pół Japończyk wpatrywał się we mnie jeszcze dwie sekundy i skinął głową. Rzucił krótkie przeprosiny do dziewczyn i oddaliliśmy się od nich.
            - O co chodzi? – zapytał.
            - Pewnie już wiesz, ale w ostatni czwartek byłem na treningu koszykówki.
            Skinął powoli głową.
            - Zaproponowali mi bycie w drużynie – wyrzuciłem z siebie. – A to oznacza, że jeżeli wybiorę drużynę koszykarską to nie będę mógł być w drużynie tenisowej.
            Ponownie skinął głową.
            - Przepraszam, ale nie rozumiem…
            - Nie będziesz się na mnie gniewał jeżeli wybiorę koszykówkę?
            - Co? – zaśmiał się. – Nie! No co ty? Czemu tak myślisz?
            - Bo wtedy na korcie… patrzyłeś na mnie jakbym cię zdradził, czy coś.
            Aleks milczał chwilę.
            - Nie. Nie o to chodziło. Pomyślałem, że się mnie brzydzisz. Wiesz, drużyna koszykarska, a przynajmniej jej część, nie przepada za mną. A raczej za moimi upodobaniami. Bałem się… myślałem, że trzymasz z nimi i nie chcesz ze mną już rozmawiać skoro wiesz, że jestem gejem.
            - Co? To chore.
            - Teraz to wiem – uśmiechnął się. – Rozmawiasz ze mną sam na sam przy mojej klasie, która wie kim jestem. Najwidoczniej nie obchodzi cię to czy jestem gejem, czy nie.
            - Nie – pokręciłem głową. Sam nim byłem, ale to akurat mniej istotne. – Mógłbyś być też kozą, ale pół japońską kozą.
            Zaśmiał się.
            - Masz ochotę jeszcze się spotkać? To nie będzie pseudorandka! – uprzedził szybko. – Tylko, że… naprawdę brakuje mi ludzi z którymi mogę pogadać. Ty zdajesz się mnie nie bać.
            - Nie ma sprawy – odparłem. – Możemy się kumplować, czemu nie? Tylko uprzedzam, że mam szlaban.
            - Czemu?
            - To długa historia – westchnąłem. – W każdym razie mogę mieć problemy z wychodzeniem z domu.
            - Szlabany nie są wieczne.
            - Chwała za to.
            Uśmiechnęliśmy się do siebie. Gdy to robił, w policzkach pojawiały mu się dołeczki.
            - Chętny na gorącą czekoladę z automatu? – zaproponował. Poklepałem kieszeń i usłyszałem dźwięk drobnych. Skinąłem głową.
            Automat znajdował się niedaleko auli, a więc w holu przy wejściu do szkoły. Jak zwykle był tam niemały tłum. Dopchanie do automatu zajęło nam kilka minut, ale już po chwili mogliśmy siedzieć na parapecie i sączyć napój. Aleks pił od razu, ja musiałem chwilę odczekać bo prawie poparzyłem sobie język.
            - A więc będziesz w drużynie koszykarskiej?
            - Na to wychodzi – westchnąłem. – Chociaż niewiele potrafię.
            - Każdy zaczyna od zera – wzruszył ramionami.
            - Tak, ale oni już ćwiczą od ponad dwóch lat. A ja? Ledwo miesiąc…
            - Przyjdę ci pokibicować – zaśmiał się. – Swoją drogą, nie byłem jeszcze na szkolnym meczu koszykówki.
            - Ja też nie – jęknąłem. – W co ja się pakuję?
            - Posadzą cię na ławce rezerwowych i tyle.
            - Dzięki.
            Ponownie wyszczerzył zęby.
            - Co z twoją nauką japońskiego? – zapytał.
            - Hm… szlaban. Ale z chęcią zacznę od października.
            Skinął głową. Zapatrzyliśmy się w mijających nas uczniów. Dostrzegłem paru znajomych z mojej klasy. Najwidoczniej też zmierzali do automatu.
            - Japoński chyba jest trudny – spojrzałem na Aleksa. On z kubkiem przy ustach wpatrywał się w jeden punkt. Poszedłem za jego wzrokiem i natrafiłem na grupkę ludzi z klasy. Parę dziewczyn, dwóch chłopaków…
            Wyprostowałem się.
            - On tam jest!
            - Hę? – spojrzał na mnie dziwnie marszcząc czoło.
            - Ten chłopak, który ci się podoba – uśmiechnąłem się. Aleks zarumienił się i odwrócił wzrok.
            - W-Wcale nie.
            - To jęknięcie utwierdziło mnie w przekonaniu, że tam jednak jest. – Jeszcze raz spojrzałem na moich ludzi z klasy. Któryś z tych dwóch chłopaków był wielką miłością mojego przyjaciela japońskiego pochodzenia. – Który?
            - Nie powiem ci – warknął do kubka.
            - Mam sam iść się dowiedzieć?
            - Nie!
            - A więc mów! Trafiłeś na osobę, która nieważne jak dobra by była, pójdzie do piekła za ciekawość.
            - Natan, to naprawdę krępujące.
            Westchnąłem.
            - Jak wolisz.
            - Spójrz, jestem gejem – wyjaśnił odstawiając kubeczek. – Większość szkoły za to mnie nienawidzi, mimo iż nawet nie ma ze mną styczności. Nie jest mi łatwo przełamać się w uczuciach, rozumiesz?
            - Rozumiem. – Bo sam tak miałem, tyle że byłem większym tchórzem. – Ale masz zamiar zwlekać? Chociaż z nim pogadaj! To twój ostatni rok w liceum, jego też. Potem studia. A jak wyjedzie? Będziesz sobie pluł w brodę, że chociaż nie spróbowałeś.
            Chłopak milczał. Próbował wpatrywać się w czubek swoich butów, ale jego wzrok wciąż unosił się na tego chłopaka. Odprowadził go wzrokiem, gdy tamten wraz z resztą ruszyli po schodach.
            - Masz racje – stwierdził Aleks. – Muszę z nim chociaż porozmawiać.
            Uśmiechnąłem się lekko.
            - Słusznie.
            - Tylko kiedy? Jak? O czym? – zastanowił się.
            - Najlepiej teraz – pomyślałem chwilę. – Mamy jeszcze parę minut przerwy. Może udasz się ze mną pod klasę i tam się jakoś zakręcimy wokół niego?
            - Dobry plan.
            - To który to?
            - Dowiesz się – zeskoczył z parapetu. – Chodź.
            Dopiłem gorącą czekoladę i ruszyłem za nim. Wspięliśmy się na drugie piętro pod salę matematyczną. Im bliżej byliśmy tym wolniej szedł Aleks, aż w końcu się zatrzymał.
            - Nie dam rady…
            - Dasz! – syknąłem. – Tylko rozmowa…
            - A jak się wygłupię?
            - Każdy się kiedyś wygłupi…
            - A jak powiem coś co go obrazi? A jeżeli nie będzie chciał ze mną rozmawiać? W ogóle? Obiecuje ci, że wtedy się rozpłaczę i ucieknę…
            - Weź się w garść, Takeshi! – uderzyłem go w ramię. – Nie będziesz sam!
            Powoli skinął głową i z miną wskazującą na silne cierpienie, ruszył dalej. Zatrzymaliśmy się przy mojej grupce. Bazyli zmierzył nas zaciekawionym spojrzeniem, Marek uśmiechnął się na powitanie, Emilia zmrużyła oczy, a Felicja przekrzywiła głowę.
            - Cześć – przywitał się Aleks. – Jestem Aleksander Takeshi…
            - Wiemy – uśmiechnęła się Felicja. – Jedyny azjatycki chłopak w szkole.
            - Umiesz jeść pałeczkami? – zapytał Bazyli.
            - No tak – skinął głową Aleksander. Najwidoczniej poczuł się pewniej. – Razem z Natanem chodzę na tenisa – wyjaśnił swoje pojawienie się.
            - Lubisz anime? – zapytał Marek mrużąc oczy.
            - Tak.
            - Świetnie! Robimy sobie wieczór anime! – uśmiechnął się. – Ja, Natan, ty i może Dawid.
            - Nerdy – westchnął Bazyli. – Po co iść do klubu kiedy można obejrzeć animowane postacie?
            - Nie rozumiesz. Tam jest serce! Uczucia! Przygoda!
            - Nie uwierzysz. – Bazyli złapał go dramatycznie za ramię. – W realnym życiu to też występuje!
            Wszyscy się roześmieli, poza Emilią, sceptycznie przyglądającą się Aleksowi. Dostrzegłem, że on również patrzy na nią całkiem zaintrygowanym wzrokiem, ale później przenosi go w kierunku pewnego chłopaka.
            Miał na imię Szymon i był klasowym bystrzakiem. W tym pozytywnym sensie. Był zawsze przygotowany, zauważyłem, iż był geniuszem matematycznym i zawsze nosił ze sobą jakiś gadżet. Ostatnio podziwiałem jego świecący długopis z wbudowanym kalkulatorem. Szymon był niskim chłopakiem, o czarnych oczach i burzy jasnobrązowych włosów. Nie wyglądał na takiego co przejmuje się swoim wyglądem zewnętrznym, ale do niczego nie mogłem się przyczepić. Wyglądał młodo, bardzo młodo. Dałbym mu może wiek gimnazjalisty, a nie maturzysty. Był również jedną z niewielu osób, która zamiast plecaka nosiła torbę na ramię.
            Spojrzałem na Aleksa, który wyglądał na oczarowanego. Obudził się, gdy rozległ się dzwonek.
            - Będę dzisiaj z nim wracał – szepnąłem do Aleksa. – Dogoń nas w szatni. Kończę po tej godzinie.
            - Świetnie! – pokiwał głową. – Zgoda – wyprostował się i pomachał do moich przyjaciół. – Na mnie już czas. Narka!
            Wszyscy się z nim pożegnali, a ja jeszcze odprowadziłem go wzrokiem na schody. Oby plan się powiódł. Nie mogłem uwierzyć, że przez dwa lata nie zamienili ze sobą ani słowa.
            - Poszedł sobie, uff – odetchnęła Emilia.
            - A co z nim nie tak? – zapytałem.
            - Nie wiesz? Jest gejem! – wzdrygnęła się. – Jak tak można…?
            - Jesteś okrutna, Em – ocenił ją Marek z niezadowoloną miną. – Też jest człowiekiem.
            - Niech będzie daleko ode mnie – zarzuciła włosami, gdy się odwróciła. – Chyba nie jesteś po jego stronie, co Natan?
            - Nie jestem po żadnej stronie, Emilio. To mój znajomy z tenisa. Jest bardzo miły i fajny, na pewno byś się do niego przekonała…
            - Niedoczekanie – prychnęła. Pojawiła się nauczycielka od matematyki i musieliśmy zakończyć naszą dyskusję. Jedno było pewne – Emilii o sobie nie powiem.
            Przez czterdzieści pięć minut obserwowałem Szymona, aby mi nie uciekł. Rozwiązał dwa zadania przy tablicy przy których mój mózg się gotował. On jednak doprowadził do poprawnego wyniku w krótkim czasie.
            Gdy zadzwonił dzwonek obwieszczający koniec lekcji podszedłem do Szymona. Wyglądał na zaskoczonego, bo przeważnie z nim nie rozmawiałem, trzymając się Marka lub Bazylego.
            - Cześć, mogę mieć prośbę? – zapytałem.
            - Jasne. O co chodzi? – spytał pakując książki.
            - O matematykę. Nie jestem za dobry – podrapałem się po głowie. – Jest szansa, że trochę mnie podszkolisz? Wiesz, wytłumaczyć pracę domową i w ogóle.
            Uśmiechnął się nieśmiało.
            - Nie ma sprawy, ale… wiesz, ja nie jestem, aż tak dobry…
            - Przestań – machnąłem ręką. – Myślisz, że cię nie widziałem jak rozwiązujesz zadania? Jesteś geniuszem!
            - Dziękuję.
            Dotarło do mnie jak bardzo nieśmiały był Szymon. Najprawdopodobniej, gdybym ja się do niego nie odezwał, nigdy nie mielibyśmy okazji ze sobą porozmawiać. Założył torbę i razem wyszliśmy z klasy. Wszystko zgodnie z planem. Nawet moja paczka już sobie poszła, a to oznacza, że byłem tylko ja i Szymon. Rozejrzałem się po korytarzu, ale nigdzie nie widziałem Aleksa. Jeżeli się przestraszył to drania zabiję.
            Stojąc w kolejce do szatni utrzymywałem rozmowę z Szymonem. Nie chciałem, aby sobie poszedł.
            - A więc planujesz być informatykiem? Znasz się na komputerach?
            - Odkąd tylko dostałem komputer osiem lat temu. Teraz już go nie mam, ale frajda nie z tej ziemi.
            - Ach, pierwszy komputer – westchnąłem. – Dobre czasy.
            - Teraz mam laptopa. Czasem przynoszę go do szkoły, ale… prawdę mówiąc boję się, że mi go ukradną.
            - W szkole?
            Zaśmiał się.
            - Nie, nie w szkole! Od trzech lat, odkąd tu jestem skradzione rzeczy zawsze odnajdywał samorząd uczniowski. Gorzej z ludźmi na ulicy…
            - No tak – przyznałem. Jeżeli mogłem być czegoś pewien to tego, że samorząd sprawował w tej szkole fantastycznie dobrą funkcję.
            - Natan! – usłyszałem za sobą, gdy odebrałem kurtkę. Przy mnie pojawił się zdyszany Aleks. Najwidoczniej biegł ile sił w nogach, by zdążyć. – Co za… uff… co za spotkanie.
            - Tak, niesamowite – odpowiedziałem. Nasz dialog brzmiał tak sztucznie. – Aleks, nie wiem czy znasz, ale to Szymon z mojej klasy – wskazałem dłonią na mojego towarzysza. Podali sobie ręce i widziałem jak podekscytowany jest Aleks. – Szymon, to…
            - Aleksander Takeshi – uśmiechnął się wchodząc mi w słowo. – Wiem, znam cię.
            - Z-Znasz? – zdziwił się Aleks.
            - Tak. Jesteś jedynym pół Japończykiem w szkole.
            Aleks uśmiechnął się. Zauważyłem, że trzymają swoje dłonie nienaturalnie długo, aż w końcu je puścili.
            - No tak. Egzotyczny wygląd pomaga – podrapał się po głowie. – Słyszałem, że jesteś geniuszem matematycznym!
            - Co? Nie, wcale nie…
            - Wcale tak – wtrąciłem.
            - Też słyszałem o tobie. Jesteś mądry. – Aleks nie szczędził komplementów. Szymon wydawał się być coraz bardziej zawstydzony.
            - A ja słyszałem, że dobrze mówisz po japońsku.
            - Dobrze słyszałeś.
            - Powiesz coś?
            - Hm – Aleks zamyślił się chwilę. – Boku wa anata ga daisuki da.
            - Nie mam pojęcia co to znaczy… - wyznał.
            - Masz coś na policzku – uśmiechnął się Aleks, ale wyglądał na skrępowanego.
            - Zapomniałem czegoś – westchnąłem, zaglądając do plecaka. – Idźcie. Najwyżej was dogonię.
            Aleks posłał mi ostrzegawcze spojrzenie, a ja odpowiedziałem mu jednym z najsłodszych jakie potrafiłem zrobić. Odwróciłem się i zostawiłem za sobą Aleksa i Szymona. Obaj wyglądali teraz na skrępowanych, ale na szczęście usłyszałem, że zaczęli między sobą rozmowę.
            Wróciłem na piętro i usiadłem na parapecie, aby móc obserwować czy tamta dwójka wychodzi ze szkoły. I faktycznie po dwóch minutach widziałem ich jak razem kierują się w stronę przystanku autobusowego. Uśmiechnąłem się do siebie. W końcu ze sobą rozmawiali. Nie mogłem uwierzyć, że Aleks naprawdę tyle zwlekał. Wyglądali ze sobą całkiem uroczo – obaj średniego wzrostu, tyle że Aleks trochę wyższy. Rozmowa chyba przebiegała pomyślnie, bo obaj wyglądali teraz na ożywionych.
            - Nie wolno siedzieć na parapecie – usłyszałem za sobą.
            Przerażony zeskoczyłem z niego nim sens słów do mnie dotarł. Bardziej przestraszyło mnie to, że ktoś mnie obserwuje.
            Jak się okazało – nie byle kto. Był to wysoki chłopak, o ciemnych, strojących włosach. Miał śniadą skórę, lekko zmęczoną, męską twarz i białe zęby, z czego kły były trochę dłuższe od reszty. Wyglądał na silnego. No i był przystojny, nie mogłem się temu sprzeciwić. Jednak nieważne jak dobrze wyglądał i nieważne czy był postacią z tego świata czy nie. Jego oczy… lewe było jasne i błękitne, a prawe – brązowe. Przyglądał się mi ze znudzeniem na twarzy i uniósł brwi.
            - Heterochromia – przemówił ciepłym głosem.
            - Proszę? – zapytałem.
            - Heterochromia. Kiedy barwy oczu się od siebie różnią.
            - Och – odwróciłem wzrok. – Przepraszam, nie chciałem być niemiły.
            - Spokojnie. Nie jesteś pierwszą osobą, która tak reaguje – machnął ręką. – Mogę wiedzieć czemu siedzisz na parapecie po właściwie skończonych lekcjach?
            - Ja… - zastanowiłem się.
            - Obserwujesz kogoś?
            - Nie, nie – pokręciłem głową. Mimo tego jak bardzo chciałem nie patrzeć w jego oczy, ciekawość wygrywała. – Po prostu lubię czasem pomyśleć w ciszy.
            - Rozumiem. Też to lubię – wyjął z kieszeni klucz. – Herbaty?
            Spojrzałem na klucz, a potem na niego.
            - To jest… klucz. Zaparzysz nim herbatę?
            - Nie – zaśmiał się. – Ale mogę otworzyć te drzwi.
            Spojrzałem w lewo i wstrząsnęło mną. Stałem obok pokoju samorządu studenckiego. Wziąłem parę głębokich wdechów, gdy nieznany mi chłopak otwierał drzwi. Zaprosił mnie gestem do środka. Nie bardzo wiedziałem jak odmówić, a więc wykonałem jego polecenie. Dobrze wiedziałem kim był. Olśniło mnie jak tylko zobaczyłem napis na drzwiach. Widziałem już pozostałą czwórkę, ale on…
            Przewodniczący samorządu uczniowskiego.
            W pokoju nie zmieniło się za dużo, poza tym, że przybyło trochę papierów.
            - Jestem Gerard – przedstawił się, wyciągając dłoń.
            - Natan.
            - Tak myślałem – skinął głową, gdy się witaliśmy. – Słyszałem plotki o chłopaku, który odbija w swoich włosach niebo. Cóż za dziwne zjawisko…
            - Dziwne – przyznałem. Przewodniczący westchnął i ruszył do swojego biurka. Największego w pokoju, ustawionego prostopadle do czterech kolejnych, należących do reszty członków. Gdy ściągnął bluzę na jego ramieniu dostrzegłem dobrze mi znaną, biało-niebieską opaskę ze złotym „SU”.
            - Ech, ech, ech… - wyrzucił z siebie. – Mamy tylko zwykłą herbatę… Lubisz zwykłą herbatę?
            - Erm… tak.
            Skinął głową i odpalił czajnik.
            - Proszę, nie stój tak. Usiądź – wskazał mi miejsce przy jednym z biurek. – Klara się nie obrazi.
            Czyli „Wice” miała na imię Klara. Skinąłem głową i usiadłem. Nerwowo bawiłem się swoimi palcami. Przewodniczący wyglądał na trochę otumanionego.
            - Pogoda – westchnął. – Pogoda na mnie wpływa – wyjaśnił jakby czytając w moich myślach. – Takie deszczowe dni mi nie służą.
            - Mnie również.
            - A jeszcze tyle przede mną – jęknął i ziewnął. – Pewnie słyszałeś to pytanie już tyle razy, ale jako przewodniczący mam obowiązek zapytać: jak ci się podoba w tej szkole?
            Odpowiedziałem mu tak jak każdemu. Że jest fajnie i naprawdę dobrze.
            - Flora mówiła, że to już twoje trzecie liceum – usiadł przy biurku wpatrując się we mnie. Jego oczy były jednocześnie przerażające i fascynujące. Wyglądał jak zlepek dwóch osób, ale przy tym wszystkim był oryginalny.
            - Skąd ona to wie? – zdziwiłem się.
            Wzruszył ramionami.
            - Nigdy nie interweniowałem w to jak Flora zdobywa informacje. Przeważnie niestety, to jedynie plotki.
             - W tym ma jednak racje – spuściłem głowę. – To moje trzecie liceum.
            - Smutna sprawa – założył ręce za głowę. – Mam nadzieję, że znalazłeś sobie już przyjaciół?
            - Tak, są świetni. Jeden nawet należał do samorządu.
            - Tak?
            - Bazyli.
            Gerard zamrugał oczami, a potem się uśmiechnął.
            - Ach, Bazyli. Już trochę czasu minęło – westchnął zamyślony. – Faktycznie, był w samorządzie. Zrezygnował.
            - Czemu?
            Gerard wzruszył ramionami.
            - Nie wiem. Przyszedł pewnego dnia i oznajmił, że odchodzi. Wtedy jeszcze nie byłem przewodniczącym. Miałem zadanie podobne do Kacpra teraz – zaśmiał się. – Ach, cyferki, cyferki…
            - Od dawna jesteś przewodniczącym?
            - Teraz będzie drugi rok – uśmiechnął się. – A potem… no cóż, studia.
            Drzwi do pokoju się otworzyły, a w nich stanęła pozostała część samorządu. Klara, Flora, Aureli i Kacper. Zamrugałem oczami. Oni również wyglądali na zaskoczonych.
            - Hę? – Gerard przekrzywił głowę. – A wy co tu robicie?
            - Dzisiaj jest spotkanie – odpowiedział Kacper. – Zdanie raportów, omówienie planów…
            - Tak? – zdziwił się. – Mój horoskop coś mówił o ważnym spotkaniu…
            - Twój horoskop? – ryknął Kacper. – To było twoje własne zalecenie!
            - Dobrze, dobrze – uniósł dłonie w przepraszającym geście. – Mamy gościa.
            - Nat! – ucieszyła się Flora. Bałem się, że jeszcze doda „ten gej!”, ale nic takiego się nie stało.
            - Siedzisz na moim miejscu – oznajmiła Klara. Natychmiast się podniosłem.
            - P-Przepraszam, ja…
            - Nie szkodzi – usiadła. Każdy zajął swoje miejsce, a ja się odsunąłem w kąt.
            - Natan, musisz wybaczyć – westchnął Gerard. – Jak widzisz mamy spotkanie…
            - Sam je zapowiedziałeś! – wtrącił oskarżycielsko Kacper.
            - No wiem, wiem – spojrzał na mnie rozbawionym, ale i przepraszającym wzrokiem. – Herbata następnym razem.
            - Nie ma sprawy. – Przebywanie w ich obecności nie mogło być miłe. Teraz, razem, w piątkę wyglądali trochę groźnie. Naprawdę stanowili elitę. – Pójdę już…
            - Życzę szczęścia jutro! – krzyknął za mną Aureli.
            - Proszę?
            - Twój szczęśliwy numerek to… - zaczął.
            - Ach! No tak. To będzie codziennie?
            - Do końca roku szkolnego – wyjaśnił. – A więc na pewno się trafi dzień wolnego.
            - Byłoby miło – skinąłem im głową. – Do zobaczenia.
            Pomachali mi, a ja opuściłem pokój i oparłem się o zamknięte drzwi. Wypuściłem głośno powietrze. Zestresowałem się. Czemu się zestresowałem? Ich obecność była przytłaczająca, rozumiałem teraz czemu nie chodzą zwartą grupą po szkole.
            W kieszeni zawibrował mi telefon. To Aleks.


Wiadomość od: Aleks
Wszystko ok! Dzięki!

Wiadomość od: Nataniel
To dobrze! Trzymam kciuki!

Wiadomość od: Aleks:
Arigatou gozaimasu!

Wiadomość od: Nataniel
Dozo*




            Tym razem "Dozo" oznaczało „proszę”. 
_______________________________________________________________
W końcu pojawił się przewodniczący! Co o nim sądzicie?
Ponadto pojawiły się cztery nowe opisy postaci - Gerarda, Samsona, Roksany i Aureliego! Znajdziecie je w Spisie Bohaterów.
Dodałem również dwie nowe piosenki do działu Muzyka. 
Wkrótce pojawi się opis Szymona i Klary. Oraz opisy trójki zwycięzców konkursu. To chyba wszystko. :)
Ach... i jest mały haczyk w tej części. Potraficie go odnaleźć? :)


EDIT:
* - tak wiem, "dozo" zapisuje się inaczej, ale Nataniel nie jest znawcą języka japońskiego. Dlatego, aby było trochę wiarygodniej, robi błędy w pisowni. Keep it real, maan

45 komentarzy:

  1. Samorząd uczniowski, a nie studencki. Wiem, bystra jestem. Aleksik gada z Szymonem ^^

    Gremlinek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Erm... niestety nie. To był mój błąd, już poprawiłem! ^^' Taaa... a więc zagadka dalej nie jest rozwiązana. :)

      Usuń
  2. Jakoś na przewodniczącego, a raczej przewodniczącą bardziej mi ta Klara pasuje nie wiedzieć czemu... :D i ta cała akcja z Szymonem :D To było świetne. Widać że z Emilią będą problemy.. ale w sumie to tylko zapewnia jeszcze ciekawszy rozwój akcji :)

    Massacre.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja kocham to opowiadanie! Każdą część czytam z zapartym tchem :)
    No właśnie, "Samorząd studencki" jest haczykiem :D
    Gerard wydaje się być miły :) Nie wiem, czemu tak "groźnie" o nim mówili...
    Aleks wreszcie pogadał ze swoim "lubym", super!
    A co znaczy arigato kozaimasu(?)?
    Czekam na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! I przepraszam, ale "samorząd studencki" to mój błąd. Już poprawiony. Ale w sumie patrząc na Twój komentarz to powiedziałbym "ciepło, ciepło" :)
      Arigato gozaimasu oznacza dziękuję bardzo! :)

      Usuń
  4. Aleks nie powiedział Szymonowi, że ma coś na policzku, tylko wyznał mu miłość? ;)

    Baki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blisko!!! :D Powiedział, że baaaaardzo go lubi. If you know what I mean. Gratuluję! :D

      Usuń
  5. "Był również jedną z niewielu osób, która zamiast plecaka nosiła torbę na ramię." "Założył plecak" : ) Akcja z Szymonem była fajna. Chciałabym już wiedzieć w kim zakocha się Natan, ech.:D Pozdro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże... popełniam katastrofalną ilość błędów logicznych T.T
      To nie to.:P

      Usuń
  6. Haczyk.... Ja ci powiem, że dość dobrze się znam na japońskim, ale nie do końca wiem co to znaczy xD Ale na pewno to jest związane z czymś takim, że mu się podoba czy coś takiego xD

    Rozdział boski! ^^ I się zastanawiam czy Nat się przyzna Alexowi, że też jest yaoi! ^^ Jakby tak powiedział, to tylko by oni rozumieli o co chodzi, nie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodziło ;) Aleks powiedział po japońsku "Bardzo Cię lubię" albo "Podobasz mi się" (widziałem dwa tłumaczenia, heh) zamiast "Masz coś na policzku". :D

      Usuń
    2. No! ^^ Ale nie oszukiwałam! :) Zna się co nieco zwrotów z tych wszystkich anime, które obejrzałam wciągu 5 lat XD ^^

      Usuń
  7. Emilia widzę jest przeciwna gejom. Może z nią być problem. Ale za to będzie ciekawiej. Natomiast Marek zachował się fajnie. :D Widać, że niektórzy przyjęliby Alexa do grupy.
    Gerard jest, jak na razie spoko, ale to raczej nie on będzie chłopakiem Nata. Bazyli ma coś do Gerarda. Może też jest gejem i się w nim podkochiwał i wolał odejść z Samorządu niż się męczyć. Albo chciał być przewodniczącym i Gerard mu to uniemożliwił.
    Scena z Szymonem fajna i mam nadzieję, że nie odtrąci Alexa jak pozna prawdę, że ten go lubi. A może Szymon gdzieś przypadkiem dowie się co to zdanie znaczy. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam, gdy robicie takie domysły! :D To znaczy, że angażujecie się w przebieg opowiadania! A co poróżniło Bazylego i SU? Cóż... nie mogę powiedzieć, ale na pewno się dowiecie! :)

      Usuń
    2. Luano! XD No nie podejrzewałam cię o takie myśli! ^^ Oj teraz i ja patrzę na Bazyliego poc innym kontem! xD Autorze weź nas już tak nie męcz.... jestem bardzooooo ciekawa czy Nat powie w końcu Alexowi że też jest yaoi! ^^

      Usuń
    3. pod innym kątek* Uch widać, że myślę o czym innym a piszę coś innego... Autorze widzisz co twoje opowiadanie robi z ludźmi? No zobacz! Ani już pisać nie umiem! XD


      Ps: zaponiałam dopisać... Emilia mnie nieźle wkurzyła! jak tak można? =.=*

      Usuń
    4. Yaoistka, co mam na to poradzić, że bym chciała "zgejić" wszystkie postacie? A Bazyli musi być gejem. :D

      Usuń
    5. Ja też próbuję wszystkich "zgejić" xD Hym...nie jestem pewna co do Bazyla... ale na pewno jest ważny powud dlaczego odszedł z samorządu ^^ I chyba się domyślam przez kogo... i jakie uczucia *.* Coś dobrze myślę Autorze? ^^ *,,*

      Usuń
    6. No cholera!!! Co ja robię tyle błędów? Chyba się jeszcze nie obudziłam, albo znów się odzywa mój głupi program =.=


      a powód*

      Usuń
  8. Hah.. Alex musi się bardzo cieszyć, że poznał Natana, który ułatwił mu nawiązanie kontaktu :D Ta sytuacja w sumie przypomina mi moją, tyle że mi nie ma kto pomóc ;D
    Notka jak zawsze super. Pozdrawiam i oczekuję na następna ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział jak zawsze super! Podoba mi się to, jak piszesz i jak ukazujesz wszystkie szczegóły.
    Mam cichą nadzieję, że po między Natem i Cyrusem stanie się coś hot ;D . Wiesz, jakaś akcja na treningu czy to ocieranie, czy gdzieś przypadkiem klepnie go w tyłek xd. Albo w szatni ;D . Tak, wiem... Mam zrytą banię =^.^= .
    Pozdrawiam i czekam na następną notkę. O i żeby Wena Cię nie zawiodła ;* .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam cichą nadzieję, że padnie na Cyrusa :D

      Massacre.

      Usuń
    2. A ja mam jednak ogromną nadzieję, że to Gabriel zawładnie sercem Nataniela. Jeśli tak się stanie, zrobię ołtarzyk Autorowi. :D


      Baki

      Usuń
    3. Och, no tak. Jeszcze nasz Gabriel ;D . On również mógłby namieszać w sferze uczuciowej Nataniela ;D .
      Autoooorze... Daj chociaż małą podpowiedź kto to będzie ;D .

      Usuń
    4. Nic nie powiem! :D Ale widzę, że jest Team Bazyli, Team Cyrus (Cytrus) i Team Gabriel. Yeah! :)

      Usuń
    5. Mam nadzieję, że jak nie Cyrus to właśnie albo Gabriel, albo Bazyli :D i tak w ogóle.. kiedy nowy na PR?

      Massacre.

      Usuń
    6. Cyrus albo Bazyli ;D Nie widzę Gabriela w roli chłopaka Natana ^^

      Usuń
    7. W razie czego zapraszam na czat na dyskusję :P Widzę, że się ekscytujecie. Jak miło! ^^

      Usuń
    8. Musi być Gabriel! ;D

      Usuń
  10. Ojjj tak, Bazyli muusi być gejem, nie zaakceptuje go jako heteryka :p

    OdpowiedzUsuń
  11. Heh, Bazylii - tak, on musi być gejem ;D .
    Grrr... Nie mogę się doczekać. Liczę na to, że i Cyrus, i Gabriel zakręcą się w okół Nataniela ;D .
    Kiedy następna notka.? ;>

    OdpowiedzUsuń
  12. Autorze jesteś widmem - nigdzie nie ma do Ciebie kontaktu, a chciałem głęboko ochrzanić za uzależnienie od Natana, Raia, Pierre i całej reszty. Opowiadania wciągają. Ciekawi mnie tylko której postaci nadałeś swoje cechy, a raczej którą postać w życiu odgrywasz?
    R.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kontakt jest :) Albo gg (34708273) albo mail (autorpir@gmail.com)
      Nie odgrywam żadnej postaci. Jestem sobą.

      Usuń
  13. Uwielbiam Natana, może dlatego, że przypomina mi Kuroko.Fajnie z jego strony, że pomógł Aleksowi:D
    Ten tekst z kluczem był boski:).
    Jussly

    OdpowiedzUsuń
  14. Właśnie przeczytałam opublikowaną całość i musze przyznać, że szczerze zazdroszczę Ci warsztatu, jaki posiadasz. Bardzo rzadko można spotkać tak prosty w przekazie, a jednocześnie bogaty w ogólna estetykę tekst. Każda z postaci jest dopracowana i pozwala czytelnikowi na jej analizę, domysły. Jednocześnie również stwarzasz pozory „ poznawania” a to jest genialne. Jakby każde z nich można było spotkać na ulicy, bo mimo fikcji literackiej posiadają naturalność. Nie wiem jak inny, ale Ja już mam swoje typy na plus i na minus, dlatego też Bazyli ewidentnie jest moim tematem jeden owego opowiadania. Uwielbiam ludzi, którzy swym sarkastycznym sposobem bycia zmuszają nas do kontrolowania a nie bezsensownego paplania.” Nie podoba się” mi natomiast Cyrus, bo mimo zamiarów wykrzesania z drużyny resztek kultury ( tępienia Filipa jest genialne!) Drażnią mnie w nim despotyczne naleciałości! Emilia… no cóż wbrew wszystkiemu jest realnym przykładem zacofania, dlatego też choć zapewne nie zyska sympatii czytelników moim zdaniem ciebie jako autora stawia jedynie w lepszym świetle, nie ukazujesz tym samym cukierkowego nieistniejącego świata, a raczej prawie realną licealną rzeczywistość warszawy. Co do samego Nataniela uwielbiam sposób, w jaki opisujesz jego emocjonalność i choć niektóry jego „zagwozdki” są wręcz banalne to chyba właśnie to jest w nim najciekawsze. Cóż a już największym plusem tego opowiadania jest fakt iż budujesz akcję która nie opiera się na bezsensownym rzucaniu się sobie w ramiona ( wszyscy wszystkim bo przecież moda na sukces jest nie zatapialna ;/) i je przyczepianiu wszystkim bohaterom tęczowych wstążeczek co jak już mówiłam prowadzi do fenomenalnej naturalności opowiadania.
    Pisanie sensownych komentarzy nigdy nie było moja mocna stroną dlatego mam nadzieję że nie uraziłam Cię za mocno bo zdecydowanie nie miałam takiego zamiaru ;)


    PS. Wybór imion w opowiadaniu jest wręcz wyszukany;) że tak to ujmę. Sam również się tym interesujesz, dlatego taki wybór czy raczej nie tolerujesz banalności?

    Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! To bardzo długi i schlebiający opowiadaniu komentarz! Dziękuję. Cieszę się, że oceniasz postacie. Że widzisz w nich więcej niż tylko fikcję. Masz tych których lubisz i nie. Zawsze mnie to cieszyło, gdy Czytelnicy dostrzegają w postaci coś więcej.
      Ani jednym słowem mnie nie uraziłaś! Dałaś mi tylko siłę na pisanie kolejnych części, które, mam nadzieję, również Cię zainteresują.
      Jeżeli chodzi o imiona postaci wybieram je z trzech powodów. Pierwszy - wydaję mi się, że na swój sposób łatwiej sobie taką postać wyobrazić. Nie sądzę, aby był dużo Natanielów, Bazylich czy Gerardów. Masz pustą kartę, którą samemu można zapełnić. Drugi - w tym opowiadaniu do pewnego stopnia jest znaczenie i pochodzenie imion. A trzeci powód - sam mam fetysz dziwnych imion i jest po prostu uwielbiam! :D

      Usuń
  15. Emm... Skoro masz fetysz "dziwnych imion" to chyba bała bym się podać ci swoje w obawie co mogła bym usłyszeć ;) Co do zainteresowania to możesz być pewny, że dawno już nic mnie tak nie wciągnęło ;) Pozdrawiam i życzę weny oczywiście ;)
    PS. Bazylich nigdy nie spotkałam, natomiast Gerardów znam aż dwóch ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Waaa! Zazdroszczę! Nie znam żadnych Gerardów ani Bazylich :P

      Usuń
  16. W mojej szkole też jest system szczęśliwych numerków :) Tyle, że wywieszane są na tablicy ogłoszeń przy wejściu.
    Gerard ma cudowne oczy...

    OdpowiedzUsuń
  17. opowiadanie świetne choć trochę za bardzo przypomina mi pewne anime :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Ekhem... Mimo, iż opowiadanie jest bardzo fajne oraz wciągające to... Mam pewne "ale". Nie co do stylu pisarskiego czy żadnej z postaci, ale języka japońskiego... "Watashi wa" piszę się osobno, tak samo jak "anata ga". Może o tym wiesz, ale napisałeś to razem, więc tak tylko mówię... Ale jak nie wiesz to wytłumaczenie jest proste: Gdyż "wa" oraz "ga" są partykułami... To tak jakby w języku polskim napisać "ja jestem" razem... Wyszłoby z tego "jajestem". Ale to taka mała uwaga, bo ja lubię zwracać uwagi na szczegóły i głupoty xD. Nie bij, nie chciałam Cię urazić w żaden sposób. Nawet powiem, że Cię podziwiam. Styl w jakim piszesz jest zdumiewająco dobry i przyciągający. Jedyne do czego jeszcze mogłabym się przyczepić to wypowiedzi bohaterów, są zbyt oficjalne... Ale w to raczej nie wolno ingerować, bo to inwencja autora, który dopasowuje wypowiedzi do charakterów postaci, dlatego ta uwaga jednak jest zbędna. :p
    Ale ogólnie patrząc to to opowiadanie robi ogromne wrażenie. Wielki szacun i pochylam głowę! (Sama lubię pisać opowiadania, ale nie wiem czy dorównywałyby one Twoim, bo ja jeszcze pracuję nad swoim stylem... I także póki co piszę w pierwszej osobie. ^^ Lubię wcielać się w bohatera, zarówno jego myśli jak i uczucia, wspaniałe uczucie i frajda nie z tej ziemi. :3)

    OdpowiedzUsuń
  19. Szanowny Autorze! :D Jeśli jeszcze czasem zaglądasz na tego bloga i odczytujesz komentarze, to... wiedz, że Cię wielbię :D
    Nie no, poważnie, miałam skomentować to opowiadanie jak już skończę je czytać (a mam tę niezaprzeczalną przyjemność czytania kiedy chcę, bo wszystkie rozdziały już są), ale nie mogę się powstrzymać! Ja wiem, że wzorowałeś to opo na anime "Kuroko..", które swoją drogą oglądałam dość niedawno i jestem nim absolutnie zachwycona (a nigdy nie lubiłam koszykówki; w liceum kosz na wfie to było czyste zło i kara dla mnie), ale robisz to z takim wyczuciem, takim smakiem, że aż czuję takie dziwne, ale bardzo przyjemne "coś" tak wewnątrz mnie ;) Taka radość i ekscytacja połączone z pewnego rodzaju rozczuleniem, choc sama nie wiem dlaczego. Doceniam, że tak wspaniale mieszasz zapożyczone z anime cechy lub wygląd postaci, dając życie postaciom ze swego opowiadania. Na przykład cudowny Marek ma talent do rzutów jak Midorima (mój Kurokowy ulubieniec! <3), ale z zachowania jest zupełnie inny, bardziej przypomina mi Kise - taki żywiołowy, optymistyczny itd. Za to dla mnie jak Kise wygląda Bazyli - te złote oczy! Tak że wiesz o co mi chodzi. I bynajmniej nie przeszkadzają mi te zapożyczenia! Ba! Wręcz potęgują przyjemność czytania!
    Tak poza tym fajnie, że akcja toczy się w W-wie, za którą co prawda nie przepadam, ale zawsze to miło jak padają znajome nazwy miejsc.
    I jeszcze jedno - wielbię Cię za japońskie wstawki i fakt, że chłopaki lubią anime! To nadaje takiego.. hm.. błysku! Tak uprawdopodobnia całą historię, a bohaterowie stają się przez to głębsi i wyraźniejsi.
    Skoro nie wiem jeszcze co stanie się dalej, to mogę sobie pozwolić na obstawienie z kim będzie Natan :P Otóż wydaje mi się, że do Gabriela nie dzwoni dziewczyna, tylko chłopak (bo chyba nikt z jego znajomych nie widział jego wybranki serca na własne oczy, nie?), a więc jest gejem, a poza tym czasem rzuca ukradkowe spojrzenia na Nata, a więc... no! Oni będą razem! Tadam!

    Alys
    (zmykam czytać dalej)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, że jak na razie moją ulubioną postacią tutaj jest Cyrus :) Taki chłodny i opanowany, ale jak walnie jakomuś ciętą ripostę... ^^ No i ten respekt i szacunek jaki mu okazują pozostali... aż sama zaczynam go czuć ;)

      Usuń
  20. Pozdrawia 1% populacji czyli osoba z heterochromią ;) a także wielka fanka opowiadań. Jedyne co to przeraża ilość bohaterów, przy PiR jest łatwiej wszystko ogarnąć :x

    OdpowiedzUsuń