Opowiadanie inspirowane jest anime Kuroko no Basuke!

Wejść na bloga (Od 20.07.2012r.)

niedziela, 12 sierpnia 2012

Rozdział 14 - Mecz

Rozdział 14 – Mecz



            Reszta tygodnia minęła mi na szczęście pod znakiem meczu i treningów, aniżeli zastanawianiem się co też uknuł sobie Bazyli. Znów zacząłem z nim rozmawiać, a wszystko między nami wróciło do poprzedniego porządku. W końcu doszedłem do wniosku, że nasz pocałunek był jedynie moim snem. Dlatego przestałem sobie zawracać tym głowę. Nie wiem czemu, ale po paru dniach Bazyli patrzył na mnie zdenerwowanym wzorkiem. Również i to zignorowałem. Nie miałem ochoty bawić się w jego grę. Tym bardziej, że prawdziwa gra miała mieć miejsce w piątek.
            Nim jednak ten dzień nastał zdążyłem się wyleczyć z mojego przeziębienia. Cyrus kazał mi zażyć syrop z cebuli, którym (podobno) zawsze leczyła go jego babcia. Dlatego później drużyna trzymała się ode mnie z daleka bo nieszczególnie pachniałem. Po zażyciu dużej dawki tego specyfiku sam starałem się siebie nie wąchać. Nie dziwiłem się innym.
            Przez mecz nie mogłem pojawić się na treningu tenisa, a więc znów straciłem okazję, aby porozmawiać z Aleksem. Chłopak chodził po szkole z widoczną huśtawką emocjonalną. Raz palił wszystkich wzrokiem albo nagradzał szczęśliwym uśmiechem. Zdarzało się, że pląsał w rytm swojej ulubionej nuty, a potem przemierzał korytarz podpierając ścianę.
            Zakładałem, że wszystko to wiąże się z Szymonem, który jak zawsze wyglądał na spokojnie zadowolonego. To był ten typ człowieka, który godził się na wiele rzeczy i zasadniczo był szczęśliwy. Nie brakowało mu niczego, zawsze mu się powodziło, a więc przez większość postrzegany był jako nudny. Jednak przez Aleksa widziany był jako cud na nogach z torbą na ramieniu. Nie wiedziałem za to jak się między tą dwójką układa. A głupio było mi się pytać Szymona.
            Dodatkowo mój czas pochłaniały treningi i ostatnie poprawki do mojego pierwszego meczu. Zauważyłem, że chodzę coraz bardziej zestresowany, mniej jem, mniej piję, częściej podryguję nogą. Raz Marek uderzył mnie mocno w kolano z otwartej dłoni z taką siłą, że po klasie rozeszło się głośne „plask”. Zwróciliśmy wtedy na siebie całą uwagę koleżanek i kolegów.
            Aż w końcu nadszedł ten wieczór. Dobrze, że siedziałem w ciepłej szatni, bo za oknem lało jak z cebra. Cała drużyna się rozgrzewała, Roksana powtarzała po raz kolejny strategię gry, a trenerka motywowała nas zwycięską przemową.
            Jak zauważyłem każdy z chłopaków miał swój sposób na spędzanie ostatnich kilku minut przed meczem. Dlatego panowała tu teraz cisza. Ja siedziałem na ławce i nerwowo bawiłem się frotką. Obok mnie leżał Marek z zamkniętymi oczami i oddychał spokojnie. Dawid kręcił na palcu piłkę, a Filip słuchał muzyki. Dźwięki wylewały się z jego słuchawek. Gabriel siedział tyłem do wszystkich mrucząc coś sam do siebie. Jedynie Cyrus stał pod ścianą z krzyżowanymi rękami na piersi i obserwował nas uważnie.
            - Już czas – oznajmiła trenerka Wagner. – Chodźmy.

(Dla przyjemniejszego czytania polecam włączenie tej piosenki)
Flo Rida - Good Felling


            Skinęliśmy głowami i opuściliśmy szatnie. Na korytarzu minęliśmy się z naszymi przeciwnikami. Wszyscy byli wysocy i dobrze zbudowani. Dostrzegłem również tego, przez którym ostrzegała nas Roksana. Był barczysty, o prawie jednej gęstej brwi. Miał trochę tępe spojrzenie, ale po samym jego wyglądzie stwierdziłem, że jest paskudnie silny i brutalny. No i jadł gile. Wzdrygnąłem się.
            Poczułem na sobie rozbawione spojrzenia. Nie chodziło o to co przed chwilą zrobiłem, a raczej o mój wzrost. Wroga nam teraz drużyna najwidoczniej miała ze mnie niezły ubaw.
            - Pamiętaj, wzrost to nie wszystko – szepnął do mnie Cyrus. Skinąłem głową.
            Gdy pojawiliśmy się na boisku zostaliśmy nagrodzenie brawami. Marek szturchnął mnie i wskazał pewien punkt na trybunach. Spojrzałem tam i pomachałem. W jednym z najwyższych rzędów siedzieli Felicja, Emilia i Bazyli. Nawet tu czułem jego złote oczy.
            Nim mecz się rozpoczął cała nasza dziewiątka graczy skupiła się w kręgu. Założyliśmy sobie ręce na ramiona i utworzyliśmy całkiem ładne kółko kolorowych włosów. Cyrus milczał chwilę nim zaczął przemowę.
            - Pamiętajcie, że dużo trenowaliśmy. Dużo ćwiczyliśmy. Przekraczaliśmy granice naszych możliwości, dlatego dzisiaj nawet nie uwzględniajcie w swoich planach porażki – wszyscy skinęli głową. – Jesteśmy silni i zgrani. Każde z nas ma dar i talent – kontynuował spokojnie, ale jednocześnie władczo. – Wszyscy razem jesteśmy niepokonani i zdobędziemy mistrzostwo. Ten pierwszy krok będzie najtrudniejszy, ale wiem, że damy radę go zrobić. Nie lekceważcie przeciwnika i pokażcie mi dobrą grę!
            - Rozkaz! – krzyknęliśmy.
            - Wierzę w was wszystkich. A wy w siebie?
            - Tak jest!
            - A więc pokażcie to światu!
            Wszyscy ryknęliśmy.
            - Pierwszą połowę będziesz na ławce – poinformował mnie kapitan, gdy wszyscy się rozchodzili. – Nie jesteś jeszcze w stanie wytrzymać całej gry. Rozgrzewaj się.
            Ponownie skinąłem głową. Nie miałem siły ani odwagi, aby coś powiedzieć. Wraz z rezerwowymi, trenerką, Samsonem i Roksaną usiadłem na naszej ławce. Po drugiej stronie rozgościła się głośna drużyna przeciwna. Nie patrzyłem w ich kierunku, ale dobrze wiedziałem, że oni patrzą tu. A konkretniej na mnie, aby trochę się pośmiać.
            Próbowałem się nie denerwować, ale to nie było łatwe. Zdałem sobie sprawę w jakim położeniu się znajduję. To nie będzie trening, tylko prawdziwy mecz eliminacyjny. Jeżeli popełnię błąd będzie to kosztować całą drużynę. Ponadto tłum ludzi na trybunach wcale mi nie pomagał.
            - Dobrze się czujesz? – zapytała Roksana.
            - Może masz jakieś tabletki antystresowe?
            - Mam. Ściśnij jaja.
            - Dzięki.
            Wyszczerzyła ząbki.
            Reszta drużyny przywitała się uściskiem dłoni z przeciwnikami i ustawiła się na swoich pozycjach. Sędzia stanął po środku gotowy do rozpoczęcia.
            Gwizdnął i podrzucił piłkę. Jak zwykle zgarnął ją Gabriel i to my zaczęliśmy atak. Przeżywanie wszystkiego wraz z tłumem ludzi było sto razy bardziej emocjonujące. Głośny doping, skowyt zawodu, gdy ktoś nie trafił i wykrzykiwanie imiona zawodników ubarwiały całe spotkanie i sprawiały, że z szarych treningów przeszliśmy do sportu pełnego koloru i siły. Z podziwem obserwowałem moich przyjaciół. Nie minęła minuta meczu, a zdobyli cztery punkty.
            Ich kombinacja była zabójcza. Cyrus był rozgrywającym i nie widziałem, aby na boisku ktoś poruszał się szybciej od niego. Śmigał po boisku jak błyskawica rzucając do drużyny krótkie rozkazy typu „obrona” lub „podanie”.
            Filip za to genialnie dryblował wprawiając przeciwników w zakłopotanie. Nikt nie był w stanie odebrać mu piłki, a gdy Filip nagle przestawał i prostował się z uniesionymi dłońmi, wprawiał przeciwników w większe ogłuszenie. Okazywało się, że w czasie swojego hipnotyzującego dryblingu podawał komuś piłkę.
            Marek, gdy tylko dostał piłkę, o ile ktoś mu nie przeszkadzał, przez chwilę z uśmiechem bawił się z przeciwnikiem, aby potem zdobyć miażdżące trzy punkty.
            Wcześniej nie mogłem odgadnąć jaki talent ma Dawid, ale teraz dokładnie to widziałem i zdałem sobie sprawę, że stosował już to podczas treningów. Jego styl gry nie przypominał stricte koszykarskiego co raczej uliczne triki i zmyłki. Często udawał, że komuś podaje, ale zachowywał piłkę dla siebie i szybko omijał przeciwnika. Robił to na przemian, a więc nie wiadomo było kiedy blefuje, a kiedy naprawdę komuś podaje. Ogłupiał przeciwników z uśmiechem i bardziej profesjonalnie niż Filip.
            Zaimponował mi Gabriel. Był szybki, silny i to on zdobywał najwięcej punktów. Na jego twarzy malowało się absolutne skupienie. Gdy ktoś odebrał mu piłkę przez jego twarz przemykał cień agresji i szybko odzyskiwał zgubę. I skakał tak wysoko, że nikt nie mógł go zatrzymać. Nawet mur z dwóch osób został przez niego pokonany.
            Cała piątka była rewelacyjna…
            Nie znaczyło to, że nasi przeciwnicy byli słabi. Wręcz przeciwnie. Może nie byli tak zgrani jak my, ale mieli zasoby siły i wytrzymałości. Takich, jakich mi brakowało. Ich rzuty były celne i potrafili wyrównać wyniki jak i na chwilę zdobyć przewagę.
            Tłum szalał z każdymi zdobytymi punktami. Zdawało mi się, że słyszę głośne nawoływanie Felicji. Głośno krzyczała, gdy to Marek był przy piłce. On się cały czas uśmiechał i śmiał. Chyba działał na nerwy przeciwnikom bo rzucali mi wrogie spojrzenia.
            - Natan! – ryknął Cyrus. – Miałeś się rozgrzewać!
            Powstałem jak na rozkaz i zrzuciłem bluzę. Cyrus widział nie tylko to co się działa na boisku, ale i poza nim. Czym prędzej rozpocząłem moją rozgrzewkę pod okiem Samsona. Jednak nie mogłem oderwać oczu od gry. Gdy skończyła się pierwsza z czterech kwart prowadziliśmy sześcioma punktami. Trenerzy obu drużyn poprosili o czas.
            Rezerwowi szybko podali butelki z wodą zawodnikom, a ja się im przypatrywałem. Oddychali ciężko, byli już spoceni.
            - Idzie nam dobrze – oznajmił Cyrus. – Druga kwarta też należy do nas.
            Wszyscy pokiwali głowami.
            - Natan, przygotuj się, wchodzisz na trzecią.
            Skinąłem głową.
            - Z kim się zmieni? – zapytał Filip.
            - Nie wiem. Zależy od waszej gry w tej części – odparł kapitan. Otarł spocone czoło. – Grają tak jak przewidziałaś – zwrócił się do siostry.
            - Mówiłam – wzruszyła ramionami. – Teraz rzucą się na Gabriela, osłaniajcie go. Zdobywa najwięcej punktów, będą chcieli go spowolnić. No i jeszcze nie wpuścili swojego najsilniejszego gracza.
            Mimowolnie nasze oczy poleciały w tamtym kierunku. Łysy zjadacz gili dalej siedział na ławce, ale widać, że skończył rozgrzewkę.
            - Wpuszczą go teraz? – zapytał Cyrus.
            - Wątpię – odpowiedziała. – Teraz mają szansę jeszcze wyrównać. Używają go zawsze w drugiej połowie – tłumaczył Roksana patrząc na swój clipboard. – Jeżeli są już naprawdę pogrążeni. On jest ich asem w rękawie. Obawiam się, że będziecie musieli się z nim zmierzyć.
            Cyrus opanowanym spojrzeniem przeleciał po trybunach, a potem wrócił do nas.
            - Jak wasze morale?
            - Dokopiemy im! – oznajmił Dawid.
            - Nie ma opcji, abyśmy teraz przegrali – dodał Marek. – Jesteśmy w dobrej formie.
            - Przegrają – stwierdził złowieszczo Gabriel. – Nie mają z nami szans.
            Cyrus uśmiechnął się delikatnie, a w tym czasie sędzia gwizdnął. Rozpoczęła się druga kwarta.
            - Nie wystawili go – uśmiechnęła się Roksana, zapisując coś. – Do przewidzenia…
            Albo mi się wydawało albo druga część spotkania zleciała dużo szybciej. Dalej utrzymywaliśmy prowadzenie, tym razem już o całe dwanaście punktów. Strata trudna do nadrobienia przy takim kierunku gry.
            Przerwa była tym czego potrzebowali członkowie drużyny. Wypili prawie po butelce wody. Pot ściekał po ich twarzach, ale wyglądali na zadowolonych.
            - Nie ważcie się tracić ciepła! – jęczał Samson, który chodził przy ławce i wszystkich przykrywał ich dresowymi kurtkami. – Nie możecie teraz tracić ciepła ciała!
            - Jeżeli utrzymamy taką grę, wygramy. – Cyrus wydawał się być zadowolony. Sam usiadł na ławce. – Natan, wchodzisz.
            - Jasne. Za kogo?
            - Za mnie.
            Cała drużyna utkwiła w nim spojrzenia.
            - Bez ciebie, kapitanie? – zdziwił się Filip. – Ale… jesteś najszybszy.
            - Dlatego najszybciej się zmęczyłem – odparł. – Dacie radę. W razie czego wejdę w czwartej.
            - Jesteś pewien? – Tym razem to ja wyraziłem swoje obawy. Nie wiedziałem kogo bym miał zastąpić, ale nie brałem nawet pod uwagę kapitana. – Nie dorównuję tobie…
            - Trochę więcej wiary w swoje umiejętności, Natan. – Cyrus położył sobie ręcznik na głowę. – Naprawdę sądzisz, że gdybym nie uważał cię za godnego zmiennika, to bym ci pozwolił grać?
            - Masz wobec mnie duże wymagania…
            - Wobec każdego mam takie same wymagania – stwierdził. – Oszczędzaj oddech, Natanielu. Przyda ci się na boisku.
            Przez resztę przerwy milczałem. Wyłączyłem się i starałem się nie słyszeć tych podnieconych głosów wokół. Nie chciałem słyszeć rozmów i przesądzania wyniku. Właśnie miałem wziąć udział, po raz pierwszy w życiu, w grze o poważnej stawce. Tak się składało, że przegrana drużyna już nie mogła brać udziału w dalszych rozgrywkach.
            Gwizdek dał znać, że już czas. Trzecia kwarta miała się zacząć właśnie teraz. Gdy pojawiłem się na boisku usłyszałem moje imię skandowane przez dwie przyjaciółki i paru innych uczniów naszej szkoły. Dotarły do mnie jednak też gwizdy i śmiech od rywali. Niestety na boisku pojawił się ten łysy. Teraz, wyprostowany i w bojowym nastroju wyglądał naprawdę groźnie. Zmierzył mnie wzrokiem jak robaka i prychnął.
            Gra rozpoczęła się. Ponownie Gabriel zdobył piłkę i zwiększyliśmy różnicę punktów. Jednak potem, gdy piłkę zdobył ten gigant, nie mieliśmy szans. Ominął Dawida i Filipa, nie dał się zwieść Gabrielowi, a ja nawet nie zdążyłem dobiec, gdy zdobył trzy punkty, fenomenalnym rzutem. Nie mogliśmy nic zrobić. Trzecia kwarta należała do przeciwnika i wyszedł on na prowadzenie.
            - Jest dobry – sapnął przy mnie Marek. – Bardzo dobry.
            - To na pewno człowiek? – zapytałem. – Gra tak szybko.
            - Może gile mają jakieś magiczne właściwości? – zaśmiał się. Mlasnąłem z niesmakiem. – Mam mały pomysł, ale nie wiem czy się uda. Pozostała czwórka ciągle nas blokuje…
            Niestety tak było. Podczas gdy łysy przemierzał boisko pozostali skutecznie nas blokowali.
            - Zamieniam się w słuch.
            - To jest strata do odrobienia – stwierdził patrząc na tablicę wyników. – A więc tak…
            Rozpoczęła się czwarta i ostatnia kwarta. Tłum szalał, bo wynik w każdej sekundzie mógł się zmienić. Cyrus wstał z ławki i z założonymi rękami obserwował uważnie naszą grę co jakiś czas coś do nas krzycząc.
            Oddychałem z trudem, ale musiałem teraz wykorzystać resztki mojej wytrzymałości. Jeżeli plan Marka się powiedzie, moglibyśmy szybko odrobić stratę. Gra rozpoczęła się, na szczęście na naszych warunkach, bo Gabriel zdobył kolejne punkty. Potem piłka należała do przeciwników i ci odrobili stratę.
            Gdy spadła z kosza, szybko po nią podbiegłem i cisnąłem przez całe boisko. Stał tam Gabriel, który z zaskoczeniem, ale i zadowoleniem przyjął piłkę i zdobył punkty. Publiczność zamarła.
            - Co to było? – rzucił łysy. – Co?
            - Uff… - otarłem czoło frotką. – Działa.
            Gra została wznowiona, a ja czym prędzej pognałem na drugą połowę. Gdy łysy był przy piłce wychyliłem się zza jego sojusznika i wybiłem piłkę, która trafiła w ręce Gabriela. Gwizdek oznajmił zdobycie punktów, a łysy mi się przypatrywał.
            - Skąd ty się tu wziąłeś?!
            - Cały czas tu byłem – odparłem. Wróciłem na swoją połowę, gotów do zatrzymania kolejnego ataku. Moje nogi zaczęły mnie boleć, ale zignorowałem to. Brakowało nam pięciu punktów do wyrównania.
            Gdy łysy podał do swojego, wybiłem piłkę w trakcie jej lotu. Trafiła w dłonie Filipa, który sprawnie minął obronę i zdobył dwa punkty.
            - Co się dzieje do cholery? – ryknął łysy. – Pilnujcie tego krasnala!
            - Ech – westchnąłem. Chyba musiałem przywyknąć do tego miana. Kolejna ich zagrywka skończyła się tym, że zdążyłem odebrać piłkę w locie i odbiłem ją do Dawida. Ten z radością doprowadził do różnicy jednego punktu.
            - Dobrze! – krzyknął Marek. – Dwa punkty do wygranej i dwie minuty do końca! Czuję się jak w hollywoodzkim filmie! – wyszczerzył zęby.
            - Albo jak w opowiadaniu prowadzonym przez całkiem smutnego człowieka, który siedzi całe dnie w domu i pisze opowiadania podbiegające pod każdy przypadek cliche.
            - Ha, ha! No może – uśmiechnął się. – W każdym razie musimy wygrać. Bo nie będzie miał o czym pisać.
            Roześmiałem się. Łysy ruszył na nas wraz z całą drużyną. Najwidoczniej postawili wszystko na jedną kartę. Gdy miałem zamiar odebrać mu piłkę, odepchnął mnie z taką siłą, że się przewróciłem. Syknąłem z bólu, gdy zderzyłem się z parkietem i prześlizgnąłem się parę metrów dalej. Po widowni rozległo się głośne „buuuuu!”.
            - Faul! – oznajmił sędzia.
            - Nic ci nie jest? – przy mnie pojawił się Gabriel i pomógł mi wstać.
            - Nie. Wszystko w porządku – otrzepałem się. – Ostatnio często mnie podnosisz.
            - To się nie przewracaj – klepnął mnie w plecy. – Do boju.
            Gra została wznowiona od mojego podania do Dawida. Marek został z tyłu wraz z Filipem. Dawid podał do mnie, ja w mgnieniu oka do Gabriela, a ten cofnął piłkę do Marka, bo był mocno obstawiany. Ale potem objawił się dar Marka. Rzut za trzy punkty.
            - Zatrzymać go! – ryknął łysy. Coś mi mówiło, że mógł być kapitanem.
            - I hop. – Marek podskoczył wysoko i rzucił. Piątka graczy podskoczyła, aby zatrzymać piłkę, ale niewiele to dało. Piłka przeleciała przez kosz i zdobyliśmy trzy punkty. Kilka sekund później rozległ się gwizdek kończący grę. Ostateczny wynik to 68 : 66 dla nas. Nasza szkoła wpadła w euforię. Oklaski i krzyki rozchodziły się po całej sali. Przeciwnicy klęli pod nosami i zeszli z boiska. Stałem chwilę w miejscu i usiadłem na parkiecie.
            - Padam… - westchnąłem.
            - Nie bądź Edith Piaf! – zaśmiał się Marek i usiadł koło mnie. – Wygraliśmy!
            - Wiem – wziąłem głęboki wdech. – Naprawdę wygraliśmy!
            - Przecież mówię – położył się a plecach.
            - Wstawaj, draniu! – krzyknął nad nim Dawid. – Zdobyłeś zwycięskie punkty!
            - Co nie?! – Natychmiast wstał. – Mega!
            Przybili sobie piątki. Dołączyła do nas i reszta. Obejmowaliśmy siebie i składaliśmy gratulację. Zbiegli do nas uczniowie chcący nam pogratulować.
            - Natan! – usłyszałem. Spojrzałem w stronę trybun. Właśnie z nich schodziła moja mama i tata. Uśmiechnąłem się do nich, gdy mnie przytulali. – Nie wiedziałam, że grasz tak dobrze!
            - Nie gram dobrze – odparłem. – Jedynie odbijam i kradnę piłkę…
            - Wygraliście! – klasnęła w dłonie. – I tyle punktów dzięki tobie! Jestem z ciebie dumna!
            Zamrugałem oczami i odwróciłem wzrok.
            - Dziękuję…
            - Pewnie teraz idziecie świętować? – zapytała.
            - Myślę, że tak – pokiwałem głową. – Najpierw jednak się trochę umyję…
            - I wysusz porządnie włosy!
            - Mamooo… tu są moi koledzy z drużyny…
            Zaśmiała się i razem z ojcem wyszli. Ja westchnąłem. Powoli robiło się luźniej, gdy publiczność znikała. A my… my awansowaliśmy dalej. Znalazłem się w szatni w której Cyrus zaszczycił nas krótką przemową pochwalną, ale dodał, że stać nas na więcej. Oznajmił też, że następne treningi będą cięższe, co przywitaliśmy sarkastycznym „hura”.
            - Pod prysznic, drużyno – rozkazał Cyrus, zdejmując koszulkę. Prawie przygryzłem wargi na widok jego pięknego ciała.
            Gabriel westchnął głośno, gdy wyjął z torby swoją komórkę.
            - Kontrola? – zaśmiał się Filip.
            - Ta…
            - Kiedy w ogóle ją poznamy, co? – zapytał ciekawsko.
            - Nie wiem. Nie mieszka w Warszawie.
            - Och, no tak. Tak trudno dojechać do stolicy – prychnął. – To chociaż na Facebooku?
            - Ona nie ma Facebooka.
            - Laska nie ma Facebooka? – powtórzył z niedowierzeniem. – Nie sądziłem, że taki przypadek istnieje! To jak wstawia wasze słodkie zdjęcia, gdy się całujecie czy coś?
            Gabriel zawarczał groźnie. Filip uniósł dłonie w geście poddania się i zgarnął swój ręcznik. Przybił piątkę z Dawidem i razem zniknęli pod prysznicem.
            Gabriel wyszedł porozmawiać przez telefon, a Marek i Cyrus rozebrali się do bokserek. Musiałem przyznać, że ich ciała mogły skończyć w panteonie greckich bogów.
            - Ja… muszę do łazienki…
            - Źle się czujesz? – zapytał z troską Marek.
            - Nie – pokręciłem głową. – Po prostu…
            - Każde osłabienie organizmu masz meldować Samsonowi – nakazał Cyrus.
            - Ludzie, po prostu sikać mi się chce.
            - Aaaa – odparli obaj. – To dobrze, że nie sikasz pod prysznicem.
            - Pod pryszni…? Fuj! Łe – pokręciłem głową i opuściłem szatnie. Faceci na swój sposób byli odpychający. Przemierzając korytarz w poszukiwaniu łazienki, usłyszałem strzęp rozmowy telefonicznej.
            - Znowu cię nie było – rzucił z wyrzutem Gabriel. – Przecież wiesz ile to dla mnie znaczy… Nie mów tak – westchnął. – To nie jest moja głupia zabawa, zrozum, to… Nie zrezygnuję, mówiłem ci…
            Reszty wolałem nie słyszeć, więc na palcach przemknąłem za nim. Korytarz był słabo oświetlony. I nigdy nie potrafiłem się tu odnaleźć.
            - Zawsze tak ludzi ignorujesz, czy tym razem specjalnie?
            Drgnąłem, gdy ktoś za mną przemówił. Ktoś dobrze mi znany.

 (Dla przyjemności czytania polecam włączyć ten utwór)
Grove Coverage - Poison



            - Bazyli? – odwróciłem się. Stał oparty o ścianę, w cieniu korytarza. – Przepraszam, nie zauważyłem cię…
            - Jasne – odparł.
            - Naprawdę – westchnąłem. – Ale jak tam wolisz.
            Między nami zapadła cisza. Nie wiedziałem co powiedzieć. Prawdę mówiąc byliśmy teraz sami od dłuższego czasu, a sprawa pocałunku pozostawała niewyjaśnioną.
            - Nieźle grasz – odezwał się radośnie. – Naprawdę, nie spodziewałem się, że ktoś tak niski może mieć znaczenie w koszykówce.
            - Wzrost to nie wszystko – zacytowałem Cyrusa.
            - Już się na mnie nie dąsaj – westchnął i odepchnął się od ściany. – Ta sytuacja jest dla mnie tak samo krępując co dla ciebie.
            - Odniosłem inne wrażenie.
            Zamilkł na chwilę i podrapał się po głowie.
            - Wiem, że unikanie tematu mogło mnie postawić w złym świetle…
            - Tak się stało. Mów dalej.
            Westchnął.
            - Nie dasz mi wytłumaczyć?
            Zamrugałem oczami.
            - A co tu jest do tłumaczenia? – zdziwiłem się. – Doświadczyłem czegoś podobnego w przeszłości. Nic z tego nie wyniknie.
            - Chciałem sprawdzić czy jesteś gejem – przerwał mi. Zamurowało mnie i odebrało głos.
            - Co?
            - Tak. Chciałem sprawdzić czy jesteś gejem – wzruszył ramionami. – Gdybyś dał mi w pysk, to znaczy, że byś nie był. Jednak ukrywasz to głęboko. Zakładam więc, że nim jesteś.
            Poczułem, że robię się czerwony na twarzy.
            - A… A ty?
            - Co ja? Czy jestem gejem? – wzruszył ramionami. – Nigdy się tym nie interesowałem. Wcześniej wolałem dziewczyny, aż do zeszłego piątku, gdy pojawiła się myśl, aby pocałować chłopaka.
            - I pocałowałeś mnie? Bo chciałeś?
            - Tak.
            - Zawsze robisz to co chcesz? – zmrużyłem oczy. Machnął ręką lekceważąco.
            - Nie zrozum mnie źle. Otworzyłeś przede mną nowe możliwości – uśmiechnął się, zbliżając się do mnie. – Jestem ci za to wdzięczny.
            - Nie rozumiem, o co ci chodzi.
            - Posłuchaj… ty jesteś gejem, a ja początkującym. Nieważne jak absurdalnie to zabrzmi, chcę się z tobą przyjaźnić.
            - Przyjaźnić? – uniosłem brew. – Wybacz, ale całowanie nie podpada mi pod przyjaźń.
            - Jesteś taki staroświecki – westchnął. – Co to za zabawa bez całowania?
            - Przyjaźń. I to nie jest zabawa – odparłem. – Nie rozumiem cię, Bazyli. Chociaż naprawdę próbowałem. Zignorowałeś mnie w szkole, nawet nie wróciłeś do tematu.
            - I źle ci z tym?
            - Nie tyle co źle, co raczej czułem się niepewnie.    
            Bazyli westchnął. Założył ręce na piersi.
            - Dużo wzdychasz – zauważyłem.
            Przyjrzał mi się uważnie. Jego złote oczy były naprawdę hipnotyzujące. Chciałem stanąć bliżej, aby móc im się lepiej przyjrzeć. Zapragnąłem ponownie poczuć jego ciepłe usta. Wydawało mi się to żałosne jak bardzo tego chciałem, mimo iż nic do niego nie czułem. Nie byłem nawet pewien czy byliśmy jeszcze przyjaciółmi.
            A jednak posmak jego trucizny dalej budził mój umysł. Odrętwiał umysł, paraliżował ciało. Jak to się stało? Może dlatego, że nigdy nikt mnie tak nie całował. Dobra, całowałem się wcześniej tylko raz, ale w przeciwieństwie do tamtego chłopaka, Bazyli naprawdę znał się na rzeczy. Tak zachłannie zapragnąłem jeszcze raz tej przyjemności, że zapominałem o moich zasadach i wizji idealnego związku.
            - Bo nawet spocony, dobrze pachniesz.
            Szlag. Musiał to powiedzieć? Odwróciłem wzrok. Nie mogłem ponownie dać mu się sprowokować, mimo że czułem taką potrzebę.
            - Przestań – odparłem. – Jestem po meczu. To jasne, że śmierdzę.
            Uniósł brew.
            - Skoro tak twierdzisz – przeciągnął się. – Dobrze, Nat. Miło się rozmawiało. Poczekam pod halą z dziewczynami. Podobno mamy iść świętować z wami. Jeszcze raz moje gratulacje – poklepał mnie po ramieniu, gdy mnie mijał. – Piękny i emocjonujący mecz.
            Ruszył przed siebie, powolnym i nonszalanckim krokiem. Nie odwróciłem się za nim. Dobrze wiedziałem, że jeszcze mnie kusi. Kusił gestem, spojrzeniem, krokiem, słowem, oddechem i wyglądem. I prawdę mówiąc nie wiedziałem co zrobić.
            Jego usta niestety, zawierały jad, którego ciężko było się pozbyć z organizmu.


ROZDZIAŁ 13 - ZDJĘCIE

_____________________________________________________
            Hej! Dziękuję za tę niesamowitą ilość komentarzy! Jestem zachwycony! :) Naprawdę! Nie mogę uwierzyć, że tak żywo interesujcie się wydarzeniami w całkiem świeżym opowiadaniu! Nawet nie wiem co Wam dokładnie napisać, ale wierzę, że kolejne części będą miłą rekompensatą!
           
            Pierwszy mecz Nataniela i wygrana. Uff… chłopak nie straci wiary w siebie. Gorzej w sferze uczuciowej. Kibicowaliście Natowi i jego drużynie? ;)

            Zachęcam do dalszego komentowania i dzielenia się opiniami jak i przypuszczeniami nie tylu tu, ale i na czacie.
   
           I olaboga! Dwie piosenki w jednym tekście? Jak nie ma ich przez ostatnich kilka części, a tu nagle boom! Dwie! :) Pierwsza jest całkiem przyjemna dla ucha i łatwo sobie wyobrazić pojedynek koszykarski. Druga z kolei odnosi się bezpośrednio do odczuć Nataniela. Jeżeli wczujecie się w tekst zobaczycie, że właściwie słowa całkiem nieźle pasują do tego momentu. Przynajmniej moim zdaniem, hah! :P

            Dziękuję! I do przeczytania!

47 komentarzy:

  1. Genialnie opisałeś ten mecz. Jakbym stała obok i wszystko obserwowała ;)

    Ehh.. Tracę nadzieję co do związku Nata z Gabrielem -.-
    No trudno, Bazyli też jest fajny (chociaż,może coś się jeszcze zmieni ^^)

    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha! Aż tak dobrze opisałem? Nie wierzę :P Ale dziękuję!

      Usuń
  2. Genialnie opisana gra , ciekawe dialogi , żywa akcja , kilka zaskoczeń, wątek miłosny = twoje (bardzo dobre) opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  3. Wkręciłem się w kolejne Twoje opowiadanie i mam wrażenie, że czasami bardziej się ekscytuję akcją niż sami bohaterowie xD Więcej, więcej, więcej!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za dodanie się do Obserwatorów ;) I dzięki za Twoje ekscytowanie się! Czuję je ^^

      Usuń
    2. Hahahah, lepiej nie, można się wystraszyć :D

      Usuń
  4. Ten Bazyli to jest typ :D Ciężko do rozgryzienia. Jego zachowanie jest nieprzewidywalne. Fajnie że wygrali mecz :D Może teraz mecz siatkarski z Bazylim na czele? :D Akcja z prawie nagimi Cyrusem i Markiem też była dobra :D
    I... fajnie że dodajesz tak szybko kolejne części, ale jednak i tak czuję pewien niedosyt, bo tęsknię za opowiadaniem PR ;( Mam nadzieję że tym razem to tam przeczytam nowy rozdział :)

    Massacre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, nie wiem. Zobaczymy co łatwiej będzie mi napisać ^^

      Usuń
  5. GENIALNE! BAZYLI <33

    OdpowiedzUsuń
  6. Super chyba najlepszy rozdzial. ahhhh trn bazyli :d
    Moze gabriel ma chlopaka?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ah, co za mecz! :D Długie i wyczerpujące treningi opłacały się !:)
    W sumie to jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, że wpis pojawił się dzisiaj.^^
    Po raz kolejny Bazyli.. I ten dialog.. Super^^ I jak zawsze czekam na następną część :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak ja się cieszę, że rozdział pojawił się tak szybko. Swoją drogą wyczekiwałem go.
    Strasznie mnie rozbawiła wzmianka "Albo jak w opowiadaniu prowadzonym przez całkiem smutnego człowieka, który siedzi całe dnie w domu i pisze opowiadania podbiegające pod każdy przypadek cliche." Niezły dystans.
    Eh, Bazyli, ogarnij się ...
    Pozdrawiam i czekam na więcej,
    S. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba mieć dystans do siebie, heh ^^

      Usuń
  9. biedy Nataniel znów trafił na głupka mam nadzieje,że albo Bazyli przestanie traktować to jako zabawę i zacznie myśleć na poważnie albo niech Nat pośle go w diabły...

    Kolejna emocjonująca część, błaaaaaagam o więcej :)

    Adamo1988

    OdpowiedzUsuń
  10. Szczerze przyznam się, że ja również czekałam na rozdział z wytęsknieniem. Cóż cierpliwym człowiekiem nie jestem. Fajny mecz - chodź na koszykówce się nie znam, to z przyjemnością połykałam tekst. A co do Bazylego - fakt nie jestem jego fanką, moim subiektywnym zdaniem jest wyrachowany i dekadencki. I ta jego próba eksperymentowania? Może i jest takie, ale mam wrażenie że jego zachowanie drugie dno, może boi się uczuć, albo deklaracji? Jestem ciekawa jak to pociągniesz :) Ale i tak go nie znoszę. Czekam cały czas na jakąś dłuższą akcje z Cyrusem :D
    Weny, jeszcze raz weny ( bardzo mi się podoba że każda postać jest jakaś)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że Czytelnicy chcą dużo Cyrusa. Dobrze się składa. ^^

      Usuń
  11. Myślę, że to wszystko będzie pokręcone.. Bazyli będzie wykorzystał Natana, a Natan się w kimś zakocha, a Bazyli zrozumie swoje uczucia jak już będzie za późno.. Ale i tak go kocham i chciałabym żeby to jednak inaczej się potoczyło..
    Nat&Bazyli team :D
    Niksa

    OdpowiedzUsuń
  12. Wcześniej to podejrzewałem, ale teraz jestem pewny, tajemnicza dziewczyna Gabriela to musi być chłopak! :)
    Grey.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dum dum dum duuuuuuum!

      Usuń
    2. XDDD Zaraz padnę! Nie wypisuj tutaj swoich przemyśleń bo coś zdradzisz! =.= A ja nie chcę ;P

      Usuń
    3. Wypisywanie przemyśleń działa stymulująco na Autora ( taką przynajmniej mam nadzieję), więc im więcej takich komentarzy to być może szybsza notka :P?

      Usuń
  13. Chłopaki świetnie grali, opis meczu mistrzowski.
    Poza tym lubię Bazyliego, ale czuję, że zrani Natana..

    OdpowiedzUsuń
  14. "Albo jak w opowiadaniu prowadzonym przez całkiem smutnego człowieka, który siedzi całe dnie w domu i pisze opowiadania podbiegające pod każdy przypadek cliche."
    Od tego momentu aż do końca opowiadania miałem banana na twarzy.
    Tempo publikowania jest zabójcze - oby tak dalej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się utrzymać tempo, aby do końca wakacji skończyć opowiadanie! Uf puf!

      Usuń
    2. Nie , nie kończ nigdy ! : )
      S.

      Usuń
    3. Nigdy przenigdy nie kończ zarówno BE jak i PiR!!!

      Usuń
  15. Wygrali! Łiii! Jupi! Oczywiście, że im kibicowałam! Przecież nie drużynie z łysym zjadaczem gili... Bleh! Jak tak w ogóle można...?
    Fragment z opowiadaniem mnie po części rozbawił, a po części zasmucił... "...prowadzonym przez całkiem smutnego człowieka, który siedzi całe dnie w domu i pisze opowiadania..." smutne... :(
    Bazyli początkującym gejem? Zawsze myślałam, że orientacja seksualna kształtuje się w młodzieńczym wieku i to wtedy zdajemy sobie sprawę, czy pociągają nas kobiety, czy mężczyźni. Że nie może się to tak po prostu zmienić... Może się mylę...
    Gabriel jest coś troskliwy dla Nataniela... :D
    Czekam na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Haha zjadacz gili to mój idol hahaha XD Chociaż ja tak nie robię!
    Co do rozmowy Bazylego i Natana to byłam pewna że znowu się pocałują... No cóż może w następnym odcinku? :D
    Autorze, cały czas tylko o opowiadaniu a nie wiemy co takiego dzieje się u Ciebie! Nie opowiedziałeś jak było w Warszawie (chyba że mówiłeś, a ja nie zauważyłam xd)
    Pozdrawiam, Marcy ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetne, zaczyna mnie wciągać i fajnie, że często dodajesz nowe części bo umilają mi czas w pracy...:D

    Dobrze, że się nie pocałowali, to zwiększa napięcie...:D

    OdpowiedzUsuń
  18. HUh ! Super. Kiedy Natan wchodził na boisko, odczuwałam taki stres jakbym normalnie ja tam była . Super, że wygrali i fajnie, że Bazyli postanowił w końcu porozmawiać z naszym ulubionym bohaterem. Osobiście to nie chciała bym, żeby połączyło ich coś więcej bo jestem fanką Gabriela i Cyrusa [ Jeśli kiedykolwiek napiszesz coś z nimi i Natanielem, coś bardziej intymnego, to chyba zacznę skakać z radości, robić fikołki itp. ] Strasznie miło i gładko się to czyta. Muzyka niestety mi nie wchodzi, ale to wina mojego komputera ;// W każdym bądź razie... Do tej pory się nie zawiodłam i wiem, że się nie zawiodę. Życzę Ci weny Kochany !
    Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
  19. Super mecz, cieszę się, że wygrali!!! :DD Natana na pewno bardzo to cieszy i będzie miał więcej wiary w siebie c:
    Chcę więcej Cyrusa i Aleksandra!
    Och, no i ta rozmowa z Bazylim... Coraz bardziej go lubię. Uwielbiam takie postacie, ale myślę, że już na próbie w jego domu miał ochotę pocałować Natana! W scenie z tymi zegarami zaczął coś sobie chyba uświadamiać... ;)
    Gabriel ma chłopaka? Cóż... Dziwny ten ich związek, w ogóle tego nie rozumiem i nie chcę, by był chłopakiem Natana. Według mnie nie jest tym brakującym elementem i szczerze mam nadzieję, że coś poważniejszego będzie między Natanem, a Bazylim.
    Ja jakoś wolałabym, żeby Gabriel był z kimś innym z drużyny... Może Cyrus? W końcu jest taki tolerancyjny, może ma do tego jakiś powód...? ^^

    OdpowiedzUsuń
  20. Bazylemu otworzyly sie nowe mozliwosci, bedzie zaciagal ofiary w skryte miejsca i kasil XD
    Czekam na pietnastke ;)
    wtf21

    OdpowiedzUsuń
  21. Jedyne co pomyślałam o Bazylim to palant! =.= Jakie ja miałam nerwy czytając końcówkę... =.=
    Co do meczu był świetny!!! *.* Wiesz jak podnieść emocje! ;)
    ... Gabi ma naprawdę głupią sytuację w domu... :( i z dziewczyną :/
    ... Chcę też więcej Alexa i Cyrusa ;P
    WENY!!!!!!!!!!!!!!! :) Jesteś Boski Autorze ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yaoistka^^ ciekawie by się sprawdził Cyrus w wersji seme, prawda :P?
      Grey.

      Usuń
    2. Ja to jestem ciekawa, czy sprawdziłby się w roli uke... ;) taki władczy, przywódca, ciekawe czy dałby się zdominować... :D
      Jejku, ja to z wszystkich bohaterów BE bym gejów zrobiła i urządziła im jedną, wielką orgię -,-

      Usuń
    3. Nie ty jedna ;D .

      Usuń
  22. opis meczu boski i wgl wszystko suuuper! *.*
    ten rozdział strasznie mnie wciągnął hehe ;)
    dlaczego cały czas mam wrażenie, że Gabriel ma chłopaka, a nie dziewczynę? eh mogę się mylić..
    http://opowiadanie-ukryta-prawda.blogspot.com/ to adres mojego bloga yaoi.. dopiero zaczynam, więc może być cienko.. to jest oczywiste, że nawet w małej części nie jestem tak dobra jak ty ale cóż lubię pisać to będę... ;) czekam na rozdzialik 15 <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Hmm.. Całą noc czytałam „ Klątwie Tygrysa” i choć praktycznie, zupełnie nie ma to nic do rzeczy to teoretycznie (jakkolwiek irytujące by to nie było) płynie przeszłam z jednego tekstu na drugi zupełnie nie dostrzegając różnicy. Nie mówię tu oczywiście o tematyce, bo tekst, który miał być fantastyką, a okazał się kolejnym romansidłem z elementami fantasy niewiele ma wspólnego z twoją „ szarą rzeczywistością”, chodzi mi raczej o sam styl i napięcie, co chyba jest czymś komplemento podobnym zważając na fakt, że KT znajduje się na szczycie listy bestsellerów. Reasumując - piszesz świetnie.
    Ale wracając to tematu. Zaglądając tu dziś spodziewałam się, co najwyżej jednej, a nie czterech notek, gratuluje tępa;) Bazyli… cóż idealnie potwierdza regułę, że wszyscy faceci to dranie, a te nieliczne wyjątki pakują się toksyczne związki lub są gejami. Durny zmanierowany dzieciak, którego świat obraca się według własnego „widzimisie” mimo wszystko jednak, nadal lubię jego postać, gdyż odnoszę wrażenie, że będzie jednym z
    „ mącących treść” postaci. Co do Nataniela, to nawet mi go odrobinę szkoda, bo mimo trzykrotnych kopniaków nadal szuka tego swojego brakującego elementu, a jednocześnie wydaje się być totalnie miękki i delikatny. Taki romantyczny bohater, co zdecydowanie nie wróży niczego dobrego, choć jak mówi jedna ze starych harcerskich piosenek może romantyzm faktycznie nie jest głupotą, a tęsknota? Nie wiem! Wiem natomiast, że coraz bardziej zastanawia mnie postać Gabriela i jego wielkiego Big Love, co coraz bardziej widzi mi się jedynie w negatywnych odcieniach. Czytając ciąg na pewno miałam w głowie wiele innych myśli, które teraz niestety mi uciekł, dlatego wybacz, ale nic bardziej konstruktywnego już chyba nie napisze, Pozdrawiam i życzę weny.

    PS. A właśnie skoro Nataniel nie dość, że czuje się samotny, to jednocześnie jest mały, bezbronny i gapowaty, to może powinien zainwestować w psa;) Sto procent czystej miłość Anioł Struż i Jednocześnie zabijający samotność współlokator;) Idealny współtowarzysz na ponure puste wieczory;)

    OdpowiedzUsuń
  24. uwielbiam postać Bazyliego - mam słabość do takich drani. pewnie on źle na tym skończy bo jak ktoś napisał wyżej - zakocha się w Natanie kiedy będzie za puźno.
    Gabriela też bardzo lubię dlatego nie chcę by był taki trójkąt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i właśnie nie chcę żeby którykolwiek z nim był, bo to zrani niektórych czytelników. ale ze mnie egoistka.. ale wiesz głupio by było bo niby Bazyli jest tym draniem ale nie robi nic tak złego abyśmy go mniej lubili. stworzyłeś dwie super postacie a zazwyczaj w opowiadaniach ta jedna jest trochę gorsza i właśnie dlatego tak mnie zrani wybór któregokolwiek z nich i zranienie tego drugiego.

      Usuń
    2. Hej. Mam pytanie: czy Spis Bohaterów można wlączyć, bo mi się nie udaje.. :(

      Usuń
    3. Nie wiem czemu Tobie nie działa. U mnie wszystko w jak najlepszym porządku :)

      Usuń
    4. Kiedy będzie nast. część PR?

      Usuń
  25. Zawiodłam sie na Bazylim >.< jak on tak mógł potraktować Nata ? Normalnie mam ochotę walnąć tego węża *_* miłośc to nie zabawa w nowe doświadczenia >.<

    OdpowiedzUsuń
  26. Masz talent! Naprawdę... kiedy zaczynam czytać nie mogę się oderwać. Dużo radości sprawiają te dyskretne wtrącenia w tekście... ale autor tak świetnych opowiadań jest "całkiem smutny"? Chętnie bym to zmienił i założę się, że nie sposób zliczyć osoby, które mają takie zdanie jak ja :D Zawsze myślę: "Boże, jak ja chciałbym poznać tego człowieka!" :D Właściwie to mój pierwszy komentarz... chyba powinienem życzyć weny? Nie znam się :D W każdym razie pisz tak dobrze i tak często jak do tej pory, bo jak mówiłem... masz talent :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wydało się, że zarwałem pół nocy czytając... :D

      Usuń
  27. Hi! I've been following your site for some time now and finally got the courage to go ahead and give you a shout out from Porter Tx! Just wanted to say keep up the fantastic job!

    Feel free to visit my web blog ... payday loan

    OdpowiedzUsuń