Opowiadanie inspirowane jest anime Kuroko no Basuke!

Wejść na bloga (Od 20.07.2012r.)

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Rozdział 15 - Nadzieja

Rozdział 15 – Nadzieja



            Dziwnie się czułem, gdy przemierzałem samotnie ulice miasta. Głównie ze względu na to, że znów miałem katar. Jednak przede wszystkim po głowie chodziła mi ostatnia rozmowa z Bazylim. Od tamtego czasu nasza znajomość wyglądała dość dziwnie. Teoretycznie rozmawialiśmy na przerwach, pomagaliśmy sobie w lekcjach i spotykaliśmy się w klubie karaoke. Nie powiedziałem nikomu o pocałunku, on najwidoczniej też, bo nawet Emilia utrzymywała ze mną dobry kontakt.
            Nie dostrzegłem też, aby Bazyli pragnął przejść na kolejny stopień znajomości. Tak jak zapowiedział – jedynie eksperymentował. Musiało go to bardzo zafascynować, bo gdy zostawaliśmy sami przeprowadzał ze mną rozmowy typu – miałeś kogoś? Jaki jest twój typ? Co lubisz?
            Na żadne z jego pytań nie odpowiadałem. Z tego powodu, iż nie do końca chciałem, aby on znał odpowiedzi. Przeważnie byłem skryty w sobie. I z nikim wcześniej nie rozmawiałem na te tematy, a Bazyli bywał nachalny w pytaniach. Przeważnie go czymś spławiałem i nie wyglądał na zadowolonego. Jednak to nie powstrzymywało go przed ciągłym spędzaniu czasu ze mną. Zapraszał mnie nawet do siebie do domu, ale zawsze unikałem ich dzięki treningom.
            Właśnie. Treningi były idealnym materiałem do wymówek, nie tylko w życiu towarzyskim, ale i rodzinnym. Moi rodzice pękali z dumy, gdy obejrzeli kolejne moje dwa zwycięskie mecze. Nasza drużyna przedzierała się przez eliminację bez większych problemów. Wygrywaliśmy znaczną przewagą punktów. Wracając do rodziców – spuścili z tonu jeżeli chodzi o matury i sami przypominali mi o treningach.
            Minął październik, a zaczął się chłodniejszy i deszczowy listopad. Jeżeli o mnie chodziło, zawsze lubiłem taką pogodę. Nie przepadałem za upałami. I powietrze zdawało mi się być bardziej rześkie.
            W połowie miesiąca miało dojść do dziwnego spotkania, którego miałem być uczestnikiem. I właśnie na nie szedłem. Gdy wjechałem windą na dziesiąte piętro myślałem o tym, że jednak całkiem przyjemnie jest w ciepłym pomieszczeniu. Zapukałem do drzwi i czekałem. Usłyszałem szybkie kroki i szczęk zamka.
            - Nat! Hej! – uśmiechnął się Aleks. – Właź!
            Przekroczyłem próg mieszkania. W powietrzu unosił się zapach obiadu i kadzidełek. Prosty korytarz prowadził przy kuchni, w której gotowała właśnie mama Aleksa. Była niską kobietą o czarnych włosach. Przedstawiłem się jej, a potem Aleks poprowadził mnie dalej przy łazience, zamkniętym pokoju jego siostry, aż dotarliśmy do samego końca korytarza. Tam znajdował się pokój Aleksa.
            Panowała tu orgia kolorów, tak jasnych i różnorodnych, że myślałem iż utonąłem w tęczy. Na szczęście poza tym nic nie wskazywało, że jest gejem. Znalazłem tu wiele książek, dwa laptopy, dużą ilość małych figurek postaci anime, konsole do gier i magazyny komputerowe. Na półkach stały dziwne gadżety, takie jak ruchomy i świecący zegar, lampa z lawy i lewitujący długopis.
            - Fajnie się urządziłeś – skomentowałem.
            - Co nie? – usiadł na swoim niepościelonym łóżku. – Przepraszam za bałagan, ale nigdy nie potrafię się z tym ogarnąć.
            - Nie ma sprawy – odparłem. Usiadłem na krześle przy biurku wpasowanym w kąt pokoju. – To co tam?
            - Mówię ci! Zakochałem się – westchnął i rozmarzony padł na łóżko. – Szymon. Szymuś. Jak wymawiam jego imię to powietrze przyjemnie łaskocze moje podniebienie…
            Uniosłem brew.
            - Czyli spotykacie się ze sobą?
            - Tak! – usiadł podekscytowany, a potem zmarkotniał. – Znaczy… wychodzimy czasem razem do Złotych Tarasów… Ja uznaję to za randki, ale on za wypad po nowe części do komputerów – westchnął.
            - Może byś mu powiedział co czujesz? – zapytałem.
            - Pragnę! – jęknął. – Nawet nie wiesz jak bardzo! Ale za każdym razem, gdy na niego patrzę i mam to powiedzieć… głos mi zamiera. I wyglądam jak ryba bez powietrza. – Znów padł na łóżku. – Uważa mnie pewnie za niedorozwiniętego… Ach! A chciałem być takim dobrym seme! – Ponownie usiadł. Ledwo nadążałem za nim wzrokiem. – Wiesz, takim co złapie swojego uke i pocałuje namiętnie!
            Zmarszczyłem czoło.
            - To chyba powinieneś przestać udawać rybę…
            - Myślałem, że odezwanie się do niego było wyczynem, a reszta już z górki. Nic z tego... Teraz nawet nie wiem co robić.
            - Przede wszystkim skończ z tymi smutnymi opisami na gadu-gadu i Facebooku – zaproponowałem. – Po pierwsze… mało kogo to interesuje. A po drugie – pokazujesz siebie w złym świetle.
            Zmrużył oczy.
            - Co masz na myśli?
            - Chodzi mi o to, że jak ktoś to czyta to myśli, że jesteś zdołowaną i smutną osobą z którą wiązać się, to może być przykrość. Dla obu stron.
            Aleks zamrugał.
            - Och nie! Wyszedłem na ponuraka! – przyłożył dłonie do twarzy.
            - Znam gorszych – pomyślałem o Gabrielu. – Pogadaj z Szymonem. Dobrze wiesz, że lepiej jest mieć coś za sobą.
            - Ech… - westchnął. – Masz rację. Ale… nawet nie wiesz jak ciężko jest prosić faceta na randkę. A jeżeli on się przestraszy? Wie, że jestem gejem, więc gdyby chociaż dał znak…
            - Sam daj znak – przerwałem.
            - Jestem otwartym gejem! To mało? – uniósł wysoko dłonie.
            - Najwidoczniej mało – odpowiedziałem. – Nie każdy gej też chce się ujawniać. Może potrzebuje… zachęty?
            - Mam się przed nim rozebrać?
            - Wtedy go przestraszysz – westchnąłem.
            - No tak – spojrzał za okno. – Ach, mój Szymuke.
            Przypatrywałem się mu. Naprawdę był zakochany. Widziałem to w jego oczach. W sile z jaką wymawia imię swojego ukochanego. Chciałem, żeby ktoś kiedyś tak na mnie spojrzał.
            Nasze milczenie przerwał dzwonek do drzwi.
            - Kolejni goście! – powstał z łóżka. – Kto by się spodziewał, że kiedyś w moim pokoju będzie trzech hetero? – zaśmiał się wychodząc z pokoju. Zakłopotałem się lekko. Aleks dalej nie wiedział, że również byłem gejem. A sam doradzałem mu, że należy zrobić krok w stronę chłopaka, którego się lubi. Westchnąłem. Byłem lekkim hipokrytą.
            Po minucie wrócił Aleks z pozostałymi gośćmi. Marek i Dawid. Ten pierwszy uśmiechał się szeroko i przywitał się ze mną. Dawid był trochę zaniepokojony i zdenerwowany. Jego ręka drżała, gdy się ze mną witał.
            - Oto i mój pokój – skłonił się Aleks.
            - Masz tyle mang! – Marek był podekscytowany i przeglądał półkę pełną komiksów. – Będę mógł pożyczyć?
            - Jasne. – Aleks pojawił się przy nim. Dawid stał i tupał nogą rozglądając się dookoła.
            - Dobra… - Marek obrócił się. – Dobrze wiecie po co tu jesteśmy – oznajmił mrocznym tonem. – Pokemony.
            I taka była prawda. Mieliśmy razem przechodzić gry i gadać o anime. Brzmiało to tak kujońsko, że we czwórkę zgodziliśmy się, aby nikomu innemu o tym nie mówić. Usiedliśmy wokół małego stolika na kawę, który Aleks przyniósł z salonu.
            - Pora przejść ligę. – Marek strzelił palcami.
            - Co ja robię w piątkowy wieczór? – westchnął Dawid.
            - Rozluźnij się – uderzył go w ramię. – W końcu trzeba przejść całość!
            - No, niby tak… - podrapał się po głowie.
            Kolejne dwie godziny spędziliśmy na graniu. Im dłużej to trwało tym bardziej się wkręcaliśmy. Nie mogliśmy się powstrzymać od głośnego komentowania. W między czasie mama Aleksa, najwidoczniej zachwycona, że jej syn ma tylu znajomych, przyniosła nam poczęstunek.
            - Tak się zastanawiam – zaczął Marek, wystawiając język. – Aleks… mogę ci zadać osobiste pytanie?
            - Hm?
            - Twoi rodzice wiedzą, że jesteś gejem?
            - Inaczej nie pozwoliliby mi mieć plakatu Zaca Efrona na ścianie. – Nie odwracając wzroku od gry wskazał nam obklejoną plakatami ścianę. – Miałem go ściągnąć, już mnie nie kręci.
            - Jak to przyjęli?
            - Zaca Efrona? – zdziwił się Aleks. – Cóż, mamie się podobało High School Musical, ale…
            - Nie, nie! – zaśmiał się Marek. – Jak zareagowali rodzicie na wieść, że jesteś gejem?
            - Nie zadawaj mu takich prywatnych pytań – rzucił Dawid.
            Aleks wzruszył ramionami.
            - Nie ma sprawy. Nie powiem, aby skakali z radości, ale mama już to zaakceptowała. Tata próbuje tolerować, jak to mówi „mój wybór i styl życia”. Ale póki nie sprowadzam chłopaków do domu, nic mu nie przeszkadza.
            - A jak zaczniesz? – spytałem.
            - Będzie musiał się z tym pogodzić. W końcu to będzie mój chłopak.
            - Chcesz związku? – zdziwił się Dawid.
            - Tak.
            - Z… z facetem?
            - A to coś dziwnego? – uniósł wzrok, aby móc się przyjrzeć brunetowi. – Módl się, aby moja siostra nigdy nie zadała twoich pytań.
            - Auć – zaśmiał się Marek.
            Dawid zamrugał oczami i skulił się.
            - Po prostu jesteś pierwszym gejem, którego znam.
            - Miło poznać – wyszczerzył zęby. – Jak widzisz siedzę, oddycham i gram w Pokemony tak jak ty.
            - Tak. Chyba tak. – Wydawało mi się, że Dawidowi wcale nie przeszkadzał obecność Aleksa. Musiał się tylko przekonać, że absolutnie niczym się od nas nie różni.
            - Moja siostra cię lubi – spojrzał na niego. – W sumie się jej nie dziwię. Uznaj to za przyjacielski komplement.
            - Ha, ha! Dzięki – zaśmiał się.
            - Panowie – oznajmił Marek. – Dotarłem do Championa.
            We trójkę drgnęliśmy i zbliżyliśmy się do niego.
            - O ja cię… - szepnąłem. – Piąta generacja daje tyle… punktów widzenia.
            - Te kąty.
            We czwórkę westchnęliśmy.
            - Dobra… czas na ostateczną walkę.
            - Hy! Główny zły!
            - Główny zły jest Championem?
            - Nie! Główny zły pokonał Championa!
            - Ekstraaa – zawyliśmy razem. Nasze głośne krzyki podniecenia i emocje związane z walką musiały rozchodzić się po całym domu. Nie zostało to niezauważone. W połowie walki ktoś zapukał do drzwi, a potem w szczelinie pojawiła się głowa Lidii. Dawid przełknął ślinę i uśmiechnął się do niej nieśmiało. Odpowiedziała tym samym, a potem weszła do pokoju.
            - Czym się tak ekscytujecie?
            - Siostra, nie teraz! – syknął Aleks. – Walczymy z Championem!
            - Właściwie to ja walczę, a oni kibicują – poprawił Marek, a zabrzmiało to jakby się chwalił wielkim osiągnięciem.
            - Championem? – spojrzała na konsolę. – Wersja White? To chyba walczycie z N.
            Nasze głowy powoli obróciły się w jej kierunku, a ona uśmiechnęła się uroczo.
            - Przeszłam.
            - Grałaś w White?! – ryknął Aleks wstając. – I mi nie powiedziałaś?
            - Wykłady potrafią być nudne.
            - Ale ty nie masz konsoli!
            - Ale mam emulator – podeszła do nas i nachyliła się. Jej czarne włosy opadły na policzek i połaskotały Dawida. Chłopak przełknął ślinę. Odgarnęła włosy za ucho. – Mogę popatrzeć?
            - Jasne – odpowiedzieliśmy urzeczeni. Dziewczyna, która lubi gry?
            - Jak go pokonać? – jęknął Marek. – Ma wysokie poziomy!
            - Użyj Serperiora.
            Spojrzeliśmy na nią jak na objawienie.
            - No tak!
            Jej rady i wspólny doping pozwoliły na to, abyśmy pokonali naszego głównego przeciwnika. Przybiliśmy sobie piątki i co poniektórzy odtańczyli taniec zwycięstwa. Uśmiechnąłem się szeroko. Od ponad miesiąca nie czułem się tak dobrze.
            - Cicho! Posłuchajcie muzyki epickiego zakończenia! – Marek uniósł swoje Nintendo. Z głośniczków wydobywała się muzyka w czasie napisów końcowych.
            - Mega – skomentował Dawid i założył ręce za głowę. – Nie mogę uwierzyć, że skończyliśmy grę.
            - Po lidze można grać dalej – odezwała się Lidia. – Wiecie… dodatkowe questy.
            Gdy dziewczyna używa słowa „questy”, brzmi to zdecydowanie bardziej seksownie. Nawet ja mogłem to stwierdzić, a co dopiero Dawid, którego bicie serca dokładnie słyszałem. Spojrzałem na niego z zazdrością. Bo i on patrzył na Lidię tym samym wzrokiem co Aleks na Szymona, a Marek na Felicję. To spojrzenie mówiło wszystko, ten błysk był cieplejszy niż upalny dzień lata. Spochmurniałem lekko.
            Naprawdę chciałem się zakochać. A jednak nauczony doświadczeniem obawiałem się kolejnej fali bólu. Tym bardziej, że wszystko wskazywało, że dalsza znajomość z Bazylim miała właśnie do tego doprowadzić. Czułem się taki pusty w środku. Może potrzebowałem więcej czasu na przyzwyczajenie się do silniejszych uczuć? Przecież dopiero co uczę się na temat przyjaźni.
            - Chyba powoli będę się zbierał – oznajmiłem sięgając po plecak. – Dzięki za miły wieczór.
            - Już idziesz? – zdziwił się Aleks. – Ale… ale…
            - Spokojnie, zobaczymy się w szkole – założyłem plecak i poprawiłem koszulę.
            Marek spojrzał na mnie, a potem na Dawida i przez jego twarz przemknął cień szatańskiego planu.
            - To ja też się zbiorę!
            - Ale… ja mam autobus dopiero za pół godziny – odezwał się Dawid.
            - Najwidoczniej będziesz musiał tu chwilę zostać. To chyba nie problem?
            - Żaden. – Aleks pokręcił głową.
            Mieszkanie opuściliśmy szybko, bo poganiał mnie Marek. Gdy byliśmy w windzie, Marek przeciągnął się z zadowoleniem.
            - Z czego się cieszysz?
            - Bo jestem super swatką.
            - Swatką?
            - Dawid zabiera się do Lidii jak pies do jeża – westchnął, gdy winda się zatrzymała. – Byli już raz na wspólnych zakupach, ale Dawid nic nie rozegrał. A to jest oczywiste. On lubi ją. Ona lubi jego. Do studniówki ich swatam.
            - Do studniówki? – powtórzyłem. Znów znaleźliśmy się na chłodnej i ciemnej ulicy. Właśnie zdałem sobie sprawę, że faktycznie coś takiego mnie czekało.
            I tu pojawiał się problem. Nie wiedziałem z kim iść! Marek oczywiście zaprosił Felicję, Bazyli poprosił o to Emilię, jednocześnie dając jej różę. I tu się kończyła lista moich przyjaciół. Musiałem się nad tym poważnie zastanowić, inaczej będę musiał iść sam.
            - Tak, do studniówki. Wiesz, taki fajny bal sto dni przed maturą.
            - Wiem, wiem. Powodzenia.
            - Na pewno mi się uda!
            - Jesteś pewny siebie. Może i mi kogoś znajdziesz?
            - Jasne, podaj mi swój typ! – uśmiechnął się. Miał śliczne dołeczki w policzkach, gdy to robił. Jego kręcone włosy były lekko zmoczone od kropelek deszczu. No i te błękitne oczy, pełne radości. Widziałem w nich obietnicę, którą złożył sobie i człowiekowi, który uratował mu życie.
            Sam się uśmiechnąłem.
            - Nie mam określonego typu.
            - A więc będę musiał improwizować – założył ręce za głowę. – Jakaś podpowiedź?
            - Zgadnij sam.
            Skinął głową.
            - Pomyślę.
            Trafiliśmy na tramwaj i wróciliśmy do domu. Marek jak zawsze wysiadł dwa przystanki przede mną. Gdy wychodził, na dworze lało. Przygotowałem już swój kaptur. Jednak, gdy ja opuszczałem pojazd już nie padało. Przeciągnąłem się na przystanku i zamyśliłem się. Nie chciałem jeszcze wracać do domu. Czekała mnie tam praca domowa. A nie miałem do niej głowy. Zastanawiałem się za to jak może teraz iść Dawidowi w podrywaniu Lidii. I zastanawiałem się czy Dawid polubił Aleksa. Wszystko na to wskazywało i nie tylko dlatego, że siostra geja była atrakcyjna. Podczas tego wieczoru wymienili się tyloma opiniami i zamienili ze sobą tyle słów, a żaden z nich nie uciekł.
            Jak zwykle ruszyłem do parku. Z mokrych liści kapały krople, a więc jednak założyłem kaptur. Idąc po kałużach, pozwoliłem sobie na chwilę oddechu. Nie myślałem o tym co będzie jutro, ani o tym co było wczoraj.
            - Hau.
            - Hau, hau – powtórzyłem nieświadomie. – Hau?
            Rozejrzałem się dookoła. W ciemnym parku nie widziałem nikogo. I nie wiedziałem kogo się spodziewać, ale odkąd spotkałem tutaj Emilię jako Królową Podziemia, nic by mnie nie zdziwiło.
            I tak jak wtedy, przeklinałem swoją ciekawość. Ponieważ zszedłem z głównej ścieżki i wszedłem w krzaki. Było mi zimno i cały się zmoczyłem, ale usłyszałem szuranie i drapanie.
            - Co do…? – spojrzałem pod jedno z drzew. Leżało tam zamknięte pudło z dziurami. – Hm?
            Zbliżyłem się i ukucnąłem. Pudło poruszyło się.
            - Hau!
            - Hau? – powtórzyłem. – Sięgnąłem do pudła i je otworzyłem. W środku… był mały piesek. Szczeniak rasy husky o jasnych błękitnych oczach. Wpatrywał się we mnie ze zdumieniem, nie mniejszym niż ja w niego. Musiał mieć dopiero parę tygodni. – Gdzie twój pan? – rozejrzałem się naiwnie. Dobrze wiedziałem, że żaden prawdziwy właściciel psa nie zostawia swojego pupila w pudle, w deszczu pod drzewem. A psiak był mały i widziałem, że zmarznięty.
            Wystawił język, szczeknął i zaczął merdać ogonem. Wyglądał na zadowolonego z mojej obecności.
            - Cholera, jesteś uroczy – westchnąłem. – I co z tobą zrobić?
            Sięgnąłem pod jego łeb, aby w nadziei odnaleźć tam obrożę. Niczego takiego tam nie było.
            - Nie mogę cię tu zostać. Nawet ja nie jestem tak obojętny – udźwignąłem pudło wraz z psem. – Tylko się nie wierć.
            Szczeknął i pomerdał ogonem. Ruszyłem w stronę domu. Wiedziałem, że moi rodzice nie zgodzą się na psa, ale na pewno nie zignorują sytuacji w której żywe stworzenie cierpi na chłodzie. Najwyżej jutro rano odwieziemy go… lub ją do schroniska. W każdym razie musiałem się nim… lub nią zająć.
            Wyszedłem z parku, przeszedłem przez ulicę i dotarłem do swojego apartamentowca. W windzie dopiero poczułem, że mój nowy towarzysz troszeczkę śmierdzi. Ale nie wiedziałem ile czasu spędził w pudle, na zewnątrz. Nie jestem nawet pewien czy ktoś się nim wcześniej opiekował. Ale najwidoczniej nikt go nie skrzywdził, bo nie płoszył się na widok ludzi.
            Wcisnąłem czołem dzwonek i czekałem. Otworzyła moja mama. Najpierw z uśmiechem, a potem zerknęła na pudło.
            - Natanielu…
            - Wiem! – przerwałem jej szybko. – Spotkałem go w parku.
            - Co ty robiłeś w parku?!
            - Spacerowałem! Tylko na brzegu – dodałem szybkie kłamstwo. – I usłyszałem jak szczeka i… Tam jest mokro i zimno, nie mogłem go tam zostawić.
            Moja mama przygryzła wargi. Zza niej wychylił się tata. Ciekawość odziedziczyłem po nim.
            - Co tu się dzie…? Pies? – zmarszczył czoło i poprawił okulary. – Natanielu…
            - Nie karzcie mi powtarzać – westchnąłem. – Chłód. Zimno. Park. Pies w pudle. Serca nie macie?
            Popatrzyli po sobie. Potem spojrzeli pudło i zamrugali oczami. Zdziwiony spojrzałem w dół. Stworzenie siedziało i wpatrywało się w nich swoimi błękitnymi źrenicami. Wystawił język i czekał.
            - Jest… - zaczęła moja mama.
            - Uroczy – dokończył ojciec. – Dobra, niech tu wejdzie z tą bestią.
            - Dzięki! – odpowiedziałem nim mama zdążyła wyrazić opinię. Wszedłem do środka, zdjąłem buty i postawiłem pudło. Wyjąłem z niego psa i postawiłem na podłodze. Obwąchał i zrobił parę kroków przed siebie, szurając pazurkami. We trójkę przy nim ukucnęliśmy.
            - Trzeba go wymyć.
            - I nakarmić.
            - I zastanawiać się co dalej.
            - Hmmm – zamyśliliśmy się wspólnie.
            - To ja go umyję – oznajmiłem.
            - A ja przygotuje mu coś do jedzenia.
            - A ja pomyślę co dalej. – Tata pogładził go po łbie, a on zamruczał szczęśliwy.
            Zgarnąłem psa i zaniosłem pod prysznic. Biedak nie wiedział o co chodzi, a więc nie rzucał się. Gorzej jak odkręciłem wodę i zaczął przed nią uciekać, ale udało mi się go wymyć, wmasować żel w płynie (chociaż nie byłem pewien czy to dla niego zdrowe). Wytarłem go w jeden z nieużywanych ręczników z wyraźną radością przywitał suchość. Potem zabrałem go do kuchni, gdzie mama przygotowała mu w misce pokrojone kawałki kiełbasy. A potem siedzieliśmy przy, jak się okazało, nim.
            - I co z nim zrobimy? – zapytałem.
            - Nie ma właściciela – odparła mama. – Sprawdziłam pudło dla jakiejś poszlaki. No i nie ma obroży – spojrzała na mnie badawczo. – Nie zerwałeś mu obroży?
            - Nie! – opowiedziałem szybko. – Był bez.
            - Rozumiem.
            Pies zjadł kiełbasę i usiadł, oblizując się. Potem podszedł do mnie i położył się tam. Najwidoczniej potrzebował ciepła.
            - Wygląda naprawdę słodko – wzdychałem. – Może powinniśmy go zatrzymać?
            - Co? To duża odpowiedzialność, Nat! Trzeba się nim opiekować, a prawie nikogo zawsze nie ma w domu. Trzeba go wychować i dbać o niego. Wychodzić rano i wieczorem na spacery. I trzeba iść do weterynarza.
            - Jestem odpowiedzialny. Będę się nim opiekował. W domu nie ma głównie was, a ja jestem. Poza treningami, ale mogę go wtedy na nie zabierać. We trójkę uda nam się go wychować. Poza tym dużo ostatnio biegam i mogę pobiegać z nim. A na weterynarza zapłacę z własnych oszczędności.
            - No nie wiem – spojrzała na mnie, a potem na ojca. Tata siedział podejrzanie cicho. Wstał z kanapy i podszedł do nas. Ukucnął i pogłaskał psa.
            - Zgadzam się z Natem.
            Zamarliśmy. Ojciec stanął po mojej stronie.
            - Ale, kochanie… - zaczęła.
            - Wiesz, że ja też od dawna chciałem mieć psa – zaśmiał się, a potem podrapał go za uchem. Pies szczeknął. – Zaopiekujmy się nim. We trójkę.      
            - Ech… - westchnęła moja mama, ale zaśmiała się. – Widzę, że wszystkich oczarował. Zgoda. Ale Natanielu, to teraz twój pies i musisz o niego dbać.
            Moje serce zbiło szybciej.
            - Oczywiście! – obiecałem. – Dziękuję!
            Objęliśmy się nad psem.
            - Trzeba go jeszcze ochrzcić – zastanowił się mój tata. – Rex?
            - Och, to takie sprzed dziesięciu lat – odparła mama. – Natan, masz jakieś pomysły?
            - Nie wiem – pokręciłem głową. – Pomyślę.
            Wieczór spędziliśmy wraz z czwartym członkiem naszej rodziny. Obejrzeliśmy film, a nienazwany pies leżał między nami. Najwidoczniej było mu przyjemnie ciepło bo nie chciał się ruszyć. I wszędzie za mną chodził. Do łazienki, do kuchni czy do pokoju. Bardzo się ucieszyłem, że miałem takiego fana.
            Ponieważ nie mieliśmy smyczy, wyszedłem z nim tylko pod blok i to na parę minut. Pies się załatwił lub oznaczył swój nowy teren i wróciliśmy na górę. Umyłem jego łapy, a potem zamknęliśmy się w pokoju. Obwąchiwał wszystko co mógł, a potem zaczął gryźć moje klapki. Wyrwałem mu je z pyska, a więc zajął się gryzieniem krzesła. Musiałem czymś odciągnąć jego uwagę i dałem mu piłeczkę do tenisa. Zajął się nią tak namiętnie, że mogłem sprawdzić rzeczy na Internecie, a potem przebrałem się w piżamę. Posadziłem psa na moim łóżku, a on się położył. Wyglądał naprawdę przesłodko. Zgasiłem światło i położyłem się koło niego. Pies od razu się we mnie wtulił, a ja czułem jego wymytą sierść. Drapałem go po grzbiecie, aż usnął. A przynajmniej tak mi się wydawało. Bo kiedy do pokoju wlało się światło księżyca i na niego spojrzałem, on wpatrywał się we mnie. I to było to spojrzenie pełne wdzięczności i miłości. Takie o jakim od dawna marzyłem. Uśmiechnąłem się i pocałowałem go łeb.
            - Dziękuję, psiaku. Przywracasz nadzieję.
            Zaszczekał, a ja się położyłem. Nie mogłem uwierzyć, ale miałem swojego psa.

_____________________________________________________

            Pies! Hura! Nie nazwałem go, bo sam nie mam pojęcia jak go nazwać! Jakieś propozycje? :P

            Ponadto, dodałem opis naszego Szymona. Miłego czytania :) (Niedługo też dodam opisy pozostałych postaci!). 

            EDIT:
           Przy okazji - znacie jakieś blogi gdzie można zgłosić się do oceny opowiadania? Jestem ciekaw jaką oceną może się cieszyć to opowiadanie! :)

            Widzieliście wczoraj spadające gwiazdy? Bo ja zdążyłem złożyć parę życzeń! :)

            No dobrze, w opowiadaniu powoli zbliżamy się do Bożego Narodzenia. Bardzo lubię ten okres. Postaram się go dobrze opisać, no i przede wszystkim – mam nadzieję, że parę razy Was zaskoczę.
           
            Jednak nie uprzedzajmy faktów! Póki co: gif naszego nowego pupila!



34 komentarze:

  1. Ja chce tego psa! ;D
    A część troche krótka, ale wierze iż nadrobisz niebawem. I Boże Narodzenie... aż się nie mogę doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię psy tej rasy : )
    Niestety nie mam nigdy pomysłów na nadawanie imion zwierzętom, więc niestety nie pomogę.
    Pozdrawiam,
    S.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaa za bardzo wkręciłam się w to Twoje opowiadanie ^^ wyczekuję z utęsknieniem każdego rozdziału ;)

    Bazyli naprawdę mnie powoli denerwuje. Miesza trochę w głowie Natanielowi, że co to ma niby być? Sprawdza jego czy siebie?

    Mam nadzieję, że Aleksowi się powiedzie z Szymonem. Lubię tą postać ;)

    Mój pies na przykład nazywa się Ruki/Rukson (taa nie ma to jak być oryginalną i nadać psiakowi imię wokalisty The Gazette, słyszałeś o takim zespole? ;> jak nie to polecam "Pledge" tak na początek ^^)

    I wczoraj co prawda nie widziałam gwiazd *zachmurzone niebo*, ale przedwczoraj nawet dwie spadające. Ciekawe czy życzenia/marzenia się spełnią ;)

    Pozdrawiam i czekam na next ^^

    http://wposzukiwaniuszczescia-yaoi.blogspot.com/
    J.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nazwij psiaka Basket . Od bascetball ;D .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naprawdę chcesz nazwać psa "koszyk" ?

      Usuń
  5. Aaaa! Husky moja ulubiona rasa psów. Postanowiłem sobie, że jak będę mieć jeszcze kiedyś to go nazwę Ej Ty, ale to imię to tego akurat chyba nie pasuję :D Hmm, może Amal? Wyszukałem, że oznacza m.in. nadzieję i aspirację?

    OdpowiedzUsuń
  6. awwwww w końcu ten psiak! ^^
    tak patrzyłam na zdjęcie natana z tym psiakiem i przez poprzednie rozdziały zastanawiałam się dlaczego nie ma tego słodziaka a tu w końcu taka miła niespodzianka ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Niesamowicie "płodny" autor z Ciebie. No i dobrze, bo opowiadanie podoba mi się coraz bardziej. Imię dla psa? Może Blue - skoro ma niebieskie oczka. Pozdrawiam
    ELL

    OdpowiedzUsuń
  8. Przez tego psiaka mnie rozczuliłeś! :-D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojeeeeeej, jaki słodki :d
    Fajnie by było jakbyś opisał trochę to spotkanie Aleksa i Szymona.
    To ojej tyczy się i Szymona i psiaka xd
    Natan omija Bazylego, a może on chce z nim poważniej porozmawiać? No i do eksperentowania ma też Aleksa to może naprawdę coś czuje do Nata :))
    Niksa

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam,
    Polecam dla pieska imię jednej z postaci anime H. Miyazakiego - Hauru.
    Pozdrawiam,
    M.

    P.S. Nie zapominaj o goldenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny rozdział, mimo braku Bazylego i Gabriela, właśnie ten najbardziej mi się podoba. :D no i pamiętna scena w toalecie... ^^
    Aleksander jest świetny, uwielbiam tego chłopaka. :D Szymuke <33 Chyba to będzie moja ulubiona para w tym opowiadaniu, zresztą wszystko zależy od tego, jak rozegrasz wątek z Natanem. ;)
    Mam wrażenie, że Bazyli nie chce go wykorzystać, tylko Nat tak to odbiera i go do siebie nie dopuszcza. szkoda.
    Wiesz, dla mnie 1 rozdział na dwa dni to za mało, mógłbyś dodawać częściej. xD wiem, wiem, marudzę i pewnie nie dałbyś rady tyle pisać. :P

    http://apocalyptic-love-yaoi.blogspot.com/ zapraszam :3

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział sweet! ^^Ja zawsze chciałam pieska haski ale mam już swoje dwa słodkie mieszańce ;) Kurczeeee... =.= Wkurza mnie Bazyli! Niech Natan powie mu raz na zawsze coś tam i niech się od niego odczepi! Nat nie chce być już więcej krzywdzony no!!

    A co do imienia pieska... A może imię Ao?? Co znaczy po japońsku niebieski, jak jego oczka. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Och, jaki słodziak! Co do imienia, to nigdy nie umiałam nazwać swoich zwierzaków :( Na szczęście jest internet xD
    Końcówka mnie rozczuliła <3 Natan dzięki psu odzyska nadzieję na swoje szczęście, super!
    A co do Bazylego... Sama nie wiem, co o nim myśleć... Oby nie skrzywdził Nataniela!
    Życzę weny i czekam na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bazyli wypytający o wszystko Nata... Ciekawe ;> Pies, pies, pies! Nioch :D myślałem, że w parku szczekał na niego Bazyli. Rozdział jest kawaii *_*. Husky... Dobra muszę się hamować bo jeszcze troche i poleci tęcza xD i Pokemony ^^ Ekhm kończę xD
    Pozdrawiam, Niepozpozorny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też myślałam, że to Bazyli xDDD
      Niksa

      Usuń
    2. Bazyli by raczej syczał :P

      Usuń
    3. A co do imienia dla psiaka to może Kani? W Suahili (nie pytaj xD) znaczy 'żywiołowy', a wiadomo, ze husky to typ psa, który musi się wybiegać itd. W każdym bądź razie, jakie imię by to nie było, najważniejsze, żeby nie były 'ludzkie' (w sensie np. Tomek xD)ponieważ mogło by to obrazić ew. postać o takim imieniu oraz powinno być krótkie, żeby pies je łatwiej zapamiętał.

      Niepozpozorny

      Usuń
  15. Ale Nate miał szczęście, że ten psiak był posłuszny :D Jak mój tata znalazł kiedyś malutkiego szczeniaka i miałam się nim zaopiekować to wcale nie leżał grzecznie wtulony we mnie tylko wiercił się i jak zeskoczył z łóżka to za chwilę piszczał żeby go z powrotem na nie wsadzić , a jak go wsadziłam to on i tak zeskoczył... i tak całą noc :D Mało tego, zsikał mi się nawet na łóżko xD
    Co do części, to taka fajna, lekka i przyjemna. Czekam na następną i trzymam za słowo że w tym tygodniu pojawi się część a najlepiej dwie albo i ze trzy na blogu o PR :D

    Massacre.

    OdpowiedzUsuń
  16. O jak miło, a jednak udało mi się w pewnym sensie wyprzedzić fakty dotyczące psa ;) Ale od początku! Przyznam Ci szczerze, że mam bardzo mieszane odczucia, jeśli chodzi o tą notkę. Pierwsza część, gdzie prym ewidentnie wiódł Aleks, niesamowicie mnie rozbawiła, nie mam pojęcia, co sobie myślałeś tworząc ów postać, ale dawno już nie spotkałam tak pozytywnie stukniętej osoby ( postaci), choć musze przyznać, że całe to jego zakochanie odrobinę przeraża. Pełen energii Wariat i komputerowy maniak to może być ciekawe. Cóż mam nadzieję, że Dawidowi się uda, gdyż naprawdę uroczy jest w całej tej swojej nieśmiałość. Druga część natomiast najnormalniej w świecie mnie wkurzyła i choć pozornie wszystko z kończyło się dobrze to sam fakt, znalezienia szczeniaka w parku jest oburzający! Niektórzy ludzie to zdecydowanie ograniczona intelektualnie, bezmyślna, nieczuła materia. No, bo jak można zostawić małego szczeniak w parku! Od razu przypomniało mi się jak cztery lata temu w lutym ( - 28 stopni) znalazłam na klatce swojego dwu miesięcznego wówczas psiaka, a co ciekawe to też pół husky z wielkimi, pięknymi, błękitnymi oczami. Mimo wszystko jednak zostawiając moje prywatne niuanse a skupiając się na notce, życzę Natanielowi powodzenie w wychowywaniu Haskiego, Istna demolka, długie nogi, wielkie serce, bo choć widnieją na liście najagresywniejszych ras, są niesamowicie troskliwe i dodane opiekunom! Miło, że rodzice Nataniela są wyrozumiali, choć w tej kwestii, bo czasem odnosiłam wrażenie, że nadal traktują go ( szczególnie mama) jak pięciolatka. Odpowiadając na twoje pytanie Abaddon ( Niszczyciel) to moja propozycja dla tej rasy ;) Pozdrawiam i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie przeraża ludzka nieczułość :( Zostawianie psów w lesie albo znęcanie się nad nimi (chociaż nie tylko nad psami, ale ogólnie zwierzętami) jest okropne.

      Usuń
  17. http://24.media.tumblr.com/tumblr_m8qsc7xlVv1ra8d46o1_1280.jpg NATAN I DAWID?! :OOOOOOOO

    OdpowiedzUsuń
  18. Myślę, że Natan i Bazyli zostaną przyjaciółmi, a potem Nat zda sobie sprawę z tego, że kocha Bazyliego. Będzie się zbierał długo żeby mu to powiedzieć, a w międzyczasie powie Aleksowi, że on też jest gejem i, że się zakochał. Chłopcy będą sobie doradzać w kwestii uczuciowej.
    Nowy rozdział super. Piesek jest naprawdę słodki. A co do imienia to... może Kiba. Weny.
    Vagia

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetny blog ;)

    Z imion dla psów to może Dimitri , Iwo , Diego lub coś z mangi? Może Zero lub Ryuk ?

    Czekam również na kolejne części PR ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale super! Jak dla mnie to nazwij go Moris haha ;D
    Pozdrawiam, Marcy ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. A ja tak myślę że z racji że żyjemy w Polsce, to może by tak takie swojskie imię pieskowi dać. Taki Mieszko, Bolesław (Bolek), Azorek, Puszek, Bożydar ? No jakoś tak....
    Co do rozdziału, drogi autorze trochę melancholiczny, oj Bazyli - sam nie wie czego chce, Cyrus - gdzie on jest?

    OdpowiedzUsuń
  22. Czytałem do 3:00 i się poddałem, dzisiaj kolejny rozdział i... też mam problem jak nazwać psa! :D To poważna decyzja :P Może mnie zainspirujesz :)
    P.

    OdpowiedzUsuń
  23. Jajku w końcu kochany psiaczek się pojawił!!! Szkoda Nata ale na pewno za niedługo znajdzie swój pasujący element, przynajmniej mam taka nadzieje ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Pies???? Matko coraz bardziej mnie rozkładasz na łopatki....

    OdpowiedzUsuń
  25. Genialne jest to całe opowiadanie, nie komentowałem wcześniej bo czytałem z zapartym tchem, pozatym na telefonie ciężko mi to było ogarnąć xD Dalej będę czytał i postaram się komentować tym razem ;]

    OdpowiedzUsuń
  26. Następny rozdział - "psi chłopak" - CZYŻBY W KOŃCU LEON?<3

    OdpowiedzUsuń