Opowiadanie inspirowane jest anime Kuroko no Basuke!

Wejść na bloga (Od 20.07.2012r.)

środa, 15 sierpnia 2012

Rozdział 16 - Psi chłopak

Rozdział 16 – Psi chłopak



            Gabriel uniósł wzrok. Następnie zmarszczył czoło.
            - Co to?
            - To jest pies – odpowiedziałem. Uniosłem go wysoko, aby mógł mu się przyjrzeć.
            - To widzę – odsunął się. Pies wpatrywał się w Gabriela, a następnie szczeknął. Chłopak drgnął. – Twój?
            - Tak. Wczoraj go przygarnąłem – wyjaśniłem i postawiłem go na ziemi. – Czy możemy dzisiaj pobiec do sklepu zoologicznego za parkiem?
            Gabriel przyjrzał się mi, potem zerknął na psa, a potem znów na mnie.
            - On będzie biegł z nami?
            - Tak – skinąłem głową. – Szybko się przywiązał. Muszę mu kupić obrożę, smycz i to jak najszybciej.
            Gabriel westchnął, ale skinął głową.
            - Zgoda. Pobiegniemy tam. Tylko uważaj, aby się nie zgubił.
            Podziękowałem mu i ruszyliśmy. Biegliśmy wolno, a pies biegał między naszymi nogami co jakiś czas oddalając się pod drzewo. Wyglądał na szczęśliwego, jakby wyszedł na wolność i cieszył się każdym kawałkiem ziemi.
            - Skąd go wytrzasnąłeś? – zagadał Gabriel czujnie przyglądając się zwierzęciu.
            - Znalazłem wczoraj w parku. Był w pudle i w ogóle padało, chłód, zimno… Nie miałem serca go zostawić – tłumaczyłem. – I musze szybko skombinować obrożę i smycz. Nie chcę, aby mi uciekł albo, żeby mi go zabrali. Tym bardziej, że moi rodzice się zgodzili. Co prawda jeszcze nie wiem jak się wabi, ale na pewno coś wymyślę. Przez całą noc myślałem, bo nie pozwalał mi spać. Trochę piszczał, ale w końcu też zasnął. Chyba był zaskoczony taką gościnnością… co się tak patrzysz? – zapytałem, gdy dostrzegłem rozbawione spojrzenie Gabriela.
            - Po prostu to była twoja najdłuższa wypowiedź odkąd cię poznałem. I mówisz tak entuzjastycznie o tym psie…
            - To było moje dziecięce marzenie.
            - Spełniło się.
            - Tak. Jestem bardzo szczęśliwy.
            Gabriel patrzył na mnie jeszcze chwilę, prychnął, ale uśmiechnął się i biegliśmy dalej. Na szczęście dzisiaj nie padało, ale było chłodno. Husky’emu to raczej nie przeszkadzało. Z tego co słyszałem i czytałem dzisiaj rano psy tej rasy lubiły chłód.
            Udało nam się dotrzeć do sklepu i miła ekspedientka pomogła mi w wyborze smyczy, obroży, zabawek, karmy i ogólnie doradziła mi we wszystkim. Sama zachwyciła się psiakiem.
            Drogę powrotną pokonaliśmy już spacerem. Gabriel był na tyle miły, że pomógł mi nieść karmę. A ja teraz dumnie prowadziłem swojego psa na smyczy.
            - Macie takie same oczy – stwierdził Gabriel. – Jasne, błękitne.
            - Większość tej rasy ma taką barwę oczu. A chciałbyś, aby miał twoje czarne?
            Spojrzał na mnie.
            - Wiesz jaki mam kolor oczu?
            - A co w tym dziwnego? Poznaliśmy się w klubie karaoke przy barze. Wtedy zapamiętałem twoje oczy.
            - To… wow, dzięki. W sumie rzadko kto pamięta.
            - Niestety zapamiętuję kolory oczu – westchnąłem i widziałem teraz złote należące do Bazylego. – Niektóre są godne zapamiętania.
            - Naprawdę cholerny romantyk z ciebie – zaśmiał się.
            - Niestety…
***


            Minął jakiś czas odkąd znalazłem psa. I dalej nie miałem pomysłu jak go nazwać, a musiałem to zrobić jak najszybciej. W głowie pojawiało mi się parę propozycji, ale byłem w tej sprawie zbyt wielkim pedantem, aby coś wybrać. Konsultowałem się z Markiem, Emilią, Felicją i Bazylim w sprawie imienia. Każde z nich proponowało co innego. Marek postawił na postacie z anime, Emilia na postacie historyczne, Felicja na przesadnie słodkie imiona, a Bazyli sugerował niemieckie nazwy.
            Mimo ich pomocy, dalej nie mogłem się zdecydować. Długie spacery były przyjemne. A pokazywanie się z psem sprawiło, że byłem osaczany przez staruszki, młode dziewczyny i małe dzieci. Zdążyłem zdobyć trzy numery telefonu od dziewczyn do których nigdy nie zadzwonię, ale zakładam, że czar psa był powalający.
            Na początku grudnia zaczął padać śnieg. Białe płatki zatrzymywały się na moich włosach i futrze psa. Tym razem wybraliśmy się na dłuższy spacer. Zajął nam on prawie pół dnia, ale udało mi się wymyślić wtedy nazwę dla psa. Ale nie uprzedzajmy faktów.
            Przeszedłem właśnie po moście. Widziałem z daleka budujący się Stadion Narodowy. Niedługo w końcu mieliśmy być gospodarzami dużej imprezy sportowej. Przeszliśmy na drugą stronę spokojnym krokiem.
            Jeżeli dobrze kojarzyłem to miasto, to szedłem właśnie po jakimś wale. Wisła płynęła leniwie. Usiadłem na jednej z ławek przy ścieżce rowerowej. Musiałem odgarnąć śnieg, a pies kręcił się wokół. Nie wiedziałem jak go nazwać.
            - Daj jakąś wskazówkę – poprosiłem, gdy wąchał kępkę trawy, która jeszcze nie została przysypana śniegiem. – Jak chcesz się wabić?
            Zaszczekał, usiadł i wystawił jęzor.
            - Ech… rozumiem, że będziesz na mnie polegać, co?
            Raptownie spojrzał w prawo w kierunku innych ławek. Zerknąłem tam, zaintrygowany przez to co zobaczył. Zamarło mi serce. Na chwilę. Na moment. Mój husky szczeknął.
            I to samo zrobił pies o złotej sierści dwie ławki stąd. Merdał ogonem i szczekał w moim kierunku. Jednak to nie ten golden retriver mnie interesował, ale jego właściciel. Brązowowłosy, rozczochrany z kolczykiem w uchu. Ubrany w skórzaną kurtkę i bojówki właśnie podniósł wzrok. Spojrzał na mnie i zamrugał. Patrzyliśmy na siebie przez parę chwil, aż w końcu on uniósł dłoń i mi pomachał. Odmachałem.
            - O mój Boże – szepnąłem sam do siebie. Tamten chłopak wstał i ruszył w moim kierunku, a jego pies wiernie dreptał przy jego nogach.
            - Natan? – zapytał swoim ochrypłym głosem, gdy zbliżył się do mnie.
            - Pan Leon?
            - Jaki tam ze mnie pan – zaśmiał się głośno i wystawił ku mnie dłoń. – Jestem tylko Leon.
            Ująłem ją i uścisnęliśmy się mocno.
            - Jaki super pies – zachwycił się kucając. Pogładził go łbie. – Jesteś super!
            Husky szczeknął.
            - Jak się wabi?
            - Jeszcze nie wiem. Mam go od tygodnia.
            - Rozumiem – wyprostował się. – Miałem podobny problem z Akselem – pogłaskał swojego psa. – Parę nieprzespanych nocy miałem za sobą.
            - Co robisz w Warszawie, Leon?
            - Ach – usiadł koło mnie i schował dłonie do kieszeni. – Dzisiaj wieczorem wylatuję do Włoch. Zostałem animatorem. Wiesz, gościem od rozrywki w ośrodkach wypoczynkowych. Przyjechałem tutaj z moim… - spojrzał na mnie na chwilę. – Z moim chłopakiem.
            Pokiwałem głową.
            - No tak, też jesteś gejem – stwierdziłem.
            - A więc ja, moja dwójka przyjaciół, chłopak i pies – zaśmiał się. – Mam niezły komitet pożegnalny.
            - To gdzie on jest teraz?
            - Wyszedłem sam na spacer. Oni są u cioci mojego chłopaka – wyjaśnił. – Pozwoliła nam przenocować. Widziałem, że nie przepada za Akselem, więc jestem na spacerze. Długim – podrapał psa za uchem. – Przez miesiąc nie będziemy się widzieć.
            - Będziesz tęsknić?
            - Jasne! – pokiwał gorliwie głową. – Naprawdę dobrze mi się teraz wiedzie i trochę mi smutno, że wylatuję na miesiąc.
            - To… to dalej ten sam chłopak?
            - Ten sam co wtedy? – zaśmiał się. – Nie. Wtedy myślałem, że jestem zakochany. I byłem w związku, ale cóż… nie wyszło. Ale na szczęście w tym roku, w marcu poznałem Mikołaja – westchnął. Spojrzałem na niego. To imię wymówił z taką czułością. – A potem się zeszliśmy i… i jest naprawdę dobrze – wyznał. – Nigdy nie czułem się tak dobrze. Cholera, zakochałem się na zabój! – zawarczał wesoło. – Ale dość o mnie. Co u ciebie?
            - Bez zmian – odparłem. – Ciągle samotnie.
            - Na pewno ktoś jest – poklepał mnie po ramieniu. – Ktoś ci się podoba?
            - Hmm…
            - Hmm? To oznacza, że coś się stało. Co jest?
            - Widzisz… mam dobrego przyjaciela w liceum – zacząłem tłumaczyć. – Kumpel z klasy. I jakoś tak wiesz… kumplowaliśmy się i tyle. A ponad miesiąc temu, w trakcie moich urodzin pocałował mnie. W łazience. A potem stwierdził, że to złe i, że przeprasza. Później powiedział, że dopiero się odkrywa i chce się przyjaźnić i w ogóle wszystko jest skomplikowane – spojrzałem na niego z uśmiechem. – Pewnie nie kręcą cię problemy licealisty.
            - Wręcz przeciwnie – zaprzeczył. – Bardzo cię lubię, Natan. Bardzo cię polubiłem już na obozie. Byłeś cichy i normalny. Jak brakowało mi osób cichych i normalnych – westchnął, a potem się zaśmiał. – Nat, jeżeli mogę ci coś doradzić…
            - Śmiało, instruktorze.
            Wyszczerzył zęby w bardzo dzikim i zwierzęcym uśmiechu.
            - Nie przejmuj się nim, Natanie – powiedział. – Wiem bo… sam byłem podłą i złą manipulująca osobą.
            - Ciężko mi w to uwierzyć.
            Zaśmiał się.
            - Wiesz… naprawdę byłem przez ostatnie dwa lata… zły. Wiesz, wtedy zerwałem z tamtym chłopakiem, potem się zdenerwowałem, manipulowałem, przygodny seks – podrapał się po głowie. – Naprawdę robiłem złe rzeczy z których nie jestem dumny. Aż do poznania Mikołaja. Miłość zmienia ludzi, tak sądzę – zamyślił się chwilę. – Ten twój kolega nie jest wart większej uwagi. Będziesz tylko cierpiał. Poza tym… jest tchórzem.
            - Jest bardzo odważny – zapewniłem. – Uratował mnie kiedyś przed trzema dresami.
            - Może i jest odważny w sensie fizycznym, ale emocjonalnym… Wiem jak się zachowuje tchórz emocjonalny, bo sam nim byłem.
            - On nie może być taki zły…
            - Może tak, może nie. W każdym razie miej to na uwadze – uśmiechnął się. – Zakończmy smutne tematy, co? Chciałbym opuścić Polskę w dobrym humorze.
            Skinąłem głową.
            Kolejną godzinę spędziłem wraz z Leonem. Dużo rozmawialiśmy, przemierzając alejki parku. Nasze dwa psy szły koło nas i obwąchiwały z ciekawością nowe tereny. Zauważyłem, że Leon zmienił się. Wydoroślał. Wtedy był trochę dzieckiem. Głośnym, hałaśliwym, trochę wulgarnym, a teraz… zdawał się być bardziej poważny. Jednak dalej miał swoje psie zachowanie. Wystawiał język, gdy drapał się za uchem, a jego śmiech przypominał szczekanie.
            Przeszliśmy tak spory kawałek miasta, gdy Leon stwierdził, że musi już wracać.
            - Czy mogę cię odprowadzić na lotnisko? – zapytałem.
            - Jasne – odparł. – Dołączysz do delegacji pożegnalnej!
            - Twój chłopak… nie będzie…
            - Miko? Ha, ha! Jasne, że nie! Chodź.
            Zaczęliśmy kierować się w stronę jego obecnego miejsca zamieszkania. Trafiliśmy na jedno z osiedli niedaleko wału. Domek jednorodzinny był duży, a przed furtką stała trójka chłopaków.
            - Hej! – pomachał Leon. – Patrzcie kogo znalazłem?
            - Kogo? – spytał blondyn o surowym i chłodnym spojrzeniu. Obserwował mnie uważnie.
            - Natana!
            - Nic mi to nie mówi – stwierdził.
            - Natan – zatrzymaliśmy się przy tamtych. – To moi przyjaciele: Pierre i Raimundo. – Blondyn skinął głową, a nieziemsko przystojny brunet pomachał do mnie, uśmiechając się. Miał tak jasne zęby, że były bielsze od śniegu.
            - Dla przyjaciół i rodziny, Rai!
            - A to… mój chłopak – Mikołaj.
            - Miło was poznać. – Z każdym wymieniłem uścisk dłoni.
            - Ten pies jest przecudny – stwierdził Mikołaj, kucając do husky’ego. – Witaj, przyjacielu. – Jego głos był spokojny i opanowany. Pies zaszczekał.
            - Mikołaj uwielbia psy – odezwał się Raimundo.
            - Się wie! – krzyknął Leon. – Dobra, musimy się zbierać. Zamówiliście wielką taksówkę?
            - Jasne. Największą jaka była – poinformował Pierre. A ja myślałem, że ja mam oryginalne imię.
            - Lew, bohater ludu, skała i mądra opieka – popatrzyłem na każdego z nich. – To znaczenia waszych imion. Przepraszam, ale interesuje się tym i ciężko mi nie informować nowopoznanych osób o ich znaczeniu imion.
            - Myślałem, że rzucasz na nas zaklęcie – zaśmiał się Rai.
            - Aksel! – Leon uklęknął. – Już tutaj zostajesz. Za miesiąc się zobaczymy – otarł łzę w oku. – Wiedz, że jesteś najlepszym przyjacielem na świecie.
            - Auć – wtrącił Pierre.
            - Naprawdę! – zignorował tę uwagę. – Najlepszy – objął go mocno, a pies położył mu łapę na ramieniu. Nie powinienem, ale się wzruszyłem. – Będę tęsknić.
            Pies zawył żałośnie, a potem został wprowadzony za furtkę. Leon przykucnął jeszcze przed nią. Oddzielała ich krata.
            - Cholera, od trzech lat najdłużej rozstaliśmy się na kilka dni. Nie wiem czy wytrzymam…
            - Zaopiekuję się nim – obiecał Mikołaj. – Nie masz się o co martwić.
            - Będzie w dobrych rękach – dodał Rai. – My też się nim zajmiemy.
            - Możesz na nas liczyć.
            - Dzięki – wyprostował się. Nadjechała taksówka. Pomogliśmy się mu zapakować, a swojego szczekania schowałem pod kurtkę, aby było nam wygodniej. Trochę się bał, ale gdy tylko pogłaskał go taki znawca psów jak Leon, uspokoił się.
            Chłopak spojrzał jeszcze raz przez szybę, aby zobaczyć jak jego wierny psi przyjaciel wpatrywał się w niego. Pomachał mu, pies zaszczekał. Odjechaliśmy, a większą część drogi Leon milczał.

***


            Lotnisko było zatłoczone, ale nie spodziewałem się niczego innego. Spieszący się na swoje odloty ludzie nie oglądali się za siebie. Szli szybko, stawiając pewne kroki. Bałem się, że mnie rozdepczą już przy samym wejściu. Zrzuciliśmy się na taksówkę.
            Chciałem wejść do środka, ale z psem nie mogłem.
            - Zostaw go z nami – zaproponował Rai. – Ja z Pierrem zostaniemy na zewnątrz.
            - No nie wiem czy to nie problem…
            - Akurat cudowną sprawą w Raiu jest to, że jemu naprawę wiele rzeczy nie przeszkadza – wtrącił Leon. Rai wyszczerzył zęby.
            - Zostaniemy tu z nim. – Pierre skinął głową.
            - Dzięki – uśmiechnąłem się i podałem im psa. Wyglądał na całkiem ciekawego tego gdzie się znalazł. Oglądał się za każdym człowiekiem.
            - To do zobaczenia za miesiąc. – Leon objął Pierre’a i poklepał go po plecach. – Dbajcie o Miko i Aksela – poprosił, następnie obejmując Raia. – Będę wam bardzo wdzięczny.
            - Lecisz tylko na miesiąc – skomentował Pierre. – Jeszcze się zobaczymy, nie rób z tego dramy, bo mam ochotę zacząć płakać.
            Leon zaśmiał się.
            - Nie płacz, kiedy odjadę…
            - Idź już. Do zobaczenia za miesiąc – zaśmiał się Pierre.
            - Trzymaj się – dodał Rai.
            Następnie ja, Mikołaj i Leon weszliśmy do środka. Odnaleźliśmy odpowiednią bramkę i okazało się, że zdążyliśmy. Leona czekała jeszcze odprawa, ale miał trochę czasu.
            - No to, Nat – odezwał się. – To było miłe spotkanie. Niespodziewane. Dzięki, że się spotkaliśmy.
            - Nie ma sprawy. Ty mi bardziej pomogłeś.
            - Chodź tu – przyciągnął mnie i mnie objął. Chyba był pierwszym facetem, który mnie mocno objął. Gdy się przytuliliśmy poczułem przyjemne ciepło i mocny zapach jego ciała i perfum. – Nat, wierzę, że nie będziesz sam. Skoro taki skurwiel jak ja się zakochał, ktoś tak dobry jak ty na pewno kogoś znajdzie – wypuścił mnie i poklepał mnie po głowie. – Wierzę w to.
            - Chyba jesteś pierwszy.
            Zaśmiał się.
            - Hau, hau! – mrugnął do mnie. Miał dwudniowy zarost na twarzy i dzikie spojrzenie. Przeniósł wzrok ze mnie na Mikołaja. Podszedł do niego i czule go objął.
            - Przyjemnego lotu – życzył Mikołaj. – I przyjemnego pobytu.
            - Boże, jak ja cię kocham – westchnął Leon i nawet ja poczułem, że przytulił go mocniej. Położył głowę na jego ramieniu. – Będę tęsknić.
            - Ja też. Ale jeszcze przed Nowym Rokiem się spotkamy.
            - Wiem, wiem – uśmiechnął się. Potem zrobił coś czego się nie spodziewałem, bo nachylił się do swojego chłopaka i go pocałował. Wytrzeszczyłem oczy, gdy i tamten oddał pocałunek. Całowali się pośród tych wszystkich ludzi, których reakcje były różnorodne. Od strachu, przez dumę, po obrzydzenie lub zachwyt. Trzy osoby zawyły głośno, a kilka zaklaskało. Ale najbardziej mnie zachwyciło to, że zarówno Mikołaj i Leon mieli to wszystko gdzieś. Całowali się jak każda inna para na pożegnanie. Wpatrywałem się w nich. Byli tacy odważni, ale właśnie przełamali wszystkie zakazy moralne o jakich słyszałem. Dwóch całujących się facetów? Na środku lotniska?
            Gdy przerwali, oboje westchnęli.
            - Naprawdę będę tęsknić – szepnął Leon.
            Mikołaj skinął głową. Jego długi czarne włosy pasowały do jasnych, szarych oczu.
            - Kocham cię, Leon.
            - Ja ciebie też.
            Przytulali się jeszcze parę minut, przełamując kolejne opory. Słyszałem jak pęka pewien obraz szarego lotniska, które w większości przypadków było świadkiem pocałunków kobiety z mężczyzną. Ten obrazek był tak abstrakcyjny i wymagał tyle odwagi, że zarówno dziki Leon jak i jego małomówny chłopak stali się dla mnie symbolem odwagi.
            Z wielkim oporem i niechęcią się od siebie oderwali. Leon zabrał swoje bagaże, poddał się kontroli i przeszedł przez bramkę. Pomachał nam jeszcze z drugiej strony terminalu. Odmachaliśmy mu i staliśmy tu jeszcze tak długo, aż nie przeszedł do kolejnej sali. Mikołaj skinął głową.
            - Chodźmy już.
            - Dobra – obróciliśmy się i ruszyliśmy w stronę wyjścia. – Jestem pod wrażeniem.
            - Czemu?
            - Pocałowaliście się publicznie!
            - To źle?
            - Nie – pokręciłem głową. – Przecież jestem pod wrażeniem. To było… inspirujące.
            - Też jesteś gejem?
            - Erm…
            - Jesteś – wzruszył ramionami. – Nie obchodzi mnie to. Nigdy mnie nie obchodziło jacy są ludzi i co o mnie myślą. Liczy się tylko opinia Leona. Nie mam zamiaru chować tego kim jestem.
            - Jesteś odważny.
            - Rozważny – poprawił mnie. – Nikt za mnie nie będzie żyć. A ostatnio miałem spore problemy ze zdrowiem. Doceniam to co mam. I chcę żyć. Pragnę żyć. A bycie gejem dla mnie to życie. Nie wszyscy to zaakceptują, ale czy naprawdę jest sens się tym przejmować? Najważniejsze jest to, że mam tą jedną jedyną osobę.
            Milczałem. Mikołaj nawet na mnie nie spojrzał, gdy to mówił, ale wiedziałem, że mówi prawdę. I wierzy w to co mówił.
            Przed lotniskiem siedzieli Pierre i Raimundo. Bawili się z psem.
            - Jesteście! – uśmiechnął się Rai. – Jak Leon?
            - Dumnie wsiadł do samolotu – odparł Mikołaj, trochę zbyt obojętnym tonem. – Zbieramy się?
            - Nom. Musisz się zająć Akselem – uśmiechnął się Rai. – Na miesiąc to twój pies!
            - Wracajmy do mojej cioci – odparł. – Czy daleko stąd mieszkasz, Natan?
            - Spokojnie, wrócę autobusem. Mam całkiem dobrą linię – uspokoiłem.
            - To my łapiemy taksówkę – stwierdził Pierre. – Trzymaj się, Natan. Miło było cię poznać.
            - Właśnie! – Raimundo objął mnie mocno i uniósł. Zdziwiłem się przez ten atak czułości. – Do zobaczenia! Przyjaciele Leona są naszymi przyjaciółmi.
            Odstawił mnie na ziemię, więc mogłem uścisnąć dłoń Mikołaja.
            - Opiekuj się swoim psem – poradził mi. – Nawet nie wiesz jak wierne potrafią być – zerknął w stronę lotniska.
            - Będę. Dzięki
            We trójkę oddalili się w stronę postoju taksówek. Obserwowałem ich oddalające się sylwetki, a przy mojej nodze usiadł husky.
            - Wiesz… ten Pierre i Raimundo uroczo razem wyglądają. Jeżeli byliby gejami mogliby być parą.
            Pies szczeknął zadowolony.
            - Zgadzasz się? – uśmiechnąłem się. – Dobra, musimy iść.
            Spojrzałem na niego i ukucnąłem. Wystawiłem dłoń, którą zaczął lizać swoim szorstkim, ciepłym i mokrym językiem. Zamyśliłem się chwilę. Dzisiaj spotkałem moją dawną miłość – Leona. Na szczęście moje serce już tak mocno nie zabiło na jego widok, a nawet jeśli by tak było, to zostałoby zmiażdżone przez siłę serc bijących w piersiach Mikołaja i Leona. Ich pocałunek na lotnisku, pełen miłości i tęsknoty był przepiękny. Wymagało to od nich odwagi. Tak wielkiej odwagi, że byłem ciągle pod wrażeniem.
            Chciałbym kiedyś iść przez miasto ze swoim chłopakiem. Trzymając się za ręce i od czasu do czasu się całując. To byłoby coś.
            - Leo – stwierdziłem. – Nazwę cię Leo. Na cześć psiego chłopaka, który we mnie wierzy. I który jest odważny jak nikt. Zgadzasz się, Leo? – spojrzałem na psa. Merdał dalej ogonem, szczeknął głośno i oblizał pysk. Pogłaskałem go.
            Mogłem z czystym sumieniem ponownie podłączyć Leona do układanki mojego życia. Z lotniska właśnie startował samolot.

____________________________________________________
            Ta-dam! Skrzyżowanie dwóch wszechświatów! No… powiedzmy, że wszechświatów. W każdym razie dwóch moich opowiadań. Natan w końcu spotkał się z Leonem, swoją dawną miłością. A teraz? Wyczuwam, że mogą zostać prawdziwymi przyjaciółmi!

            Kurczę, Leon został teraz trochę takim mentorem!

            Ciekawe czy Nataniel teraz będzie odważniejszy i otworzy swoje serce dla tego jedynego chłopaka? Oby!

           

36 komentarzy:

  1. Boom, już nie lubie Leona. Bazyli nie jest zły, w końcu to udowodni!

    OdpowiedzUsuń
  2. Aha, więc Leon mówi, że Bazyli jest tchórzem? A Natan nie jest? Gdyby nie był już dawno by się przyznał przed przyjaciółmi, że jest gejem i wychodzi na jeszcze większego ttchórza :/ bo Bazyli dopiero dowiedział si, że jest gejem i czego ten Natan wymaga? Myśli, że nagle zacznie chodzić z tęczowym szalikiem? Wbrew pozorom Bazylemu na pewno nie jest łatwo i jest wrażliwa osobą, co wywnioskowałam z rozdziału Mechaniczy Król.
    Sorry za taki komentarz, ale Natan i Leon mnie wkurzyłi. Leon cyba wie co przeżył Pierre, skąd wie jaką rodzinę ma Bazyli? Znajomych? Jego przyjaciółka jest homofobem! To wszystko nie jest takie proste -,-

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział boski prześwietny!!!!!!!! Jesteś kochany! *tuli* Mam super prezent na urodzinki! ^^ Dziś rano przeczytałam PiR a teraz BE!! Jestem w niebie! ^^ A pod wieczór rodzina przyjdzie...ciekawe co dostanę! xD Tak potwór ze mnie ;P Ale jestem ciekawa prezentów! ^^

    WENY Autorze!! :) A i zapomniałam w PiR dopisać że zajebiste teksty przy tej "nawróconej" blondynce i pod koniec z HP! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiego najlepszego! Gabriel dzisiaj też świętuje! :D

      Usuń
    2. Wiem... Jezu jakbym Ci Autorze opisała co dziś się działo :/ Na chacie Ci wyjaśnię albo coś... Ale w skrócie. Babcia miała z 14.08 na 15.08 zawał :/ Nikogo nie obudziła, nic nie gadała oprócz tego, że ją serce boli (cała rodzina kazała jej iść do lekarza już od tygodnia a ta że nie) ...Zresztą, wszystko od początku.

      Ja mam w urodziny pecha. Babcia miała zawał z dnia 14.08 na 15.08...rano jechałam z mamą do szpitala z nią. Przez bite 3-4 godziny byliśmy tam, a babcia leżała pod kroplówką. Potem podłączyli ją do różnych urządzeń i leżała na ciężkim oddziale. Potem ambulansem na sygnale pojechała do Zabrza a ja z mamą i moim dziadkiem za nią. A w drodze (już w Zabrzu) jak jechaliśmy, centralnie wrąbał w nas samochód jakby nie to, że ruszał to już bym była w kostnicy. Był do nas podporządkowany, a my jechaliśmy jednokierunkową. Całe drzwi do wymiany, a na dodatek dość mocno się uderzyłam w głowę. Na dodatek kilka minut szukaliśmy szpitala i babci. Przez około godzinę czekaliśmy w tym szpitalu jak miała operację. Na szczęście, na razie jej życiu nic nie zagraża. Pielęgniarka nas wysłała do domu, bo babcia była otumaniona przez leki i narkozę... Mam nadzieję, że jej się polepszy, ma już 71 lat. Na dodatek... kilka lat wcześniej brat mojej babci (tej samej) umarł dzień przed moimi urodzinami, czyli 14.08...
      W każdym razie... Morał z tego taki, że mimo, iż urodziłam się w święty dzień to mam mega pecha i coś się stanie! Ale jedyne o czym dziś marzyłam to to, żeby babcia przeżyła operację. Na dodatek dużo płakałam. A jak jeszcze była w pierwszym szpitalu, kupiłam TYMBARK... A zgadnijcie co pisało pod spodem : "DA RADĘ!" A ja się zaczęłam śmiać przez... To wszystko.... I mam nadzieję, ze jej stan z każdym dniem będzie się poprawiać, jutro na 13 też jadę do Zabrza do niej.

      Usuń
    3. Bardzo mi przykro z tego powodu! Życzę Twojej babci zdrowia. Oby się jej polepszyło. I mam nadzieję, że i Tobie poprawi się humor! Nie wiele jestem w stanie teraz zrobić, ale na pewno wierzę, że będzie dobrze.
      W końcu zawsze jest najciemniej nim nastanie świt! ;)

      Usuń
    4. Dziękuję, już się uspokoiłam bo z babcią dobrze, ale w każdej chwili może wrócić zagrożenie. ;)
      "W końcu zawsze jest najciemniej nim nastanie świt! ;)" Racja ^^ Jeszcze raz dziękuję Autorze. A co do forum, obejrzałam. Na razie nie mam ochoty się rejestrować... Ale szybko to pewnie nadrobię.

      PS: jakbyś mógł...pod "Moje pierwsze Opowiadanie" mógłbyś tam dać link do Forum?? I na PiR oraz tutaj. ;)Weny i czekam na rozdział ;)

      Usuń
  6. Rozdział przecudowny. Strasznie się ucieszyłem jak pojawili się bohaterowie z PR.
    Wkurzyła mnie rada Leona, mam nadzieję, że Natan nie weźmie jej sobie do serca.
    Pozdrawiam,
    S.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo zaskakująca część wzbudza we mnie wiele ciekawych teorii i pomysłów.Postarałeś się Silverku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uch, nie zdrabniaj mojego nicku :P

      Usuń
    2. jesteś słodziakiem jak się denerwujesz, Silverku ;]

      Usuń
    3. Jestem też brutalny! :D

      Usuń
    4. nanana komą! i like it, like it, komą! ;]

      (PS. jestem innym anonimem niż z oryginalnego postu)

      Usuń
  8. Noo już po samym tytule rozdziały wiedziałam, że chodzi o Leona- a o kogóż by innego :D? Jeszcze nie spotkałam się z takim czymś... Wiesz, Autorze, chodzi mi o to, że ludzie z dwóch innych blogów się znają! Super sprawa i świetny pomysł!
    Leo- świetne imię! Krótkie i zarazem słodkie ;>
    A jeśli chodzi o Bazylego to mam nadzieję, że nie okaże się tak zły, jak sądził Leon.

    Pozdrawiam, Marcy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he! Dziękuję! Pomyślałem, że mały crossover dwóch moich światów nikomu nie wyjdzie na złe, a może wiele dać! :)

      Usuń
  9. Leoooo ^^ fajnie!
    ah ten Natan i jego serducho.. kiedy on znajdzie swoją miłość.. może wyrwie jakiego chłopaka na psa, a nie same dziewczyny? hehe ;) czekam na trening koszykówki i jak Nat weźmie na niego Leo <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Zawsze rano patrzę na Twój opis na GG Autorze, bo tam zawsze jest info o nowej części. Tym razem opis się nie zmienił, ja wchodzę na BE, a tu nowa część! I to jaka!
    Połączenie dwóch światów było świetnym pomysłem!
    Ja uważam, że Leon ma trochę racji, co do Bazylego. Tak mi teraz przyszło do głowy, że może Bazyli będzie zachowywał się jak Leon? Może też przeżył coś, co sprawiło, że teraz jest taki zimny, a tylko w tym swoim małym świecie zegarów pokazuje prawdziwą twarz? Bo na pewno nie jest zły. Może nawet w jakimś stopniu zależy mu na Natanielu (tak dzielnie go bronił przed tymi dresami), tylko boi się tego pokazać?
    Mnie też wzruszyło rozstanie chłopaków (z Akselem głównie) <3
    Czekam na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
  11. WOW podoba mi się ten pomysł z wplątaniem w opowiadanie bohaterów z twojego poprzedniego opowiadania :D Jestem tylko ciekawa co będzie z Bazylim ,czy to się jakoś rozwinie! Czekam na kolejną część :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że wątek z Bazylim się rozwinie! Pytanie tylko: jak? ;]

      Usuń
  12. Po samym tytule można było się spodziewać wtargnięcia Leona do opowiadania. Pomysł świetny - połączenie dwóch światów.. a ja myślałem, że będzie Ci trudno przebić poprzednie części.
    Weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam opowiadanie z wielkim zainteresowaniem już od 3 dni, bo sam jestem gejem, a to mój 1 kom na twoim blogu =) Już wiedzialem, że coś o Leonie będzie ;D Rozdzial rewelacyjny, bardzo mi się podobal jak wszystkie inne ;) Glowa mnie boli od ciąglego czytania. Caly czas myśle, który z chlopaków z (BE)są homo.. no ale się przekonam ;) Weny Drogi Autorze.!

      Damiann

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo! Cieszę się, że spodobało Ci się moje opowiadanie!

      Usuń
  13. Miałam mieszane uczucia co do tego jak skojarzyłam że dwa opowiadania się połączyły, ale jak przeczytałam do końca to rozwiały się wszystkie moje wątpliwości x) Rozdział fantastyczny :) A Rai - b o s k i :D
    "- Lew, bohater ludu, skała i mądra opieka (...)
    - Myślałem, że rzucasz na nas zaklęcie – zaśmiał się Rai." - i jak go nie uwielbiać?! :D
    "- Wiesz… ten Pierre i Raimundo uroczo razem wyglądają. Jeżeli byliby gejami mogliby być parą." - a to było po prostu urocze :)
    Już się nie mogę doczekać kolejnych części tu i tym bardziej na blogu PR :D

    Massacre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślałem, że trochę Raia w opowiadaniu nikomu nie zaszkodzi! :)

      Usuń
  14. Czytam Twoje opowiadanie już od jakiegoś czasu i jestem wręcz nim zachwycona! Bardzo podoba mi się postać Nataniela, czego niestety nie mogę powiedzieć o Bazylim. Sama nie wiem co o nim sądzić. Z jednej strony nawet go rozumiem, w końcu dopiero od niedawna (?) zaczął interesować się Natem oraz ta obawa że mógłby stracić przyjaciółkę, lecz nie mogę porzucić wrażenia że on tylko bawi się Natanielem. W każdym bądź razie nie jest on moim faworytem na chłopaka Nata. Najbardziej do tej roli pasowałby mi Cyrus (który jest swoją drogą moją drugą ulubioną postacią w tym opowiadaniu) jednak w razie czego liczę na Gabriela.

    Co do treści, to zauważyłam że czasami piszesz w trzeciej osobie np. w rozdziale 15 :

    " - Jest… - zaczęła moja mama.
    - Uroczy – dokończył ojciec. – Dobra, niech tu wejdzie z tą bestią.
    - Dzięki! – odpowiedział nim mama zdążyła wyrazić opinię. Wszedłem do środka, zdjąłem buty i postawiłem pudło"
    Tutaj mi się zdaję że powinno być "odpowiedziałem", lecz równie dobrze mogłam się pomylić i to zdanie wypowiedział ojciec Nata ^^"".

    W każdym bądź razie Twoje opowiadanie jest jednym z ciekawszych i lepszych z jakichkolwiek opowiadań których czytałam. I przepraszam za ten wywód ale nie jestem zbyt dobra w pisaniu komentarzy. Życzę Ci drogi autorze dużo weny i chęci do pisania.

    Aihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! To bardzo miły komentarz, a nie "wywód" jak twierdzisz. Lubię czytać długie komentarze! :)
      I bardzo się cieszę, że opowiadanie przypadło Ci do gustu! Mam nadzieję, że będziesz czytać je dalej :)
      I fakt, to był mój błąd, co napisałem, ale kto nie popełnia błędów? ;]

      Usuń
    2. A mi rada Leona się spodobala ;D Bazyli to mój wróg w tym opowiadaniu ;p Za to kocham Gabriela <3 Mam nadzieje, żee Bazyli i Natan nie będą parą ;/
      Czekam na kolejną część.!
      Weny ;

      Kontrast

      Usuń
  15. Już się nie będę rozpisywała. Krótko: Jak zwykle super. Fajnie wymyśliłeś z tym imieniem. Czekam na kolejną część i życzę Ci weny !
    Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
  16. GENIALNE!!!Poprostu genialne polączenie dwóch opowiadań.W każdym z tych dwóch opowiadań znalazłem osobę,z która się w jakimś stopniu identyfikuje,w PIR był to Mikołaj,tutaj jest to główny bohater,Natan.

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetne połączenie dwóch historii, dopiero teraz zabrałam się za BE i jestem zachwycona całą opowieścią,a że tęsknię i czekam za nowymi częściami PiR to ciepło zrobiło mi się na sercu gdy znów poczytałam o chłopakach <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Wspaniale się to czyta, nie spodziewałem się ni trochę powrotu instruktora w opowieści :p

    OdpowiedzUsuń
  19. Zakończenie było niesamowite
    Szczerze się wzruszyłam

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale tamten opis instruktora nie przypominał mi Leona :D

    OdpowiedzUsuń