Opowiadanie inspirowane jest anime Kuroko no Basuke!

Wejść na bloga (Od 20.07.2012r.)

czwartek, 6 września 2012

Rozdział 24 - Zderzenie


Rozdział 24 – Zderzenie


            W szatni panowała dość spięta atmosfera. Za pół godziny miał zacząć się nasz finałowy mecz przeciwko LI LO. Przeciwko drużynie Bruna. Oznaczało to, że będziemy się zmierzyć z naszym nemezis, które od początku stycznia dawało się nam we znaki. A dzisiaj, pod koniec miesiąca, mieliśmy w końcu sprawdzić jak silny tak naprawdę jest Bruno.
            Oczywiście Roksana przedstawiła nam strategię drużyny, ale wydawała się być zbliżona do profesjonalnych taktyk rodem z NBA. A to oznaczało, że dzisiejsze wyzwanie będzie największym w naszym życiu.
            Osobiście bardzo się denerwowałem. W przeciwieństwie do reszty regularnych graczy, ja grałem najkrócej. Musiałem dać z siebie wszystko. Tym bardziej, że słyszałem od Samsona, iż przyszła nas obserwować większa część mojej szkoły. Ponadto – były tu też władze miasta, ważni goście i ogólnie zrobiono z tego całkiem spore widowisko. Dlatego hala była wyjątkowo zatłoczona.
            W naszej szatni brakowało jedynie kapitana, co było dziwne ze względu na to, iż zawsze przed meczami nas motywował. Gdy do spotkania zostało dziesięć minut, opuściła nas Roksana. Okazało się, że poszła po Cyrusa, który po prostu musiał wiele przemyśleć w ciszy i spokoju.
            Popatrzył na nas wszystkich. Gabriel siedział na ławce obok mnie. Dawid i Filip stali przy wyjściu, a Marek siedział pod szafkami. Rezerwowi rozsiedli się na drugiej ławce.
            - Dobrze, panowie. Już czas. Nie denerwujcie się. I dajcie z siebie wszystko!
            Pokiwaliśmy głowami i ruszyliśmy za nim. Nasza trenerka już na nas czekała przy naszym wejściu na boisku. Z ciemnego tunelu, na końcu którego widziałem oświetlony parkiet, dosłyszałem podekscytowane głosy publiczności. Przełknąłem ślinę.
            Gdy tylko weszliśmy na boisku powitała nas burza oklasków. Błysnęło parę fleszy. Rozejrzałem się i dostrzegłem pokaźną ilość znanych mi twarzy. Wpatrywały się w nas i oczekiwały wygranej.
            Chwilę później pojawiła się druga drużyna, prowadzona przez Bruna. Chłopak omiótł nas spojrzeniem, jakby oceniał nas stan fizyczny i uśmiechnął się.
            - Proszę państwa, obie drużyny są już na boisku! – rozebrzmiał głos z głośników. Byłem zaskoczony, że mamy osobę odpowiedzialną za komentowanie. – Dzisiaj czeka nas ekscytujący mecz o mistrzostwo Warszawy szkół licealnych! Dwie drużyny, które pokazały na co je stać, teraz będą walczyć o złoty puchar i tytuł najlepszej drużyny w mieście! Rozpocznijmy!
            Razem z resztą drużyny czekałem przy naszej ławce, gdy z obu stron boisk, ku sobie ruszyli przewodniczący szkół. Gerard wystąpił na środek w odgłosach wiwatu i przeplatającym się wśród niego głośnemu „aaaaach”. Naprzeciw niego stanęła wysoka blondynka, zapewne odpowiednik funkcji Gerarda w LI LO. Uścisnęli sobie dłonie, a potem zamienili się kilkoma słowami. Skinęli ku sobie i rozeszli się.
            Jak zwykle zebraliśmy się w kręgu.
            - To jest nasza chwila, panowie – zaczął Cyrus. – Jesteśmy w finale. Gramy o mistrzostwo. Udowodniliśmy, że jesteśmy silni. Trenowaliśmy do upadłego, szkoliliśmy się do granic możliwości. Dobrze wiecie od was oczekuję, dlatego nie przedłużajmy. Nie lekceważcie przeciwnika i pokażcie mi dobrą grę!
            - Rozkaz! – krzyknęliśmy.
            - Wierzę w was wszystkich. A wy w siebie?
            - Tak jest!
            - A więc pokażcie to światu!
            Wszyscy ryknęliśmy.
            Drużyny ustawiły się naprzeciw siebie. Cyrus od razu wystawił najsilniejszy skład. Gabriel, Dawid, Filip i Marek stanęli w rzędzie obok kapitana. Po dwóch stronach Bruna stanęli sami wyżsi od niego chłopacy.
            Kapitanowie zrobili krok do przodu i uścisnęli sobie dłonie.
            Nie wiem czy tylko ja to poczułem, ale gdy się dotknęli zrobiło mi się cieplej, a cała wesoła atmosfera jakby stężała. Zmarszczyłem czoło, a Roksana siedząca obok mnie, drgnęła.
            - Też to poczułam – szepnęła. Spojrzałem na nią. W dłoni trzymała clipboard, a na wierzchu kartkę z danymi Bruna. Wszystkie jego umiejętności były zakreślone na maksimum.
            - Co to było?
            - Widzisz, Nat – obserwowała jak kapitanowie się rozchodzą. – To nie będzie tylko mecz o wygraną. To będzie starcie dwóch ideologii.
            - Co masz na myśli?
            - Zarówno Cyrus jak i Bruno mają wizje odnośnie drużyn. Cyrus widzi je jako współpracę piątki ludzi o cennych talentach i umiejętnościach, których ciężka praca prowadzi do silnej przyjaźni. Z kolei Bruno brzydzi się zawiązywaniem silniejszych kontaktów z drużyną sądząc, że to wszystkich osłabia. Odrzuca emocje z gry nadając temu jedynie rywalizacji. Gardzi słabymi graczami, a Cyrus pomaga każdemu, który ma choć trochę serca do tego sportu. – Na środek wyszedł sędzia. Po obu jego stronach ustawili się Gabriel i jakiś łysy chłopak z drużyny LI LO. – Zwycięstwo jednej z drużyn utwierdzi nas w przekonaniu, który miał rację.
            Piłka została podrzucona, a Gabriel natychmiast ją zgarnął. Bruno uśmiechnął się zadowolony z tego zajścia i pognał w jego kierunku. Blokował go chwilę, a potem odebrał piłkę. Wyminął wszystkich i zdobył trzy punkty.
            Spojrzałem na zegar odliczający czas gry. Nie minęło nawet dziesięć sekund.
            - Jak on to…?
            - Bruno jest najlepszy – stwierdziła posępnie Roksana. – Obserwowałam jego grę wcześniej. Niczego takiego wcześniej nie widziałam…
            Mimo tego, że my zaczęliśmy, Bruno zdobył kolejne trzy punkty. Wrócił na swoją połowę, bacznie obserwując przeciwników.
            Niestety reszta pierwszej kwarty wyglądała podobnie. Nieważne jak bardzo nasza drużyna próbowała dogonić przeciwników, oni prowadzili już 33 : 15.
            Najniezwyklejsze w tym wszystkim było to, że większość punktów zdobywał skrupulatnie Bruno. Miał celne rzuty i podania. Był szybki, potrafił bez problemu wyminąć przeciwnika, a w krótkim pojedynku go po prostu zmiażdżyć.
            Gabriel warczał pod nosem, gdy mieli dwie minuty przerwy i przybiegli się napić. Marek otarł czoło swoją jasną, żółtą frotką, która tak nie pasowała do reszty stroju.
            - Skupcie się na blokowaniu Bruna – rozkazał Cyrus. – Najlepiej, abyście we dwójkę to robili – wskazał na Filipa i Dawida. – Wszystkie piłki podawajcie do mnie. Jestem szybszy niż Bruno.
            Kiwnęli głową.
            - Rozgrzewaj się, Natan – rzucił przez ramię kapitan, gdy wracali na boisko.
            Wykonałem rozkaz i pod okiem Samsona przystąpiłem do rozgrzewki. Jednak dalej obserwowałem grę. I tak jak mówił kapitan, Filip i Dawid blokowali Bruna, ale ten i tak szybko się im wymykał i ganiał za kapitanem.
            Doszedłem do wniosku, że Cyrus daje z siebie wszystko. Biegał po boisku jak błyskawica. Ledwo był na swojej części, a chwilę później już był pod koszem przeciwnika. Bruno próbował go zatrzymać, ale nikt nie był tak szybki jak nasz kapitan. Kosztowało go to jednak szybką stratę energii. Pod koniec pierwszej kwarty jego nogi drżały i oddychał ciężko.
            - Niedobrze – jęknęła Roksana i przejrzała kartki. – Cyrus jest na skraju wytrzymałości.
            - Ale przynajmniej zapewnił na jakąś szanse na zwycięstwo – zauważyłem patrząc na tablice wyników. LI LO dalej prowadziło, ale już 60 : 56. Była to strata do nadrobienia.
            - Koniec pierwszej połowy! – oznajmił sędzia i zagwizdał. – Piętnaście minut przerwy!
            Gracze zeszli z boiska w akompaniamencie wycia, krzyków i oklasków. Wolontariusze wbiegli szybko przetrzeć parkiet, a komentator zapowiedział występ cheerleaderek.
            Cyrus opadł na ławkę i zgarnął butelkę wody. Jego całe ciało drżało.
            - Nadwyrężyłeś się! – jęknął Samson i dotknął jego łydek. – Stary! Jesteś w koszmarnym stanie!
            - Trzeba było się poświęcić… - wyznał. Zakrył swoją głowę ręcznikiem jak zawsze, gdy tak schodził z boiska. Zrozumiałem, że nie chce nam pokazywać swojej obolałej i osłabionej twarzy.
            - Kapitanie, rewelacyjna gra! – poklepał go po ramieniu Marek. – Jesteśmy blisko zremisowania.
            - Dalej gracie beze mnie – odparł. – Natan, rozgrzałeś się?
            - Tak – pokiwałem głową.
            - Dobrze – stwierdził. Upił łyk wody z bidonu. – Bruno będzie grał w drugiej połowie. Nie lekceważcie tego, że biegał przez całą pierwszą. Może i ja jestem szybszy, ale on… ma większa wytrzymałość.
            Spojrzałem na ławkę przeciwników. Bruno siedział z zamkniętymi oczami i szeptał coś do siebie, ignorując trenera, który na nich krzyczał. Nasza trenerka za to przyjrzała się każdemu i zaproponowała co można poprawić.
            - Bruno ma jedną wadę – zauważyła. Wszyscy na nią spojrzeliśmy ze zdziwieniem. – Nie zauważyliście? Zawsze atakuje z lewej.
            - Faktycznie! – Roksana powstała podekscytowana, wpatrując się w swoje notatki. – Atakuje z lewej! Jeżeli ktoś go blokuje, wymyka się z lewej! Piłkę przyjmuję lewą ręką…!
            - Można przewidzieć jego ruchy – zauważył Dawid. – Ale czy to wystarczy? W końcu to geniusz. W sekundę zorientuje się co zrobić.
            - Możliwe. Ale w ciągu tej sekundy można odebrać mu piłkę.
            Przerwa minęła szybciej niż się spodziewałem. Wtedy zostałem zobligowany do pojawienia się na boisku. Przeciwnicy nie dokonali żadnej zmiany. Stanąłem niedaleko Gabriela, gotowy mu pomóc w obezwładnianiu Bruna. On wyglądał na nowonarodzonego. Przeszło mi przez myśl, że mógł podczas przerwy szeptać do siebie jakieś zaklęcia. Rozejrzał się po naszej połowie, a potem jego wzrok padł na Cyrusa. Uśmiechnął się.
            - Wasz kapitan już niedomaga? – zapytał. Jego słowa zapiekły mnie w policzki. – Słaby przykład dla drużyny…
            - Zamknij się, pajacu – warknął Gabriel. – Wygramy z tobą w jego imieniu.
            - Nie uda wam się – sprzeciwił się na poważnie. – Nie macie szans. Macie tak dużo punktów tylko dzięki jego grze. A teraz – spojrzał na mnie z politowaniem. – Wstawiliście nowicjusza, który gra zaledwie kilka miesięcy.
            Milczałem. Wpatrywałem się w niego uważnie.
            - Jesteśmy drużyną – odpowiedział mu Marek. – I razem was pokonamy.
            - Przekonajmy się.
            Zabrzmiał gwizdek. Piłka była w posiadaniu przeciwnika. Ruszyłem do jednego z nich, aby mu ja odebrać i właściwie mi się to udało, gdy nagle przede mną pojawił się ogień. A przynajmniej tak mi się wydawało, gdy pomarańczowo-włosy Bruno zagrodził mi drogę podania do Dawida. Wybił mi piłkę z rąk, a ta trafiła do łysego chłopaka. Dwa punkty dla nich.
            Przyjrzałem się Brunowi.
            - Znam twoją strategię – przemówił. – Twoje szybkie podania są niczym jeżeli nie masz do kogo podać.
            Odwrócił się i odszedł. Niestety trafił w sedno. Jeżeli nikogo nie było w moim zasięgu albo ktoś mi zagrodził drogę, nie miałem jak korzystać ze swojego talentu.
            W ciągu całej trzeciej kwarty próbowaliśmy nadrobić wynik przeciwników, ale nie udało się to nam. Mimo iż Gabriel i Marek robili co mogli, aby wyrównać. Bruno jednak nie dawał nam ani chwili wytchnienia. Przemieszczał się szybko, a punkty zdobywał w fenomenalnym stylu.
            - Jesteś nikim – stwierdził w końcu Bruno, gdy po raz kolejny ominął obronę Dawida. – Spodziewałem się po tobie większego talentu.
            Dawid zadrżał. Zmarszczył czoło i spuścił wzrok.
            Podczas tej kwarty zdałem sobie sprawę, że byłem w błędzie co do jednego. Gdy obserwowałem wcześniejsze mecze Bruna, myślałem, że jest on tak skupiony na grze, że absolutnie ani razu się nie odzywa. Prawda była jednak inna. Mówił. I to sporo. Ale cichym głosem, dedykowanym tylko jednej osobie. Z każdym słowem robił coraz bardziej złośliwe uwagi i nie szczędził w mało pochlebnych komentarzach.
            - Nie daj się mu omamić – rzuciłem do Dawida. Spojrzał na mnie skrzywdzonym wzrokiem.
            Koniec trzeciej kwarty rozmył sny naszej szkoły. Przegrywaliśmy 90 : 72. Mieliśmy ostatnie dziesięć minut, aby wygrać. Jednak przez ostatni kwarty ani razu nie zremisowaliśmy. Zwycięstwo oddalało się od nas. Nawet, gdy zastosowaliśmy rady trenerki, Bruno zdawał się mieć niedościgniony talent.
            Dawid opadł na ławkę i zakrył twarz.
            - Dawidzie – odezwał się Cyrus. – Nie poddawaj się. Mamy jeszcze czas.
            - On… myślałem, że moim talentem jest absolutna obrona, a on… - skulił się bardziej. – Cały czas mnie pokonuje…
            Wszyscy wiedzieliśmy co właśnie miało miejsce. Duch Dawida się wypalał. Powoli znikała jego chęć walki. I wiedziałem, że nie łatwo jest kogoś stamtąd wyciągnąć.
            Dlatego zdziwiło mnie to, co nastąpiło.
            - Weź się w garść! – ryknął Filip. Nie spodziewałem się, że potrafi, aż tak głośno krzyczeć. Dawid najwidoczniej też tego nie wiedział, a przecież znali się od dzieciństwa. – Ty się załamujesz? Ty?! – wyglądał na zdenerwowanego. – Przecież to ty zawsze byłeś tym, który mnie bronił! To ty byłeś zawsze tym, który nigdy się nie poddawał! I to w końcu ty namówiłeś mnie na koszykówkę! – mówi. – Znamy się odkąd skończyliśmy kilka miesięcy! Na placu zabaw, gdy wszyscy się ze mnie śmiali, to ty stawałeś w mojej obronie! Dlatego nikt nigdy mi nie wmówi, że jesteś słabym obrońcą! Zajmujesz się tym od dziecka, psia mać! A to, że ten pomarańczowy pajac coś ci powiedział… jego słowa to jedyne co potrafi! – spojrzał z mściwością na Bruna. – Nie zauważyliście? On wcale nie jest taki dobry, dlatego że jest niewiarygodnym graczem. On jest fantastycznym psychologiem! Zna nasze umysły! Zna nasze myśli, marzenia i pragnienia. Dlatego w powolny sposób je gasi. Aż w końcu wydaje nam się, że to on jest górą i nic go nie zatrzyma. Stworzył wokół siebie legendę niepowstrzymanej pożogi, aby wszyscy patrzyli na niego ze strachem – popatrzył po nas wszystkich. – Chyba mi nie wmówicie, że nasza piątka go nie pokona?!
            Ja i reszta drużyny wpatrywaliśmy się w niego z podziwem, ale i zaskoczeniem. Nawet Cyrus zdawał się nie wygłosić lepszej mowy.
            - Heh. – Dawid powstał. – Masz rację, Filip. Byłeś takim popychadłem na podwórku…
            - Ej, ej, ej! – oburzył się. – Nie taka miała być puenta!
            - Wiem. Dzięki, przyjacielu – popatrzył na przeciwników. – Pokażmy im, że jesteśmy lepsi.
            Krótka przerwa się skończyła i zaczęła się czwarta kwarta. Ostatnia. Dziesięć minut, które miało zadecydować o naszym zwycięstwie.
            Zauważyłem znaczącą poprawę w naszej grze. Marek zdobył kilka rzutów za trzy punkty, mimo że stał dalej od kosz niż kiedykolwiek. Za każde trafienie został nagrodzony gromkimi brawami.
            Dawid i Filip połączyli siły i pokazali, że są duetem nie do zatrzymania. Filip potrafił przejrzeć strategię przeciwnika, dlatego szybko ich oszukiwał, a wrodzone kpienie z przeciwnika Dawida pozwalało na ogłupienie ich i zdobycie punktów.
            Dawid podskoczył i zdobył dwa punkty. Wylądował i przybił piątkę ze swoim najlepszym przyjacielem.
            - A teraz wracaj nas bronić.
            - Nie ma sprawy – odparł Dawid.
            Bruno obserwował nasz nagły wzrost ducha walki z lekką obawą. Zdołaliśmy zdobyć liczną ilość punktów, na tyle, że deptaliśmy przeciwnikom po piętach. A oni nie mieli pojęcia co się dzieje.
            Marek podał do mnie, a to znaczyło, że w mgnieniu oka piłka znalazła się w posiadaniu Gabriela. Ten zrobił wsad i wyrównał wynik 98 : 98 przed dwoma ostatnimi minutami meczu.
            Emocje rosły z każdą sekundą. Niektórzy z publiki powstali, bo nie mogli wysiedzieć. Cyrus również stał i obserwował wszystko w milczeniu.
            Czerwone cyfry na zegarze powoli wskazywały na koniec gry. A w tym czasie zaatakował Bruno. Wyminął wszystkich i rzucił do kosza. W tym momencie jednak, podskoczył Dawid i zatrzymał piłkę tuż przy koszu. Opadł na ziemię z głośnym tupnięciem i uśmiechnął się do Bruna.
            - Jestem najlepszym obrońcą, płomyczku.
            Bruno prychnął i spojrzał na zegar. Dawid wykorzystał moment nieuwagi i podał do mnie. Ja czym prędzej oddałem piłkę do Gabriela po drugiej stronie boiska. Gabriel wykonał kolejny wsad i po raz pierwszy od początku meczu – prowadziliśmy. 100 : 98.
            - Zatrzymajcie tych wysokich! – ryknął Bruno. – Pilnujcie ich! Ten niski nie potrafi rzucać! Nie zdobędzie punktu!
            Piłka była w ich posiadaniu. Do końca meczu zostało pół minuty. Gabriel, Dawid, Filip i Marek byli blokowani przez resztę, a Bruno, wymijając te pojedynki zbliżał się do naszego kosza. Zatrzymał się przed linią i z błyskiem w oku, uśmiechnął się. Miał zamiar zdobyć trzy punkty, a to by przesądziło o wyniku meczu.
            Gabriel wyrwał się z blokady i ruszył ku Brunowi, aby przeszkodzić mu w rzucie, ale był za daleko. W końcu płomiennowłosy potrzebował jedynie dwóch sekund, aby rzucić i trafić. Wygrać.
            I wtedy piłka wyleciała mu z rąk. Machnął rękami w powietrzu, ale nie wykonał rzutu. Spojrzał za siebie, a za nim… stałem ja.
            Po prostu wybiłem mu piłkę z ręki. A teraz w ciszy, upadła ona na ziemię, odbiła się i trafiła w ręce Gabriela.


 (Dla przyjemnego czytania polecam włączenie tej piosenki)
Teddybears - Cobrastyle

            Rozległ się głośny dźwięk klaksonu. Mecz zakończył się ostatecznym wynikiem 100 : 98. Publiczność milczała kilka chwil, a potem rozległo się głośne wycie radości. Rozbrzmiała muzyka, a tablica wyników zaczęła migotać, pokazując, że zwyciężyliśmy my.
            Bruno dalej tkwił w pozycji, w której próbował oddać rzut. Przyglądał się mi z otwartą szczęką.
            - Nie… - szepnął. – To niemożliwe…
            - Natan! – usłyszałem głośny ryk i  poczułem jak unoszę się w powietrzu. To Gabriel objął mnie i uniósł wysoko. Ścisnął mnie mocno, że prawie straciłem powietrze w płucach. Chwilę później podnosiła mnie reszta drużyny, która niebezpiecznie podrzucała mnie do góry. Tłum wiwatował, przeciwnicy wpatrywali się w nas z niedowierzaniem. A ja… znajdowałem się coraz bliżej sufitu, a potem znów spadałem.
            - Odstawcie… mnie…proszę!
            Zaśmieli się i wylądowałem na ziemi.
            - Jak to możliwe? – Bruno spojrzał w górę. – Ja… przegrałem? Ja? Ja… nie mogłem… Ja się nie mylę… - Po jego policzku pociekła łza. Z przerażeniem ją otarł, a potem spojrzał na nas. – Ty! – ryknął Bruno i zbliżył się do mnie. – Jak masz na imię?
            - Nataniel – odpowiedziałem spokojnie. Wpatrywałem się w niego z ciekawością. Wyglądał na takiego co powstrzymywał łzy. Jego twarz była zaledwie wrakiem tej pewności siebie, którą emanował przez cały mecz.
            - Zapamiętam sobie to imię – syknął. – Jeszcze się spotkamy. Zemszczę się – zagroził. W jego oczach płonął ogień nienawiści. – To co zrobiłeś było bardzo niskim zagraniem.
            - Jestem niski – przyznałem. Zawarczał groźnie. – I miałeś rację, nie umiem rzucać tak dobrze jak reszta. Ale moja drużyna nauczyła mnie, że każde z nas ma inny talent.
            Pokręcił głową i ruszył do wyjścia. Przyłożył dłoń do oczu i przyspieszył kroku.
            - Rewelacyjna gra! – Roksana rzuciła się na nas i wyściskała każdego z osobna. – Natan! To co zrobiłeś na końcu… chyba nigdy jeszcze nie byłam tak zaskoczona!
            - Panowie, należało wam się! Czwarta kwarta należała do was – przyznał Samson. – Jesteście niesamowici! Te podania, rzuty. Gabriel! Co za wsad…!
            - Hę? – Filip rozejrzał się. – A gdzie kapitan?
            Wszyscy spojrzeliśmy na ławkę rezerwową. On dalej tam stał i wpatrywał się w nas swoimi szarymi oczami. Pokiwał głową, westchnął i…
            Zaczął tańczyć. Na początku wszyscy wytrzeszczyli oczy, aż w końcu wybuchliśmy głośnym śmiechem. Bowiem przypomniała nam się jeszcze przedświąteczna obietnica Cyrusa, mówiąca, że gdy wygramy finał, to dopiero wtedy zluzuje i zatańczy.
            Kilka minut później zostaliśmy nagrodzeni złotymi medalami od samych władz miasta. Gratulowali nam rewelacyjnej gry, a później pochwalili za nasze trudy. Cyrus otrzymał złoty puchar i uniósł go wysoko, aby wszyscy z publiczności przekonali się, że faktycznie to my zwyciężyliśmy. Zrobiono nam parę zdjęć, które miały trafić do gazet.
            Czułem się szczęśliwy, gdy patrzyłem na radosne twarze moich przyjaciół z drużyny. Naprawdę wszyscy ciężko pracowali, aby dotrzeć do tego momentu.
            Później wróciliśmy do szatni, gdzie panowała świetna atmosfera. Trenerka otworzyła szampana z hukiem i rozlała nam trunek do plastikowych kubków. Nawet rezerwowi i Roksana dostali po małej ilości, byle tylko nikomu nie mówili. Wznieśliśmy toast i z wdzięcznością wypiłem zawartość nawet jeżeli to miał być alkohol.
            Tym razem wszyscy weszliśmy pod prysznic. I dzięki ogólnej ekscytacji myślałem, że uniknę zauważenia i szybko się stąd wymelduję. Jednak każdy chciał mi pogratulować tego jak bardzo zaskoczyłem Bruna i zrobiłem z niego idiotę.
            - To nic takiego – powtórzyłem, gdy tym razem Marek poklepał mnie po plecach. Wiedziałem, że zostanie ślad. – Po prostu nie chciałem, aby wygrał…
            - Jak każdy z nas – zaśmiał się Marek. – Ale to było świetne. Przez chwilę nie wiedziałem co się właśnie stało!
            Opuściłem prysznic jak najszybciej, bo gdy Dawid objął mnie swoim muskularnym ramieniem i poklepał po brzuchu, wiedziałem, że nie zapanuję nad sobą. Dlatego trzy minuty później już byłem ubrany i siedziałem z Roksaną i Samsonem.
            - Wytrzyj dokładnie włosy, Nat. Nie chcesz się chyba przeziębić, prawda? – zapytał Samson, ale cały czas się uśmiechał.
            - Raczej nie…
            - Świetnie. Tym bardziej, że wygraliście właśnie wyjazd w góry do nowoczesnego ośrodka sportowego! – dodała podekscytowana Roksana.
            - Ach… no tak, to w końcu nasza nagroda…
            - Wyjazd trzydziestego! I nie ma, że boli.
            - Z chęcią pojadę – przyznałem.
            Gdy tylko reszta się umyła, wyszliśmy na korytarz. Tutaj musieliśmy się zmierzyć z dużą ilością naszych znajomych. Gratulowali nam, klepali po plecach i komentowali każde lepsze zagranie. W tłumie dostrzegłem swoich rodziców i poszedłem się z nimi przywitać.
            - Jesteśmy tacy dumni! – uścisnęła mnie mama. – To co zrobiłeś na końcu… będę opowiadać o tym wnukom, prawnukom i zapiszę to w kronice rodziny.
            - Mamy kronikę rodziny?
            - Nie. Ale to świetny moment, aby jedną założyć.
            - Gratulacje, synu. – Ojciec poklepał mnie po ramieniu. – I mamy dla ciebie przesyłkę.
            Z jego sportowej torby łeb wystawił Leo. Uśmiechnąłem się do niego i go pogłaskałem.
            - Wnieśliście go na mecz?
            - Jest tak mały, że zmieściłby się nawet do mojej kieszeni – zaśmiał się. – Ale na pewno chciał wam kibicować. Tym bardziej, że to ma być wasza maskotka, prawda?
            - Mhm. Od przyszłego semestru.
            - Mistrzostwa województwa – westchnęła. – Niesamowite! Kto by pomyślał…?
            - No dobrze, nie przeszkadzamy ci już – stwierdził ojciec. – Idź świętować z przyjaciółmi. Chcesz psa?
            - Chcę – zgarnąłem od niego torbę. – Dzięki.
            Pożegnaliśmy się i wróciłem do reszty. Później, całą drużyną poszliśmy coś zjeść. Wypuściłem Leo, który szedł z nami i merdał wesoło ogonem. Roksana powstrzymywała się, aby go nie przytulić.
            Szedłem trochę z tyłu, aby móc wszystkich obserwować.
            Rezerwowi powtarzali wszystkie szczegóły gry i wypytywali Marka o wszystko co się działo. Mój przyjaciel uprzejmie im odpowiadał. Co jakiś czas rzucał żartem i wybuchali śmiechem.
            Filip i Dawid szli za nimi, a towarzyszyła im Lidia. We trójkę wymieniali się swoimi relacjami, a dziewczyna pękała z dumy, gdy patrzyła na tego, którego rękę trzymała.
            Z kolei Samson, Roksana i Cyrus dyskutowali głośno o ośrodku sportowym. Nie podobało mi się, że Cyrus stosował pojęcie „obóz treningowy”. Chyba nawet po zwycięstwie nie miał zamiaru nam odpuścić. Westchnąłem, a para wyleciała z moich ust.
            - Zmęczony? – spytał Gabriel. Popatrzyłem na niego.
            - Trochę. A ty?
            - Podekscytowany. Jest zimno… - zauważył i sięgnął do swojej torby. Wyjął stamtąd termos. – Herbata. Olga mi przyniosła – podsunął mi pod nos. – Domyśliła się, że jak mecz się skończy będzie już wieczór.
            - Naprawdę masz bystrą siostrę – przyznałem i upiłem łyk gorącego płynu. Od razu zrobiło mi się przyjemniej. – Dziękuję. Co u Olgi?
            - Wszystko dobrze. Ma same piątki – westchnął. – Mały geniusz. Poszła nocować do cioci. Ma tam kuzynki w podobnym wieku.
            - Dobrze wiedzieć – pokiwałem głową. – Czyli dzisiaj świętujesz?
            - Tak – uśmiechnął się.
            - Zapnij kurtkę – poprosiłem. – Jak na ciebie patrzę, już jest mi zimno.
            - Głupek – rzucił, ale zapiął kurtkę. – To co zrobiłeś pod koniec meczu… Prawdziwy talent.
            - Albo fart.
            - Już nie bądź taki skromny. Bruno cię nie docenił. Sam słyszałeś, rozkazał nas pilnować bo był przekonany, że jeżeli, któreś z nas zdobędzie piłkę to ostatecznie przegrają. Nie przewidział, że wystarczy mu w tym momencie ją po prostu odebrać. A na swoje nieszczęście… bez obrony kazał zostawić osobę najlepszą w odbieraniu piłki.
            - Czyli naprawdę to tylko szczęście…
            Uderzył mnie w tył głowy.
            - Zamknij się! Masz talent, jasne?
            Rozmasowałem to miejsce.
            - Jasne, jasne… Nie musiałeś… - Ponownie skosztowałem herbaty i oddałem termos Gabrielowi. Zaśmiał się i sam upił łyk. Przez myśl mi przeszło, że właśnie wymieniliśmy się pośrednim pocałunkiem. Zrobiło mi się naprawdę gorąco. Nawet pożoga Bruna nie była tak niebezpieczna jak ogień w moim ciele.
______________________________________________________________

            Hura dla pisania po nocy!

            W dzisiejszej części mogliście zobaczyć jak niepewny był wynik finału. Chciałem tutaj zwrócić głównie uwagę, na to jakimi kapitanami są Cyrus i Bruno. Każde z nich ma inną ideologię i inne podejście do drużyny. Zderzenie tych dwóch wizji jest głównym motywem. Sami z resztą mogliście zobaczyć, że drużyna Cyrusa współpracuje, podczas gdy Bruno działa indywidualnie, nie oglądając się za resztą. Dopiero w momencie desperacji rozkazuje, bo nawet nie prosi, aby blokować wyższych zawodników.

            Oczywiście mogliśmy też zajrzeć trochę do przeszłości Filipa i Dawida. Jak się okazuje – pewny siebie Filip dawniej był bardzo zależny od swojego dzielnego przyjaciela – Dawida. Więcej o ich przeszłości – wkrótce!

            Mam nadzieję, że Bruno wypadł jako postać godna miana antagonisty. Miał być tym złym, który odbiera ducha walki, ale widać, że w końcu trafił na silniejszych od siebie. Nie potrafił się do końca z tym pogodzić, ale przyjął porażkę z honorem. W każdym razie nie leciał do sędziego i nie wrzeszczał, że to nielegalne i żąda rzutu.

            Dla tych, którzy piszą, że za dużo meczów… cóż… nie wiem czego się spodziewaliście po opowiadaniu w którym prym wiedzie rywalizacja sportowa w dziedzinie koszykówki.

            W każdym razie – w następnym rozdziale drużyna odbierze swoją nagrodę w postaci wyjazdu w góry. Jeszcze nie wiem w jakie i gdzie, ale cóż… mam czas. Jakieś propozycje, ewentualnie? (Byle nie Zakopane. To będzie takie Pierre i Raimundo :P).

            No dobra! Do zobaczenia!

50 komentarzy:

  1. Genialne opowiadanie :) dobrze się stało że Bruno przegrał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ideologia Cyrusa okazała się silniejsza :)

      Usuń
  2. Bruno dział psychologicznie. Podejrzewałam, że musi mieć jakiś sposób, aby niszczyć przeciwników. Dla niego wygrana była, jak walka o życie i nagle przegrał. Ale dobrze. Niech nauczy się przegrywać. Ja bym ten jego charakterek utemperowała dając mu jakiego silnego faceta, aby go w łóżku wykończył wiadomo czym. Wiem, kolejnego chłopaka chcę zamienić w geja. Ale co mam poradzić na to, że lubię takie trudne, zimne charaktery. Nie powiem, bo ta łza, nie wiem co u Bruna to oznaczało nerwy, ból jakoś sprawiła, że mam ochotę temu chłopakowi, życzyć, by przejrzał na oczy i się zmienił. Nie jest mi obojętny. Czyżby poszedł gdzieś tam płakać. I fakt on i Cyrus mają dwie różne metody działania. I świetnie to pokazałeś. Ale o wiele bardziej lubię tę metodę Cyrusa. Drużyna ma być drużyną, a nie każdy gra dla siebie i udaje, że jest gwiazdą.
    Ja już chcę ten romans. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się nie mogę doczekać zemsty Bruna. Będzie ciekawie.

    Igor

    OdpowiedzUsuń
  4. Autor rozkręcasz się z tego co widzę :D Ta część wyjątkowo podsyciła moją ciekawość i podkręciła adrenalinę. Jednak co do Bruna to okazał sie on być dupkiem i to nie przeciętnym xD a Natan załatwił go w tak banalny sposób :D Finały po prostu mnie urzekły <3 niesamowite wydarzenie ;)
    Ps. Pozwoliłam sobie rozreklamować miedzy yaoistkami tego bloga ;) tak jak poprzednio wkleiłam drobny, ale jednak ciekawy urywek tekstu z bloga z dopiskiem i linkiem polecającym ;) Mam nadzieje , ze mi za to głowy nie urwiesz :D teraz to reklama pójdzie raczej szybką pocztą pantoflową xD i przybędzie ciekawskich czytelniczek :) W listopadzie powinnam skołować juz jakieś sensowne i odpicowane rysunki ;) Więc proszę o cierpliwość :D Pisze to tu bo gg mi wysiadło i nie chce mi sie juz z nim użerać ^ ^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mój Boże, mam nadzieję, że Twoim znajomym to opowiadanie się spodoba... O.O
      Z chęcią obejrzę rysunki! Jeżeli będziesz miała jakieś, wysyłaj śmiało ^^

      Usuń
    2. Puki co to dwie yaoistki były zachwycone ;) a żadnych słów skargi czy zażenowania nie słyszałam :) czyli PODOBA im się :)

      Usuń
    3. Uff... dobrze wiedzieć ^^

      Usuń
  5. O Boże:3 Jak ja kocham to opowiadanie.Nie mogę się powstrzymać od czytania. Mógłbym je czytać cały czas. Nie znam cię osobiście, ale gdybym cię znał byłbyś moim najlepszym przyjacielem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. " Piłka była w ich posiadaniu. Do końca meczu zostało pół minuty. Gabriel, Dawid, Filip i Dawid "
      Maly blądzik :P

      Usuń
  6. Suuuuper! Po prostu rewelacja! A Filip jak do Dawida przemawial to serce szybciej mi zabilo :D
    Pozdrawiam :)


    Damiann

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm... nie mam pojęcia gdzie mogliby mieć tą wycieczkę. Osobiście nie przepadam za górami, więc nie pomogę ;)
    Rozdział rewelacyjny! Co do wyniku meczu... Byłam pewna, że wygrają, bo co to za opowiadanie oparte na koszykówce, skoro jednak drużyna przegrywa najważniejszy mecz :D ? Bruno... Bardzo ciekawa postać. Działa psychologicznie? Czyli lubi ryć psyche, a jakich bohaterów lubię najbardziej xD Chyba sam był twórcą zrytej psychy tego gościa z "Ludzkiej Stonogi" haha :D Chodzi mi oczywiście o tego crazy doktorka. Jeśli oglądałeś ten film to wiesz co mam na myśli ;p.
    Ok. Życzę wielu ciekawych pomysłów i siły do dalszego pisania!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie oglądałem. I raczej nie obejrzę :P I Bruno nie ma, AŻ TAK zrytej psychiki.

      Usuń
  8. Mam tylko nadzieje ze na ta nagrodę zalapie się tez Bazyli... W pokoju z Natem oczywiście:)
    W każdym razie podoba mi się cała sportowa walka i jej opisy, chociaż osobiście nie trenuje... Oby tak dalej:)
    D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja m nadzieje że Bazyli się nie załapie, a nawet jeśli się załapie to i tak Bazyli nie jest w typie Nata. Dla mnie Nat mógłby być w pokoju z Gabrielem.

      Usuń
    2. Dokładnie! Nataniel i Gabriel w jednym pokoju, a jak będzie inaczej, złapię autora i wytargam za kudły! ;p .
      Ale rozdział naprawdę imponujący.
      Życzę WENY i czekam z niecierpliwością na dalszy rozwój sytuacji. ;*

      Usuń
    3. Nagroda jest tylko dla członków drużyny, a więc wątpię, aby Bazyli się na nią załapał. :)

      Usuń
    4. Może Cyrus? *_* Gabriel i Natan to nudny wątek. xdd

      Usuń
    5. Gabriel i Natan to nudny wątek ?? Chyba sobie żartujesz. To byłoby najlepsze. A kto tak nie myśli to chyba ma coś z głową.

      Usuń
  9. Autorze ja czytałam wszystko z otwartymi ustami! xD Ty naprawdę musisz kochać ta grę, że tak dobrze potrafisz ją opisać i ocenić. ;)Czekam na kolejny rozdział. *tuli* WENY!! ;p WENA w nocy jest najlepsza XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och tak... moja miłość do tego sportu wraca. Jednak mam trochę do nadrobienia ^^

      Usuń
  10. ten mecz wzbudził we mnie tyle emocji! ;D
    Natan na końcu pokazał klasę i wygrali juhu!!!!!!!
    biedny Natuś był molestowany pod prysznicem i musiał uciec xdd
    i ten pośredni pocałunek z Gabim <3

    OdpowiedzUsuń
  11. No faktycznie dużo tych meczy, ale nie robi się z tego właśnie dlatego żaden romans ;p już 24 część a Natan nawet nie spotkał miłości :D I w ogóle przyjemnie się czyta te opisy meczów :) A dzisiejszy był zaskoczeniem. Spodziewałam się że drużyna Cyrusa, ale stawiałam raczej na to że w ostatnich sekundach dzielny Marek wyskoczy i zdobędzie 3 punkty :D W każdym bądź razie wyszło rewelacyjnie :) No i ciekawa jestem jak to będzie z tym wyjazdem :D Tylu facetów w jednym miejscu xD
    Jedyne co mi przychodzi na myśl to Bieszczady :P Co prawda nie wiem czy znajduje się tam jakiś "obóz sportowy", ale bardzo podobało mi się w tych górach :)

    Massacre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady. Na 24 części były 3-4 mecze.
      W każdym razie, jeszcze trochę ich będzie. W końcu główny bohater należy do drużyny :P

      Usuń
  12. Brakujący Element jednak przeczytany i czas na komentarz, będzie ogólny do całości, potem postaram się komentować na bieżąco. Mocną stroną tego opowiadania jest to, że masz oś wokół której skupia się większość akcji – koszykówka. Zdecydowanie nie jestem fanką tego sportu, ale opisujesz to ciekawie, nie nudząco i z niezłym polotem, ogromny plus. Życie uczuciowe Nataniela umiejętnie wplatasz w fabułę przedstawiając całkiem ciekawego funkcjonowania liceum. Choć te czasy mam już za sobą, czytam z ogromną przyjemnością. Czy to Twoje marzenie o idealnej szkole, czy takowa naprawdę istnieje? :D
    Kolejnym plusem są postacie, które stworzyłeś, dość indywidualne, nieszablonowe, reprezentujące sobą naprawę oryginalną mieszaninę, która połączona tworzy barwną całość, tak trzymać. Faworyci -zdecydowanie Cyrus, uwielbiam silnych ludzi, dążących do celu, ale posiadających unikatową cechę – współistnienia na poziome prawdziwej przyjaźni z tymi, których uważa za swoich najbliższych. Jestem przekona, że to on jest tą drugą osobą, której Gabriel powiedział o śmierci swoich rodziców (a przynajmniej tak zrozumiałam, że przed Natem powiedział dwóm osobą, jeśli się mylę, popraw proszę). Czy byłby idealnym partnerem dla Nataniela? Hmmm, to powinieneś wiedzieć Ty, Autorze i o ile jestem ogromnym zwolennikiem komentowania i dyskusji o twórczości, to jednak kierowanie się i decydowanie o dalszych losach bohaterów na podstawie opinii sond czy konkursów na bohaterów, uważam za słabość. Po prostu dobry autor kojarzy mi się z kimś, ktoś choć w ramowym zakresie na nakreślony obraz swojego opowiadania, dopuszcza ewentualne drobne poprawki, ale przy pisaniu nie kieruje się wolą czytelników.
    Musze oddać, że choć początkowo sceptycznie nastawiona do tego opowiadania, musze oddać, że na razie wypada lepiej niż P&R, jakoś zgrabniej i ciekawej prowadzisz akcję, która nie skupia się na samy wątku miłosny, choć i ja nie mogę doczekać się tego, kto w końcu będzie tym Brakującym Elementem Nata.
    Co do gór, nie wiem czy planujesz wysłać towarzystwo do Polski czy za granicę? W kraju mam jednak słabość do Karpacza, a w Alpy jeżdżę naprawdę pojeździć, bo niestety z tym u nas ciężko. Trochę tego jest, ale bezapelacyjnie polecam Ischgl (Austria), najlepsze trasy narciarskie po których jeździłam.
    Co jeszcze, koniecznie znajdź betę, choć opowiadanie broni się treścią, jednak błędy stylistyczne, niedociągnięcia i powtórzenia rażą:)
    To tak pokrótce, życzę weny i z niecierpliwością oczekuję na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam,
    Dominikalem
    Ps: Kolejny plus za muzykę, może nie mój przekrój, ale tu wydaje się pasować idealnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za długi komentarz i miłe słowa! ^^
      Tak, to jest moje marzenie szkoły idealnej, niestety do takiej nie uczęszczałem. Ale w liceum nie narzekałem.
      Muszę Cię wyprowadzić z błędu. Czytelnicy nie zadecydowali o tym z kim będzie Nataniel. Sonda była dla mnie, abym ujrzał jakie są Wasze typy. Tylko tyle. Sonda brzmiała "Jak sądzisz w kim zakocha się Nataniel", a nie "Zagłosuj w kim zakocha się Nataniel!". Całą fabułę mam już od dawna zaplanowaną, a jedyny wpływ Czytelników na opowiadanie to pomysł na nazwę drużyny. I muszę przyznać, że uważam to za słuszne, iż Czytelnicy mają drobny wpływ na opowiadanie. Mogą wtedy poczuć, że są... no nie wiem... bliżej postaci?
      Dlatego muszę Ci wyznać, że Wasze zdanie jako Czytelników nie zmieni mojej wizji opowiadania, która już jest spisana ^^
      Znaleźć zaufaną betę jest trudno, dlatego wolę działać solo nawet jeżeli opiera się to kosztem jakości. Nie mam za dużego zaufania do ludzi :P
      Jeszcze raz dziękuję za ten miły komentarz. Cieszę się, że opowiadanie Ci się podoba i liczę na to, że zostaniesz ze mną do końca ^^

      Usuń
    2. Jeśli sondy czy konkursy są tylko Twoją formą kontaktu z czytelnikami, a nie jak wspomniałam kształutują opowiadaniu to popieram:) Wiem, jak ważny dla każdego autora jest jakkolwiek ślad, pozostawiony przez czytelnika, to buduje, motywuje, dopinguje i z pewnością pozwala zastanowić się nad niektórymi sprawami. Dlatego wyznaję zasadę: czytaj – komentuj, po prostu z szacunku dla czyjejś pracy i poświęconego czasu. W końcu mamy (my czytelnicy) z tego korzyści w postaci miłych chwil nad tekstem.
      „Zaufaną betę”, przepraszam uśmiechnęłam się pod nosem, trochę z zadumy, trochę może z racji. Generalnie, Autorze, trochę wiary w ludzi, naprawdę nie wszyscy są źli ;)
      Pozdrawiam,
      Dominikalem
      Ps: Czy zostanę do końca, cóż zobaczymy czy Ty wytrwasz? :D

      Usuń
    3. Bardzo podoba mi się Twoje rozumowanie ^^
      Ja wytrwam!

      Usuń
  13. Oja, oja, oja ;D Póki co, rok szkolny wygląda lepiej, niżby wyglądał bez tego opowiadania ;D Rozdział cud, miód, orzeszki. Tylko trochę martwię się o Nata, czy nie stanie mu się coś przez Szalonego Lidera.
    Miejscowość - Karpacz?

    Pozdrawiam, Niepozpozorny.

    P.S. Coś ostatnio krótkie komentarze mi wychodzą _-_

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział cudowny. Pośredni pocałunek z Gabrielem mnie rozwalił xD No i ten wybuch Filipa i ten moment jak Natan wybił piłkę Brunowi i później jak mu spokojnie odpowiadał <333

    I w ogóle jak można powiedzieć, że za dużo koszykówki?! Przecież to podstawa opowiadania, nie rezygnuj z niej! Tym bardziej, że Twoje opisy gry są niesamowite, ja naprawdę czuję się jakbym była na widowni i przeżywała to wszystko razem z drużyną, dzięki Twoim słowom widzę to idealnie oczami wyobraźni.

    Co do gór proponuję Pieniny ponieważ są naprawdę bardzo malownicze.

    Standardowo życzę weny, dużo weny Kochany Autorze :)

    [ http://dzien-mojej-smierci.blogspot.com ]

    OdpowiedzUsuń
  15. SUPER !!! ;) pozałem Cię jeszcze za Czasów PiR xD i długo potem nie byłem...ale patrze że tam sie pozmieniało...a to to juz wogóle jest rewelacja xD !! :) powodzonka :P (takijeden fellow)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że BE Ci się spodobało :) Mam nadzieję, że będziesz czytać dalej.

      Usuń
  16. CYRUS dla Natana, nie Gabriel!!! -.-

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetnie opisałeś finał! Prawdę mówiąc to do samego końca nie miałam pojęcia kto wygra.Najbardziej mi się podobała przemowa Filipa.Coraz bardziej go lubię.
    Coś sądzę Cyrus nie da im odpocząć i da im jeszcze większy wycisk niż na treningach, ale cóż mogę się mylić.
    Fajnie by było gdyby Nataniel trafił do jednego pokoju z Gabrielem lub Cyrusem.
    Pozdrawiam Serdecznie!
    Aihi

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie no masakra,byłem w niebie i dostałem wejściówkę na mecz NBA chyba hehehe no super ta akcja do samego konca i ten ruch nata hahaha chcialbym widziec tego bruna lol no

    Super opowiadanko no czesc znakomita a no i nat ma byc w pokoju z gabim i kropka i maja milo spedzic czas po ciezkim treningu z cyrusem hahaha

    12/10 ocenka

    Pozdrawiam

    "Twój" hehe Romek :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Fajnie poczuć trochę adrenaliny przy czytaniu. A co do miejscowości to może Krynica-Zdrój? Tam jest z czego wybierać.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Wiadomo, że musieli wygrać finał xD ale emocje i tak ładnie podgrzewałeś kiedy biedni nie mogli dogonić drużyny przeciwnej. Podobała mi się reakcja Bruna, była taka prawdziwa, człowieka, który bezgranicznie wierzył w swoje przekonania i zostały one brutalnie rozbite w kilkadziesiąt minut. Musiał się strasznie czuć. Na miejscu Nathaniel bałbym się tej jego zemsty.
    Gdybyś chciał sparować Bruna właśnie z naszym Natem to bym normalnie zbierał szczękę z podłogi.
    Jak zwykle Tobie życzę weny, a sobie wytrwania czytania tych meczy, które niezbyt lubię, ale na szczęście reszta treści się broni.
    Jestem tylko trochę zawiedziony, że tak mało jest tutaj "Brakującego Elementu". A w końcu to powinien być motor tego opowiadania. Mamy drugi sezon, a tu cisza w dalszym ciągu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do miejsca na wyjazd to fajnie gdyby Warszawa zafundowała im wyjazd do ośrodka szkoleniowo-sportowego w Dolomitach. To pasmo górskie w północno-wschodniej części Włoch. Coś wspaniałego. Widoki niezapomniane.

      Usuń
  21. Ale ty to masz tępo, kilka dni nie wchodziłam a tu tyle tekstu! Nie żebym narzekała :) Jeśli chodzi o koszykówkę, to jakoś za łatwo im idzie, żadnej przegranej...( znaczy dobrze że wygrali z Brunem, ale mam nadzieje że się jeszcze pojawi bo człowiek ciekawą osobowość ma).
    Co do Natanka, coś za bardzo idzie w kierunku Gabrysia, i ta trochę oczywistość mi przeszkadza, mam nadzieje drogi Autorze, że zaskoczysz mnie jednak i nie będzie tak jak przewiduje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm Góry Taurus są piękne, ale to niestety nie w Polsce :(
      Polecam Tatry chociaż nigdy tam nie bylem :P Na ogól jeszcze Pieniny, ale nwm czy to góry =)
      Czekam na kolejny rozdzial z niecierpliwością!

      Damiann

      Usuń
  22. Twoje opowiadanie wciągnęło mnie tak samo jak kiedyś Harry Potter. Genialne!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Dziękuję, to dla mnie zaszczyt czytać Twoje słowa! :)

      Usuń
  23. Drogi Autorze! Chciałabym Ci powiedzieć, że w tej chwili żałuję, że nie potrafię pisać ładnych i długich komentarzy. Należą Ci się właśnie takie. ;) Trafiłam tu.. Chyba 3 dni temu. Wciągnęłam wszystko, nawet każdy opis bohaterów i się zakochałam. Wpadłam jak przysłowiowa śliwa w kompocik. Muszę tylko powiedzieć, że podziwiam Cie bardzo co do regularności wstawiania rozdziałów. Gdybym mogła wybudowałabym Ci pomnik, bo twoje opowiadanie wywołuje we mnie niesamowite emocje. Uwielbiam postać Natana i Cyrusa, i Gabriela, i Marka i.. I wszystkich! Naprawdę, każdy ma coś w sobie. Oby tak dalej. Błagam Cie o jedno, wytrwaj w tym opowiadaniu. Na przeprosiny za ten komentarz (który jest dziwnie chaotyczny) i na zachętę do trwania w pisaniu (najlepiej jak najdłuższym) wysyłam ci fanarta z Natanielem ;) Jeszcze dzisiaj powinien się zjawić na autorpir@gmail.com. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Naprawdę się cieszę, że moje opowiadanie przypadło Ci do gustu :) I cieszę się, że masz zamiar (przynajmniej tak wnioskuję) dalej czytać opowiadanie. I raduje mnie to, że tyle postaci Ci się podoba! Dziękuję!
      Z chęcią obejrzę fanarta Natana! Dzięki ;)

      Usuń
    2. Oczywiście, że będę czytać dalej! To będzie dla mnie przyjemność. ;) Fanart już wysłany.

      Usuń
  24. A może Bazyli byłby z Gerardem? :) kto się czubi ten się lubi ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jupi! Miałam ochotę piszczeć i klaskać, kiedy mecz zakończył się wygraną naszych Młodych Wilków!
    Wpadł mi do głowy pewien pomysł... Może napiszesz część z punktu widzenia Gabriela? Mógłbyś w niej opisać jego stosunek do Nataniela, to, jak się przy nim czuje, jak odbiera chwile z nim spędzone, itp.
    " - Jasne, jasne… Nie musiałeś… - Ponownie skosztowałem herbaty i oddałem termos Gabrielowi. Zaśmiał się i sam upił łyk. Przez myśl mi przeszło, że właśnie wymieniliśmy się pośrednim pocałunkiem. Zrobiło mi się naprawdę gorąco. Nawet pożoga Bruna nie była tak niebezpieczna jak ogień w moim ciele."
    to było super - ciekawe, co czuł w tym momencie Gabriel...
    To jak? :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja też nie rozumiem, dlaczego większość narzeka na tyle meczów. Mi się to podoba, kocham koszykówkę, a twoje opisy są świetne. ;)Bardzo się przy nich wciągam i emocjonuję, czuję, że sama jestem na takim boisku i obserwuję ich grę ^^

    OdpowiedzUsuń
  27. Niesamowicie opisany mecz, pełen emocji :D nie mogę się doczekać wyjazdu!

    OdpowiedzUsuń