Opowiadanie inspirowane jest anime Kuroko no Basuke!

Wejść na bloga (Od 20.07.2012r.)

wtorek, 11 września 2012

Rozdział 26 - Słabości


Rozdział 26 – Słabości


            Zwlekłem się z łóżka wcześnie rano. Nawet wyprzedziłem budzącego nas Cyrusa. W łazience za to zastałem Marka. Golił się i uśmiechnął się w międzyczasie.
            - Dobry!
            - Dzień dobry – odpowiedziałem. – Nie słyszałem jak wstawałeś…
            - Miałeś taki TWARDY sen – odparł. Uderzyłem go w ramię, a on się zaśmiał.
            - Daj mi skorzystać z łazienki, co?
            - Jasne. Tylko skończę – odparł. Pięć minut później opuścił pomieszczenie, a ja wziąłem szybki prysznic. Z radością stwierdziłem, że poza lekkim bólem, mogłem już normalnie chodzić. Jednak obawiałem się tego, że dzisiejszego wieczoru Cyrus ponownie zapewni mi niemoc w nogach.
            Gdy wróciłem do pokoju, Marek już był ubrany. Siedział na swoim łóżku i gestem wskazał mi moje. Usiadłem naprzeciw.
            - Natan – przemówił oficjalnie. – Musimy porozmawiać.
            Uniosłem brwi i milczałem.
            - Jeżeli chcemy zdobyć serce Gabriela…
            - Marek – przerwałem mu. – Ja naprawdę nie wiem czy go lubię w ten sposób.
            - A w jaki możesz go lubić?
            - Ech… sam nie wiem. Nigdy nie byłem w związku.
            - Ja też nie – podrapał się po głowie, szczerząc zęby. – Ale jeżeli widzę, że ktoś kogoś lubi…
            - Nawet jeżeli lubię Gabriela to nie znaczy, że on musi mnie lubić.
            Marek założył ręce na piersiach.
            - Och, naprawdę? Kto cię wczoraj przyniósł do pokoju? Kto siedział cały czas przy tobie przy ognisku? Komu powiedział o swoich rodzicach? Kto go odwiedzał w ferie świąteczne? Kto opowiedział się za tobą, abyś dołączył do drużyny?
            Zmrużyłem oczy.
            - Ja wiem, że jest gejem – dodał Marek. – I ty też to wiesz, prawda?
            - Gabriel jest gejem?! – udawałem zdziwionego.
            - Nie potrafisz kłamać – westchnął.
            Milczałem. Spuściłem wzrok.
            - Dobra, nawet jeżeli jest… - zacząłem powoli, a Marek uniósł głowę wpatrując się we mnie z wyczekiwaniem. – Nie wiem czy wiesz, ale… on kogoś miał.
            - Wiem. Zerwali niedawno.
            - Właśnie – westchnąłem. – Czemu byłby zainteresowany nowym związkiem?
            - Aha! Związkiem! Sam tego chcesz!
            Poczułem, że się rumienię. Skuliłem się, a potem poczułem jak Marek kładzie mi dłoń na głowie i poklepuje.
            - Spokojnie, Nat. Będzie dobrze. Macie się ku sobie.
            - To takie krępujące gadać z kimś o tym wszystkim…
            - Dobrze jest czasem pogadać – zapewnił. – Nie denerwuj się. I po prostu bądź sobą.
            Chciałem coś powiedzieć, ale uprzedziło mnie głośne pukanie do drzwi. Marek dźwignął się i je otworzył. Za nimi stał Cyrus.
            - Już ubrany? Świetnie. A Natan?
            - Też.
            - Idziemy pobiegać.
            - Ale… ale śniadanie?
            - Najecie się jak skończymy biegać – oznajmił. – Zapraszam do hali.
            Oddalił się, a ja z Markiem wymieniliśmy smutne spojrzenia. Dziesięć minut później już wszyscy byli w wyznaczonym miejscu. Filip i Dawid wyglądali na takich co by jeszcze pospali i opierali się na sobie, aby nie upaść. Natomiast Gabriel tryskał energią, ale nie dziwiło mnie to. Od pół roku wstaje około szóstej.
            - Pięćdziesiąt kółek. Osoba, która się podda, nie je śniadania – oświadczył Cyrus.
            - Że co?!
            - Start. – Bez zbędnych słów odwrócił się i zaczął biec. Westchnęliśmy, ale ruszyliśmy za nim. W powietrzu słychać było głośne burczenie z dziewięciu brzuchów. Na trybunach siedział zaspany Samson i prawdopodobnie obserwował nasze poczynania.
            Pierwsze trzydzieści kółek nie było złe. Potem już było tylko gorzej, bo mój organizm domagał się jedzenia. Osłabiony, zostałem zdecydowanie w tyle. W końcu zrównał się ze mną Cyrus.
            - Jesteś okrążenie do tyłu – oznajmił, oddychając ciężko.
            - Wiem… umiem… liczyć… - wysapałem.
            - Nie poddawaj się.
            Pokiwałem głową. Wyprzedził mnie i wyszedł zdecydowanie na prowadzenie. Na czterdziestym dziewiątym kółku odezwały się moje obolałe nogi. Przełknąłem ślinę i zatrzymałem się.
            Cyrus, który skończył ćwiczenie i obserwował nas, gwizdnął głośno, używając do tego palców.
            - Natan bez śniadania! Reszta na stołówkę!
            - Daj mu spokój. Przebiegł prawie wszystko – wstawił się za mną Marek.
            - Chcesz do niego dołączyć?
            Marek przyjrzał się mu, a potem spojrzał na mnie.
            - Wybacz, Nat. Jedzenie ponad przyjaźń.
            - Spoko… też bym tak zrobił.
            Marek zaśmiał się, a mi w żołądku mocno zaburczało. Westchnąłem. Z Cyrusem nie ma żartów. Usiadłem na trybunach podczas, gdy reszta poszła dalej. Nawet nie miałem siły z nimi iść. Nogi mi drżały i musiałem odpocząć. Na boisku pojawiły się cheerleaderki, które zaczęły ćwiczyć swoje układy przy głośnej muzyce. Obserwowałem je z zaciekawieniem i zastanawiałem się, czy gdybym był hetero, któraś by mi się podobała? Jeżeli tak, to która? W sumie ta piegowata, ruda była ładna.
            Parę dziewczyn spojrzało na mnie, a potem zachichotało. Nie wiedziałem co jest takiego zabawnego. Dziesięć minut później podskoczyłem, gdy pojawił się przy mnie Gabriel. Zaskoczył mnie, bo wśród głośnej muzyki nie słyszałem jak się zbliżał.
            - Gabriel – wyrzuciłem. – Nie jesz?
            - Już zjadłem – odparł. Sięgnął do kieszeni i rozejrzał się czujnie. – Masz.
            W dłoni trzymał dwie bułki, które udało mu się przemycić. Zamrugałem oczami, a potem spojrzałem na niego z wdzięcznością.
            - Nie musiałeś…
            - Bierz i jedz zanim pojawi się Cyrus – skarcił mnie szybko. Skinąłem głową i w rekordowym tempie zjadłem ofiarowane bułki z serem i szynką. Zawsze było tak, że jak ktoś coś mi przygotował do jedzenia było to trzy razy bardziej smaczne. A ten drobny gest od Gabriela znaczył wiele.
            - Dziękuję – odparłem.
            - Nie wiedziałem, że ktoś tak mały może jeść tak szybko.
            - Jak jest głodny…
            - Obserwujesz dziewczyny?
            - Muszę. Są na boisku, a ja na trybunach – odparłem. – Moje nogi znów mi odmawiają posłuszeństwa. Chyba muszę się zgłosić do Samsona.
            - Taaak, to dobry pomysł. – Teraz i on przyglądał się dziewczynom. – Cyrus oznajmił, że dzisiaj czas wolny. Wieczorem chcemy wyjść na miasto.
            - To dobry pomysł. Ale raczej nie będę tańczyć… Z resztą nie umiem.
            - To polega na gibaniu.
            - A co? Ty tańczysz?
            Podrapał się po głowie.
            - Czasami.
            Popatrzyliśmy sobie w oczy i zapragnąłem go pocałować. Ale potem pojawiła się lawina wątpliwości. Odwróciłem wzrok.
            - Chyba naprawdę muszę się zgłosić do Samsona jeżeli chcę iść dzisiaj na miasto.
            - Tak… masz rację.
            Udało mi się samemu dojść do pokoju Samsona. Szedłem wraz z Gabrielem, który i tak tam mieszkał. Po drodze minęliśmy Marka, który wcisnął mi do ręki bułkę i mrugnął do mnie.
            Samson okazał się być bardzo pomocny. Wymasował moje nogi, dał mi jakąś maść i zasadniczo poradził co mam dalej robić. Przede wszystkim nie biegać za dużo, ale stwierdził, że nie widzi przeszkód, abym poszedł na miasto. W międzyczasie zjadłem bułkę od Marka, a Samson dodatkowo oddał mi jednego pączka.
            Wróciłem do pokoju i zastanawiałem się co porobić dalej. W końcu zdecydowałem się na basen i po prostu dryfowałem na wodzie. Szybko się jednak znudziłem tym zajęciem i ruszyłem na siłownię. Tam spotkałem Dawida i Filipa. Jeden podnosił ciężary, a drugi asystował.
            - Och! Natuś! – uśmiechnął się Filip. – Przybyłeś udoskonalić swoje ciało?
            - Nie muszę. Obczaj te muły – napiąłem biceps. Obaj zaśmieli się.
            - Nic tam nie ma, Nat!
            - Właśnie! Mamy dla ciebie przemycone jedzenie – uśmiechnął się Dawid. – Pomyśleliśmy, że nie wytrzymasz bez śniadania.
            - Erm… dzięki, chłopaki. To miło z waszej strony.
            - Są w torbie – wskazał na jedną w kącie. Głupio mi było powiedzieć, że nie tylko oni przemycili mi jedzenie, a więc zjadłem kolejne dwie bułki. Zrobiło mi się trochę niedobrze z przejedzenia.
            Zbliżał się wieczór, a wraz z nim, czas wyjścia na miasto. Usłyszałem, że Cyrus zgodził się na to. Co więcej, podobno powiedział, że „zaszaleje”. Wprowadziło to wszystkich w stan błogiej ekscytacji. Mnie również. Aż do jednego momentu…
            - Jest… mi… niedobrze… - szepnąłem do Marka, gdy leżałem na swoim łóżku.
            - Czemu?
            - Zjadłem dzisiaj pięć śniadań, wielki obiad, bo Cyrus dał mi dokładkę w nagrodę za wytrzymałość, a także dziwne krewetki na podwieczorek…
            - Stary… to małe ciało może tyle pomieścić?
            - Najwidoczniej nie… - jęknąłem. – Chyba zostanę…
            - Zwariowałeś? Cyrus chce „zaszaleć”! Kiedy Cyrus chce zaszaleć nie mówisz „nie chcę tego zobaczyć”. Mówisz „pójdę na koniec świata, aby to zobaczyć”!
            - Nie chcę wymiotować w klubie…
            Marek westchnął ciężko.
            - No to jak wolisz. Szkoda – usiadł na skraju mojego łóżka. – Dasz radę sam?
            - Jas…
            - Wiem! – wstał nagle, a łóżkiem zatrzęsło niebezpiecznie, a mnie się odbiło. – Wiem!
            - Podzielisz się tą wiedzą…?
            - Zaraz wracam!
            Wybiegł z pokoju, a potem zapadła cisza. Westchnąłem ciężko i przekręciłem się na drugi bok. Nie mogłem jednak zostać w tej pozycji. Robiło mi się duszno. Wstałem, ubrałem się i wyszedłem na mały spacer. Słońce powoli zachodziło, a świeży powiew wiatru pozwolił mi odetchnąć. Zrobiło mi się o wiele lepiej. Stałem na wielkim tarasie i przeciągnąłem się.
            - Nat! – usłyszałem za sobą. To był Gabriel.
            - Hę? Nie zbierasz się na miasto?
            - Marek mi powiedział, że się źle czujesz. Pomyślałem, że… - podrapał się po głowie. – Że zostanę i ci potowarzyszę.
            - Och. – To była moja odpowiedź. Zrobiło mi się cieplej, mimo iż był początek lutego. – Dziękuję. Chciałbym trochę posiedzieć na zewnątrz. Trochę mi lepiej…
            - Jasne.
            Ruszyliśmy spokojnym spacerem w stronę lasu.
            - Dobrze, że dzisiaj chociaż możesz sam chodzić – zaśmiał się.
            - Tak. To pomaga w życiu – przyznałem. – Na pewno nie chcesz iść na miasto?
            - Prawdę mówiąc takie wyjścia nigdy mnie nie kręciły – wyznał. – Zawsze wolałem posiedzieć w domu. Albo ponakurwiać w basket, jeżeli nadążasz.
            - Nadążam. Też wolę tak… kameralnie. Chociaż od czasu do czasu wyjść do klubu…
            - Rozumiem.
            - Właśnie. W Nowy Rok chciałeś ze mną one-on-one – przypomniałem sobie. Gabriel się zarumienił i pokiwał głową. – Przyjmuję twoje wyzwanie.
            - Dobra. Z chęcią tobą zagram – oświadczył wojowniczo. – Twoje podania będą bezużyteczne w one-on-one.
            - Hm – zastanowiłem się chwilę. – Przyznaję, że to może faktycznie nie mieć sensu.
            - A moje zawodowe wsady – westchnął rozmarzony. – Zmiażdżę cię.
            - Jesteś taki obrazowy…
            Dotarliśmy do altanki wśród drzew. Zrobiło się już ciemno i bez ogniska wszystko wyglądało tu na dużo straszniejsze. Jednak będąc tu z kimś nie było, aż tak źle. Usiadłem na zimnej drewnianej ławce, a Gabriel do mnie dołączył. Siedzieliśmy chwilę w ciszy.
            - Wiesz… - odchrząknął. – Zastanawiałem się nad tym… - zamilkł na chwilę. – Jesteś w związku?
            Zaśmiałem się głośno.
            - Ja w związku? Świat się skończy.
            Usłyszałem jak cicho prycha.
            - Skąd to pytanie? – zwróciłem się ku niemu zaciekawiony.
            - Zastanawiałem się czy ktoś tak niski może być w związku.
            - O co ci chodzi z moim wzrostem? – zapytałem urażony. – Przecież nie jestem krasnalem.
            - Droczę się tylko – zapewnił, ale próbował się nie śmiać.
            - To tak jakbym ja zaczął się wypytywać czy tam na górze jest cieplej.
            Uśmiechnął się, a potem spojrzał na pozostałości wczorajszego ogniska.
            - Wiesz, czasem marzyłem, aby być niższy.
            - A ja, aby być wyższym. Nie dogodzisz, co?
            - Nie. Nie dogodzisz.
            Zapadła cisza. Czułem się naprawdę dobrze, gdy siedziałem z nim. Sam na sam. W ciemności. Splotłem swoje dłonie.
            Zastanawiałem się nad tym co dzisiaj powiedział mi Marek. W końcu według niego Gabriel mnie lubił. I… musiałem przyznać. Polubiłem Gabriela. Nawet bardziej niż polubiłem. Bardzo polubiłem. W jego obecności czułem się dobrze i wiedziałem, że mogę być sobą. Oczywiście do pewnego stopnia.
            - Gdzie jest Olga?
            - U babci – odpowiedział. – I u cioci. Wszystkie trzy były ze mnie takie dumne, gdy wygraliśmy finał.
            - Nic dziwnego – odparłem. – Naprawdę na to zasłużyłeś. Grasz fenomenalnie.
            - Dzięki. Ty też. Drużyna jest kompletna.
            - Jak to się stało, że dołączyłeś?
            - Hmmm… - zastanowił się chwilę. – W podstawówce pokochałem ten sport. I zawsze byłem wysoki, dlatego nauczyciel w-fu mnie do tego namawiał. I tak to się zaczęło. A w liceum byłem zaskoczony możliwością koła zainteresowań. Dołączyłem razem z Cyrusem. Przez pierwsze pół roku byłem rezerwowym, ale za bardzo paliłem się do gry i pozwolili mi zostać regularnym. Naturalnie - razem z Cyrusem. Potem dołączył Marek z Dawidem. A w drugiej klasie Filip, z tymże Cyrus został kapitanem. Dostrzegł w nas wszystkich talent. Oczywiście dalej byliśmy raczej rezerwowymi niż regularnymi. A w trzeciej klasie – westchnął. – W końcu możemy pokazać na co nas stać.
            - Jesteście rewelacyjną drużyną.
            - Jesteśmy! – poprawił mnie. – Ty też do niej należysz. Zostałeś regularnym szybciej niż Filip.
            - Filip jest, aż tak dobry?
            - Zaskakujące, prawda? – zaśmiał się. – Wbrew pozorom, Filip jest naprawdę niesamowitym graczem. Uczy się najszybciej z nas wszystkich.
            - Oby mu się nie znudziło.
            - Póki Dawid jest w drużynie, Filip też będzie.
            Temat skończył się nagle. Poczułem, że zapada niezręczna cisza. Odchrząknąłem.
            - Chyba czas wracać.
            - Zimno ci?
            - Trochę.
            Wtedy wydarzyło się coś, przez co prawie serce uciekło mi z piersi. Gabriel powolnym, trochę niepewnym ruchem, objął mnie. Poczułem ciepło jego ciała na swoich ramionach i plecach. Nawet w ciemności widziałem jego wyczekujący wzrok. Oddychał głośno i zamarł.
            - Cieplej – szepnąłem.
            Odprężył się i poczułem, że jego ciało robi się luźniejsze. Objął mnie mocniej.
            - Mam… mam nadzieję, że to ci nie przeszkadza…
            - Nie. Jest… jest miło.
            Usłyszałem jego ciche prychnięcie. Siedzieliśmy w ciszy przez jakiś czas. Nie wiedziałem co zrobić. Chyba faktycznie mnie lubił.
            - Natan, ja… - zaczął, a potem przerwał mu głośny dzwonek telefonu. Obaj drgnęliśmy. Przestał mnie obejmować i wyjął komórkę. Warknął cicho. – No nie…
            Spojrzałem na niego pytająco.
            - To… mój eks. Ostatnio dzwonił do mnie, abyśmy się zeszli… i pogratulował mi wygranej w finale – przerwał. – Natan…
            - Pogadaj z nim – wstałem. – Na pewno… musi być dumny.
            - Nie aż tak.
            Uśmiechnąłem się blado i ruszyłem do ośrodka. Cholera, co się ze mną działo? Czemu to zrobiłem? Przecież mogłem poczekać, aż skończy rozmawiać. O ile w ogóle z nim porozmawia. Szlag… czyżbym był zazdrosny?
            Przyspieszyłem kroku. Nie mogłem w to uwierzyć, ale policzki mnie piekły. Naprawdę byłem zazdrosny.
            Dopiero w ciepłym wnętrzu ośrodka, zatrzymałem się i przemyślałem swoje zachowanie. To co zrobiłem było… głupie. Tak bezczelnie głupie, że zabolało mnie serce. Powlokłem się do siebie. Marka już nie było, a to znaczy, że wszyscy już poszli na miasto.
            Zdjąłem kurtkę i przebrałem się w piżamę. Jednak w żołądku dalej odczuwałem sensację, ale ze smutkiem stwierdziłem, że nie było to związane z moim przejedzeniem.
            Usiadłem na łóżku i schowałem twarz w dłoniach. Dlaczego tak się działo? 


 (Dla większej przyjemności czytania polecam włączyć ten kawałek)
Hayley Taylor - No More Wishing

            Pukanie do drzwi sprawiło, że poderwałem głowę. Powolnym krokiem zbliżyłem się do nich i otworzyłem je.
            - Gabriel…
            Miał dłonie w kieszeniach i gdy mówił, nie patrzył na mnie.
            - Nie musiałeś uciekać.
            - Nie uciekłem.
            - To dobrze. Bo obiecałem ciebie pilnować. Mogę?
            - Jasne – zrobiłem mu przejście, a on wszedł do środka. Usiedliśmy obok siebie na moim łóżku i zapadła krępująca cisza.
            - Co chciał?
            - Hę? Eks? – zapytał. Pokręcił głową. – Głupota. Chciał się spotkać.
            - Nie chcesz tego?
            - Nie.
            Popatrzyliśmy po sobie.
            - Czy… nie chcesz do niego wrócić?
            - Nie – pokręcił głową. – Ja… od dawna chciałem… coś… nie wiem…
            - Co?
            Gdy patrzyłem w jego czarne oczy, zrozumiałem czego chciał. I dobrze wiedziałem, że widział to w moich oczach. Ponieważ od dłuższego czasu zastanawiałem się jak smakują jego usta. Ponieważ od dłuższego czasu pragnąłem jego bliskości i nie wiedziałem co mną kierowało. Byłem taki niedoświadczony w tych sprawach, że aż zrobiło mi się siebie żal.
            Nie odpowiedział. Po prostu zbliżył się do mnie i pocałował. A ja z przyjemnością poczułem jego ciepłe wargi na swoich. Były miękkie, zupełnie nie pasujące do jego muskularnego ciała. Uchyliłem lekko usta i zamknąłem oczy. To było bardzo przyjemne. Takie naturalne. Nasze usta pasowały do siebie.
            Wtedy przypomniał mi się Bernard i Bazyli. Ich pocałunki, a potem ból.
            Oderwałem się od Gabriel i cofnąłem głowę.
            - Coś nie tak? – spytał drżącym głosem.
            - Ja… po prostu… - zawahałem się. – Gdy ostatni raz się całowałem… potem ci chłopacy się do mnie nie odzywali i… - przyjrzałem się mu. Jego czarne oczy błyszczały. – Jeżeli jutro masz zamiar mnie ignorować albo udawać, że nic się nie stało, lepiej od razu sobie odpuść.
            Zabrzmiało to jak groźba. Całkiem udana moim zdaniem. Oczekiwałem tego, że Gabriel wstanie i wyjdzie. Jednak on jedynie uśmiechnął się zadziornie.
            - Nie odpuszczę.
            Serce zabiło mi szybciej, gdy znów mnie pocałował. Objął mnie i przycisnął do siebie, a ja, zaproszony jego słowami, oddałem pocałunek. Najlepiej jak umiałem. Poczułem jego ciepły język na swoim. Przylgnąłem jeszcze bliżej. Teraz mogłem poczuć jego ciało, ciepło, zapach, smak…
            - Natan – jęknął w moje usta. Jego oddech omiótł moje usta. Łaskotało.
            Nasza pozycja zmieniła się na poziomą. Miałem teraz pod głową swoją poduszkę. Jego ciało przyległo do mojego. Poczułem jego ciężar. To było takie przyjemne. Siłą przekręciłem go na bok, aby na mnie nie leżał, bo mogło się to źle skończyć.
            Całowaliśmy się dalej i zastanawiałem się ile to mogło trwać i ile może trwać? To było prawie jak rzucenie się na ostatni kawałek ciasta, który smakował najlepiej i chciało się nim delektować jak najdłużej, bo wiedziałeś, że przyjemność ucieknie.
            Wczesałem swoje palce w jego włosy. Były grube, mocne, mogłem się w nich spokojnie zanurzyć. On za to objął mnie i przycisnął do siebie.
            Dopiero, gdy zaczęło brakować mi tchu, oderwałem się od niego po raz drugi i już tego żałowałem.
            - Coś nie tak? - powtórzył pytanie.
            - Muszę… złapać oddech…
            Zaśmiał się głośno. Przytulił mnie mocniej, ale i ja go objąłem, aby móc czuć to ciepło.
            - To był chyba najlepszy komplement w moim życiu. Nawet po moich wsadach do kosza nie jestem tak dumny.
            Zaśmiałem się i wziąłem głęboki wdech.
            - Co to oznacza? - spytałem poważnie.
            - Co?
            - No… całowanie się. Jesteś chłopakiem, ja jestem chłopakiem. To może być trudne...
            - Pomyślałem, że… ty jesteś wolny, ja jestem wolny…
            - Chcesz…?
            - Chcę – odpowiedział.
            - A… przepraszam, że zadam to pytanie, ale… nie jestem zapchajdziurą po twoim eks… Jak on ma w ogóle na imię?
            - Fabian.
            - Bób.
            - Proszę? Ach, znaczenie imion – zaśmiał się. – Serio? Bób?
            - Tak.
            Zaśmiał się głośno. Lubiłem jego śmiech, ozdobiony odrobiną chrypki.
            - Nie jesteś zapchajdziurą. Wiesz co jest najgorsze? – zapytał. Leżeliśmy razem w ciemności. Słyszałem bicie jego serca. Słyszałem jego oddech, unoszącą się i opadającą pierś.
            - Hm?
            - Że… polubiłem cię od naszego pierwszego spotkania w klubie karaoke.
            - Naprawdę? Odniosłem inne wrażenie – wyznałem.
            - Wyglądałem na dupka, co? Po prostu miałem do siebie żal, że polubiłem cię, mimo iż miałem chłopaka. To było nie fair wobec niego.
            - Z tego co opowiadasz on również był nie fair…
            - Wiem. I dzięki tobie przejrzałem na oczy. Myślałem, że jestem mu coś winien, ale – westchnął. – Związki tak nie działają, prawda? Nie jesteś nikomu nic winien?
            - Nie. Wspierasz drugą osobę. To… moja wizja.
            - Bardzo miła wizja.
            Przejechałem dłonią po jego ramieniu, a potem zawędrowałem na jego szyję. Tam dotknąłem srebrnego łańcuszka, który zawsze nosił, chyba, że odbywał się trening lub mecz.
            - Zastanawiałem się… skąd to masz?
            - Od ojca – powiedział. Sam złapał moją dłoń. – Wyryte są na nim słowa „Żyj w prawdzie”. Daleko mi do tego. Chociaż… staram się.
            - Dobrze ci idzie – stwierdziłem. Uśmiechnął się i pocałował moje czoło. – Muszę… ci się do czegoś przyznać.
            - Wiedziałem. Jesteś nieletni?
            Parsknąłem śmiechem i pokręciłem głową.
            - Nie. To nie jest tak, że dowiedziałem się, że jesteś gejem… podczas studniówki.
            - Nie?
            - Dowiedziałem się przed Świętami. Powiedziałeś mi, że idziesz na zakupy z dziewczyną, a przypadkiem zobaczyłem, że… idziesz z chłopakiem. W Złotych Tarasach. To był przypadek! Akurat też tam byłem i... załatwiałem inną sprawę.
            - Mhm – pokiwał głową. – No cóż, ja do ciebie podejrzeń nabrałem trochę wcześniej.
            - Tak? – zdziwiłem się.
            - Tak. Mniej więcej od momentu w którym całowałeś się z Bazylim w łazience.
            Usiadłem z wrażenia.
            - W-Widziałeś? CO?
            - Spokojnie – pogłaskał mnie po ramieniu. – Po prostu byłem w kabinie obok. I uwierz mi, umiem rozpoznać głosy ludzi i odgłosy całowania. Potem myślałem, że jesteś z tym Bazylim i… dałem sobie z tobą spokój. Ale i tak chciałem spotykać się najczęściej jak mogłem.
            - Bieganie?
            Pokiwał głową. Naciskiem dłoni sprawił, że znów się położyłem.
            - Nie jestem z Bazylim – westchnąłem. – Całowaliśmy się, a właściwie… on mnie pocałował. No i nic z tego nie wyniknęło.
            - Uspokoiłem się.
            - Zazdrosny?
            - Tylko trochę – odparł. – Dobra, bardzo. Tym bardziej, że nie przepadam za nim.
            - Za Bazylim? Czemu?
            - Bo… zdaje się być fałszywy.
            - Jest tylko zagubiony.
            - Ech, nie gadajmy o nim.
            Skinąłem głową. Czy to możliwe, że właśnie zdobyłem chłopaka?
            - Czy… my od teraz będziemy… tworzyć związek? – zapytałem.
            - Oj! Myślałem, że całowanie się w ciemnym pokoju to oczywistość! – odparł zawstydzony. Uśmiechnąłem się. Przysunąłem się bliżej i znów zaczęliśmy się całować. A kolejne trzy godziny minęły na rozmowach, śmiechu i pieszczeniu ust. Czas zlatywał dla mnie tak szybko jak nigdy. I moje problemy z żołądkiem gdzieś zniknęły. Teraz czułem tam jedynie przyjemne motyle.
            Ciepłe ciało Gabriela było jak antidotum na wszystkie złe rzeczy jakie przytrafiły mi się w przeszłości. Najbardziej jednak cieszyło mnie to, że teraz z trudem widziałem złote Bazylego. Bo zastępowały je ciepłe, czarne oczy Gabriela.
            W końcu zrozumiałem co mnie tak dręczyło. Naprawdę go lubiłem, a bycie z nim sprawiało mi radość. To był on. To ten, którego chciałem. Bo nie łączyły nas tylko pocałunki, ale i pasja, podejście do związku i charaktery. Obaj raczej byliśmy skryci, chociaż on zdawał się być bardziej głośny i waleczny. Przy nim wypadałem na całkiem spokojnego człowieka.
            - Wiesz… pamiętasz jak na twoim pierwszym treningu drużyny, rzucałeś do kosza?
            - Zarobiłeś wtedy sto pompek.
            - Tak… bo nie mogłem się powstrzymać od zerknięcia na ciebie. Takie to małe i rzuca do kosza. Wyglądałeś… uroczo.
            Zarumieniłem się.
            - Dziwnie się czuję – szepnąłem.
            - Czemu?
            - Nikt tak nigdy do mnie nie mówił.
            - Czas najwyższy. Jesteś już pełnoletni!
            Zaśmiałem się i westchnąłem.
            - Marek o mnie wie.
            - O mnie też – wyznał. – Kiedyś mu przypadkiem powiedziałem. Serio! Po prostu się zamyśliłem, o czymś gadaliśmy i… Na szczęście Marek jest bardzo tolerancyjny.
            - Poruszam ten temat, bo pomyślałem, że może… Pozbędę się stąd Marka i moglibyśmy razem spać. W sensie… - odchrząknąłem. – Wiem, że to brzmi strasznie, ale…
            - Jestem za.
            - I jeszcze jedno… nie chcę… wiesz… kochać się czy coś. Za wcześnie.
            - Rozumiem – pokiwał głową. – Nic na siłę. Możemy to… prowadzić powoli.
            - To mi się bardzo podoba.
            Usłyszeliśmy hałas na korytarzu i śpiew. Popatrzyliśmy po sobie i wstaliśmy. Gdy otworzyłem drzwi do pokoju wlał się dźwięk śpiewu.
            - Cyrus? – zdziwiłem się.
            - Kapitanie? – Gabriel wyszedł na korytarz. Naszego, pijanego… bardzo pijanego kapitana prowadził Filip i Dawid. Oni dorównywali mu poziomem zamroczenia alkoholowego.
            - Cytrus jest zajebisty, gdy jest… - Filip czknął. – Gdy jest pijany… Po dwóch piwach.
            - Do pokoju! – syknąłem. – Trenerka nie może go zobaczyć w takim stanie!
            - Natan! – oznajmił głośno Cyrus, gdy dostrzegł mnie swoimi szarymi oczami. – Król podań. Chłopaki, jak ja was kocham… - rozejrzał się dookoła.
            - Pomogę mu – oznajmił Gabriel. Zaprowadził go do swojego pokoju, a Dawid i Filip, śmiejąc się wrócili do siebie. Później na schodach pojawili się zataczający Marek z Samsonem. Ten drugi od razu wrócił do swojego pokoju, a Marek stanął przede mną. Zmierzył mnie wzorkiem i wyszczerzył zęby.
            - Ktoś tu się dobrze czuje!
            - Ciszej – jęknąłem i rozejrzałem się po korytarzu. – Marek, mam prośbę.
            - Wszystko dla ciebie, niski przyjacielu – zasalutował.
            - Możesz dziś spać u Cyrusa i Samsona?
            Marek chwiał się chwilę, a potem pokiwał gorliwie głową.
            - Jasne! Och, jasne! – objął mnie i spojrzał szklanymi oczami na koniec korytarza. – Wiedziałeś, że lubię yaoi…?
            - Jesteś jedną z ostatnich osób, które powinny to mówić.
            Zaśmiał się, poklepał po plecach i poszedł do pokoju kapitana. Kilka minut później wyszedł stamtąd Gabriel.
            - Cała trójka zasnęła. Natychmiastowo – oznajmił. Schował ręce do kieszeni. – Dlatego nie lubię wypadów na miasto… Cyrus był taki… ludzki.
            Uśmiechnąłem się.
            - Marek zgodził się, abyś spał dziś u mnie.
            - Wiem. Zasnął na moim łóżku. Jeżeli będzie obślinione, dostanie w sagan.
            Wróciliśmy do pokoju. Gabriel rozebrał się do bokserek i podkoszulka, a potem położył się obok mnie. Teraz jego ciepło roztaczało się przyjemnie pod kołdrą. Naprawdę wiele z siebie dałem, abym się na niego nie rzucił. Złapałem go za koszulkę i oddychałem powoli. Każdy wdech, zmieszany z cząstką jego zapachu był afrodyzjakiem.
            - Zamknąłem drzwi na klucz – poinformował szeptem Gabriel. – Aby nikt nam nie przeszkodził rano, zbyt brutalnie.
            - Dobry pomysł – odparłem sennie. Było już po północy.
            - Jesteś śpiący. Śpij już.
            - Mhm… - mruknąłem cicho. – Nie mogę.
            Przytuliłem się do niego. Chciałem wsadzić swoje nogi między jego, ale powstrzymałem się. Ciepło ciała było wystarczające.
            - Czemu? – spytał.
            - Bez buziaka na dobranoc?
            Uśmiechnął się, a potem nachylił głowę i pocałował mnie w policzek.
            - Dobranoc – życzył przyjemnie. Teraz mogłem zasnąć.



________________________________________________________________

            Jak słodko pierdząco! <3
            Ludzie mają dużo słabości, prawda? Słabość Nata wobec Gabriela. Słaba głowa kapitana wobec alkoholu. Słabość Filipa do dobrej zabawy i w końcu słabość Marka do tworzenia swoich ulubionych pairingów. Zachowuje się jak rasowa fanka Yaoi. Pamiętacie C.Y.F. ? Crazy Yaoi Fangirl? No cóż... odetnijcie od tego "girl".
            Jak widzicie – pocałowali się! Nataniel i Gabriel zaczęli ze sobą chodzić. W końcu! Wystarczyło 26 rozdziałów. Pierwsze pocałunki z kimś są bardzo stresujące, ale chyba obaj zdali egzamin.
            Ta część miała zapoczątkować związek dwóch koszykarzy. Wydaje mi się być całkiem przyjemna, mimo iż mija 11 lat od strasznego wydarzenia, które wstrząsnęło mną jak nic wcześniej. :(
            Jednak wierzmy w to, że będzie coraz lepiej na świecie. A w opowiadaniu - Co się stanie dalej z Natanielem i Gabrielem? Odpowiedzi w kolejnych częściach!

35 komentarzy:

  1. No dobra, może Gabyś nie jest taka mendzichą >.>. Grunt, że Natan w końcu się odnalazł i kogos znalaz (marny rym xD). Chociaż wydaję mi się, że to za szybko poszło. Niby to tylko spanie w jednym łóżku, aleee... Cóż, jestem pewien, że Baz będzie teraz mieszać, nie odda tak po prostu swojej 'zabawki'.
    Taaak, marek jako c.y.b z śliną spływającą po brodzie oraz histerią a zarazem ekstazą w oczach... O Latająco Klusko xD to musiałby być epicki widok <3
    Rozdział kawaii (c.y.b xD)

    Świat nie jest zły, tylko niektórzy ludzie.

    Pozdrawiam, Niepozpozorny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super. Czekałem na to 26 rozdziałów, ale wiedziałem, że w końcu się wydarzy. Ciekawe co będzie dalej... ;)
    Zafundowałeś mi przemiły poranek ;D dzięki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się. Udanej reszty dnia życzę! ^^

      Usuń
  3. Oficjalnie ogłaszam że to jest mój ulubiony rozdział! Naprawdę fajnie że Nat w końcu kogoś znalazł, zwłaszcza jeśli tym kimś jest Gabriel. Ciekawe jak Bazylia zareaguje...Nie mogę powstrzymać uśmiechu satysfakcji na myśl że tym razem nie dostał tego czego chciał.
    Pijany Cyrus...Cyrus...Pijany...Dla mnie te słowa niezupełnie do siebie pasują. No to kac Cyrusa nie ominie.
    Dziękuję za nowy rozdział. Naprawdę doceniam to że tak szybko piszesz.
    Pozdrawiam Serdecznie i życzę Ci żebyś nadal miał taki zapał do pisania.

    Aihi

    OdpowiedzUsuń
  4. KOFFCIAM CIĘ AUTORZE! :) W końcu ;) Jakiego ja mam banana na twarzy....ale boli mnie, bo jestem chora i nosek mam cały czerwony i obolały. ;( WENY ŻYCZĘ! I kurcze nie umiem się już doczekać następnego rozdziału.
    Obrazek jak razem ze sobą zasypiają (Gabi i Natan) jest sweet !! ^^ Jak tak nie ten obrazek patrze, to nie jest Natan aż taki mały. ;P

    Jezuuuu Cyrus upił się po 2 piwach? Świat się kończy XD WENY ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. WRESZCIE!!!! SUPER,SUPEEEEER!!!
    juz myślałem,że nie doczekam się kolejnej części i tego momentu
    jak zwykle potrafisz rewelacyjnie zbudować napięcie
    REWELACJA!

    oczywiscie czekam na kolejne części zeby móc łapczywie się w nich zaczytać :)

    Natanowi neleży się szczęście z Gabrielem :)

    dzięki za kolejną część i pozostaje życzyć przypływu weny bo już nie mogę doczekać się dalszych części :)

    Pozdrawiam

    Adamo1988

    OdpowiedzUsuń
  6. JEJEJEJE! Gabriel! <3 A teraz aby byli ze sobą szczęśliwi :) I dziękuję za tę część :)

    OdpowiedzUsuń
  7. JEST! WRESZCIE! Jednak Marek nie musiał ich swatać, sami sobie poradzili! <3 No normalnie mam taki wyszczerz, że masakra! :D Jeszcze to wyznanie Gabriela, że Natan od samego początku mu się podobał <3 I ta zazdrość o Bazylego <333
    Cudna część! Czekałam na nią!
    Czekam na kolejną :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Normalnie przeżyłem mentalny orgazm...:D
    Zajebista część...:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O taaaaak, ja też:D
      Bardzo lubię takie słodkości, pierwsze pocałunki, pierwszy dotyk, mrau:D Dobrze, że Marek zaingerował i dzięki niemu zostali sami, gdyby nie to nie wiadomo ile jeszcze by ukrywali swoje uczucia względem siebie. Cieszę się, cieszę się, cieszę się, że w końcu do czegoś między nimi doszło:D

      Usuń
  9. Myślę, że to będzie ostatni mój komentarz na tym blogu, i nie, dlatego że mi się znudzi, czy przestał podobać. Wręcz przeciwnie nadal uważam, że Ty, jako Autor posiadasz bardzo rzadka umiejętność operowania słowami w sposób, w jaki neutralny czytelnik po prostu chłonie treść, zachwycony nie samą historia, a jej przekazem. Osobiście jestem zdania ze powinieneś napisać coś większego, bo zdecydowanie nie miałbyś problemów w publikacją, nawet, jeśli musiał byś zwalczyć bariery tematyczne. To jest to możliwe ;) Myślę, że zaczynając pisać to opowiadanie chciałeś ukazać jakaś swoją idee. Może chodziło Ci o zwykłe ukazanie homosekualzmu, jako naturalny element człowieczeństwa, a może po prostu chciałeś ukazać, że miłość to tak naprawdę główny element posiadania przez człowieka szczęścia, a jednocześnie również główny element destrukcyjny. Jeśli tak, to jestem w stanie prawie się z tobą zgodzić;) Osobiście powiem ci jednak, że pośrednio wniosłeś też coś innego. Widzisz Ja twoje opowiadanie, zaczęłam czytać za sprawą najbardziej pokręconego sposobu, jaki można sobie tylko wykombinować. Mój chłopak zamierzał sprawdzić czy zdał poprawkę, nie bardzo jednak wiem, co BE ma do poprawki z prawa europejskiego. W każdym razie zostawił otwartą kartę, a Ja z ciekawości zajrzałam. Cóż pomijając wiec teraz wszystkie alkoholowe ekscesy, rozbite samochody, wymuszone zaprzeczenia, obietnice, i wszelkie inne bzdety, którymi próbował zaprzeczać sam sobie, dotarliśmy to jakiegoś punktu. I myślę, że właśnie tym masz w tym swój pośredni udział, wiec, jeśli naprawdę chciałeś cos tym opowiadaniem zmienić, udało Ci zmusić nas do myślenia. Co rezultacie przyniosło prawdę., Napisałeś, że związki tak nie działają, że nie jesteśmy nikomu nic winni i tak naprawdę w jednym zdaniu ukazałeś coś, na co tak wielu nie zwraca już uwagi. Chodzimy obok siebie, spędzamy razem multum czasu, jesteśmy gotowi zrobić dla siebie wszystko aż do chwili, gdy trzeba stawić czoło czemuś, czego scenariusz nam się nie podoba.
    Nie powiem, że to dzięki twojemu opowiadaniu „rozpadł się mój związek” albo, że „jakoś wybitnie nam pomogłeś” raczej byłeś wielkim czerwonym znakiem STOP, który zmusił nas do zatrzymania. Więc jeśli naprawdę tak silnie wierzysz w miłość, to Ja szczerze Ci tego życzę. Pozdrawiam i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hahahaha, jak ja się cieszę, że chłopaki w końcu odnaleźli do siebie drogę, że nie stchórzyli, uciekli i zakopali głęboko w jakiś norach w obawie przed tym, co obaj zaczynają czuć. O właśnie, Bazylego tam a kop, strasznie mnie facet drażni, wiem, że z pewnością część to poza i skrywa jakieś wnętrze, ale kompletnie do Nata nie pasuje. Przed nimi na pewno nie jedno, ale mam nadzieję, drogi Autorze, że wytrwają i będą dla siebie tym wsparciem, o którym tak ładnie napisałeś. Brawo dla Marka, za swatanie, niepowtarzalne teksty i za to, że po prostu jest, a jest genialny :D No i Filipek z Dawidkiem cacy słodko przytulający się. Ach męska drużyna koszykarska – w większości ze sparowanych chłopaków, marzenie ściętej głowy, ale jak to mówi Marek – lubię yaoi :D No i mój Cyrusik (tak, tak wiem, że nie mój, ale to moja ulubiona postać :P), ile bym dała, żeby go w takim stanie wyluzowania zobaczyć, z pewnością wrażenie bezcenne.
    Pozdrawiam,
    Dominika
    Ps: Czekam, czekam i zacieram rączki na ten nadchodzący poranek, raz dwóch facetów w łóżku, dwa, jak wybrną ze wspólnej nocy przed resztą? Czy się ujawnią? Miliony, miliony pytań, więc weny, abyś jak najszybciej zaspokoił naszą ciekawość :D

    OdpowiedzUsuń
  11. *.* łosz kurwa kocham to *.*
    aaaawwww! piszczeć mi się chce z radochy to było takie cudne i rzeczywiście ta muzyczka robi klimat ;D
    kurde kurde kurde to jest za piękne by mogło być prawdziwe! <3
    czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak słodko jak zaje... No nareszcie ta cześć, Gab i Nat w końcu, super para i tak słodko wygladają,

    po za tym jestem ciekaw jak wielkiego kaca bedzie mial cyruś hehe

    super część 14/10

    Romek :)

    OdpowiedzUsuń
  13. To był mój ulubiony rozdział, naprawdę! Nie potrafię się rozpisywać. Ktoś na pewno im namiesza. I też mam mnóstwo pytań. :-D

    OdpowiedzUsuń
  14. Mi jakoś tak na myśl przyszło:
    http://www.youtube.com/watch?v=Ss0kFNUP4P4&feature=related
    I cieszę się że w końcu, po tylu "spalonych" wreszcie Gabriel i Natan są ze sobą.

    Igor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uch, zdecydowanie za dobry kawałek jak na moje opowiadanie! :D

      Usuń
    2. Mój człowiek! Świetny i skromny!

      Usuń
  15. Wreszcie nareszcie...! Nic dodać nic ująć. Tak mi się miło zrobiło jak czytałem tę część. Ale coś czuję ze miłe złego początki. W końcu obiecałeś sajgon. P.s. Gabriel wyszedł z szafy na studniówce a nie na wyjeździe. To tak dla spójności.
    P.s.2. Dot. 100 tys wizyt u PiR. Tak długo jak będziesz pisał Autorze, tak ja będę stałym gościem. I zapewne nie tylko ja.
    Pozdrowienia i weny!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Płaczę... Bo to nie tak miało być :( Nie Gabriel! Lepieh by było gdybu był z Cyrusem lub już nawet Bazylim.. ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nienormalny jesteś. To tak miało być. Oni się naprawdę kochają<3 i niech tylko ktoś im sprubuje przeszkodzić.

      Usuń
  17. Nie mogę, przeczytałem ten rozdział po raz trzeci i wciąż mnie ekscytuje. Związek Pierre i Raimunda stał się dla mnie takim ideałem związku (mimo, kłótni, rozstania i wielu innych przeszkód oni wciąż są razem, bo łączy ich prawdziwa miłość). Mam nadzieję , że zarówno Nat jak i Gabriel (zapewne mimo trudności jakie na nich czekają) będą razem na dobre i złe.
    Autorze, gdybym Ja o tym decydował to na dzień dzisiejszy przyznał bym ci NIKE.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wzruszyłem się, czytając ten rozdział przy akompaniamencie tej pięknej piosenki. Wszystko jest teraz tak jak powinno być. Cieszę się, że tych dwóch młodych chłopaków odnalazło to, bez czego tak trudno im się żyło. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Kyaaaa! *-* . Autorze, nie dość, że przez Ciebie przeżyłam mentalny orgazm (i nie tylko ja) to teraz czekam aż dalej rozwinie się sytuacja zarówno w drużynie, jak między (wspólnym, mam nadzieję) życiem Gabriela i Natana.
    Chcę przeczytać o reakcji Bazylego na ten temat. Zapewne będzie chciał zniszczyć szczęście Gabiego i Nata ;< .
    Rozdział jak zawsze świetny, w moim życiu również są zawirowania, przez co codziennie chodzę zamyślona i smutna, ale czytając ten rozdział cały czas miałam uśmiech na twarzy. Dziękuję! ;* .
    Pozdrawiam i życzę Weny! Czekam na następną część opowiadania BE jak i PiR.

    OdpowiedzUsuń
  20. YEAH ! Aż muszę napisać komentarz choć rzadko to robię, ze względu na to, iż kiepska jestem w te klocki.
    No to tak po pierwsze Autorze jesteś moim guru i w ogóle oddaję pokłony itd. Nie tylko za ten rozdział, ale i za całe opowiadanie.
    A teraz do rzeczy rozdział boski, cudowny, idealny! W końcu odważyli się to sobie powiedzieć, ale cóż ponieważ to była tylko kwestia czasu bardziej urzekła mnie wizja pijanego Cyrusa :) Uśmiałam się do łez !
    Cóż teraz tylko muszę mieć nadzieję, że chłopakom wyjdzie ich związek i w ogóle, że będą szczęśliwi no i że dobrze im pójdzie z grą w kosza itd.

    Oczywiście, standardowo moja wypowiedź jest chaotyczna za co bardzo przepraszam, ale nie potrafię inaczej, dlatego rzadko komentuje co nie znaczy, że nie czytam :) Na bloga czasami wchodzę kilka razy dziennie niecierpliwie czekając na kolejny rozdział !

    No dobrze to teraz powodzenia Autorze i weny, weny, weny baaaaardzo dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jestem wniebowzięta. Nareszcie razem. :)) I Gabi był świadkiem pocałunku Bazylego i Natana. Tego się nie spodziewałam. No, cudnie, cudnie Autorze.

    OdpowiedzUsuń
  22. muszę powiedzieć że to opowiadanie jest super, tak samo wciągające jak historia Pierra i Raimunda ale zastanawia mnie jedna rzecz, autorze gdzie znalazłeś te wszystkie obrazki do bloga ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a tak na marginesie przeczytałem wszystkie części w ostatnią niedziele, ale ten fragment najbardziej mi się podoba :D

      Usuń
  23. Zdecydowałam postawie ci posąg!!!! Nie no jesteś geniuszem!!! Jejku w końcu są razem!!! Do tego tak słodko to wyszło <3 Trzymam gorąco kciuki za nich i oby ten eks im się nie wpierdzielił w związek bo zabije!! Mój kochany Cytrus hehehhe normalnie rozwalił mnie na łopatki oby więcej go było w takim stanie:D:D Nie zdziwię się jak będzie miał potężnego kaca:D

    OdpowiedzUsuń
  24. Autorze mój kochany, kocham Twoje opowiadanie :D Przepraszam, jeśli mój komentarz będzie mało składny, ale w tym momencie czuję tę absolutnie kapitalną, a w sumie dość trudną do osiągnięcia mieszankę emocji: na twarzy mam uśmiech-banan, w sercu taką dziką radość, a w oczach łzy cholernego wzruszenia :D Widzisz, co mi robisz?!
    Uwielbiam Cię za..
    ... pijanego, ludzkiego Cyrusa! <3
    ... za yaoi i Marka, który shipuje pairingi! <3
    ... za Nata i Gabriela! <3 Hell yeah!
    Alys

    OdpowiedzUsuń
  25. Marek lubi yaoi? +5 punktów do zajebistości!
    Oj, naprawdę jesteś ostatnią osobą, która powinna to mówić, Mareczku... Teraz przepadam za tobą jeszcze bardziej, coś ty zrobił? xD
    Pozdrawiam pięć kilometrów od Karpacza! <3

    OdpowiedzUsuń