Opowiadanie inspirowane jest anime Kuroko no Basuke!

Wejść na bloga (Od 20.07.2012r.)

czwartek, 25 października 2012

EPILOG



EPILOG
BRAKUJĄCY ELEMENT


Przez rok



            EMILIA I FELICJA (lipiec)

            Minął prawie miesiąc odkąd Felicja dowiedziała się o tragicznej śmierci swojego przyjaciela. Nikt jej nie poinformował o tym, gdy była w Londynie. Nikt nie chciał jej psuć wyjazdu, ale przez to wszystko poczuła się pominięta. Emilia tłumaczyła jej, że zrobili to dla jej dobra, aby nie marnowała sobie wakacji za które sporo zapłaciła.
            Po części Felicja była wdzięczna, a po części była zła. Ale nigdy nie potrafiła się długo gniewać na swoich przyjaciół dlatego teraz wraz z Emilią szły przez centrum handlowe. Dalej było jej ciężko z tego powodu, że nie była na pogrzebie Marka. Emilia zapewniała ją, że to nic takiego, a cześć swoim bliskim można oddać zawsze i wszędzie. Dlatego pewnego lipcowego dnia wybrały się na cmentarz.
            Felicja płakała dobrą godzinę, bo poczuła, że straciła kogoś naprawdę bliskiego. Od momentu jak się poznali w pierwszej klasie gimnazjum on zawsze był przy niej. Zaśmiała się do swoich wspomnień. Do tych, w których Marek żył i właśnie pierwszy raz w ją zaczepił, a ona goniła go po korytarzu. To było w dzień inauguracji roku szkolnego w gimnazjum. Pamiętała, że wpadła wtedy na dwójkę chłopaków, ale już nie kojarzyła na kogo.
            W każdym razie Marek był dla niej kimś wyjątkowym. Nie tylko oddanym i wiernym przyjacielem, ale i kimś więcej. Kimś kogo już nie można nazwać przyjacielem, ale jednak też nie nazywa się tego kogoś swoim ukochanym.
            To uczucie miało towarzyszyć jej jeszcze przez długi czas.
            Teraz jednak na usilne prośby swojej przyjaciółki, wyszyły na zakupy. Emilii też było ciężko, na pogrzebie prawie zemdlała, a zawsze była silną dziewczyną. Obie jednak stwierdziły, że Marek nie pozwoliłby na to, aby całe dnie siedziały w domu. Ile to razy po nie przychodził? Chociażby po to, aby posiedziały na dworze, gdy on gra z kumplami w kosza.
            Po skończonych zakupach obie udały się na Ogrodu Saskiego. Uwielbiały tam spacerować, wśród ciszy, spokoju, fontann i pomników. To był ich mały azyl, gdzie obie mogły odpocząć. Odetchnąć i zapomnieć.
            - Myślisz, że jest szczęśliwy? – zapytała Felicja, patrząc w niebo.
            - Żartujesz? On nawet piekło rozrusza – odparła Emilia, odgarniając włosy i poprawiając okulary przeciwsłoneczne. Felicja parsknęła śmiechem.
            - Może i masz rację…
            - Na pewno mam rację – poprawiła ją uprzejmie. – Słyszałaś coś o Bazylim?
            - Nie. Tylko tyle, że go nie ma – westchnęła Felicja. – Co się z nami stało? Marek umarł, Bazyli zniknął, a Natan prawie w ogóle się nie odzywa.
            - Wyjechał na wakacje. Nie dziwię mu się. Chce odpocząć – wzruszyła ramionami blondynka. – On też sporo przeżył. Marek był jego najlepszym przyjacielem.
            Felicja pokiwała głową.
            - Dzwoniłam wczoraj do mamy Marka – zwierzyła się nagle. Emilia spojrzała na nią czujnie. – Wiesz, spytać się jak się czuje… Zaprosiła nas na obiad na jutro. Chętna?
            - Och, tak! Jasne. Przyjdę.
            Uśmiechnęły się do siebie i przytuliły mocno. Felicja mimo wszystko cicho zachlipała, a jej przyjaciółka poklepała ją po plecach. Po kilku minutach wstały i ruszyły dalej. Felicji wydawało się, że za drzewami stoi Marek, ale nikogo tam nie było. Za to schyliła się i zerwała z ziemi czterolistną koniczynkę. Uśmiechnęła się lekko i przyłożyła roślinkę do serca.
            - Dziękuję – szepnęła. Odwróciła się i zrównała się z Emilią.
            Felicja nigdy się nie dowiedziała jak bardzo ją kochał Marek. Ale może to i dobrze? Prawda mogła by ją skrzywdzić.


            ALEKSANDER I SZYMON (sierpień)

            Tłum na lotnisku był ogromny. Dwójka chłopaków ledwo się przedarła do działu odpraw. Po przejściu gruntownej kontroli we dwójkę udali się do samolotu. Przechodzili przez ciemny tunel i nie mogli się przestać uśmiechać.
            - Lecimy do Japonii – zapiszczał podekscytowany Aleksander. – Niesamowite, co?
            - Sam nie mogę w to uwierzyć. To światowe centrum nowej technologii – stwierdził Szymon i uśmiechnął się szeroko. – Dziękuję za zaproszenie.
            - Podziękujesz jak wylądujemy – odparł.
            Po kilkunastu minutach już siedzieli na swoich miejscach w samolocie. Szymon rozglądał się ciekawsko bo był to jego pierwszy lot. Aleks już miał okazję zwiedzić trochę świata, a więc podniebne podróże nie były mu obce. Jednak z radością obserwował Szymona, gdy ten zaglądał nawet do schowków.
            Szymon był typowym umysłem analitycznym. Musiał wszystko zbadać, czegoś dotknąć, aby stwierdzić, że coś istnieje. Wszystko musiało zostać poparte naukowym dowodem. Nie brał niczego „na słowo”. Dlatego też sam uwielbiał robić doświadczenia, a potem rezultaty skrupulatnie notować.
            Aleksa to zawsze w nim pociągało. Szymon pewnie tego nie pamiętał, ale pierwszy raz spotkali się na dniach otwartych ich liceum. Wtedy jeszcze jako gimnazjaliści decydowali o wyborze szkoły średniej. Aleks ze znudzeniem chodził po szkole nie spodziewając się niczego nadzwyczajnego. Gdy wtedy zobaczył Szymona. Stał przy stole i obserwował działanie mechanizmów, które były prezentowane przez klasę o nachyleniu matematyczno-fizycznym. Japończyk jak zahipnotyzowany obserwował go kilka minut, a potem zdał sobie sprawę, że wygląda naprawdę dziwnie. Szymon nie zauważył go i krążył po szkole, a Aleks zaraz za nim jak bezpański pies, który próbuje wkupić się w łaski przechodnia.
            Wtedy się zakochał. Na początku myślał, że to nieszkodliwie zauroczenie, ale przerodziło się to w obsesyjną chęć poznania brązowowłosego. W końcu przy pomocy Natana udało mu się przełamać, a teraz… teraz we dwójkę, jako para, Aleks i Szymon lecą do Japonii.
            Aleks uśmiechnął się bo zdolności analityczne Szymona były nadzwyczaj erotyczne w ich momentach intymnych. Szymon zawsze ciekawsko badał ciało Aleksa, a Aleks ledwo wytrzymywał całą presję z tym związaną. Najciekawsze było jednak to gdy Aleks miał leżeć bez ruchu, a Szymon dotykał go po ciele z różną siłą, aby zobaczyć jak reaguje. Nie dojechali nawet do pasa, gdy Aleksowi zaczęło się robić biało przed oczami. Tak, badanie ciała partnera jeszcze nigdy nie było tak seksowne.
            - O czym myślisz? – Z zamyśleń wyrwał go Szymon. Zdał sobie sprawę, że na twarzy miał błogi uśmiech.
            - Erm… o tobie – odpowiedział Aleks i uśmiechnął się szeroko. – Czeka nas czternaście godzin emocjonującej podróży. Zastanawiam się jak cię rozbawić przez ten czas.
            - Hm, ciekawe – zgodził się Szymon. – Czternaście godzin to dużo.
            - Jest szansa, że pójdziemy we dwójkę do kabiny i…?
            - Bardzo szczerze w to wątpię.
            - Ech – westchnął. – No nic! Jakoś zajmiemy ten czas. Podszkolę cię z japońskiego.
            - Uwielbiam język japoński…
            - Wiem, wiem – poklepał go po ramieniu. – Ja będę mówił.
            Szymon uśmiechnął się lekko. Gdy to robił przeważnie pojawiały się na policzkach małe dołeczki, które Aleks zawsze chciał pocałować. I zrobił to. W końcu nikogo nie krzywdził.


            DAWID I LIDIA (wrzesień)

            - Tu jesteś. – Lidia podparła boki i podeszła do swojego chłopaka. Dawid leżał na brzuchu na ławce i machał nogami. Jego głowa zwisała w dół i miał zamknięte oczy. Jej cień zakrył niewielki kawałek jego ciała.
            - Hę? – uniósł głowę. – Och, Lidia… czołem, słonko. Co cię tu sprowadza?
            - Twój brak ducha – odparła.
            Znajdowali się właśnie na jednym z wielu orlików. Na boisku obok grało kilka młodych dzieciaków. Jak na swój wiek byli świetni w kosza. Dawid mógł to ocenić po samej ich grze.
            - Filip do mnie dzwonił – kontynuowała wyjaśnienia. – Nie pojawiłeś się na meczu i nie odbierasz telefonów.
            - Tak? – zdziwił się i usiadł. Sięgnął do torby i wyjął komórkę. – Hm… rzeczywiście. A ty jak mnie znalazłaś?
            - Znam ciebie – usiadła obok niego. – Nie od dzisiaj. Co się dzieje, Dawid? Co jest nie tak?
            Dawid milczał. Od dwóch miesięcy nie mógł sobie poradzić ze śmiercią Marka. Reszta jakoś sobie dawała radę. Niektórzy nawet już umawiali się na mecze, ale on dalej nie potrafił się przemóc. Jasne, grał. Ale sam ze sobą lub wcale.
            - Chodzi o Marka, tak? – spytała cicho. Nie lubił się otwierać, ale Lidia była jedną osobą przed którą mógł. Pokiwał głową. – Och, Dawid – objęła go i pogłaskała po głowie. – Potrzebujesz jeszcze trochę czasu?
            - Tak. Nie. Sam nie wiem – odparł i jęknął. – Wiesz, miałem ten głupi zwyczaj, że do niego podaję, bo zawsze stał najbliżej. Nic dziwnego, w końcu mógł stać na naszej połowie, aby trafić do kosza. W każdym razie, łapie się na tym, że rzucam piłkę, a  tam nikogo nie ma. To okropne…
            - Dawid, wiem, że nikt nie zastąpi Marka. Jego talent był fenomenalny. Sama byłam pod wrażeniem chociaż wiesz, że żaden ze mnie znawca sportu. Ale musisz się przełamać. Marek nie pozwoliłby na to, abyś stał w miejscu. To jest szansa, aby się rozwinąć dalej. Każde z was ma teraz szansę i motywację. Chcesz tak uczcić pamięć Marka? Wycofując się z gry?
            Drgnął lekko. Spojrzał na nią z zaskoczeniem.
            - Nie – odpowiedział powoli.
            - Tak też myślałam – powstała i wyciągnęła ku niemu rękę. – Wstawaj, Dawid. Idziemy do reszty drużyny.
            Obserwował ją chwilę. Była piękna jak zawsze. Czarne włosy związała z tyłu głowy, ale to tylko dodawało jej uroku. Dźwignął się z ławki i jak zwykle górował nad nią. Uśmiechnął się zadziornie.
            - Pani zasługuje na więcej niż ma – stwierdził. Zarumieniła się lekko i odwróciła głowę.
            - Proszę cię…
            Zaśmiał się i zgarnął torbę na ramię, a potem schylił się i ją podniósł. Na początku pisnęła, ale potem zaczęła się śmiać. Usadził ją sobie z tyłu na dłoniach, a ona objęła go przy szyi. Pocałowała go w tył głowy i ruszyli na spotkanie z drużyną.



            CYRUS I BIANKA (październik)

            - Witam, drużyno – przywitał się głośno Cyrus. Jak zwykle stanął wyprostowany z dłońmi za plecami. Bacznie obejrzał swoich rekrutów. Wyglądali na zdrowych mężczyzn. – Nazywam się Cyrus i zostałem powołany na kapitana drużyny koszykarskiej w tym roku akademickim. Wszelkie sprawy proszę załatwiać ze mną lub trenerem Danielem. Woli ja się do niego mówi po imieniu, zapamiętajcie. Jako nowy kapitan wymagam od was dyscypliny i zaufania. Przede wszystkim wiary w samego siebie.
            - Och, błagam – westchnął jeden z uczestników. – Oszczędź nam tego…
            Cyrus przeniósł wzrok na tego co się wtrącił. Był to płomiennowłosy Bruno. Walczyli chwilę na spojrzenia.
            - Czy coś ci się nie podoba, Bruno? – zapytał uprzejmie.
            - Tak. Twój sposób prowadzenia drużyny – wystąpił z szeregu.
            - Naprawdę? O ile pamiętam mój sposób prowadzenia drużyny doprowadził do twojej bolesnej porażki w styczniu.
            Bruno warknął cicho.
            - To był zwykły fart! Chcę one-on-one!
            - Uspokój się… - wtrącił się kolejny chłopak. Ponad dwumetrowy Maksymilian. – Złość piękności szkodzi.
            - A ja z chęcią na to popatrzę. – Norbert wykazał zapał godny każdego sportowca. – Chcę mieć pewność, że prowadzi mnie właściwy kapitan!
            - Banda niedowiarków – westchnął Krystian. – Jego drużyna zmiotła nasze w każdym możliwym spotkaniu.
            - Że co? Raz z nimi wygrałeś! – przypomniał Bruno.
            - To nieistotne. Gdyby nie wewnętrzna kłótnia, nie wygrałbym.
            Bruno wywrócił oczami i spojrzał ponownie na Cyrusa.
            - Przyjmujesz moje wyzwanie?
            - Oczywiście. – Cyrus zrzucił z siebie bluzę. – Podajcie nam piłkę.
            Wszyscy rekruci rozeszli się pod ściany, a naprzeciw siebie stanęli Cyrus i Bruno. Norbert podrzucił piłkę, a tę zdobył Cyrus. Bruno go jakiś czas blokował, a potem Cyrus zastosował swoje słynne wyminięcie, które wykonywał tak szybko, że nawet Bruno nie potrafił go zatrzymać. Niczym błyskawica przecinająca niebo pognał do kosza, a zaraz za nim ruszyła pożoga. Wściekła i czerwona prawie zapaliła parkiet.
            Jednak było za późno. Cyrus zdobył punkty i wylądował na ziemi. Bruno prawie na niego wpadł. Obaj oddychali ciężko.
            - Wystarczy? – spytał Cyrus.
            - Szlag. Niech ci będzie – warknął Bruno. – Ale pamiętaj, jestem w drużynie tylko dlatego, że jesteś silniejszy i dobrze ją prowadzisz. Jedna przegrana i jesteś dla mnie skreślony i nigdy nie nazwę cię już „kapitanem”, jasne?
            Cyrus obserwował go chwilę i skinął głową, uśmiechając się. Bruno warknął i wrócił do pozostałych.
            - Na czym skończyliśmy? – Cyrus zbliżył się do drużyny. – Ach, tak. Wiara w siebie…
            Po zakończonym treningu Cyrus musiał jeszcze przedyskutować z kapitanem wyniki graczy. Nie było to trudne bo dobrze mu znana czwórka miała wyjątkowe predyspozycje do koszykówki. Każde z nich posiadało talent tak wielki, że szkoda by było, aby się zmarnowali. Dlatego ustalili listę regularnych graczy w przeciągu kilkunastu minut. Cyrus ponownie został kapitanem, a ten tytuł dostał zaraz po pojawieniu się na pierwszych zajęciach. Trener Daniel od razu pokładał w nim wielkie nadzieje bo oglądał jego mecze za czasów Młodych Wilków. Zrobił wtedy piorunujące wrażenie, dlatego też nie było przeciwwskazań, aby Cyrus dalej nosił tytuł lidera.
            - A co z pozostałymi… erm… - Trener podrapała się po głowie. – Jak wy się nazywaliście? Siedem Cudów?
            - Tak.
            - Właśnie! – uderzył pięścią o otwartą dłoń. – Siedem Cudów. Co z nimi? Pozostała szóstka nie chce być w reprezentacji uniwersytetu?
            - Obawiam się, że nie potrafimy już razem grać jako drużyna – odpowiedział cicho Cyrus. – I nie jesteśmy już Siedmioma Cudami.
            - Och. Szkoda. Na pewno bylibyście rewelacyjni.
            - Z pewnością – zgodził się. – Czy mogę już iść?
            - Tak, oczywiście. Trzymaj się, Cyrus.
            Blondyn skłonił się i opuścił pokój. Na korytarzu czekała na niego Bianka. Uśmiechnęli się do siebie i pocałowali na powitanie. Lubił smak jej ust. Kochał zapach jej ciała. Lawenda. I włosy… ach, włosy, które pachniały jak deszcz.
            - Jak tam, mój kapitanie?
            - Może być ciężko – wziął ją pod ramię jak prawdziwy dżentelmen. – Regularnymi graczami zostali wszyscy ci, których pokonałem w zawodach w tamtym roku. Obawiam się, że mogą do mnie chować urazę…
            - Spójrz na to z drugiej strony. Pokonałeś ich, a więc udowodniłeś swoją wartość.
            Cyrus uniósł brwi.
            - O tym nie pomyślałem…
            - No widzisz? Będzie dobrze! Potrafiłeś utworzyć i zgrać ze sobą Siedem Cudów. Kolejna czwórka będzie dla ciebie problemem?
            Cyrus uśmiechnął się delikatnie.
            - Nie. Nie sądzę.
           


            GERARD (listopad)

            Dziwnie się czuł, gdy przekraczał próg liceum. Ostatni raz tu był, aby zdobyć wyniki z matury prawie cztery miesiące temu. Zdążył odwyknąć od tego miejsca. Przez trzy lata była to jego praca, gdy działał w samorządzie. Zawsze to lubił. Czuł, że wtedy odkupuje winy, a na dodatek dodaje wiary i siły tym, którzy chcą rozwijać się i nie marnować jedynie czasu na alkohol i inne używki.
            Teraz należał do samorządu swojego wydziału. Jeszcze nie był przewodniczącym, ale najbardziej chciał osiągnąć tytuł przewodniczącego samorządu studenckiego. Wiedział jednak, że na swojej pozycji musi posiedzieć jeszcze rok. Musi się wykazać.
            Dzisiaj jednak, w chłodny listopadowy dzień, przybył do swojego liceum w odwiedziny. Chciał zobaczyć jak się powodzi jego następcom. Po drodze oczywiście zahaczył o pokój pani dyrektor i rozmawiał z nią prawie całą godzinę lekcyjną.
            Dopiero wtedy ruszył na pierwsze piętro i dobrze sobie znaną drogą dotarł do pokoju samorządu. Zza drzwi dochodziły go głośne rozmowy. Uśmiechnął się i zapukał. Usłyszał głośne zaproszenie i otworzył drzwi.
            Pokój został taki jak zapamiętał. Pięć biurek, cztery ustawione równolegle do siebie po dwa. Ostatnie, największe i prostopadłe do ich należało do przewodniczącego.
            - Dzień dobry – skinął głową i uśmiechnął się.
            - Przewodniczący! – Ze swojego miejsca powstał Kacper. – Nie spodziewaliśmy się ciebie!
            - Nie jestem już przewodniczącym – pokręcił głową. – Za to ty nim jesteś.
            Kacper skinął głową. To on teraz zajmował główne miejsce.
            - Dla mnie zawsze nim będziesz, Gerard – skinął Kacper. – Zakładam, że chcesz herbaty?
            - Tak – skinął głową. – Flora, Klara! Miło was widzieć – uśmiechnął się, gdy Flora rzuciła się mu w objęcia, a Klara poklepała go po plecach. – I kogo my tu mamy? – spojrzał zza Flory. – Roksana. Gratuluję – skłonił się ku niej.
            Rudowłosa wystawiła język i pomachała dłonią.
            - Musiałam coś zrobić z nadmiarem energii po naszych koszykarzach – wyjaśniła. Kacper właśnie sięgał po kubki i nucił pod nosem. – A gdzie Aureli?
            - Niestety dzisiaj nie mógł przyjść, ale obiecał, że się pojawi – wyjaśnił Gerard. Potem jego wzrok padł na kolejną nową osobę w samorządzie. – A to kto?
            - To Eryk – przedstawiła go Flora i objęła go od tyłu. – Pierwszoroczny, młodszy brat Dawida. Lubi czekoladę, rocka i lekkoatletykę. Jego pies wabi się…
            - Ta kobieta jest przerażająca! – przerwał jej chłopak. – Czy jest coś czego nie wiesz?
            Zachichotała cicho i usiadła obok niego. Gerard zajął miejsce dla gości i z uśmiechem przyjrzał się nowemu samorządowi. Kacper, Flora, Klara, Roksana i Eryk. Zdawali się dogadywać i dobrze się bawić, nawet jeżeli Eryk był zupełnie nowy. Sam Gerard przecież tak zaczynał. Wtedy jednak wsparcie miał w Bazylim…
            - Proszę, herbata – podał mu Kacper. – W twoim ulubionym kubku z twoim znakiem zodiaku.
            - Dziękuję – przyjął ciepły napój z wdzięcznością. – Mój horoskop mówi, że zdrowie nie będzie mi sprzyjać…
            - Przesadzasz z tymi horoskopami – westchnęła Klara. – Jesteś już studentem.
            - Będę i starym dziadkiem, a będę w to wierzył. Zbyt wiele razy okazały się prawdą – upił łyk i poczuł przyjemne ciepło. – To co tam u was?
            Zaczęli mu opowiadać. Kacper jako prowadzący sprawdzał się znakomicie. Potrafił wszystkich sobie zjednać, a na dodatek był bardzo zorganizowany. Dalej jednak miał spory wpływ na budżet szkolny. Gerard nigdy się tym nie przejmował i zlecał pracę Kacprowi, wiedząc, że nic nie zostanie zrobione na odwal.
            Klara dalej była wiceprzewodniczącą. Cichą, wyrafinowaną i spokojną, ale za to jak zawsze surową i poważną. Gerard nigdy nie potrafił zrozumieć czemu się tak zachowuje, ale nie wnikał w to tak długo jak długo pozytywnie wykonywała swoje obowiązki.
            Roksana pilnowała teraz spraw ogólnych w szkole. Od zalanej łazienki po kontakt z biblioteką. Miała pełne ręce roboty, ale strasznie się jej to podobało. Zwłaszcza, że przez cały ostatni rok była zalatana w sprawie koszykówki, a więc i teraz nie narzekała na brak emocji.
            Flora pozostała na swoim miejscu jako organizatorka imprez szkolnych i kontaktów między szkołami. To dzięki jej pomocy ich liceum mogło brać udział w wielu zawodach i olimpiadach.
            Eryk natomiast, nowy nabytek, zajął miejsce Kacpra jako skarbnika. To on był odpowiedzialny za budżet i rozdzielanie pieniędzy. Przy pomocy nowego przewodniczącego szło mu bardzo dobrze.
            Gerard spędził w tym pokoju kolejną godzinę, ale reszta jego przyjaciół musiała wracać na lekcje. Pożegnał się z nimi i opuścił szkołę. Był przekonany, że nowo uformowany samorząd spełni swoją rolę znakomicie.
            
 
            BAZYLI (grudzień)

            Boże Narodzenie było w tym roku wyjątkowo chłodne dla całej rodziny złotookiego Bazylego. Chłopak postanowił spędzić je z dala od swoich bliskich. Nigdy nie darzył ich sympatią, a teraz to dotkliwie udowodnił.
            Jedyne co mogło przypominać mieszkańcom tego domu, że kiedyś mieszkał tu przystojny chłopak było ciche tykanie zegarów dobiegające z piwnicy. Natomiast gdzie znajdował się ich właściciel? Tego nikt nie wiedział.



            NATANIEL I FELICJA (Sylwester)

            - Już jestem! – krzyknął Nataniel. Biegł opatulony w kurtkę i oddychał ciężko. Musiał złapać oddech i uśmiechnął się do Felicji. – Przepraszam! Musiałem się wyrwać z domówki u Filipa. Gabriel mnie zabije…
            - Myślę, że ci wybaczy, gdy opowiesz co zrobiliśmy – uśmiechnęła się Felicja. Z każdym jej słowem z ust leciała para. Ubrana była ciepło. W tym roku spadło sporo śniegu.
            - Mam nadzieję – odparł. – Gotowa?
            Skinęła głową i złapali się za ręce. Spojrzeli w stronę centrum miasta, a gdy tłum zgromadzonych ludzi wokół nich zaczął odliczać oni uśmiechnęli się i z równym wybiciem północy zrobili jeden krok do przodu.


            FILIP (styczeń)

            To że był przystojny nigdy nie ulegało wątpliwości. Miał przystojną twarz, ładną szczękę, hipnotyzujące oczy, a włosy lśniły blaskiem. Dlatego nic dziwnego, że został modelem. Dobra praca, a na dodatek nie trzeba dużo robić. Pozowanie do zdjęć nigdy nie było dla niego trudne co udowadniał już podczas sesji zdjęciowej dla Basket’u.
            Teraz miał pojawić się w wiosennej kolekcji jednej ze słynnych sieci handlowych. Oczywiście się zgodził. To było jego marzenie. Podziw innych zawsze napawał go i dawał kopa do działania.
            - Filipie. – Fotograf odszedł od swojego sprzętu. – Wystarczy. Dziękujemy.
            Blondyn skinął głową i zszedł z planu. Do garderoby odprowadziła go jego menadżerka. To ona zaczęła mu załatwiać pokazy, a także wysyłała jego zdjęcia po całej Polsce. Dostał już kilka zgłoszeń.
            - Wszystko idzie fantastycznie – pokiwał głową z zadowoleniem. – Na dziś koniec?
            - Tak. Zdjęcia będą jutro.
            Obmył twarz, przebrał się i opuścił studio. Kilka dziewczyn obejrzało się za nim, ale nie bardzo go to interesowało. Przywykł do tego, że kobiety do niego wzdychają.
            Jak zwykle po udanej sesji zadzwonił do swojego przyjaciela i zaproponował wypad na kawę. Dawid zgodził się, ale z zastrzeżeniem, że musi później pojawić się na swoim wydziale.
            Spotkali się w jednej z kawiarni studenckich. Można tu było napić się czegoś dobrego, po całkiem przyzwoitej cenie i w przyjemnym otoczeniu. Powitali się swoim znanym od dzieciństwa uściskiem dłoni. Robili to już mechanicznie.
            - Hm… - zaczął niezgrabnie Filip, gdy już siedzieli. – A więc to prawda, co?
            - O czym mówisz? – Dawid uniósł brew.
            - No… Gabriel i Natan.
            Dawid pokręcił głową.
            - To nie nasza sprawa. Jeżeli chcą być razem, niech będą. Lubię ich obu.
            - Taaaak, ale to dziwne – wyznał Filip. – Znaczy! Nie mam nic do gejów. Nawet kilku chciało mnie poderwać…
            - Bo jeżeli mam być szczery to po tobie bardziej widać, że możesz być gejem niż po nich.
            Filip wywrócił oczami.
            - Jak zwykle zazdrościsz mi tego jak dobrze wyglądam.
            - Jak zwykle.
            - W każdym razie – uciął poprzedni temat. – Gabriel i Natan. Razem. Dziwne, co?
            - Nie – pokręcił głową.
            - Kąpali się z nami pod prysznicem!
            - I co? Zrobili ci coś? Człowieku, zluzuj. – Kawa została podana i podziękowali kelnerce. – To co się między nimi dzieje to ich sprawa. Są naszymi przyjaciółmi i musimy ich wspierać. Tak chciałby Marek, który notabene o tym wiedział.
            - Tak, tak – pokiwał głową. – Masz rację. Po prostu nigdy gej nie był tak blisko mnie. Ale byli całkiem normalni.
            - W stu procentach normalni.
            - Bardzo ich bronisz. Chcesz mi coś powiedzieć? – uniósł dwuznacznie brwi, upijając kawę.
            - Tak. Dbaj o przyjaciół.
            - Dbam, dbam – zapewnił. – Jak tam wasza rocznica z Lidią?
            - Bardzo udana – uśmiechnął się. – A ty? Znalazłeś sobie już kogoś?
            Filip pokręcił głową.
            - Powinieneś zadzwonić do tej całej Klary – westchnął Dawid. – Nawet nie chcę patrzeć na to jak ci źle.
            Filip uśmiechnął się smutno. Dopili kawy.


            ARIEL I ZUZANNA (luty)

            - Gdzie idziemy? – zachichotała Zuza, gdy Ariel szedł za nią i zawiązał jej oczy.
            - Zobaczysz. To niespodzianka – szepnął. – Mam nadzieję, że ci się spodoba, żono ma.
            - Pewnie, mężu mój – pokiwała głową. On dalej ją prowadził i uśmiechał się do siebie. Uwielbiał robić niespodzianki. Zwłaszcza dla niej. Dla swojej najlepszej przyjaciółki, ukochanej kobiety i fantastycznej żony. Gdy prawda o nich wyszła na jaw, wszyscy się dziwnie patrzyli. Zakładali, że Zuza jest w ciąży i stąd ten ślub. Jednak dziecka nawet nie mieli w planach, a małżeństwem byli już od roku.
            W XXI wieku coś takiego mogło wydawać się być dziwne. Młodzi ludzi, którzy są już po ślubie. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikogo by to nie dziwiło. Dzisiaj jednak świat wyglądał jak wyglądał.
            Zuza i Ariel znali się od dzieciństwa. Razem często się bawili na placu zabaw, aż pewnego dnia na dziewczynę spadł wyrok. Miała białaczkę. Była naprawdę ciężko chora, zaledwie w wieku czternastu lat. Wtedy Ariel często ją odwiedzał. Potrafiła mu powiedzieć o wszystkich swoich bólach i smutkach. O marzeniach i troskach. Był jej powiernikiem, kimś na kogo zawsze mogła liczyć.
            Choroba postępowała, a ciężko było znaleźć dawcę szpiku. Dziewczyna umierała. I wtedy Ariel zdał sobie sprawę z tego, że ją kocha. Tak bardzo, że zaczął po kolei spełniać jej marzenia.
            Najpierw zapisał się do klubu sportowego, bo ona zawsze kochała się ruszać. Dzięki niej pokochał koszykówkę.
            Pojechał do Zakopanego i nagrywał góry, aby potem obejrzeć z nią to wszystko na taśmie. Oglądała to i zachwycała się pragnąć tego, aby kiedyś pojechać w góry.
            Gdy jej stan pogorszył się, wyszeptała do niego jej największe marzenie – zostać żoną. Kochającą żoną przy boku kochającego mężczyzny. Następnego dnia klęczał przy jej łóżku z pierścionkiem zaręczynowym. Nie mieli czasu, aby się wahać. Musieli to zrobić.
            W międzyczasie znaleziono dawcę. Na zabieg musieli wyjechać do Niemiec na pół roku. Ariel tam nadrabiał swoje braki w szkole, ale zawsze czuwał przy narzeczonej. Zrozumiał, że życie jest zbyt krótkie i potrzebne są odważne decyzje.
            Ślub mieli skromny. Dla rodzin. Liczyło się tylko to, że marzenie Zuzanny zostało spełnione. Stała w pięknej białej sukni, która teraz leży w szafie w ich wspólnym mieszkaniu. Szaleńczo zakochany Ariel robił dla niej wszystko. I wtedy przemówił cud miłości. Zabieg się udał, Zuza była zdrowa. Nigdy już do końca, ale jej wyniki znacznie się poprawiły, a przez ostatni rok nie było żadnego nawrotu choroby.
            - Kocham cię, Zuzka – szepnął, gdy się zatrzymali.
            - Boże, Ariel! Wiesz, że jestem niecierpliwa. Co jest? Gdzie jesteśmy?
            - Gotowa?
            - Tak! – pisnęła.
            Odsłonił jej oczy, a ona ujrzała przed sobą autobus jadący do Zakopanego. Otworzyła szeroko usta.
            - Ariel… - szepnęła.
            - Jedziemy w góry, kochanie – pocałował ją. – Wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek.



            HELENA (marzec)

            Ogólnie na dworze panowała plucha. Nie lubiła tego, gdy tak się działo. Chłód i mokro. Okropna pogoda.
            Siedziała właśnie nad zadaniem z matematyki. Zbliżały się matury, a ona była kompletną nogą z tego przedmiotu. Niestety musiała go zdawać obowiązkowo na maturze. W ciepłej kawiarni było przyjemnie. Na pewno lepiej niż w domu czy w szkole. Albo na zewnątrz! To była granda, aby było tak zimno.
            Zapukała długopisem o kartkę i westchnęła ciężko.
            - Musisz to wyciągnąć przed nawias – odezwał się nad nią głos. Niby obcy, ale dobrze jej znany. Prawie wylała kawę na swój zeszyt i obrzuciła morderczym spojrzeniem niespodziewanego podglądacza.
            - Odbiło ci…? – zamrugała oczami. – Och. Gerard.
            Kolorowooki uśmiechnął się delikatnie.
            - Helena. Nie spodziewałem się ciebie w studenckiej kawiarni.
            - Mam tu znajomego – odparła. – Pozwala mi tu siedzieć. Erm… usiądziesz?
            Wzruszył ramionami i usiadł naprzeciw jej. Uniósł brew, gdy przyglądał się jej zeszytowi.
            - Tęsknię za tak prostymi zadaniami – wyznał. – Naprawdę.
            - Te są według ciebie proste? – prychnęła.
            - Och, tak – pokiwał głową i upił łyk herbaty. – Matury?
            - Tak – przyznała. – A u ciebie?
            - Sesja zaliczona na same piątki – wzruszył ramionami. – Na szczęście nigdy nie miałem problemów z nauką.
            Zapadła cisza. Neutralny temat właśnie się wyczerpał. Oboje spojrzeli w inne strony i wypili zawartość swoich kubków. Helena odchrząknęła.
            - Gerard… wiem, że trochę narozrabiałam, ale czy chociaż… jest szansa na to, abyśmy ze sobą rozmawiali?
            Spojrzał na nią uważnie. Zawsze lubiła jego oczy.
            - Nie wiem, Heleno. Nasze znaki zodiaków do siebie nie pasują – wyznał. – Baran jest zawsze taki niecierpliwy, a Panna… cóż, raczej spokojna ze mnie istotka.
            - Nasze usta do siebie pasują – uniosła brwi. On zmarszczył czoło. – Cały czas pamiętam to jak mnie pocałowałeś…
            - Taaaa… to było zanim się dowiedziałem, że spiskujesz z moim byłym najlepszym przyjacielem. Obawiam się, że nasze usta już do siebie nie pasują. Na twoich za dużo kłamstw, a moje lubią czystość.
            Helena ściągnęła brwi. Wyglądała teraz na groźną.
            - Wybacz, Heleno – powstał ze swojego miejsca. – Ale miło było ciebie ponownie spotkać. Szukaj wśród Lwów i Ryb. To chyba najlepsze dla ciebie kombinacje. Do zobaczenia.
            Opuścił kawiarnię.



            SAMSON I ROKSANA (kwiecień)

            Spacerowanie za rękę jeszcze nigdy nie było tak przyjemne. Zwłaszcza, że trzymało się takiego przystojniaka jak Samson. Jak mogła wcześniej nie dostrzegać jego zalet? Poza tym bardzo martwiła się o swojego brata i zawsze to blondyn był na czele. Teraz jednak, gdy jej brat spędzał większość czasu z Bianką to i ona pozwoliła sobie na mały flirt.
            Flirt przerodził się w silniejsze uczucie, które jak się okazało było odwzajemnione. Co więcej – mieli się ku sobie już od dłuższego czasu, ale żadne nie było pewne co do drugiego.
            Teraz jednak umawiali się już od dwóch miesięcy i było im bardzo dobrze. Roksana nie chciała wyjść na kogoś powierzchownego, ale gdy Samson zdjął przy niej koszulkę, aby się przebrać, poczuła jak krew jej leci z nosa.
            - Wybacz, słonko – mówił pospiesznie. – Dopiero co wróciłem z siłowni!
            - Nic się nie stało… - odpowiedziała.
            Od tego czasu Samson zaczął ją nawiedzać w ciekawych wizjach.
            Dzisiaj jednak rozkoszowali się pierwszymi, ciepłymi chwilami wiosny. Spacerowali sobie wzdłuż Wisły i rozmawiali bez przerwy. Słońce grzało ich plecy, a oni z przyjemnością się prężyli i pragnęli więcej.
            - Jak tam w samorządzie? – zapytał.
            - Świetnie. Szkoda tylko, że odchodzi trójka. Kacper, Flora i Klara – westchnęła ciężko. – Było tak fajnie…
            - Zawsze możesz kandydować na przewodniczącą! – zauważył. – Nie, nie! Nie patrz tak na mnie! Mówię poważnie. Nadajesz się do tego. Spróbuj.
            - Nie mogę – pokręciła głową. – Sama nie wiem…
            Mrugnął do niej.
            - Wierzę w ciebie.
            Roksana uśmiechnęła się. Nie często to słyszała. Głównie od brata, a nie od innych mężczyzn. Teraz czuła się bardziej wolna, gdy brat przestał roztaczać nad nią opiekę. Wszystko wydarzyło się w okolicach ostatnich Świąt, gdy jednak Cyrus i Roksana zdecydowali się porozmawiać z mamą. Przepraszała ich wiele razy, ale oni wspólnie doszli do wniosku, że to dziadkowie są ich prawdziwymi rodzicami. Jednak co jakiś czas spotykali się z mamą. Głównie Cyrus, bo Roksana nie zawsze potrafiła znieść jej widok.
            - Dziękuję.
            - Kocham cię – dodał.
            Zamurowało ją. Zatrzymała się, a on kilka kroków dalej. Przyjrzał się jej pytająco. Podrapał się po głowie.
            - Za wcześnie? Przepraszam!
            - Nie, głupku – rzuciła się na niego i przewrócili się na trawę. – Ja też cię kocham!
            Samson na początku zamrugał oczami, a potem się uśmiechnął. Musnął jej szyję, a potem się pocałowali.



            DRUŻYNA (maj)

            - Słyszałeś o Siedmiu Cudach? – zapytał jeden z licealistów. Ich szkolna drużyna właśnie skończyła trening. W szatni wybuchła ciekawa dyskusja.
            - O kim?
            - Siedem Cudów Świata Koszykówki – poprawił się. – Naprawdę o nich nie słyszałeś?
            - Ja słyszałem! – wtrącił się trzeci. – Podobno rewelacyjna drużyna pełna niesamowitych talentów.
            - Oni w ogóle istnieją? – zaśmiał się czwarty.
            - Istnieją. Czytałem o nich w Baskecie.
            - I co takiego wyczytałeś?
            - Że było ich siedmiu, a połączonymi siłami zostali mistrzami miasta i województwa.
            - Wow! Musieli być nieźli!
            - Skoro są tacy świetni, to czemu o nich się teraz nie słyszy? – zakpił kolejny.
            - Wszyscy byli w trzeciej klasie liceum. Może się rozjechali na studia?
            - Ja słyszałem, że wszyscy zostali w Warszawie i że grają dalej, ale dla swoich wydziałów.
            - Co?
            - No dla wydziałów. Każdy z nich poszedł na inny kierunek, a między wydziałami i uniwersytetami rozgrywają się mecze.
            - To jak to? Grają przeciwko sobie?
            - Na to wychodzi.
            - A ja słyszałem jeszcze, że zawsze noszą żółtą frotkę. Każdy z nich. Wiecie o co chodzi?
            - Nie, nie bardzo. Zaraz, zaraz… na pewno jest ich siedmiu?
            - Jest ten z weterynarii… Dawid?
            - I ten Filip na dziennikarstwie.
            - Ten co tak wysoko skakał…?
            - Gabriel.
            - Właśnie! Podobno studiuje dietetykę.
            - Też to słyszałem. A ten wysoki?
            - Ariel! On germanistykę? Daje się germanizować, ha, ha!
            - Ten taki niski. Natan? No, Natan. Pedagogika, nie?
            - Psychologia.
            - Nie! Na pewno pedagogika!
            - Czy to ważne? Ten ich cały kapitan studiuje prawo! Na UW! Geniusz, nie?
            - Czy on teraz przypadkiem nie prowadzi innej drużyny?
            - Owszem. Prowadzi drużynę uniwersytecką. Najlepszych z najlepszych.
            - Nie rozumiem… czemu nie gra z Cudami? Czemu utworzył Elementaris?
            - Nie wiem. Hej! Jeszcze powinien być jeden z tych Cudów. Co z nim?
            - Nie mam pojęcia. Czy on w ogóle żyje?
            - Może wyjechał?
            - W każdym razie o nim jest cicho.
            - Koniec pogaduszek! – ryknął trener, który pojawił się nagle w drzwiach. – Przebierać się!



            GABRIEL I NATANIEL (czerwiec)



(Dla przyjemności czytania polecam włączyć ten utwór)
Alex Clare - Hummingbird


            Szedłem przez park. Ciepłe letnie słońce ogrzewało moje plecy. Lubiłem lato. Naprawdę czułem się wtedy o wiele lepiej. W każdym razie moje kości były rozgrzane.
            Przez ostatni rok wydarzyło się tyle, że naprawdę nie wierzyłem, że czas tak szybko minął. Ledwo co się obejrzałem, a już minął rok od śmierci mojego przyjaciela. Marek przez cały ten okres mi towarzyszył. Zawsze gdy myślałem, że już jest źle, sięgałem do jego rad i czerpałem optymizm. Tak jak powiedział Gerard – Marek miał silną i piękną duszę ze wspaniałą ideą.
            Minęło wystarczająco dużo czasu, aby się pogodzić z tą stratą. Przez ostatnie miesiące zaniedbałem kontakty z resztą drużyny. Ostatnio ich widziałem na Sylwestra u Filipa. Wtedy wydało się, że razem z Gabrielem jesteśmy parą. O dziwo większość zareagowała całkiem dobrze. Jednak teraz minęło prawie pół roku i nie wiedziałem jak mnie powitają.
            Powitają, prawda? Dziwne. Ale też się zdziwiłem, gdy dostałem smsa od Cyrusa, który „żądał” spotkania na jednym z boisk. Nie potrafiłem mu odmówić, jak zawsze.
            Na boisku czekała na mnie już reszta. Pozostała piątka Cudów. Stali w kręgu, w pewnych odstępach. Skinąłem im głową na powitanie. Ustawiłem się w kręgu i czekałem.
            Cyrus przeleciał po nas wzrokiem.
            - Witajcie, Cudy – przywitał nas. W powietrzu unosiła się dziwna aura. – Cieszę się, że odpowiedzieliście na moje wyzwanie.
            - Tak jakbyśmy mieli wybór – zauważył Filip.
            Wpatrywałem się w ziemię.
            - Rozumiem waszą złość. Do pewnego stopnia, oczywiście – pokiwał głową. – Ale nasze ścieżki rozeszły się rok temu. Chcę was sprawdzić – uniósł piłkę i zakręcił ją na palcu. – Zobaczyć czy Cudy dalej działają.
            - Nie jesteśmy już „Cudami” – wtrącił Dawid. – Nie może być Siedmiu Cudów bez… siedmiu. Marka nam nikt nie zastąpi…
            Taka była prawda. Jakiś czas po pogrzebie naszego przyjaciela spróbowaliśmy razem zagrać, ale jako drużyna byliśmy już do niczego. Bez jednego filaru nie potrafiliśmy grać jak dawniej. Dlatego bez większych problemów wcieliliśmy się do innych drużyn. Każdy z nas grał dla swojego wydziału w spotkaniach między nimi.
            Jedynym uroczym gestem jaki nas łączył było noszenie żółtej frotki na cześć Marka. Zawsze się z niej śmieliśmy, ale koniec końców okazała się być symbolem.
            Ten rok był dla nas wszystkich ciężki. Musieliśmy ze sobą rywalizować na najwyższym poziomie. Kilku z nas poległo, kilku z nas przestało się lubić. Dobrze jednak wiedziałem, że dalej byliśmy ze sobą powiązani. Czy tego chcieliśmy czy nie.
            Największym jednak policzkiem dla niektórych z nas było to, że Cyrus prowadzi teraz inną drużynę o nazwie „Elementaris”. W jej kręgach znajdowali się nasi najpotężniejsi rywale z roku maturalnego – Bruno, Krystian, Maksymilian, Norbert.
            - To prawda – przyznał Cyrus. – Marka nam nikt nie zastąpi. Zakładam, że gdyby żył utworzylibyśmy drużynę na studiach. Rozumiem was, bo sam cierpię z tego powodu, że nie możemy… że nie potrafimy już tak grać. Nasze przywiązanie było zbyt wielkie. Jeden brakujący element zniszczył całą naszą spójność. A jednak – uniósł wysoko głowę. – Chcę z wami zagrać. Trzech na trzech. Zapomnijmy o naszej tegorocznej rywalizacji. Zapomnijmy o tym, że jesteśmy przeciwnikami. Wydaję mi się, że jesteśmy po prostu zagubioną szóstką przyjaciół. Ale to co nas łączy, to koszykówka – podrzucił piłkę. – Zagrajmy!
            Mimowolnie na nasze twarze wstąpił uśmiech. Nie potrafiliśmy się na siebie długo gniewać, gdy odżył w nas dawny duch. Gdy jako drużyna pokonywaliśmy wszelkie przeciwności losu.
            Graliśmy bez ładu i składu. Wychodziło na to, że każdy grał przeciwko każdemu co tylko wprawiało nas w dobry nastrój. Przyjemnie było znów popatrzeć na ich talenty. Oczywiście brakowało jednego, tego najbardziej widowiskowego, ale nie daliśmy się ponurym myślą. Graliśmy. I to nas bawiło.
            Po skończonym meczu musiałem jednak odbyć jedną z mniej przyjemnych rozmów w moim życiu.
            - Idziemy na piwo! – krzyknął Dawid.
            - Świetnie! – pokiwał głową Filip.
            - Zgoda – uśmiechnął się Ariel. – Timeless?
            - Tak. Na pewno się za nami stęsknili – przyznał Cyrus. – Idziecie? – spojrzał na mnie Gabriela. Drużyna obserwowała nas teraz uważnie.
            - Dajcie nam chwilę. Dogonimy was – zapewniłem z lekkim uśmiechem. Cyrus zmarszczył czoło, a potem skinął na resztę dawnej drużyny. Odeszli znikając z zasięgu naszego wzroku.
            Spojrzałem na Gabriela, a on uśmiechnął się nieśmiało.
            - Dalej nosisz?
            - Tak. Obiecałem ci to – wskazałem na bransoletkę z puzzlem. – Jest piękna.
            - No wiem, wiem – pokiwał głową.
            Popatrzyliśmy po sobie.
            - To co u ciebie? – spytał Gabriel, chowając ręce do kieszeni.
            - Wszystko w jak najlepszym porządku. A u ciebie?
            - Też. Naprawdę wszystko dobrze. Sesja zaliczona i w ogóle…
            Uśmiechnąłem się.
            - Gabriel… - odchrząknąłem. – Jesteśmy przyjaciółmi?
            - Mam nadzieję – odpowiedział szybko. – Jesteśmy, prawda?
            Odetchnąłem z ulgą.
            - Dziękuję.
            Uśmiechnął się.
            - Chodź! Piwo czeka. A drużyna nas na pewno przewałkuje czemu zerwaliśmy. Filip na pewno – dodał po namyśle.
            - Muszę się przygotować. Jakieś dobre docinki też się przydadzą – pokiwałem głową, gdy razem ruszyliśmy do wyjścia z boiska.
            - Możesz zażartować z jego sesji zdjęciowej.
            - Och, nie. Obrazi się śmiertelnie. Bardziej niż wtedy, gdy przegrał przeciwko mojej drużynie.
            Gabriel zaśmiał się. Nieważne co by się działo, on na zawsze zostanie już moim przyjacielem.
            Życie potrafi być przewrotne. Myślałem, że jestem w związku, w którym będę już do końca życia. A jednak – musieliśmy to skończyć. Jasne, na początku było fantastycznie, nigdy tego nie zapomnę. To były jedne z najpiękniejszych dni w moim życiu. Koniec jednak był nieunikniony. Inny światopogląd, plany na przyszłość. Woleliśmy zerwać niż sprawić, że się znienawidzimy. Wytrwaliśmy razem rok i trzy miesiące. Okazało się, że jednak się nie kochamy. To było potężne zauroczenie. Tak silne, że prawie daliśmy się nabrać na iluzję. Dobrze, że w porę się zorientowaliśmy.
            Nie żałuję tej decyzji. Gabriel też nie. Zostaliśmy przyjaciółmi. A mój brakujący element? Na pewno gdzieś tam jest.
            No, ale w końcu powiedziałem na samym początku. W moim całym życiu zakochałem się cztery razy. Kto powiedział, że zakochałem się w liceum? 


OSTATECZNE ZAKOŃCZENIE OPOWIADANIA






                Najbliższy LiveStream odbędzie się w sobotę 27 października w okolicach godziny 16. Link do kanału podam w odpowiednim czasie. Ten LiveStream będzie się opierał na zasadzie Q&A czyli pytania i odpowiedzi odnośnie opowiadania "Brakujący element". Zapraszam serdecznie o ile jesteście zainteresowani małą dyskusją na temat BE! :)

              Mam nadzieję, że zaplanowany koniec Was zaskoczył :) W końcu tak bardzo chcieliście przeczytać epilog... <evil śmiech>. No, ale sami musicie przyznać, że nic nie napisałem o tym, że Nataniel miał się zakochać w liceum. 

            Do poczytania! 



Nowe opowiadanie: Druga strona

44 komentarze:

  1. To mnie zaskoczyłeś, że Gabi i Nat nie są razem. Nie liczyłam ile to razy Nat był zakochany. Aż dziwnie się czuję, ale dobrze, że w porę uświadomili sobie, iż to co czują to zauroczenie, a nie pchali się w związek bez miłości. Czyli Nat gdzieś, kiedyś zakochał się w kimś innym. Ciekawe w kim. :D
    Wzruszyłam się przy tym epilogu. Świetny pomysł tak pokazać wszystko po kolei. Najsmutniejsza część dla mnie to ten ostatni fragment, cóż ostateczny koniec opowiadania i chłopaki już nie tworzą drużyny. W ogóle ciekawe teraz mecze mają, jak grają przeciw sobie. :D Smutny fragment był również ten co dotyczył Bazylego. Moja słabość do niego nie minęła, pomimo tego jaki był. Tak chciałam, żeby był szczęśliwy, może był.
    Czuję się jakby oni wszyscy istnieli, że gdzieś tam są, czas upływa, mają swoje rodziny, partnerów. Mam wrażenie, że za trzydzieści lat się spotkają będąc już w średnim wieku i powspominają czasy, kiedy istniało Siedem Cudów.

    Dzięki Ci za to opowiadanie i mimo wszystko, że będzie nowe, to żal się z tym rozstawać.
    Każdemu kto ukończył swój projekt składam gratulację, że dotrwał do końca, więc i Tobie Autorze tego gratuluję i będę wyczekiwać pierwszego rozdziału "Druga strona". :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmmm, może się mylę, drogi Autorze, ale mam wrażenie, że jesteś nieszczęśliwym człowiekiem i to swoje niezadowolenie przelewasz na nas, swoich czytelników :). Pytam, jak mogłeś, nie dość Ci bólu, wylanych łez i depresji? Musiałeś postawić kropkę nad „i” i nas podobijać, po co był ten „czerwiec”, wrr… nie lubię. Ale poważnie, Epilog poprowadzony w ciekawy sposób, super, że mieliśmy okazję poznać dalsze losy bohaterów i, że poprowadziłeś go bardzo „życiowo”, tu się zgadzam. Po pierwsze, niestety takie wydarzenia jak śmierć zazwyczaj wpływają na grupę i wszystko się sypie, dwa związki licealne (zresztą nie tylko licealne) często się rozwalają i każdy rusza w dalszą drogę. Zapomniałeś tylko o jednym, Autorze, że to opowiadanie, fikcja, a ludzie w większości mają dość nieszczęścia w około siebie, by jeszcze dobijać się tak smutnym, nie dającym nadzieli i wiary zakończeniem. Nie mówię o słodkościach, różu, czy pszczółkach, ale o czymś, co człowiekowi przyprawi uśmiech na twarzy a w sercu powie ”będzie dobrze”.
    Pozdrawiam,
    Niepocieszona Dominikalem

    OdpowiedzUsuń
  3. Fakt, nie pisałeś o tym, ale myślałam, i pewnie nie tylko ja, że to Gabriel jest brakującym elementem Nataniela... Cóż, szkoda. Pasowali do siebie.
    Kurcze, Młode Wilki się rozpadły :( W sumie racja. Siedem Cudów bez Marka to już nie to samo :( Marek był jedyny w swoim rodzaju, jego talent niepowtarzalny. Nikt go nie zastąpi. Teraz on jest brakującym elementem. Fajnie, że wszyscy teraz noszą żółtą frotkę.
    Wszyscy mają swoje drugie połówki, tylko Natan znów sam :( I Filip... Eeej! A może Filip jednak jest gejem? :D
    Cóż, tego się już nie dowiemy...
    Nie mogę uwierzyć, że to już koniec :( Teraz pozostaje nam czekać na Drugą stronę oraz dalsze części PiR :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej.. co za epilog.. O_o tak jak drużyna się rozpadła, tak mi teraz się zrobiło niebezpiecznie smutno. Bo zakończyliśmy naszą przygodę z BE.. już nie będzie więcej żadnych spektakulacji i domysłów co się dalej potoczy.. Co prawda jest jeszcze PiR, ale na szczęście jeszcze trwa. I mam nadzieję że tam autor nas nie zaskoczy i nie rozdzieli głównych bohaterów.
    Czytając epilog miałam wrażenie że sama się żegnam z przyjaciółmi. Dopiero teraz dotarło do mnie jak uwielbiałam to opowiadanie i wiem że już nigdy czegoś takiego nie przeczytam. Aż boję się pomyśleć co będzie jak zakończy się PiR...
    Wpędziłam się w bardzo melancholijny nastrój. Brak mi słów na opisanie całego opowiadania, bo żadne nie oddadzą tego co tak na prawdę chce przekazać.
    Szkoda że już musimy się tutaj pożegnać...
    I szkoda Gabriela i Nata. I Marka przede wszystkim.
    Mam nadzieję że będę w stanie polubić nowe opowiadanie tak jak te (Co będzie bardzo trudne i Autor sam powinien o tym wiedzieć, bo sam ustawił taką poprzeczkę :P)

    Weny na przyszłość,
    Massacre.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem zaskoczony :) Opowiadanie cuuuuuuudo :) Jednak czuję niedosyt :(.
    Fajnie się zaczeło natomiast kończy się strasznie i jeszcze ta piosenka na koniec ;(. Obiecuję, że jeżeli Twoje następne opowiadanie skończy się tak samo to przestanę czytać to co napiszesz.
    Ale ogólnie gratuluję świetnego opowiadania i czekam na więcej.

    Dopoczytania
    GalAnonim :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Why tell me why Gabriel nie jest z Natem ;(
    Epilog oczywiście Suuper ! Wzruszający ostatni fragment. Mam nadzieję, że odpowiesz na każde pytanie :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Epilog bardzo zaskakujący, zwłaszcza część o zerwaniu Natana i Gabriela. Jakoś tak... myślałam, że będą razem. Smutno mi, naprawdę. Nie do końca do mnie dociera, że to już koniec. Chyba za bardzo zżyłam się z tym opowiadaniem, a zwłaszcza z bohaterami.
    Jeszcze raz życzę ci dużo weny i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział PiR oraz Livestream.
    Triss

    OdpowiedzUsuń
  8. O MY GY !
    No ja nie wiem skąd Ty bierzesz tyle pomysłów chłopie! Normalnie gej-pisarz kurde ... XD Nie mam nawet pomysłu co do komentarza, bo nic innego mi nie przychodzi na myśl, jak to, że to była najlepsza notka w całym ty opowiadaniu. Przynajmniej według mnie.
    A.... co do Nataniela i Gabriela! no więc muszę Ci powiedzieć, Autorze, że uczeń przerósł mistrza, ponieważ byłam pewna, że będziesz chciał nas zaskoczyć i sprawisz, że ich związek się rozpadnie. To piękne, że pozostali przyjaciółmi, ale ja chyba bym tak nie potrafiła. W zasadzi nie wiem, bo jeszcze nie doświadczyłam nic podobnego, tak jak oni.
    Hmm.. Bazyli, Bazyli. On zawsze mnie fascynował i zachwycał. Co się z nim teraz dzieje? Bardzo mnie to ciekawi, ale tego już raczej nigdy się nie dowiem :)

    No to teraz pozostaje mi napisać, że czekam na pierwszy rozdział na DS. Mam nadzieje, że będzie równie dobry co "Brakujący Element".

    Pozdrawiam!;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Osobiście czuję się jakby ktoś mi dał plaskacza. Nie dość że jest to już koniec to jeszcze takie zakończenie (które notabene jest dosyć życiowe).
    Nie dziwie się że drużyna się rozpadła, bez Marka to przecież nie to samo.
    Boli mnie jednak to że Nat i Gabriel nie są już razem ale lepsze jest zerwanie niżeli mieli by się później męczyć.
    Będę naprawdę tęsknić za tym opowiadaniem, gdyż jest to pierwsze z którym byłam od samego początku.
    Najbardziej co mi się podobało w tym opowiadaniu to postacie z którymi bardzo się zżyłam.
    Mam tylko nadzieję że jeszcze napiszesz coś o Natnielu i reszcie.
    Teraz nie mogę się doczekać pierwszego rozdziału na Twoim nowym blogu.
    Pozdrawiam Serdecznie!
    Aihi

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mogę uwierzyć, że to już epilog :( Tak bardzo będzie mi brakować BE ! Wraz z epilogiem dowiedzieliśmy się dlaczego Ariel ożenił się z Zuzą. Miło z jego strony, gdy ją wspierał podczas białaczki i spełniał jej marzenia. Dla nie których może być to dziwne, że w takim wieku wzięli ślub, ale to się nazwa miłość. Rozpadły się "Młode Wilki" :( No, ale tak to jest gdy jednego członka brakuję. Wszystko się wtedy psuje... Nat nie jest z Gabrielem, ale cieszę się, że zostali przyjaciółmi :) Ehh czyli teraz trzeba wyczekiwać na PiR lub Drugą Stronę : ) Czekam na LiveStream <3
    SylwiaB

    OdpowiedzUsuń
  11. Autorze, najpierw tworzysz związek Gabriela i Natana o którym można sobie pomarzyć a teraz, drastyczna prawda, że się nie kochali? Zakończenie, mi się nie podoba, śmierć Marka, najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  12. NIE SĄ RAZEM?! UUU T^T TÓŻ TO TAK NIE MOŻEEE BYĆ T^T ...
    AUTORZE ZTYRAŁEŚ MI BANIĘ, ALE NIE JESTEM ZUA :P PRZYGODA Z SIEDMIOMA CUDAMI TO BYŁO COŚ WIELKIEGO I JESTEM WDZIĘCZNA ;) TAK WIĘC POZOSTAJE MI CZEKAĆ NA 1 ROZDZIALIK DRUGIEJ STRONY ^^
    POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
  13. No niestety.... super opowiadanie, tylko naprawdę szkoda, że się rozeszli... nie wiem co napisać więcej. Cudowne opowiadanie i mam nadzieję, że powstanie jakaś druga część, gdzie... np wszyscy po latach się spotkają i znów zagrają.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ooooch! Genialny epilog! Świetne rozwiązanie - przedstawić przyszłość/przeszłość w rozbiciu na miesiące/osoby! Takim podejściem jestem zafascynowana. Wstrząsnęło mną rozstanie Nata i Gabriela. Ale to dobrze,że nie dopuściłeś do znielubienia się chłopaków, do czego by z pewnością doszło... Bardzo mi spodobał motyw żółtej frotki na rękach przyjaciół Marka, to takie krzepiące. Smutno trochę, że BE się tak szybko zakończył (a na początku WCALE mi się to opowiadanie nie podobało ;) wolałam PiR, ale się przekonałam). Co dalej? Życzę Ci, Autorze, cierpliwości i weny na realizację dalszych projektów i wielu zagorzałych czytelników!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. W życiu wszystko ma swój początek i koniec. Los jest jak tornado co rozsiewa drzewa, domy, samochody po wielkich połaciach, nigdy nie wiadomo co i gdzie upadnie.

    Wiadome jest jedno :P :) że autor ma naprawdę ogromny talent, który kiedyś ktoś doceni.

    Znów kończy się jakiś etap w moim życiu, a zaczyna inny. Twoje opowiadania dodają mi otuchy, pozwalają przemyśleć wiele spraw, zatrzymać się choć na chwilę.

    Mam nadzieję, że twoja wena i doświadczenie będą dalej rosły tak jak do tej pory. Bo jesteś świetny autorze.

    Pozdrawiam i do zobaczenia przy kolejnym mam nadzieje opowiadaniu.

    Twój wierny czytelnik.

    Romek :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo mi przykro z powodu rozstania Nata i Gabriela. Miałem nadzieję, że to będzie jednak jasny promyk tego opowiadania. Byłem przekonany, że ich uczucia to właśnie miłość. Myliłem się. Życie jest pełne niespodzianek.
    Chciałem podziękować za każdy rozdział opowiadania, za Twój trud w stworzenie przepięknej historii, emocjonujących wątków i "ludzkich" postaci. Odczuwam wielki respekt dla Twojego talentu. Mam nadzieję, że będziesz tworzył tak długo, jak pozwoli Tobie na to wyobraźnia. Dziękuję.
    Patryk.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ehh, dawno nie komentowałem, bo zabrakło mi komplementów, ale na koniec postaram się coś wymyślić.
    Mianowicie, ostatnie rozdziały były pełne emocji, a opisy niektórych wydarzeń powalały na kolana. Zakończenie zaskakujące. Po przeczytaniu epilogu, mimo wszystko, zostaje pustka i chciałoby się wiedzieć więcej.
    Jak już kiedyś pisałem, masz wielki talent, więc cieszę się, że będzie kolejne opowiadanie, nie mogę się już doczekać.
    Pozdrawiam,
    S.

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj.
    Przez przypadek natknęłam się na recenzje anime ''Kuroko no Basket'' i po przeczytaniu muszę stwierdzić, że Twoje opowiadanie jest łudząco podobne.. jestem ciekawa czy tylko ''wzorowałeś'' się na tym anime czy chciałeś opisać tę historię po uprzedniej zmianie imion bohaterów, tylko dlaczego nie napisałeś, że Twoje opowiadanie jest na podstawie ''Kuroko no Basket''..?

    OdpowiedzUsuń
  19. OddanaCzytelniczka27 października 2012 21:04

    Właśnie, Autorze, dostałam od Ciebie mentalnego policzka. Ale cóż... pozostaje podziwiać Twój pisarski talent.

    OdpowiedzUsuń
  20. Jestem rozczarowana końcem nawet bardzo!!!!

    OdpowiedzUsuń
  21. Zapewne większość osób komentujących napisało Ci, jak bardzo są rozczarowane tym jakie napisałeś zakończenie. Ja nie jestem jedną z tych osób. Napisałeś to co było w Twojej duszy i to jest w tym wszystkim najważniejsze. Muszę się przyznać, że bardzo się rozpłakałam czytając ostatnia część. Ponowne spotkanie chłopaków, a przede wszystkim informacja o tym jak potoczyły się losy Gabriela i Nataniela. To było za dużo dla mojego wrażliwego wnętrza. Jednak mimo to jestem niewyobrażalnie dumna z ciebie, choć Cię nie znam, bo jesteś chłopakiem, najwidoczniej nadzwyczaj twórczym i masz w nosie co pomyślą inni, tylko piszesz co Ci w duszy gra - wierz mi to jedna z najpiękniejszych melodii jakich dane mi było słuchać ;) . Chciałabym Cię poznać, dowiedzieć się jaki jesteś, bo to co mnie inspiruje w życiu to ludzie tacy jak Ty. Mój fb Weronika Kocewiak, nie wiem ile masz lat, ale ja jestem nastolatką, szurniętą, ale dojrzałą o.O, z fiołem na punkcie gejów i yaoi ;) *.*

    OdpowiedzUsuń
  22. Nieeeeeeeeeeeeee!!! Nie zgadzam się na takie zakończenie!!! No jak mogłeś!!! JAK?!?!?! Już lepiej bez tego było;( Nie zaakceptuje go!!! Od teraz epilogi przestają dla mnie istnieć!
    Nie podoba mi się ostatni rozdział ot co! Wybacz, ale nie. Niestety nie mogę napisać i zaznaczyć czegoś czego nie czuje że powinnam. Pisze i mówię to co myślę (mimo że czasem obrywam za to) ale jestem szczerą osobą, więc powiem tak Kocham To Opowiadanie ale bez epilogu który mi się strasznie nie podobał.

    Rozmowa Felicji i Emili była troszkę dziwna bo jak można stwierdzić: "nie chcieliśmy ci psuć wakacji" itp. cholera jasna!! jakby umarł mój przyjaciel to ciul by mnie jakieś cholene wakacje obchodziły nawet jakbym wydała na nie miliony!!!! Do tego dalej zżera mnie ciekawość co się dalej z nimi będzie działo, w takim sensie czy Gerard w końcu zazna szczęścia, co z Bazylim? Jedynie co mi się podobała to wzmianka o Arielu i Zuzannie.
    Zszokowało mnie jednak rozpad związku Nata i Gabiego jak ich związek mógł okazać się zauroczeniem?! już prędzej bym pomyślała że związek Aleksa i Szymka się rozpadnie, ale ich za nic, zbyt dużo przeszli zarówno w przeszłości jak i w związku by nazwać ich uczucie zauroczeniem.
    Możesz się drogi autorze nie zgadzać z tym co napisałam (tak jak i inni) ale trudno. Każdy ma inne wrażenia czy myśli takie są moje;)

    P.S. Jeszcze raz bardzo dziękuje za to opowiadanie spędziłam miłe chwile go czytając. Sprawił mi wiele radości jak i smutku również dzięki niemu miałam dużo do przemyślenia.
    Cieszę się że istnieją ludzie którzy umią przekazać tak wartościowe treści. Dziękuje że przekazałeś nam coś tak wspaniałego. ^.^

    OdpowiedzUsuń
  23. Przeczytałem całość w zaledwie parę dni. Fenomenalne opowiadanie. Płakałem po śmierci Marka. Pokochałem ich wszystkich (poza Bazylim). Dziękuję Ci za wszystkie chwile radości, smutku, napięcia.
    Ale dla mnie... dla mnie Natan i Gabriel zawsze będą razem.
    Życzę Weny.
    N.

    OdpowiedzUsuń
  24. Pochłonęłam BE w 3 dni całkowicie pochłonęła mnie ta historia.
    czytając epilog bolało mnie serce że już prawie nic nie łączy tak wspaniałych i zgranych ludzi,śmierć Marka mną wstrząsnęła, było wiele romantyzmu,scen które zmuszały do uśmiechu i zamyślenia. Choć wyobrażałam sobie ich przyszłość w jaśniejszych kolorach dziękuję za to wszystko autorze :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Och, człowieku! Przed chwilą napisałam komentarz do ostatniej części, ale muszę koniecznie do epilogu. No żeś mnie zaskoczył końcówką! Ale i tak przez cały czas się uśmiechałam :)
    Ciekawe co z Bazylim... ^^

    Lecę czytać kolejne twoje opowiadania, Autorze. Jeszcze raz pozdrawiam i dziękuję za to świetne opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Właśnie skończyłam czytać Twoje opowiadanie i jestem zachwycona. Po pierwsze kocham Twój styl pisania (jest genialny) po drugie, postacie i sytuacje, które stworzyłeś są dla mnie jak najbardziej wiarygodne. Co do opowiadania, to przywiązałam się do bohaterów i smutno mi bardzo, że to już koniec tej historii (przede wszystkim dlatego, że zginął Marek; przeryczałam całą końcówkę). Co do zakończenia, trochę mnie zaskoczyło, że Natan i Gabriel nie są już razem. Szkoda, jak dla mnie to bardzo do siebie pasowali ;P

    Tak z innej beczki, to nie wiem dlaczego dopiero teraz trafiłam na Twojego bloga, ale to był najlepszy prezent na święta ^^ Cóż teraz zabiorę się za czytanie Twoich kolejnych blogów. Pozostaje mi tylko życzyć Ci weny, weny i jeszcze raz weny, bo jesteś genialny i o ile się orientuje to systematyczny w dodawaniu notek (co jest rzadkością) i zachlastam się jeżeli kiedykolwiek przestaniesz pisać. No. To by było na tyle.

    Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku
    z pozdrowieniami: Koefi

    OdpowiedzUsuń
  27. Padam na kolana przed tym opowiadaniem *.*
    Przeczytałam w parę dni. Oczywiście biorę się za inne Twoje blogi - ten to mój pierwszy.
    Śmierć Marka doprowadziła mnie do tak rzewnego płaczu, że ledwo mogłam wytrzymać... Jak prawie nigdy nie płaczę...
    W każdym razie, dziękuję Ci bardzo za te chwile czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  28. No.. zakończenie mocno mnie zaskoczyło. Jednak muszę stwierdzić, pomimo że nie lubię takich smutnych zakończeń, to opowiadanie bardzo mi się podobało. Szczególnie, że też bardzo lubię to anime. :) To jest pierwsze twoje opowiadanie które przeczytałam i muszę się zapytać czy reszta też kończy się w podobny sposób, czy może wszystko kończy się SZCZĘŚLIWIE I SŁODKO ?! *.* Bo szczerze nie wiem czy chcę wylewać z siebie kolejne hektolitry łez.. :p

    OdpowiedzUsuń
  29. Jedyne co mogę Ci napisać po dwóch dniach czytania, to to, że nie mogę nic powiedzieć.
    Moje oczy są napuchnięte od łez, a policzki bolą od uśmiechu.
    Zakochałam się w tym opowiadaniu. Brakujący Element nauczył mnie wielu rzeczy, które -jestem pewna- zostaną ze mną do końca moich dni. Muszę to przemyśleć i poukładać w głowie, lecz zrobię wszystko by nie zapomnieć o wielu wspaniałych sprawach, które zrozumiałam dzięki temu opowiadaniu.
    Znalazłam kolejny Brakujący Element mojego życia i nie odpuszczę, dopóki nie znajdę kolejnych, wypełniających mój zestaw puzzli.
    Wyrazy uznania za epilog, który sprawił, iż wszystko jest takie... Kompletne.
    Dziękuję za lekcję życia.
    Kto by się spodziewał, że znajdę ją w (nie)zwykłym opowiadaniu.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  30. Zaskoczyłeś mnie ;]
    O dziwo nie jestem zła za takie zakończenie, wydaje się ono dziwnie właściwe.
    Oczywiście gdyby zostali razem bardzo bym się cieszyła ale to że pozostali przyjaciółmi mnie zadowala ;]
    Dziwny ten mój komentarz ;p
    Nic więcej dziś pewnie nie napiszę... chociaż nigdy nic nie wiadomo,
    miałam przecież skomentować tylko raz a wyszły z tego trzy wypowiedzi ;p
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  31. Muszę powiedzieć, że z Ciebie jest szczwany lis. Zaskoczyłeś mnie pewnie tak jak wielu innych.
    Za pomysłowość akcji i fabułe-brawo.
    Prywatnie mimo słońca rozświetlającego resztki zimy odczuwam smutek. Liczyłam się z tym, że ktoś zginie, jednak nie podejrzewałam, że to będzie Marek. Smuci mnie też brak informacji odnośnie Bazylego.
    Jednak są jeszcze przede mną bonusy. Co raz ciężej się czyta, bo co raz większe przywiązanie i emocje temu towarzyszą.

    Pozdrawiam
    Szanti

    OdpowiedzUsuń
  32. Hej, powiem szczerze, że Twoje opowiadanie mnie urzekło ^^'. Czytałam je przez 2 dni w każdej wolnej chwili (choć głównie to były noce). Normalnie uzależniłam się od niego i nie mogłam się oderwać zanim nie skończyłam. Fabuła genialna, niby prosta, ale niepowtarzalna. Tak jak zazwyczaj udaje mi się przewidzieć w około 90% co będzie dalej, tak miałam problem tym razem :D. A zakończenie genialne! Takie tajemnicze...Tak mówię o tym co było w epilogu. A wracając do fabuły to była super! Chwilami się śmiałam, innym razem aż łzy napływały do oczu, a nie jestem jakąś bardzo wrażliwą osobą xD. Uwielbiam yaoi, ale tylko to dobre, bo w necie głównie można się natknąć na badziew... Twoje było super :*. Czytanie na pewno nie było zmarnowanym czasem. Tylko muszę przyznać, że była masa błędów w tekście. Full literówek, trochę niedociągnięć składniowych, i w pewnym momencie pętla czasowa, ale to i tak nie przeszkadzało jakoś bardzo... Mimo wszystko następnym razem radzę poszukać bety ;P. Jeśli chodzi o pomysły i styl pisatski to masz talent, potrafisz sprawić by czytelnik siedział z zapartym tchem. Cieszyłam się, że trafiłam na zakończone opowiadanie, bo inaczej bym dostała szału czekając na kolejne rozdziały, co zdarza mi się u innych autorów (np. Dream - ją też polecam, nie wiem czy znasz ;)). Nie zmarnuj swojego talentu. Mam nadzieję, że będę miała okazję jeszcze coś Twojego przeczytać. Nie przeglądałam jeszcze Twojej twórczości jbc, ale mam zamiar to nadrobić xD. Zyczę dużo weny i rozwijania się literacko ;*

    OdpowiedzUsuń
  33. Autorze drogi...
    To było piękne opowiadanie. Wspaniałe. Oczywiście, że chciałam, żeby wszystko się dobrze skończyło, ale... wszyscy wiemy, że życie jest inne i potrafi zaskoczyć. W przeciągu roku wiele może się zmienić i tak się stało u naszych bohaterów.
    Jest mi strasznie smutno, że to już koniec...
    Nie mogę się pogodzić ze śmiercią Marka ani z tym, że nie ma już drużyny Siedmiu Cudów. Naprawdę oni tak stracili ze sobą kontakt? Tak ich przyjaźnie się rozsypały?
    Zaskoczyło mnie to, że Nat i Gabriel nie są ze sobą... szkoda, bo tworzyli fajną parę.
    Rany... nie mogę powtrzymać łeż, gdy to piszę ;(
    Cieszę się, że Cyrus jest szczęśliwy, bo to on był moją ulubioną postacią w BE.
    On oraz... Bazyli. Przerażające, że słuch o nim zaginął. Na końcu przecież wykazał skruchę... Z całego serca chciałabym, żeby był szczęśliwy!
    Och i tak nowa drużyna Cyrusa.. sama śmietanka! Zebrali gwiazdy i muszą być poważnymi przeciwnikami.
    Na koniec już - rozwaliła mnie majowa rozmowa. Ludzie pamiętają o Cudach... ale ledwo, a o Marku to już w ogóle... pozostało o nich wspomnienie i zdjęcia w magazynie.
    Boże, rozklejam się...
    Autorze, dziękuję za Brakujący Element.
    Alys

    OdpowiedzUsuń
  34. Niesamowite!!
    Wow, wreszcie widzę, że ktoś ujął nieco bardziej realne aspekty życia. Większość opowiadań kończy się tym, że przyjaciele z liceum, rozrzuceni po całym kraju czy gdzieś tam, pozostają sobie wierni tak mocno, jak gdyby wciąż widzieli się na co dzień. Wiadomo, że nie jest to możliwe... Poza tym zaskoczyłeś mnie odmienioną relacją Nataniela i Gabriela - już sądziłam, że gołąbeczki będą wieść szczęśliwe życie, aż do momentu, gdy przeczytałam: "Jesteśmy przyjaciółmi?". Nawet odpowiadało mi takie zakończenie.
    Poza tym zauważyłam, że wiele osób nie popierało postaci Bazylego. A on właśnie stał się moim ulubieńcem! Niesamowicie się cieszę, że ma swoje osobne opowiadanie. Jeśli nie mówić o Bazylim, który pojawia się zapewne jako główna postać "Życia i kłamstw Bazylego" (które wciąż przede mną), moją uwagę przykuł oczywiście Cyrus - Kapcio Cytrus, płaczę x3 Uwielbiam go i uwielbiam to przezwisko.
    Ciekawostki utwierdziły mnie w przekonaniu, jak wiele szczegółów posiada i jak bardzo dopracowany jest BE. W pierwszej chwili nie zauważyłam przeróżnej symboliki, a kiedy czytałam punkt po punkcie, miała na ustach jedno wielkie: wow!.
    Twoją twórczość czyta się z ogromną przyjemnością... o ile w szkole nie wyłączają ci kart na telefonie, krzycząc, że czytasz demoralizujące pozycje x3 Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy, jaką z pewnością włożyłeś w to opowiadanie - tworzenie postaci ( w pewnym stopniu), a szczególnie fabuły!

    OdpowiedzUsuń
  35. No wszystko bym wybaczyła. Zachowania wielu bohaterów, ich charaktery i w ogóle. Nawet śmierć Marka (chociaż bardzo to przeżyłam), ale po co było to z tym czerwcem. W tym momencie dobiłeś wystające gwoździe w mojej trumnie.
    Czy będzie coś więcej... dasz mi jak i innym czytelnikom poznać tajemnicę w kim w takim razie zakochał się Natan?

    Dziękuje, za kilka dni miłego czytania. Radości, łez i wielu innych silnych emocji:)

    Pozdrawiam:D

    OdpowiedzUsuń
  36. Przykro mi to mówić, ale NIENAWIDZĘ CIĘ
    1. Zabiłeś Marka
    2. Zabiłeś Młode Wilki
    3. Zabiłeś Po kolei wszystkich bohaterów
    I uwaga, na tamto przymknąć można by byli oko, ale to już jest niewybaczalne
    4. Zabiłeś związek Natana I Gabrysia

    Wstałam przez chwilą, o 3 skończyłam czytać a chyba o 5 zasnęłam... dalej czuje niesmak. Rozumiem, że chciałeś nas zaskoczyć. Fakt, udało ci się. Ale nie w ten pozytywny sposób ( przynajmniej mnie). Dobra, koniec dobijania. Widzę że masz jakiś problem (to tylko przypuszczenia). Chciałeś zrobić z Nata Kuroko, ale zrobiłeś Nata z siebie i dodałeś pewne elementy Tetsuyi... plan dobry ale coś mi tu śmierdzi problemami. Boisz się czegoś, obawiasz się, że w życiu tak jak Nat nie znajdziesz tego elementu. Chyba ze jesteś świetnym aktorem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skończyło mi się miejsce :/

      To opowiadanie ma w sobie coś. Przez jakąś chwilę znalazły się u mnie chęci do biegania. Teraz ich nie mam ;_; Nieważne.
      Autor - super
      Opowiadanie - super
      Zakończenie - ... tak, było
      wciskam sobie wciąż kit, że tak naprawdę to opowiadanie zakończyło się na epilogu ale bez wątku rozstania... dalej mnie to dołuje :/ cóż, moja pierwsza notka pod twoim opowiadaniem. Mam nadzieję, że ją przeczytasz... przepraszam za Nie składny komentarz... za dużą ilość kropek i negatywnych emocji... pokochałam to opowiadanie i z miłą chęcią poczytam te następne... a więc SAYONARA jeżeli mieszkasz w Warszawie to do zobaczenia, może kiedyś się miniemy nie wiedząc o tym :) do zobaczenia

      Usuń
  37. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  38. Uh..zabiłeś mnie tym,czy nawet w opowiadaniu wszystko musi się źle kończyć? ;__;

    OdpowiedzUsuń
  39. Opowiadanie genialne. Najlepsze jakie kiedykolwiek czytałam. A przeczytałam 300 lub więcej
    .Przeżywałam razem z nimi wszystko. Śmierć Marka była najgorsza, pierwszy raz w życiu płakałam tak bardzo. Co do zerwania Gabriela i Natana czemu idealnie do siebie pasowali. Ale ja wiem ze będą razem, czuje to i wiem zarazem. Tak się zachowują osoby zakochane wiem bo przeżyłam ale nie ważne. Co do Młodych Wilków szkoda ze juz razem nie grają ale piękne jest to że noszą żółte frotki. Dzięki temu opowiadaniu polubiłam koszykówkę co jest nie lada wyczynem zwłaszcza dla mnie ( nie cierpię gier zespołowych, dostaje plikami zawsze) .

    OdpowiedzUsuń
  40. Dlaczego nikt nie powiedział Fel że Marek ją kochał? :(

    OdpowiedzUsuń
  41. Złamałeś mi serce tym epilogiem. Obróciłeś je w proch, który można sobie sprzątnąć pod łóżko i już na zawsze o nim zapomnieć. Bo Gabryś i Nat zerwali i już do siebie nie wrócą T_T
    Potrafisz być NAPRAWDĘ okropny, Autorze. Jestem tak zdruzgotana, że minie jeszcze sporo czasu, zanim się pozbieram i znowu rzucę się w wir Twoich uzależniających dzieł. Także na razie robię sobie przerwę.
    W zupełności zgadzam się też z K@roliną, Megumi Ichiro i alys2711hoope. Co z tego, że w prawdziwym życiu nie ma prawdziwych happy endów? Moim egoistycznym marzeniem było zwyczajne szczęśliwe zakończenie opka na podstawie KnB.
    Cóż. Żyje się dalej. Sayonara, jak to mówią.

    OdpowiedzUsuń
  42. Jedno wydarzenie... niby błahe jeśli spojrzeć na to z boku... Chęć pomocy... A destrukcyjne w swojej prostocie. Czyn, trwający sekundę, staje się początkiem końca. Osoba, niby zbędna dla obcej osoby, a tak potrzebna innym. Epilog jest dla mnie zaskoczeniem? Raczej wątpię choć mózg dał się omamić 40 rozdziałami radości i szczęścia a Epilog zrzucił kurtynę złudzeń i marzeń... Przyczyna - skutek... Śmierć kluczowej postaci zakończyła delikatny i młody żywot Siedmiu cudów. Który powinien żyć, rozwijać się i rosnąć w potęgę a nie ginąć w samotności i w cieniu chwały! Związek głównych bohaterów, bo głównie chodzi o nich, Nataniela i Gabriela. Był silny, trwały lecz okazuje się iluzoryczny. Dlaczego! Czy ich miłość nie mogła przetrwać?! Wydawała się prawdziwa, szczera i rodziła się od pierwszego wejrzenia. Nie powinno się tak to skończyć i puszczę ten fragment w nie pamięć, bo tak jak Nataniel chciał pamiętać Marka żywym i szczęśliwym a nie martwym i odległym tak ja nie chcę pamiętać, gdy wspomnę to opowiadanie, ich miłości w ten sposób. Chcę pamiętać ich kochających siebie i pełnych miłości! A nie odległych i chłodnych. Drogi Autorze boli mnie w sercu iż pozwoliłeś tak pięknej i inspirującej miłości zginąć.

    OdpowiedzUsuń
  43. Nie ważne jak bardzo bym chciała to ten komentarz nie będzie długi.
    Ta historia mnie zniszczyła. Wiele razy chciałam napisać kilka słów pod poszczególnymi rozdziałami, ale myślałam sobie: nie, dasz czadu na koniec. Czadu jednak dać nie potrafię ;(
    Nie będę ukrywać, że kocham zarówno anime, które wykorzystałeś za wzór jak i tą historię. Jest wspaniała. Śmiałam się z bohaterami i płakałam z nimi. Śmierć Marka... Nie potrafiłam przeczytać części o jego pogrzebie bo ryczałam. A musisz wiedzieć, że tego nie lubię :)
    Wielkim zaskoczeniem było dla mnie rozstanie Gabriela i Nataniela. To dobrze, że zauważyli iż ostatecznie to nie była miłość, ale .... no.... to jest dla mnie smutne. Sądziłam, że Natan już nie będzie sam, że to była ta prawdziwa miłość - wiecznie niegasnąca. I taką ją zapamiętam.
    Piękne dzięki za to wspaniałe dzieło. Autorze, kłaniam się głęboko za tą historię równie uzależniającą co druzgocącą...

    Uroczyście kończąc,
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń