Opowiadanie inspirowane jest anime Kuroko no Basuke!

Wejść na bloga (Od 20.07.2012r.)

wtorek, 23 października 2012

Rozdział 40 - Brakujący element

Rozdział 40 – Brakujący element




(Dla większej przyjemności czytania polecam ten utwór muzyczny)
Wojciech Kilar - Preludium
(Przepraszam za wersję, ale lepszej nie znalazłem. Na początku są oklaski.)



            Zastanawiałem się dlaczego ludzie na ulicach się cieszą? Dlaczego świętują? Dlaczego się uśmiechają? Czemu przyjaciele się obejmują i radośnie wznoszą kufle z piwem? I dlaczego niektóre pary się całowały? Dlaczego ludzie śpiewali? Wiwatowali i tańczyli? Czemu? Co im sprawiało taką przyjemność? Co ich wprawiło w ten stan euforii? Dlaczego można było zobaczyć ich wszędzie? W autobusie, na mieście, w metrze, w taksówkach, w autach. Na placu, przy moście, na moście, w parku, przy parku, na ulicach, w oknach budynków.
            Czemu świat się cieszył? Czemu miał czelność się cieszyć?
            Z jakiegoś powodu nie potrafiłem sobie na to odpowiedzieć. Nawet nie do końca mnie to interesowało. Nie tak bardzo jak dojmująca samotność. Świat się zatrzymał, a czas stał w miejscu. Niestety nie było to przyjemne uczucie podobne do tego, gdy po raz pierwszy się całowałem z Gabrielem. Temu zatrzymaniu towarzyszył dźwięk pękającej szyby i rozsypujących się drobin po całej betonowej podłodze.
            Zawsze sądziłem, że słowa „kocham cię”, to dwa słowa, które sprawiają, że świat wiruje. Jest ci gorąco, nie wiesz gdzie podziać emocje. Aby się trochę uspokoić, całujesz osobę, która to ci wyznała. Ale to i tak cię nie zaspokaja bo wszystko w tobie się gotuje. Serce się zatrzymuje, tracisz jedno uderzenie, a potem drugie i myślisz, że tak już chcesz żyć na wieczność.
            Pogrążasz się w tak przyjemnej ekstazie, że zapominasz o wszystkim co cię otacza i jak zaczarowany lgniesz do tego co jest dla ciebie przyjemne. Chcesz śpiewać, tańczyć, uśmiech nie znika z twoich ust.
            Okazało się, że kombinacja dwóch kolejnych słów działa podobnie. „Nie żyje”. Świat wiruje. Robi ci się gorąco i nie wiesz gdzie ulokować swoje emocje. A więc lokuje się je w łzach, które ciurkiem spływają po twoich policzkach. Ale to nie wystarcza, bo jednak wszystko się w tobie gotuje. Serce się zatrzymuje i tracisz uderzenie. Potem drugie i myślisz, że sam umarłeś.
            Pogrążasz się w tak okropnym koszmarze, że zapominasz o tym co się otacza. Zdruzgotany lgniesz do czegoś co ma w sobie choć trochę ciepła. Chcesz uciekać, płakać, zatracić się w rozpaczy.
            Wiedziałem, że słowa mają wielką moc. Zawsze to wiedziałem. Nigdy jednak nie sądziłem, że potrafią być aż tak potężne. Pamiętam jak kiedyś wdałem się w bójkę. Z kimś większym i silniejszym. Jego ciosy były bolesne, a gdy dostałem w brzuch, wyrzuciłem z siebie całe powietrze. Przez chwilę nie mogłem oddychać, a przed oczami pojawiły mi się gwiazdki.
            Teraz czułem się po tysiąckroć gorzej. Straciłem z siebie całe powietrze, a na dodatek poczułem się jeszcze bardziej bez emocji niż kiedykolwiek.
            - Strasznie się tym wszystkim przejmujesz – usłyszałem dobrze znany mi głos. Trochę oddalony jakby oddzielała nas szyba.
            - Dziwisz się? – warknąłem. Spojrzałem w stronę Marka. Stał tam. Jak zwykle się uśmiechał. – Jak mogłeś nam to zrobić?
            - Ale, Nat! Ja nic nie zrobiłem – wywrócił oczami. – Byłem sobą. Zawsze taki byłem.
            - Zostawiłeś nas! – ryknąłem. Chciałem ku niemu iść, ale nie miałem sił w nogach. – Co z ciebie za przyjaciel?!
            Marek spojrzał na mnie smutno.
            - Dla ciebie też bym to zrobił.
            - Wiem! I to jest w tobie najgorsze! – przyłożyłem dłoń do oczu. – To jest w tobie najgorsze…
            Nawet nie usłyszałem jak się zbliżał, ale po chwili poczułem jego ciepłe objęcie. Łudząco podobne do tego, gdy przytulił mnie na Sylwestra.
            - Zabawne, uważałem to za całkiem szlachetne – zaśmiał się cicho. – Nat, głowa do góry, niski przyjacielu. To nie jest koniec. Właściwie rzadko kiedy coś bywa końcem. Przeważnie to początek czegoś nowego.
            - Cholerny z ciebie optymista… - odpyskowałem. Ponownie się zaśmiał. Wiedziałem, że to jego śmiech sprawił, że słońce wyszło zza chmur.
            - Wiem, wiem. Nie odczepicie się ode mnie tak szybko – odsunął się ode mnie i szczerzył się jakby właśnie opowiedział dobry żart.
            - To groźba?
            - Wręcz przeciwnie! Myślę, że to całkiem obiecujący punkt zmian.
            Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Marek mrugnął do mnie jak to miał w zwyczaju. Spojrzał w lewo, a ja powiodłem wzorkiem za nim. Przy nas stał tramwaj. Wcześniej go nie zauważyłem, a naprawdę ciężko było go przeoczyć. Zmarszczyłem czoło.
            - Och, to mój! – uśmiechnął się Marek. – Jej, zawsze lubiłem tramwaje…
            Poczułem narastający niepokój związany z pojazdem.
            - Nie wchodź do niego.
            Marek przeniósł swój wzrok na mnie.
            - Muszę. Wiesz, takie są zasady. Poza tym spóźnię się na mecz! – zaśmiał się wesoło. – Dobra, Nat! Trzymaj się. Głowa do góry i przede wszystkim, myśl pozytywnie.
            Wskoczył do środka, a ja próbowałem go złapać za rękaw, aby go pociągnąć z powrotem. Drzwi jednak się zatrzasnęły, a ja uderzyłem o szybę.
            - Prawie mnie zatrzasnęło – szepnąłem.
            Marek spojrzał na mnie, a potem zaśmiał się wesoło i oparł dłonie o swoje boki. Był w tramwaju, ale usłyszałem jego głos.
            - Ha, ha! To dobry znak na kontynuowanie przyjaźni! Szalona przygoda nie jest zła.
            Usłyszałem charakterystyczny dźwięk odjeżdżającego tramwaju. Potem ruszył przed siebie i zniknął za rogiem jednej z ulic. A wraz z nim zaszło słońce.
            Otworzyłem oczy i byłem pogrążony przez ciemność. Nie wiedziałem co się dzieje, ale byłem czymś związany. Poruszyłem się gwałtownie i próbowałem się wyplątać. Jakaś drobna postać przeskoczyła nade mną i zaskomlała cicho.
            Dusiłem się i było mi niedobrze. W miarę jak się rozglądałem mój wzrok przyzwyczajał się do ciemności. Byłem w swoim pokoju. Jak się tu znalazłem? Nie pamiętam. Wiedziałem za to, że podczas snu musiałem się zaplątać we własną kołdrę. Zrzuciłem ją z siebie i usiadłem. Pot lał mi się z czoła. Oddychałem ciężko. Za oknem panowała jeszcze noc, ale ptaki już zaczęły ćwierkać.
            - Leo… - westchnąłem z ulgą i pogłaskałem psa za uchem. Miałem zapchany nos i szczypały mnie oczy. Usłyszałem szybkie kroki, a potem dostrzegłem zapalone światło w przedpokoju. Drzwi się otworzyły i stanęła w nich moja mama.
            - Natan – szepnęła zaspana. – Wszystko w porządku? Usłyszałam, że się wiercisz…
            Milczałem. Wpatrywałem się w nią. Wyglądała pięknie jak zawsze. Nawet otulona w szlafrok i spowita mrokiem nocy. Przyglądała mi się chwilę, a potem usiadła na skraju łóżka. Obserwowała mnie czujnie.
            - Jak się czujesz? – zapytała.
            - Jak… wróciłem?
            - Przyprowadził cię Gabriel – wyjaśniła cicho. – Opowiedział mi co się stało, ale ty zdawałeś się być… w szoku.
            Wyrzuciłem z siebie powietrze przez zaciskające się gardło.
            Wspomnienia powoli zaczęły do mnie wracać. Gdy tylko padły te dwa okropne słowa. Właściwie osobno nie stanowiły takiego zagrożenia. „Nie” było zwykłym zaprzeczeniem. Wskazywało na to, że ktoś jest asertywny albo po prostu rodzic zabraniał czegoś swojemu dziecku. Z kolei „żyje” było cudownym stwierdzeniem. Dającym nadzieje i łzy szczęścia. Od samego początku, gdy się rodzimy przez udaną operację.
            Jednak zestawienie tych słów. Och, jaką grozę budziło…
            Gdy byłem w szpitalu i usłyszałem ten werdykt przez chwilę nie wiedziałem co się działo. Potem głośny jęk bólu mamy Marka prawie mnie zabił. Objęła ją szybko jej najstarsza córka, bo zdawała się lecieć na ziemię.
            Roksana szlochała głośno i skryła twarz w dłoniach. Objął ją przerażony Samson. Przyłożył dłoń do oczu i kręcił głową.
            Cyrus powstał. Nie wiedziałem ku czemu miał służyć ten ruch, ale zdawało się, że właśnie tak nasz kapitan sobie ulżył. Stał wyprostowany z zamkniętymi oczami. Drżał lekko, ale nie dawał po sobie poznać, że właśnie ziemia osunęła mu się spod nóg.
            Ariel nie krył łez. Załkał żałośnie i schował twarz. Kręcił głową i szeptał do siebie „to niemożliwe”.
            Ja z kolei prawie się przewróciłem. Nogi przestały mi służyć, ale w ostatniej chwili złapał mnie Gabriel. Obrócił mną tak, że mogłem ukryć twarz w jego koszuli. Objął mnie mocno i jeżeli ktoś kiedyś podejrzewał, że jesteśmy parą, właśnie miał na to kolejny dowód. Płakałem w jego ubranie, a jego mokre łzy kapały na moje włosy, gdy sam się skupił i przyłożył czoło do czubka mojej głowy.
            Na korytarzu dominował szloch. Lekarz nie wiedział co zrobić. Poklepał mamę Marka po ramieniu, a potem odszedł. Pojawiła się pielęgniarka i coś zaczęła mówić czego już nie pamiętam. Nawet jej nie słuchałem.
            Ledwo co werdykt został wydany na korytarzu pojawili się Filip i Dawid. Obaj byli wezwani i poinformowani przez Cyrusa, gdy jechaliśmy do szpitala taksówką. Liczyliśmy na to, że siła drużyny pozwoli Markowi uniknąć najgorszego.
            Dwójka przyjaciół nie musiała się pytać co się stało. Widzieli ten obrazek, którego na pewno nikt nie chciałby kupić lub nawet oglądać. Filip załkał i pokręcił głową. Obrócił się i wybiegł przez drzwi którymi dopiero co wszedł. Dawid opadł na ławkę i podobnie do Ariela szeptał do siebie.
            I tak to trwało przez blisko godzinę. Wszyscy milczeli poza lekarzami, którzy o czymś nas informowali. Zalana łzami matka kiwała głową. Na wysokości zadania stanęła siostra, rozumiejąc ból otoczenia. To ona wszystkim się zajęła.
            Wszystko to zdawało się być tak odległe w czasie, że nie wierzyłem, że minęło raptem kilka godzin, gdy siedziałem na łóżku. Moja mama dalej patrzyła na mnie z niepokojem.
            - On naprawdę nie żyje – szepnąłem, kiwając głową. – Nie wierzę…
            Moja mama jęknęła cicho i objęła mnie mocno. Jej ciepło było tak dobrze znane, że chciałem tu już zostać. Zauważyłem, że ciepło ciała matki jest specyficzne. Zawsze o dwa stopnie przyjemniejsze i przyjemne dla nozdrzy. Czy tego chciałem czy nie wiedziałem, że już na zawsze istnieje między nami więź tak mocna, że jedno za drugie by się zabiło. Ta myśl jeszcze bardziej mnie zdołowała. Bo dopiero teraz dostrzegłem jak bardzo niedoceniałem tego ciepła. W przeciwieństwie do Marka, który zawsze był taki rodzinny. Pamiętałem jak u niego byłem, zawsze był cierpliwy i wyrozumiały dla swoich braci i sióstr. Pomocny dla rodziców.
            Nie potrafiłem sobie wyobrazić bólu, który teraz znajdował się w sercach jego rodziny. Zwłaszcza, że wszyscy przyjechali do szpitala. Jego dwójka młodszych braci i siostra oraz ojciec. Wyglądali na wyrwanych ze snu, ubranych w to co było pod ręką. Gdy zobaczyłem najmłodszego brata – Oskara, serce mnie zabolało. Podbiegł do mamy i przytulił ją mocno. Objęła go jak najcenniejszy skarb na świecie.
            Daria z kolei, porzuciła swój buntowniczy styl bycia i z rozczochranymi włosami objęła siostrę. Obie trzymały się dzielnie, ale ich ciała drżały.
            Cyrus poruszył się jakby coś go tknęło. Podszedł do mamy Marka i wyprostowany z zaczerwieniony oczami, przełknął gulę w swoim gardle.
            - Jako kapitan drużyny – zaczął powoli. Kobieta wpatrywała się w niego czule. – Pragnę złożyć najszczersze kondolencje od całej drużyny. Tak bardzo mi przykro…
            - Och, Cyrus – szepnęła. Były to chyba jej pierwsze słowa od wielu godzin. – Och, Cyrus! – objęła go mocno i poklepała po plecach. – Jesteś złotym człowiekiem…
            - Dziękuję, proszę pani – odpowiedział. – Marek nie mógł mieć bardziej kochającej rodziny – skłonił się. – Drużyno, zbierajmy się. To bardzo prywatny rodzinny moment.
            - Dziękuję, Cyrus… Ale wy jesteście dla nas jak rodzina – szepnęła. Jeszcze raz skłonił się ku niej ze zrozumieniem w oczach, ale i tak skinął na nas wszystkich. Odchodziliśmy powoli, żegnając się z każdym. Mimo, że chcieliśmy zostać, wiedziałem, że to rodzina ma pierwszeństwo. Poza tym nie chciałem zobaczyć ciała. Nie mógłbym znieść tego widoku. Byłem tchórzem, tak. Ale nie potrafiłem. Nie potrafiłem też przekazać tej wieści dalej.
            Gdy opuściliśmy szpital, padał deszcz. Nie byliśmy na to przygotowani, a więc od razu zmokliśmy. Szliśmy za Cyrusem, aż gdy się zatrzymał nagle. Spojrzał ku niebu, a potem ryknął głośno i boleśnie. Dał tłumionym w sobie emocjom upust. Roksana objęła go natychmiast. Deszcz świetnie maskował nasze łzy.
            Spojrzał na Gabriela, który mnie obejmował. Ciemnymi oczami wpatrywał się w pustkę. Rozeszliśmy się do domów.
            - Och, Nat – pogłaskała mnie po włosach moja mama. – Nat, Nat, Nat…
            Dalej mnie tuliła, zupełnie jakbym był niemowlakiem, a nie osiemnastoletnim chłopakiem. Gdy tak milczeliśmy przypomniał mi się sen, który mnie obudził. To z pewnością był sen, a mój umysł płatał mi figle. Przypomniał mi głos Marka, jego uśmiech, ciepło, nasze przygody.
            Z jakiegoś powodu poczułem też ulgę bo miałem okazję na niego nakrzyczeć. Co prawda była to moja wyobraźnia, ale naprawdę mi to pomogło. Wiedziałem, że był odważny, szlachetny i w ogóle praktycznie idealny. Dlatego nie pozwolił na to, aby działa się krzywda nikomu, nawet kompletnie obcej dla niego osobie. Naprawdę tacy ludzie jeszcze istnieją? A jeżeli Marek był ostatnim? W takim wypadku świat z pewnością pochłonie ciemność.
            - Możesz spać dalej? – zapytała mnie mama.
            - Tak. Chyba tak – pokiwałem głową. – Dziękuję…
            - Śpij, Nat. To był ciężki dzień.
            Nie musiała tego dwa razy powtarzać. Prawie zasnąłem w jej ramionach.

***

            Słońce, piękna pogoda, ćwierkające ptaki, śmiejące się dzieci. To wszystko tak bardzo nie pasowało do tego jak się czułem. Bo czułem się naprawdę przygnębiony. Ogólnie bardziej pasowałby deszcz czy chociażby zachmurzone niebo.
            Nie. Dzień pogrzebu był słoneczny.
            Poprawiłem przed lustrem swój krawat i przygotowałem paczkę chusteczek. Wiedziałem, że będę płakać. Kilka lat temu byłem na pogrzebie babci. Znałem siebie, potrafiłem się rozkleić.
            Myśl pozytywnie!
            Łatwo było to powiedzieć, trudniej wykonać. Markowi zawsze przychodziło to z taką łatwością. Ja za to ciągle wracałem do punktu wyjścia.
            Moi rodzice również zamierzali się wybrać. Nie znali za dobrze mojego przyjaciela, bo był u mnie raptem kilka razy, ale zasadniczo zrobił piorunująco dobre wrażenie. Raz nawet pomógł mamie przestawić meble.
            Gdy zadzwonił domofon, wiedzieliśmy, że musimy się zbierać. Obiecałem Gabrielowi i Oldze, że ich również podwieziemy. Oboje ubrani byli bardzo elegancko. Olga trzymała kwiaty.
            Przez całą mszę powstrzymywałem łzy. Została odprawiona na cmentarzu na życzenie rodziny. Wszyscy się zgodzili, że Marek na pewno tak by wolał. Zawsze lubił spędzać czas na świeżym powietrzu, a dzisiejsza pogoda na to pozwalała.
            Odłączyłem się od rodziców i stanąłem wraz z resztą drużyny w jednym z pierwszych rzędów. Widok trumny był dla mnie bolesny. Tak bardzo, że ściskając dłonie, paznokcie wbiły mi się w skórę. Boleśnie i głęboko.
            Trzymałem się jak mogłem, ale wystarczyło, że rozejrzałem się po zgromadzonych. Większość płakała, zalewała się łzami. Dołączyłem do nich. Mogli mnie nazywać płaczkiem, nie obchodziło mnie to. Zmarł mój najlepszy przyjaciel, miałem prawo do tego, aby sobie ulżyć.
            Najgorsze były dla mnie przemówienia rodziny i bliskich. Z przygotowanymi mowami pojawiło się kilka osób, które znałem.
            Pierwszy pojawił się Cyrus. Ubrany był w szyty na miarę garnitur i błękitny krawat. Zawsze lubił ten kolor.
            - Witam wszystkich zebranych – powitał nas spokojnym głosem. Wyczułem jednak drgający ton. – Jestem kapitanem drużyny koszykarskiej do której należał Marek. Jestem przekonany o tym, że słyszeliście o tym jakim fenomenalnym graczem był. Jego talent lśnił i objawiał się w trakcie każdego meczu. Nie spotkałem drugiego takiego gracza, który kocha sport i życie. Mimo iż byłem jego kapitanem, ironicznie, to on nauczył mnie więcej niż ja jego. Prawdę mówiąc, to on miał zostać kapitanem, ale zrezygnował z tego tytułu. Z początku zastanawiałem się dlaczego? Okazało się, że to jest jego pasja, której nie chciał wiązać z obowiązkami. To było jego źródło spokoju i relaksu. Poza tym wierzył, że to mnie ten tytuł bardziej przysługuje. Potrafił zrezygnować z posady, wiedząc, że ktoś lepiej się na nią nada. Odczytywał ludzi jak z otwartej książki, a cała drużyna może to potwierdzić. – Cyrus uśmiechnął się lekko, a my pokiwaliśmy głowami. Faktycznie, Marek zawsze potrafił wyczuć, gdy kłamiemy. – Marek nauczył mnie jednak jednej bardzo ważnej rzeczy. Że przegrać, to nie koniec świata. Pokazał mi, że wszystko, nawet największą złośliwość losu można zmienić na swój atut. Dlatego jestem dumny z tego powodu, że go znałem. Marku, cała drużyna koszykarska w której byłeś najjaśniejszym diamentem, pragnie ci podziękować za twój trud i wkład w drużynę. Wiemy, że nas nie opuścisz i pamiętaj, że na zawsze zostaniesz nie tylko częścią naszej drużyny, ale i najwspanialszym przyjacielem.
            Skłonił się i odszedł od mównicy. Miałem ochotę bić brawo, ale musiałem milczeć. Skupiłem się na tym, aby nie łkać za głośno.
            Kolejne mowy zdawały się być torturami. Do czasu, aż pojawił się Gerard.
            - Drodzy zebrani – zaczął swoim znanym, władczym tonem. – Obecnie pełnię obowiązki przewodniczącego szkoły licealnej, do której uczęszczał Marek. Funkcję tę obejmuję od dwóch lat i powiem szczerze, że przez ten czas nie zdarzyło mi się spotkać osoby tak optymistycznej jak Marek. Podziwiałem jego zdolności koszykarskie, ale także angażowanie się w akcje społeczne, mimo że nie zawsze nam było po drodze. Dla dobra ogółu potrafił zapomnieć o urazach i działać. Niewielu jest takich ludzi, którzy potrafią tego dokonać. Jeżeli szukałbym synonimu dobrego człowieka, w mojej osobistej definicji na zawsze pozostanie w niej Marek. Rozumiem ból zgromadzonych, bo Marek jak nikt potrafił być przyjacielem z każdym napotkanym człowiekiem. A kolejną jego zaletą było to, że widział w każdym dobro. Ukryte, zamaskowane, trochę przyćmione, ale zawsze widział dobro. Ktoś powie, że był naiwny. A ja twierdzę, że był najodważniejszy z nas wszystkich, bo potrafił sięgnąć rękę w głąb najmroczniejszych otchłani, aby pomóc komuś się z stamtąd wydostać. Nie oceniał ludzi po pozorach, stereotypy były mu obce, dlatego żal ściska me serce, gdy pomyślę, że nigdy go już nie zobaczę. A jednak nie sądzę, aby osoba tak dobra zniknęła z tego świata tak nagle i niespodziewanie. Czy to nie byłoby śmieszne? Rozejrzyjcie się uważnie, on przecież tu jest. We mnie, w tobie, w drużynie, w rodzinie, w szkole, w każdej osobie z którą miał kiedykolwiek kontakt. Prawdę mówiąc, myślę, że nigdy nas nie opuści. Piękno duszy i idee nie umierają. A Marek ma piękną duszę o silnej idei, która zostanie tutaj już na zawsze – wziął głęboki oddech. – Jako przewodniczący szkoły pragnę złożyć wyrazy współczucia i szacunku dla całej rodziny. Wszyscy uczniowie są z wami, bo Marek jako jedyny potrafił nas wszystkich zjednoczyć. I dalej jednoczy. Dziękuję.
            Skłonił się w stronę rodziny. Nie wiedziałem co się stało, ale ludzie zaczęli bić brawo. Byłem tym zaskoczony bo nigdy się z takim czymś nie spotkałem. Nawet rodzina Marka powstała i posłała mu serdeczne spojrzenia i dumne uśmiechy. Przewodniczący na początku nie wiedział co zrobić. Wyglądał na zaskoczonego, więc jedynie ponownie się skłonił i z poważnym wyrazem twarzy wrócił do przedstawicieli szkoły. Zauważyłem, że nie miał przy sobie żadnej kartki, a to znaczyło, że mowę wygłaszał z pamięci.
            Zdziwiłem się jak wielki szacunek żywi samorząd szkolny wobec Marka. Zawsze mówili o sobie per „wrogowie”, ale jak sięgnę pamięcią to faktycznie Marek był najbardziej neutralny z czwórki moich przyjaciół.
            Czas przeszły w stosunku do mojego przyjaciela tak bardzo bolał.
            Odprowadzałem wzrokiem Gerarda, a potem natknąłem się na kogoś innego. W oddali, przy drzewie stał Bazyli. Jego złote oczy błyszczały. Uniósł wzrok ku mnie i patrzyliśmy na siebie przez jakiś czas. Skinąłem głową, a on odpowiedział tym samym.
            Ceremonia zakończyła się, a teraz czekał nas najgorszy moment. W tłumie ludzi na szczęście ciężko było zobaczyć jak trumna znika w ziemi. Widziałem migawki tego momentu, bo co chwila ktoś się poruszył, ktoś mi zasłonił. Jednak po łzach spływających po policzkach wiedziałem, że trumna jest już w ziemi.
            Potem na miejscu pochówku utworzyła się piramida kwiatów. Pięknych, pachnących wiązanek, które przysłoniły cały grób. Nie został ślad po tym, że kilka minut wcześniej zakopano tu człowieka.
            I już. I koniec. Ludzie zaczęli się rozchodzić. Świat ruszył na nowo, a ja odetchnąłem z lekką ulgą. Po ceremonii poczułem się dużo lepiej. Jakby ktoś wyjął z mojego ciała ciężko kamień przez który cały czas czułem się ospały i zmęczony, skłonny do płaczu i jęczenia z bólu. Wyglądało na to, że nie tylko i ja poczułem ulgę.
            - Mowa Gerarda – westchnął Filip i otarł oczy. – Całkiem dając do myślenia, co?
            - Była naprawdę piękna – zgodziła się Roksana.
            - Będę za nim tak bardzo tęsknić – jęknął Ariel. – Przecież to… Marek.
            - Wiem, ale przyznajcie, że Gerard miał rację – stwierdził Cyrus. – On tutaj jest. Marek. Mieszkając w tym dużym mieście zaczynamy być coraz mniej ckliwi, coraz bardziej zamknięci w sobie. Dlatego zapominamy, że osoby nam bliskie nigdy nas nie zostawiają, nie ważne kto w co wierzy. Drużyno – sięgnął do torby i wyjął z niej piłkę koszykarską. – Podpiszcie się tu. To będzie nasza memorabilia.
            Podał nam marker i każdy napisał coś na nowej piłce koszykarskiej. To było trochę niekonwencjonalne, ale położyliśmy ją wśród tych wszystkich kwiatów. Wiedziałem, że to wiele znaczy, nawet jeżeli reszta by nie zrozumiała.
            - Muszę odprowadzić Olgę do babci – zwrócił się do mnie Gabriel, gdy całą drużyną szliśmy w stronę wyjścia. – Spotkamy się wieczorem?
            - Jasne – pokiwałem głową. Uśmiechnął się do mnie blado. Wtedy coś mnie tknęło. Pożegnałem się z resztą i wróciłem nad grób. Nikogo już tam nie było. A przynajmniej na początku tak mi się wydawało. – Jednak jesteś.
            Bazyli drgnął i obrócił się ku mnie. Jego złote oczy były puste. Przybliżyłem się do niego i stanęliśmy ramię w ramię. Wpatrywaliśmy się w stos kwiatów i milczeliśmy.
            - Wiesz… - zaczął ostrożnie. – Przed chwilą była tutaj kobieta, którą uratował Marek. Te piękne lilie są od niej – wskazał na wiązankę. – Bała się, że rodzina się na nią rzuci.
            - Nie zrobiliby tego.
            - Raczej nie – przyznał mi rację.
            - Jak się czujesz? – zapytałem. Pamiętałem, że mieliśmy na pieńku, ale nawet w kimś takim jak Bazyli musiało się teraz odebrać dobro.
            Pociągnął nosem.
            - Sam nie wiem – wzruszył ramionami. – W sumie to była jedyna osoba, którą mogłem nazwać przyjacielem… - wyznał. – To jak go potraktowałem… trochę mi to doskwiera.
            - Nigdy nie przestał cię uważać za przyjaciela – poinformowałem go.
            Bazyli drgnął.
            - On zawsze był trochę… za uprzejmy.
            - Był po prostu dobrym człowiekiem. I troszczył się o ciebie.
            Złotooki milczał. Jego królewskość zniknęła z twarzy. Wyglądał na chorego.
            - Natan… - zaczął powoli. – Czego mi brakuje? Co jest ze mną nie tak? Potraktowałem go jak śmiecia, a on – zabrakło mu słowa i odchrząknął. – Czy ja jestem człowiekiem? Jakiego elementu mi brakuje, aby stać się normalny?
            - Miłości – odpowiedziałem mimowolnie. Zdziwiłem się, że właśnie taka odpowiedź padła z moich ust. Bazyli prychnął.
            - Wiem, że wiesz jak to się stało, że nie gadam z Gerardem. Miłość mnie doprowadziła do tego kim jestem, a więc jej nie potrzebuję.
            - Wiesz Bazyli. Czasami zakochujemy się w tej osobie, w której nie powinniśmy. Wtedy jest to bardzo toksyczny związek. A właściwie relacja. Można ją utrzymywać i okłamywać się, że coś się do kogoś czuje, ale… wydaje mi się, że to co czujesz do Gerarda nie jest miłością. To jest przywiązanie, silne. Boisz się, że już nigdy nie znajdziesz drugiej osoby do której mógłbyś poczuć coś podobnego. Po prostu boisz się być sam – spojrzałem na niego. – Czego nie rozumiem, bo zawsze byłeś otoczony przyjaciółmi.
            - Ale… Gerard jest wyjątkowy…
            - Naprawdę tak sądzisz? Musisz podjąć ryzyko, bo przecież wiesz, że nic z Gerardem nie będzie. Nie zmienisz jego natury – zmarszczyłem czoło. Dlaczego z nim rozmawiałem? Dobrze wiedziałem jak traktuje Gerarda. – Posłuchaj, Bazyli. Wiem, że nasłałeś Helenę na Gerarda i zasadniczo zrobiłeś masę złych rzeczy.
            Bazyli milczał. Wpatrywał się w grób. Jego ciało zaczęło drżeć niebezpiecznie. Na początku myślałem, że może dostanę po twarzy albo zaraz wybuchnie śmiechem i wszystko okaże się być ponownie zaplanowanym przez niego misternym planem. Wyprostował się, a jego złote oczy zaświeciły. Sięgnął do prawej kieszeni i wyjął z niej swój biały notes. Trzymał go chwilę w dłoni, a potem podał mi go. Patrzyliśmy sobie chwilę w oczy. Czułem, że to pożegnanie, dlatego tak bardzo chciałem zapamiętać jego złote tęczówki. Wiedziałem, że jakaś część mnie będzie za nim tęsknić.
            - Wiem to, Natanielu. – Biały notes trzymał w swoich palach i go obracał. – Ach, wiem to…
            - Twój notes.
            - Weź go. Nie chcę go już nigdy widzieć – wcisnął mi go do dłoni. – I otwórz na stronie trzydziestej.
            - Bazyli…
            - Natanielu, wiem, że nie mam prawda cię o to prosić, ale wyświadcz mi tę przysługę. Zniszcz go. Wiem, że to ty powinieneś go zniszczyć. Z jakiegoś powodu… też jesteś mi bliski.
            Przyjąłem jego podarunek. Całe źródło jego obserwacji, domysłów i wniosków. Tak jak poprosił otworzyłem notes na stronie trzydziestej. Na początku jedynie w oczy rzucił mi się szkic mechanicznego zegara. Sądząc po wyblakłym ołówku narysowany został już jakiś czas temu.
            Jednak potem przeniosłem wzrok na napis pod szkicem.
            „Przepraszam”.
            Na początku mnie zamurowało. Uniosłem wzrok, ale Bazylego już nie było. Rozejrzałem się dookoła i zastanawiałem się gdzie się podział. Nigdzie go nie widziałem. Zniknął. Zakładałem, że już nigdy się nie mieliśmy się spotkać.
            Zamknąłem notes i uśmiechnąłem się lekko. Schowałem go na złość do lewej kieszeni i spojrzałem na grób. W świetle letniego słońca prezentował się naprawdę pięknie. Wszystkie kwiaty wyglądały jakby tworzyły wiszący ogród. Wśród nich piłka koszykarska od drużyny, a na samym dole, leżała pojedyncza złota kalia, a dookoła niej, jak wąż, wił się tykający mechaniczny zegarek.

***

            Wieczór ubarwił niebo na złoto-czerwono. Było przyjemnie ciepło, ale ciężar ostatnich wydarzeń dalej ciążył na moich ramionach. Dlatego bardzo się cieszyłem z tego powodu, że razem z Gabrielem miałem spędzić resztę dnia. Jak zwykle spacerowaliśmy przez park, a między naszymi nogami plątał się Leo. Zaciekawiony pies wyczuwał nasze humory i starał się być jak najmniej głośny, ale nie potrafił się powstrzymać od szczekania na wiewiórki.
            Na jednej z ławek siedział ubrany w garnitur chłopak. Odrzucił głowę do tyłu i miał zamknięte oczy. Na początku pomyślałem, że coś jest z nim nie tak, ale w dłoni trzymał oprawioną pracę licencjacką, a więc nie zemdlał. Miał jasne, brązowe włosy, bardzo oryginalne.
            - Alan! – krzyknął ktoś. Chłopak drgnął i przekręcił twarz. Podbiegła do niego dziewczyna ubrana w elegancką spódniczkę. Miała krótkie, czarne włosy. – Alan! Wszędzie cię szukałam!
            Minęliśmy rozmawiającą parę, spokojnym krokiem. Gabriel przyjrzał się dziewczynie, a potem spojrzał na mnie.
            - Felicja wie? – zapytał.
            Pokręciłem głową.
            - Jeszcze nie. Właściwie to zapomniałem, że wyleciała do Londynu. Jutro wraca, pewnie się dowie…
            - Szkoda – westchnął. – Cholera no, on ją tak kochał!
            - Wiem. Powiedział mi, że chce jej wyznać uczucie jak tylko wróci. Znając go pewnie już by czekał na lotnisku – uśmiechnąłem się w stronę nieba. – Akurat w kwestii romantyzmu byliśmy podobni.
            - To tylko pokazuje, że nie warto chować swoich uczuć.
            - Nie. Nie warto.
            Wyjąłem z kieszeni biały notes Bazylego. Gabriel i Leo przyglądali się mu uważnie.
            - Więc to jest ten legendarny notes?
            - Tak. Notes geniusza zbrodni – pokiwałem głową. – Gotowi na małe ognisko?
            - Chcesz to spalić? Tutaj? – zdziwił się.
            - Pomyślałem, że to będzie dobre rozwiązanie. Wtedy na pewno nikt tego nie przeczyta. I nikt nie będzie mógł po niego wrócić.
            Gabriel przyglądał się mi chwilę. Uśmiechnął się i pokiwał głową.
            - Zgoda. Gdzie masz zamiar to zrobić?
            Skręciliśmy w jedną z mniej używanych ścieżek parku, gdzie kiedyś Gabriel pokazał mi spokojne miejsce, gdzie czasem można było położyć się na trawie i obserwować niebo. Było to jedyne miejsce w którym dało się odetchnąć od zgiełku miasta. Wtedy czułem się bardziej jak w lesie.
            - Tu?
            - Tu – pokiwałem głową. Położyłem notes na kupce kamieni, a Gabriel przytrzymał Leo, aby nie podszedł do ognia. Wyjąłem zapalniczkę i podpaliłem kartki papieru. Wszystkie szkice zegarów i twarzy płonęły. Ogień nie był duży, a całe widowisko nie trwało nawet dziesięciu minut. Notes z białego powoli stawał się czarny, a potem zwęglony. Nie pozostało po nim nic poza popiołem. – I tyle – stwierdziłem. – Notes spłonął.
            - Co z Bazylim?
            Wzruszyłem ramionami.
            - Nie mam pojęcia – odpowiedziałem. – Nie kontaktujemy się. Ale był na pogrzebie.
            - Tak, widziałem go.
            Spojrzałem na Gabriela i uśmiechnąłem się lekko.
            - Wiesz o czym pomyślałem?
            - Nie bardzo.
            - Może… powinniśmy powiedzieć moim rodzicom o nas? – zapytałem. Gabriel uniósł brwi. – Dziwisz się? Sam powiedziałeś, że nie warto chować uczucia.
            - Tak, racja. Ale nie sądziłem, że będziesz chciał tak szybko – zamyślił się chwilę. – Ja też chciałbym powiedzieć swoim…
            Przełknąłem ślinę. Dotarło do mnie ile śmierci jest wokół Gabriela w ostatnim czasie. Podszedłem do niego i go przytuliłem mocno. Gabriel zadrżał i odetchnął cicho. Nie często pokazywaliśmy uczucia w miejscu publicznym.
            - Gotowy? – spytałem.
            - Gotowy – odparł.
            Im bliżej byłem domu, tym bardziej biło mi serce. W końcu w windzie już prawie mi się wyrwało z piersi. Gdy dzwoniłem do drzwi, oddychałem ciężko.
            - Jestem z tobą – szepnął Gabriel. Pokiwałem głową. To było wyzwanie, aby wyznać rodzicom, że jest się gejem. I od razu przedstawić swojego chłopaka. Do którego kilka miesięcy chodziłem i przychodził do mnie. A to znaczy, że już się spotykaliśmy od paru miesięcy.
            Otworzyła moja mama. Przywitała nas smutnym uśmiechem i wpuściła nas do środka.
            - Ciężki dzień, prawda? – spytała. Możliwe, że będzie jeszcze cięższy, mamo, stwierdziłem w myślach. – Gabriel, masz ochotę na coś do picia?
            - Erm, nie dziękuję – odpowiedział.
            - Jest tata? – spytałem.
            - Jest.
            - Możemy pogadać?
            Moja mama zmarszczyła czoło i przyjrzała się mi.
            - Jasne. Czemu pytasz? – usiadła na kanapie. – Kochanie! – zawołała. Mój ojciec wyszedł z sypialni i uniósł brew.
            - Co tam? O, cześć Gabriel.
            - Dzień dobry, proszę pana – skinął głową.
            - Mamo, tato – zacząłem. Zawadzałem właśnie o każde możliwe cliche, ale chciałem to zrobić szybko i w razie czego uciekać, gdyby zaczęli we mnie rzucać. – Jestem gejem.
            Rodzice otworzyli szeroko oczy. Leo zaszczekał wesoło, bardzo psując dramat tej chwili.
            - A Gabriel – wskazałem na niego, a on uśmiechnął się nieśmiało. – To mój chłopak.
            Prawdopodobnie szerzej nie mogli mieć tych oczu otwartych. Spojrzeli po sobie, a potem znów na nas.
            - Jeżeli to jest żart… - zaczął mój ojciec.
            - Nie, tato. To nie jest żart. Ja naprawdę jestem gejem i… cóż, poza tym nie czuję się jakoś inny. A Gabriel. To mój chłopak.
            - A… hm… a od dawna wy…?
            - Od lutego.
            - Mówiłem, że na tym obozie sportowym coś się wydarzyło? – zwrócił się do swojej żony. – Był taki rozanielony jak nie Natan.
            - Byłeś rozanielony? – spytał Gabriel z uśmiechem, a potem spoważniał.
            - To chyba nie jest temat dyskusji – przerwałem. – I… jak wy z tym…? – spytałem rodziców. Dalej wyglądali na całkiem wstrząśniętych.
            - To chyba nie jest, aż tak dziwne, co? – spytał ojciec i podrapał się po głowie. – Znaczy… młodzi ludzie się odkrywają i w ogóle.
            - Muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś – pokiwała głową moja mama. – Znaczy, jasne, zawsze byłeś cichy i mało kontaktowy, ale ta cała Roksana ze studniówki…?
            - To tylko przyjaciółka.
            Moja mama się poddała.
            - Czyli naprawdę jesteś gejem? Ostatecznie? To nie jest wasza fanaberia?
            - Nie, mamo – pokręciłem głową. Potem zacząłem im opowiadać o sobie jak nigdy wcześniej. Opowiedziałem o tym, że zacząłem coś podejrzewać w gimnazjum, gdy mój przyjaciel mi się spodobał. Opowiedziałem im o Leonie i o Bernardzie. Opowiedziałem też o Bazylim, a potem o Gabrielu i o ewolucji naszego uczucia.
            Otworzyłem się przed rodzicami, a on co jakiś czas mrugali oczami z niedowierzaniem. Zapewne moja opowieść wyjaśniała pewne moje zachowania. Każde słowo było kolejnym brakującym elementem układanki. Okazało się, że między nami było całkiem sporo zagadek. Kiedy skończyłem, nawet Gabriel uniósł brwi.
            Milczenie przerwał ojciec.
            - Nawet nie wiedziałem, że mój syn jest taki obrotny.
            Mama zgromiła go wzrokiem, a potem powstała i przytuliła mnie.
            - Och, Natan! Dlaczego ty nam nigdy nic nie mówisz?
            - Byliście tacy zapracowani…
            - To nic nie znaczy! To nic nie znaczy, synu – przytuliła mnie mocno. Odetchnąłem z ulgą. Najgorszą część miałem za sobą. Akceptowali mnie. – Masz nam mówić o wszystkim! Jasne?
            - Jak słońce…
            Gabriel uśmiechnął się lekko.
            - Po prostu dzisiaj ten pogrzeb uświadomił mi, że czas wam powiedzieć – wyznałem. – Nawet jeżeli mielibyście być na mnie źli, to jednak nie wiadomo gdy będzie mój koniec i…
            - Och, nie mów tak! – dostałem po głowie. – Chcecie lody? Och. To was nie obraża, prawda?
            - Nie, mamo – pokręciłem głową.
            - Ale przyjemnie droczy – szepnął mi do ucha Gabriel. Moja mama uśmiechnęła się i ruszyła do kuchni. Ojciec dalej siedział na kanapie z Leo na kolanach.
            - Twoi rodzice przyjęli to całkiem dobrze – stwierdził Gabriel, gdy siedzieliśmy u mnie w pokoju. Jedliśmy lody z ładnych pucharków. Słyszałem podniecone szepty rodziców z pokoju obok, ale starałem się je zignorować.
            - Przynajmniej jeden pozytywny akcent tego dnia – stwierdziłem. Siedzieliśmy przy łóżku na podłodze. Służyło nam za oparcie. – Ech, Gabriel… czy my jeszcze kiedyś zagramy w kosza?
            - Oczywiście, że tak. Marek na pewno by nie chciał, abyśmy przerywali – przełknął kawałek lodów i zamyślił się chwilę. – Właściwie to pewnie by chciał, abyśmy trenowali jeszcze częściej.
            - Nie zdążyłem pożegnać się oficjalnie z drużyną – pokręciłem głową. – Finał z Apeliotes to był nasz ostatni mecz jako drużyna Młodych Wilków.
            - Tak, racja. Myślę, że jakoś się jeszcze spotkamy – zapewnił Gabriel. – Cyrus na pewno będzie miał na nas oko.
            - Na pewno – przeciągnąłem się. Gabriel ujął mój nadgarstek na którym wisiał srebrny puzzle. – Dalej go mam, spokojnie. Swoją drogą, muszę znów zacząć układać puzzle. Ostatnio jakoś nie miałem czasu.
            - Poukładamy? – zaproponował Gabriel. Uśmiechnąłem się do niego i skinąłem głową.
            Usiedliśmy przy moim blacie do układania puzzli. Od ponad kilku miesięcy męczyłem się dalej z jednym zestawem. Tysiąc kawałków i ułożone jedynie w osiemdziesięciu procentach. Zachód słońca dalej nie był kompletny.
            - Gotowy? – spytałem.
            - Dużo tych części – zaśmiał się wesoło. – Dobra, do roboty.
            Kolejne dwie godziny spędziliśmy na układaniu puzzli. O dziwo zajęcie to było całkiem relaksujące i uspokajające. Mogłem wtedy odlecieć do innego świata i spędzać miło czas z Gabrielem. O dziwo mieliśmy całkiem sporo zabawy.
            W międzyczasie zaglądała do nas moja mama pytając się czy chcemy coś zjeść, ale chyba tylko nas pilnowała. Nie przyłapała nas na całowaniu ani na niczym więcej niż to, że siedzieliśmy obok siebie.
            - Gdzie Olga? – zapytałem, gdy mama przyniosła nam kanapki.
            - U babci. Nocuje u niej. Jutro ma zakończenie roku szkolnego – przeciągnął się. – Jako brat będę musiał się tam pojawić. Chcesz iść?
            - Jasne. Z chęcią. Zajmę czymś myśli – odparłem. – Hm… - zmarszczyłem czoło. – Brakuje jednego z puzzli – stwierdziłem przyglądając się całości. Na środku zachodu słońca widać było prześwitujący blat. Rozejrzałem się uważnie dookoła, ale nigdzie nie mogłem znaleźć tego kawałka.
            Gabriel wpatrywał się planszę i drgnął. Sięgnął powoli po portfel i go otworzył. Sięgnął palcem do jednej z kieszonek i wyjął stamtąd…
            - To… puzzle – zamrugałem oczami. – Skąd go masz?
            - Erm… pamiętasz jak kiedyś dałeś Oldze nowe zestawy? Wśród nich był jeden puzzle. Nie wiem jak się tu znalazł, ale… - podrapał się po głowie. – Chyba się zaplątał. W każdym razie wiedziałem, że należy do ciebie i… pomyślałem, że go zatrzymam.
            Przyjrzałem się mu chwilę.
            - Ale zestawy Oldze dałem w październiku albo listopadzie.
            - Wiem… Już wtedy mi się… podobałeś.
            Uśmiechnąłem się lekko. Gabriel przyłożył puzzle do planszy i uzupełnił lukę. Teraz puzzle były kompletne. Piękny zachód słońca na jednej z plaż. Nie wiedziałem co to za miejsce, ale wyobraziłem sobie, że kiedyś się tam znajdę.
            - Skończyliśmy – spojrzałem na Gabriela zadowolony.
            Był lekko zarumieniony, ale odwzajemnił uśmiech.
            - Podoba ci się? – zapytał.
            - Tak. Super miejsce – przyglądałem się ukończonemu dziełu. – Miałeś brakujący element. Dziękuję.
            Zaśmiał się głośno i uśmiechnął się szeroko.
            - To ja dziękuję.
            Pocałowaliśmy się zadowoleni. O przyszłości myślałem pozytywnie.


KONIEC
(Kliknij na obrazek, aby przeczytać epilog)



______________________________________________________________

            Oto i nadszedł koniec opowiadanie „Brakujący element”. Oczywiście pojawi się jeszcze epilog, który wyjaśni kilka rzeczy. W każdym razie zasadniczo jest to już koniec tego opowiadania. Bardzo się cieszę, że historia przypadła większości z Was do gustu i, że od kilku miesięcy czytacie przygody Nataniela. Jego walkę o to, aby ktoś niski mógł być fantastycznym graczem koszykówki, a także o przełamanie się co do swojej orientacji.
           
            Dziękuję wszystkim za to, że tak wiernie śledziliście losy bohaterów. Cieszę się, że związaliście się z bohaterami. Dlatego wychodzę do Was z propozycją kolejnego Livestreamu, ale tym razem na zasadzie Q&A czyli pytań i odpowiedzi dotyczących opowiadania „Brakujący element”. Na pewno macie kilka pytań na które będę w stanie odpowiedzieć (oby :P). Jeżeli jesteście zainteresowani… dajcie znać w komentarzach.

            Oczywiście niedługo pojawią się również obiecane ciekawostki. Jest ich już 71.

            A teraz parę podsumowań:
            - Sezon drugi zajął mi w Wordzie 207 stron. Łącznie z pierwszym sezonem, całe opowiadanie wynosi 383 strony.
            - Sezon drugi trwał 50 dni. Łącznie opowiadanie trwało od 25 czerwca do 23 października 2012.
            - Od 20 lipca na bloga wchodzono: 91476 razy


            I jak zwykle, kilka pytań do Was:
            1. Czy podobał Ci się sezon drugi?
            2. Która z postaci z całości opowiadania jest Twoją ulubioną i dlaczego?
            3. Której z postaci z całości opowiadania nie lubisz najbardziej i dlaczego?
            4. Jakie jest Twoje ulubione wydarzenie lub wydarzenia z całości opowiadania „Brakujący element”?
            5. Który sezon był lepszy i dlaczego?
            6. Czy muzyka do opowiadania podobała Ci się?
            7. Jak wpadłeś/łaś na tego bloga?
            8. Czy opowiadanie Ci się podobało?


            Dziękuję Wam jeszcze raz! Mam nadzieję, że kiedyś będziecie sobie wspominać to opowiadanie. A póki co zapraszam Was na moje dwa inne blogi na których również prowadzę opowiadania.




            Pozdrawiam, dziękuję i do poczytania!

60 komentarzy:

  1. Dalej nie mogę uwierzyć, że Marek nie żyję. Poryczałam się przy przemowie na pogrzebie Cyrusa i Gerarda. Aż rodzice się dziwnie na mnie popatrzyli, bo kto normalny płaczę do laptopa ? Cieszę się bardzo, że Nat i Gabriel powiedzieli o sobie rodzicom, jeszcze się zwierzył im : ) Fajnie, że ma dobre kontakty z rodzicami. Jestem za LiveStream, chcę znów usłyszeć ten zacny głos :D No to teraz odpowiadamy na pytania :D
    1) Tak podobał mi się sezon drugi. Wszystko to co piszesz podoba mi się ; P
    2) Chyba Marek. On zawsze się z wszystkiego cieszył. Zarażał dobrym humorem :)
    3) hmm chyba mamy Cyrusa i Roksany, bo ich zostawiła. Ale jej chyba nie ma w spisie bohaterów
    4) Od dziś powiedzenie rodzicom Natana o związku i pierwszy raz ich :D
    5) Moim zdaniem lepszym sezonem był sezon 2. Wydarzyło się w nim więcej rzeczy. No i było dużo koszykówki <3
    6) Muzyka była świetnie dobrana, połowę piosenek pierwszy raz słyszałam i pewnie gdyby nie Ty nigdy bym ich nie usłyszała.
    7) Na tego bloga to przez PiR, a na PiR przez koleżankę
    8) Oczywiście, że podobało mi się opowiadanie. Jakby mi się nie podobało nie czytałabym go ;P
    Pozdrawiam SylwiaB

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pytania moze odpowiem kiedy indziej. Jak na razie jestem w zbyt wielkim szoku. Przeszedles samego siebie, rozdzial najlepszy ze wszystkich. Z tragedii zgrabnie przeszedles do happy endu i wyszlo to bardzo naturalnie. Nawet powiem, ze troche sie wzruszylam.. :3
    Autorze- owacje na stojaco.
    ~hiniju xoxo

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny happy end, ale wcześniej się poryczałam. Bardzo smutny rozdział, ale zarazem przynoszący nadzieję na szczęśliwe życie Nata, Gabriela i nawet Bazylego, bo może da sobie szanse na miłość. Natan pięknie to ujął, że Bazylemu brakuje miłości. (aż chciałabym go w jakimś opowiadaniu i jego historię, chociaż w tle) Strasznie mi będzie ich wszystkich brakować. Jestem tylko ciekawa czy drużyna dowie się o Nacie i Gabim. Chciałabym wiedzieć, jak zareagują.

    1. Tak
    2. Trudno mi wybrać ulubioną, bo mam ich trójkę. Natan, Gabriel i Bazyli. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Mają coś w sobie.
    3. Nie ma takiej.
    4. Z całości opowiadania wydarzeń jest wiele, ale teraz to wymienię jedno: Natan i Gabi ich pierwszy pocałunek, pierwsze słowa, że się sobie podobają itp. Z tego rozdziału mogę wymienić, scenę z Bazylim, to jak złotooki daje sobie szansę.
    5. Drugi. Dużo się działo i Natan ma chłopaka. :D
    6. Zależy. Spokojne kawałki owszem, te ostrzejsze nie zawsze.
    7. Przez PiR.
    8. Taaaak. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam o tym Alanie z ławeczki, czyżby to był bohater nowego opowiadania. :DD

      Usuń
    2. Nie ;) Poprostu Autorowi się pomyliły imiona. ;) Ja też przez chwilę miałam mętlik w głowie, ale w poprzednich częściach nie było nic, że Alan zda Gabiego, nie? :P

      Pomyłka w pisaniu i tyle. ^^ Ale widać, że Autor też do nowego opowiadania coś pisze, bo się pomylił! ^^

      Usuń
    3. Ale Alan tylko siedział na ławeczce z pracą licencjacką. Gabi nie wiedział co to za chłopak, nie zna go. Alana zawołała jakaś dziewczyna stąd imię.

      Usuń
    4. Hę, hę, hę? Zgadza się, Alan to bohater nowego opowiadania "Druga strona". Jego małe cameo na wzbudzenie ciekawości ^^ Także nic mi się pomyliło, zapewniam ;)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. OddanaCzytelniczka23 października 2012 21:54

    1. Nie mógł się nie podobać.
    2. Nie potrafiłabym wybrać. Każda postać ma w sobie takie... "coś", co od razu czyni ją niesamowitą.
    3. Lubię wszystkie.
    4. Właściwie, to chyba całe opowiadanie... Chociaż pamiętam, że wybitnie podobała mi się wycieczka drużyny do ...... (wpisać nazwę miejscowości - zapomniałam). No i niezaprzeczalnie ostatnie akapity opowiadania, czyli układanie puzzli.
    5. Trudno wybrać, ale w drugim więcej się działo. Także drugi.
    6. Nawet bardzo.
    7. Przez pierwsze opowiadanie.
    8. Tak. Bardzo. Bardzo bardzo.

    To tyle co do pytań. Pozostaje czekać na epilog i listopad, w którym to ma się rozpocząć DS. Swoją drogą (jak to już ktoś zauważył), ławeczkowy Alan to pewnie bohater następnego opowiadania. Znów dojdzie do wymieszania wszechświatów? Bardzo ciekawie Ci to wychodzi, Autorze.

    Cóż, co do całego "Brakującego Elementu"... Opowiadanie mocno mną poruszyło. Bardzo pozytywnie. Nie da się zaprzeczyć, że masz przeogromny talent do pisania.

    Podziwiam, dziękuję, życzę powodzenia w życiu osobistym i pisaniu. Dużo weny i czasu dla czytelników (tu ujawnia się bardziej egoistyczna część mnie)~ ♥

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się! To nowy bohater Alan! Miło wiedzieć, że Czytelnicy dostrzegają te drobne wstawki ;)
      Dziękuję za komentarz i odpowiedzi! :)

      Usuń
  6. kurcze...jak przeczytałam ten rozdział to ryczałam jeszcze przez 10 minut :P jak marek mógł umrzeć? był takim fajnym, otwartym i wesołym facetem. i nawet nie zdążył wyznać miłości swojej ukochanej... ciekawi mnie tylko jak zareaguje felicja na tą wiadomość. no ale...nie wiem co pisać. dalej jestem w szoku :I a a jeżeli chodzi o pytania to odpowiem innym razem. obiecuję ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest chyba najlepsza część od łez rozpaczy i wzruszenia, aż po śmiech.
    Nadal jest mi źle ze śmiercią Marka. Rozumiem, że taki był plan od samego początku, ale... Bardzo mi smutno. Jeszcze jak czytałam wspomnienia Nata ze szpitala... Dosłownie beczałam!
    "- Och, nie mów tak! – dostałem po głowie. – Chcecie lody? Och. To was nie obraża, prawda?" hahaha! To było genialne! Ty jesteś genialny :D Widać, że mamuśka zna się na rzeczy xD
    Końcówka była cudowna <3
    Jestem pod wrażeniem, jak dokładnie, precyzyjnie i idealnie obmyśliłeś to opowiadanie. Czytając je, miało się wrażenie, że każdy fragment, każda akcja ma swoje miejsce. Wcześniej ustalone. Cudo <3
    1. Sezon drugi mi się nie podobał. Jestem nim ZACHWYCONA!
    2. To jest trudne i niesprawiedliwe pytanie, bo wszyscy (poza Bazylim :P) są niesamowici! Nie mam ulubionej postaci.
    3. A to pytanie jest bardzo proste - Bazyli. Powodów chyba nie muszę podawać? :P
    4. Ulubione wydarzenie/wydarzenia... Hmmm... Na pewno wyznanie uczuć Nata i Gabriela względem siebie! Pijany Cyrus <3 :D Mecze. Cudownie opisywałeś akcje i talenty graczy.
    5. Obydwa były cudne i emocjonujące <3
    6. Tak.
    7. No wiesz, czytając PiR i siedząc całymi dniami na czacie nie było to trudne :P
    8. Głupie pytanie :P TAK, TAK I JESZCZE RAZ TAK! Kochałam i kocham je nadal <3
    Jestem chętna na kolejny Livestream z pytaniami. Czekam tylko na termin :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Podczas pierwszej części tego rozdziału płakałam.. Wszystko świetnie się potoczyło w sensie opis cały i wgl cacy ;) Teraz czekać tylko na epilog i na początek 'Druga Strona' ;)
    1. tak
    2. nie mogę się zdecydować xd
    3. Bazyli, mimo, iż jego zachowanie było takie, a nie inne przez ból
    4. mecz finałowy i cały 40 rozdzialik
    5. 2 więcej się działo i Natan szalał z Gabim ;)
    6. tak
    7. z PiR
    8. tak

    OdpowiedzUsuń
  9. Ej, jak mogłaś to tak zakończyć?! Tak bez powiedzenia 'kocham cię'?!!!!
    Proszę, zrób jakiś epilog gdy powiadamiają swoich znajomych że są ze sobą i jak wyznają sobie miłość! Może tak pół roku do przodu? Pliska, nie chciała bym się jeszcze z tymi postaciami żegnać, są dla mnie jak przyjaciele! Może napisałabyś jeszcze jakąś jedną część, niekoniecznie o nich, ale o jakiś ich znajomych w przyszłości, gdzie oni są też czasami wspominani? Albo o Olgdze i jej 'przyjaciółce'? Pliska! Swoją drogą mam pytanie. Nie chciałabyś spróbować napisać opowiadania yuri? Szczerze powiedziawszy nigdy czegoś takiego nie czytałam, ale ty masz taki dobry styl pisania, że chciałabym to chyba przeczytać. Tak ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy bym to lubiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorem bloga jest chłopak, nie dziewczyna.

      Usuń
    2. Zgadza się - jestem chłopakiem! Poza tym jak napisałem BĘDZIE jeszcze epilog, więc boli mnie to, że nie czytacie notek pod rozdziałem... :P
      Yuri... hmm... ciekawe wyzwanie. Mogę spróbować coś napisać, ale nie teraz i nie wiem czy całe opowiadanie temu poświęcić co raczej... wątek. Wszystko przed nami! :D

      Usuń
  10. Jak tylko zobaczyłem tytuł ostatniej (niestety :( ) części opowiadania, to poszedłem po chusteczkę, jak Nat przed pogrzebem mojego imiennika a swojego przyjaciela. Opis wspomnienia Nata ze szpitala i pogrzebu Marka w połączeniu z piękną muzyką mistrza Kilara spowodował, że chusteczka dziwnie szybko zrobiła się mokra...
    Takich emocji dawno nie przeżywałem - Autorze, jesteś mistrzem słowa !!!
    Jak to już ktoś wcześniej napisał, rewelacyjnie przeszedłeś od smutku i zadumy nad przemijaniem ludzkiego życia do zapowiedzi szczęśliwej przyszłości miłości Nataniela i Gabriela.
    Chapeau bas maitre !!!
    mrk

    OdpowiedzUsuń
  11. P.S:
    To było bardzo dobre opowiadanie. Żal, że zdecydowałeś o jego zakończeniu :(
    Będzie mi brakowało tych wszystkich moich wirtualnych przyjaciół... mrk

    OdpowiedzUsuń
  12. Postanowiłem napisać w końcu komentarz, jestem Twoim jednym z chyba wiernych czytelników, ponieważ pamiętam Twoje początki jak pisałeś PiR, jak miałeś przerwę w pisaniu i powrociłeś do niego ponownie. Gdy zobaczyłem pierwszy epizod I sezonu "brakującego elementu" bardzo mnie zaciekawił, ponieważ sam po części mogę utożsamić się z Natanem, ponieważ również przeprowadziłem się do innego miasta zostawiając taką a nie inną przeszłość. Czytanie tego opowiadania było czystą przyjemnością i nie mogłem się doczekać by czytać kolejny wpis. Jest mi ciężko trochę, ponieważ to opowiadanie dało dużo do myślenia w ten czy inny sposób... Tak więc tyle, teraz przejdę do odpowiadania na pytania przez Ciebie postawione:

    1. Sezon drugi dał baaardzo dużego kopa do tego opowiadania(nie zmienia to faktu, że I sezon był również bardzo ciekawy) i tak bardzo mi się podobał.
    2. Nie ma takiej postaci, każda miała w sobie coś co było godne uwagi. Marek - jego oddanie przyjaciołom, pogoda ducha i szlachetność; Cyrus - zdolność przywództwa i zjednoczenia grupy; Dawid i Filip - porozumiewanie sie miedzy sobą i przywiązanie...Dużo by wymieniać.
    3. Chyba Bazyli, jak u większości osób odniosłem wrażenie że to on był głównym antagonistą.
    4. Nie potrafię wymienić jednej sytuacji, całe opowiadanie było naprawde ciekawe :)
    5. Sezon drugi - więcej meczów akcji etc.
    6. Muzyka oddawała często atmosferę opowiadania.
    7. Poprzez Twoje pierwotne opowiadanie
    8. "3 razy tak" :-)

    P.S - Nie przestawaj pisać, bo jesteś mistrzem słowa, i może nie uwierzysz
    albo i tak - ale Twoje opowiadania mają moc i nie obejrzysz się, a dzięki Tobie ktoś odnajdzie to czego szukał, jakiś "brakujący element" :-)

    /PapcioSmerf

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę wszystkim odnalezienia tego "brakującego elementu" ;)
      Dziękuję za odpowiedzi i miłe słowa :D

      Usuń
  13. 1. Owszem tak, naturalnie.
    2. Gabriel - za osobowość.
    3. Samorząd szkolny niespecjalnie przypadł mi do gustu.
    4. Ciężko wysublimować jedno wydarzenie...
    5. Ciężko określić, ale wydaje mi się, że drugi bo nie mogłem doczekać się kolejnych części...
    6. Idealnie komponowała się z tekstem, dobre kawałki.
    7. Przez opowiadanie Pierre & Raimundo
    8. Tak, choć czuję lekki niedosyt, chciałbym kontynuacji, odpowiedzi na wiele pytań i/lub rozwinięcia niektórych wątków.

    Nie wierzę, że to już ende finito koniec i basta...;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze epilog... >.>
      Dziękuję za odpowiedzi ;)

      Usuń
    2. No tak, epilog, ale mimo wszystko, odchodzi jakaś cząstka dnia, tego oczekiwania na nową część, radość czytania... proszę mi tu, że tak się wyrażę nie spartolić nowego opowiadania...:P

      Usuń
  14. "- Alan! – krzyknął ktoś. Chłopak drgnął i przekręcił twarz. Podbiegła do niego dziewczyna ubrana w elegancką spódniczkę. Miała krótkie, czarne włosy. – Alan! Wszędzie cię szukałam!"


    Alan?? O.o Przez chwilkę myślałam, że już zaczynasz wątek do następnego opowiadania. xD Powinno byc Natan, nie?? :P Podobne imiona ale mogą się mylić ^^ Nie bój się każdemu może się zdarzyć ^^ Ja mam tak samo xD Po prostu myślisz o wielu rzeczach pisząc to. ;)


    A co do całokształtu opowiadania. Nie ma chyba krytycznych ocen. Ja sama daje ci najwyższą ocenę, opowiadanie jest rewelacyjne, oryginalne i uczuciowe. Pokazałeś w nim trudy życia i walczenia sobie z problemami. Pokazałeś też, że życie jest ulotne, że każdego możemy w każdej chwili stracić, ukochanego,ukochaną,przyjaciela,syna itd. Mam nadzieję, że następne opowiadanie będzie tak samo pomysłowe i oryginalne jak to! A może nawet lepsze.

    Weź zgłoś się do wydawnictwa Autorze ^^ Zapodaj im twojego bloga, na pewno będą chcieli wypromować twoje opowiadania. ;)

    1. Bardzo, był cudowny i nie można było się niczego spodziewać.
    2. Marek, powalał mnie swoim optymizmem i łatwością życia. Dlatego tak bardzo polubiłam go w 2 części..choć w 1 też go lubiłam ale nie tak bardzo. ;)
    3. Nie lubię Bazylego....Już nachodził kilka razy taki moment że się do niego przekonywałam, aż tu nagle dup, pokazuje jaki z niego dupek :/ Ale szczerze... Nie pałam do niego nienawiścią... Poniósł już karę, stojąc nad grobem Marka i czując się winnym.
    4. 1 wydarzenie :Wygranie mistrzostw. Wtedy te opisy, czułam się jakbym tam była, siedząc na publiczności. 2 wydarzenie : Pierwszy pocałunek Gabiego i Natana... ta magia xD ^^
    5. Nie potrafię tego ocenić, oba były zajebiste *.*
    6. Tak, chociaż to nie moje klimaty xD
    7. Przez PiR ;)
    8. Tak, moim zdaniem powinneś Autorze iść do jednego z wydawnictw co opublikują opowiadania yaoi. Na 100% zainteresują się opublikowaniem Twoich opowiadań, już patrząc na samą liczbę czytających. ;)

    WENY do następnych opowiadań i poproszę czasami o jakieś onestory z Natem i Gabim. ;)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie do Natana wołała ta dziewczyna, tylko do Alana. Autor się nie pomylił. Natan był z Gabim, więc minęli rozmawiającą parę czyli Alana siedzącego na ławeczce i tę dziewczynę co go wołała.

      Usuń
    2. Luana ma rację :) Alan miał właśnie swoje cameo w opowiadaniu BE. To tak na wzbudzenie ciekawości... ;)
      Dziękuję za odpowiedzi!

      Usuń
    3. a teraz skumałam xD ^^

      Usuń
  15. A może w nowym opowiadaniu będzie też Bazyli? ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. 1. Bardzo mi się podobał i nie mogę uwierzyć, że to prawie koniec.
    2. Na zakończenie pierwszego sezonu napisałam, że Nat i pewnie teraz też bym tak napisała gdyby nie śmierć Marka. Przez całe opowiadanie był gdzieś z boku, zawsze uśmiechnięty, pomocny, ale "z boku". A gdy napisałeś , że umarł zaczęłam poprostu płakać (ostatnio płakałam tak na pogrzebie babci) . Ja wiem, że Marek to fikcyjna postać, ale on był wspaniałym człowiekiem, który miał przed sobą całe (fikcyjne) życie. No i znów się rozpłakałam:'(
    3. A ta pozycja się nie zmieniła. To dalej jest Bazyli, choć teraz lepiej rozumiem jego motywy, nie są one wytłumaczeniem rozmyślnego krzywdzenia ludzi.
    4. No cóż, chyba pierwszy raz Nata i Gabriela, może jeszcze moment szczerości Nata z rodzicami
    5. Raczej drugi, było w nim więcej akcji
    6. Cudna
    7. Poinformowałeś o nim na "PiR"
    8. Było wspaniałe, masz na prawdę wielki talent. Tworzysz historie, które mogły się rzeczywiście zdarzyć, bohaterów, którzy stają się bliscy. Już wiem, że to nie będzie kolejne przeczytane opowiadanie, które za pół roku wyleci mi z pamięci, poruszyłeś coś w mojej duszy.
    Mam nadzieję, że jeszcze długo będziesz znajdował przyjemność w sprawianiu jej swoim czytelnikom. Pozdrawiam * IVE

    OdpowiedzUsuń
  17. Znów się przez ciebie popłakałam. Dlaczego to Marek musiał umrzeć? Mimo, że to fikcyjna postać to i tak był cudowny. Rodzina i znajomi dziwnie na mnie patrzyli gdy o tym opowiadałam, ale trudno. Nie rozumieją potęgi dobrze napisanego opowiadania! Uhh nie mogę uwierzyć, że to już koniec, ale cieszę się, że nas nie porzucasz i zaczynasz nowe opowiadanie. Chyba uzależniłam się od twych wytworów :3
    1. Bardzo mi się podobał, tak jak z resztą wszystko co piszesz.
    2. Chyba nie potrafiłabym wybrać najlepszej bo to tak jak wybierać najukochańsze dziecko. No, nie da się zbyt ciekawe postacie stworzyłeś.
    3. Flora, choć nie pojawiała się zbyt często. Głównie przez to, że wszystko o wszystkich wiedziała i potrafiła to bezwzględnie wykorzystać.
    4. Nie będę zbytnio oryginalna. Pierwszy pocałunek, pierwszy raz, pijany Cyrus oraz cały pobyt w ośrodku treningowym.
    5. Myślę, że drugi bo więcej się działo.
    6. Często o niej zapominałam, a to chyba oznacza, że idealnie komponowała się z tekstem.
    7. Przez jakiegoś innego bloga o podobnej tematyce.
    8. CO TO ZA PYTANIE? Jak by mi się nie podobało, to bym nawet komentarza nie pisała. Było na prawdę świetne, masz wielki talent i nie popełniasz wielu błędów czy to ortograficznych, czy stylistycznych, więc czytanie to czysta przyjemność. Mam nadzieję, że będziesz rozwijał go dalej, gdyż jest to wielka korzyść dla nas, kiedy możemy coś takiego czytać :)
    Życzę ci duuuużo, dużo weny i żeby w prywatnym życiu też ci się tak powodziło jak twoim bohaterom.
    Z niecierpliwością wyczekująca kolejnego rozdziału PiR oraz następnego Livestreama
    Triss

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeszcze jedno- muzyka do rozdziału piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  20. 1. Tak bardzo =D
    2. Gabriel- słodki,przystojny,romantyczny (bransoletka) Po śmierci Marka uznałem, że jego też bardzo lubie. Tak ogólnie Aleksa i Szymona,ale szkoda,że ich tak mało w opowiadaniu było :(
    3. Emilia- nie toleruje homo (chyba) i ogólnie udaje, że jest miła, grzeczna, a tak naprawde to taka kłamczucha z niej :P
    4. Uu wszystkie <33 Najbardziej o wątku Aleksa z Natanielem i pierwszy raz z Gabim <3
    5. Drugi, ponieważ więcej akcji
    6. Niestety żadnej nie słuchałem :(
    7. Informacja na blogu Pierre i Raimundo
    8. Potwierdzam jak koleżanka z góry, że masz ogromny talent co do pisania. Nie wiem co mogę napisać, bo nie jestem zbyt dobry z długich komentarzy co powinieneś zauważyć czytając je. Przeważnie typu "Boskie" lub "Zajebiste". Czytając ostatni rozdział naprawde się popłakałem. Pomyślałem sobie jak Natan- Ile jest takich ludzi na świecie? Dobrych,hojnych,uczciwych,optymistycznie oraz pozytywnie nastawionych do życia? Chciałbym być taki jak Marek albo jak Natan,który wyznaje prze rodzicami kim jest,ale niestety w moim przypadku to jest niemożliwe. Będe się bardziej starał żeby osiągnąć to samo co bohaterowie tego opowiadania i odnaleźć Brakujący Element w swoim życiu. Opowiadanie BE jest cudowne. W porównaniu do innych Twoje po prostu je miażdży (nie pisze tego obraźliwie)
    Mam nadzieje,że spełniasz swoje pasje pisząc tak wspaniałe i dające do myślenia opowiadanie(a). Czekam z niecierpliwością na Epilog :) Pozdrawiam


    Damiann

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co pamiętam to Emilia chyba nie miała nic do homo, po prostu Alex był jej rywalem w zawodach w jeździe na rolkach, dlatego niezbyt go lubiła ;)
      Triss

      Usuń
  21. Aaaach! Mocne wrażenia na koniec zapewniłeś wiernym czytelnikom, Autorze! I skąd krople na klawiaturze? Słone? Mowa Gerarda na pogrzebie - rewelacyjna! Naprawdę przemyślana. No cóż... wszystko co dobre (fajne) szybko się kończy. Szkoda, że jeszcze tylko (aż?) epilog. Na pytania na razie nie odpowiem, musiałabym się najpierw "ogarnąć" po wzruszeniach rozdziału. I! Rewelacyjna muzyka! Skąd wiedziałeś, że Kilar coś takiego napisał?
    Gratuluję umiejętności zaskakiwania i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słucham utworów Kilara :) Dziękuję za miły komentarz!

      Usuń
    2. Dziś znów słuchałam (dalej słucham) tego utworu... Przejmujący, podobnie jak ten rozdział. Epilog trochę mi poprawił humor, ale i tak czuję się mocno melancholijnie... Ale to jest dobre. Dziękuję!

      Usuń
  22. 1. Czy podobał Ci się sezon drugi?
    Co to w ogóle za pytanie? Myślę, że to jest oczywiste. Ale jeśli nie wiesz co mam na myśli to odpowiedź brzmi: TAK :)

    2. Która z postaci z całości opowiadania jest Twoją ulubioną i dlaczego?
    Hm... Może to trochę dziwne, ale... Już od samego początku podobał mi się Bazyli. Tak, Bazyli ;) Trochę, a nawet bardzo zawiódł mnie, kiedy powiedział prawdę Markowi[*]. Ale po dzisiejszym odcinku powróciłam do swojego pierwszego zdania, że jednak Baz ma serce i umie się nim posługiwać, chociaż czasami jego intrygi pokazywały jakim jest nieczułym chamem, to ja w jakiś sposób dostrzegam w nim tą lepszą stronę...

    3. Której z postaci z całości opowiadania nie lubisz najbardziej i dlaczego?
    Hmm.. Chyba Heleny. Tak, jej nie trawię najbardziej z całego opowiadania. Jakim to trzeba być człowiekiem, żeby zgodzić się na tak nieczyste zagranie i zwodzić nic niewinnego człowieka... Ja przynajmniej nie mogłabym postąpić tak, jak ona.

    4. Jakie jest Twoje ulubione wydarzenie lub wydarzenia z całości opowiadania „Brakujący element”?
    Są dwa. Pierwsze wydarzenie to spotkanie Natana i Leona. Jejku strasznie mi się podobało, jak umiałeś połączyć fakty z tych dwóch opowiadań ♥! Drugim wydarzeniem jest pocałunek Nata i Gabriela. To było mega słiit. To było takie romantyczne...

    5. Który sezon był lepszy i dlaczego?
    Hmm.. Według mnie mnie oba są na równi fantastyczne. Chociaż drugi sezon jest zdecydowanie smutniejszy..

    6. Czy muzyka do opowiadania podobała Ci się?
    Tak, oczywiście! Świetnie umiałeś ją dobierać ze względu na to, co w danym momencie się dzieje.

    7. Jak wpadłeś/łaś na tego bloga?
    Czytałam wcześniej twojego pierwszego bloga RiP, na którego, znowu, wpadłam zupełnie przez przypadek. I to na nim powiadomiłeś o Twoim nowym blogu.

    8. Czy opowiadanie Ci się podobało?
    Jak najbardziej! Opowiadanie zrobiło na mnie niemałe wrażenie! Odczuwałam uczucia bohaterów na własnej skórze, co może potwierdzić, że strasznie mi się ono podobało! Dzisiejszy - ostatni- odcinek chyba wycisnął ze mnie najwięcej łez z pozostałych...


    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. 1. Bardzo mi się podobał. :)
    2. Poza głównym bohaterem, z którym się w kilku kwestiach identyfikuję, w głowie zawrócił mi Gabriel. Z miłą chęcią przyglądałem się jego przemianie z zamkniętego, agresywnego chłopaka w kochającego i dającego wsparcie mężczyznę. Podoba mi się również pod względem wyglądu. Jest wysoki, o atletycznej budowie. Polubiłem również Marka. Był jasnym punktem całego opowiadania. Imponowała mi jego wiara w ludzi, odwaga, optymizm. Przyznam, że czytając dwie ostatnie części nie mogłem powstrzymać łez. Leciały ciurkiem. Brakuje mi jego uśmiechu, poczucia humoru. Zgasł najjaśniejszy promień tej opowieści.
    3. Chciałbym napisać, że Bazylego, ale nie byłoby to zgodne z prawdą, ponieważ wybaczyłem mu jego postępowanie. Wydaje mi się, że Marek również. Nie ma postaci, którą darzyłbym szczególną niechęcią. Antagoniści, przeciwnicy Młodych Wilków to dla mnie jedyne negatywne postaci.
    4. Jest ich mnóstwo! Nie potrafię wymienić wszystkich. Proszę uwierzyć mi na słowo, że całe opowiadanie od początku do końca przypadło mi do gustu. Żyłem nim, przenosiłem się do miejsc, w których czas spędzają bohaterowie. Przyglądałem się ich poczynaniom. Czułem się jak świadek wydarzeń. W głowie szczególnie utkwiła mi postać zmarłej sprzątaczki, która pozwoliła Natanielowi wziąć klucz do jednej z klas. Przeszedł mnie wtedy dreszcz. Pamiętam też dobrze pierwszy raz Gabriela i Nata oraz wyznanie prawdy Markowi i Felicji podczas Sylwestra. Wtedy również pokochałem Florence and the Machine. Jednak to śmierć Marka najmocniej tkwi w mojej świadomości.
    5. Nie traktuję opowiadania jako dwa sezony. Uważam całość za świetnie napisaną. Jak już wcześniej napisałem, żyję tym opowiadaniem. Posiadasz, Drogi Autorze, zdolność przenoszenia człowieka do świata, który tworzysz. Pozwalasz przeżywać wszystkie dobre i złe chwile. To niesamowite!
    6. Muzyka idealnie pasowała do wybranych rozdziałów. Dzięki niej czułem panujący nastrój. Wiele utworów odtwarzałem kilka razy.
    7. Od bardzo długiego czasu śledzę przygody Pierre'a i Raimunda. Pamiętam, jak poszczególne części były początkowo dodawane na jakimś forum. Nie mogłem zatem nie zauważyć na blogu, że postanowiłeś napisać kolejne dzieło.
    8. Wszystko, co wychodzi spod Twojego "pióra", jest godne podziwu. Zakochałem się zarówno w PiR, jak i w BE. Obiecuję, że będę wracał do obu opowiadań, ponieważ są już częścią mnie.
    Dziękuję, że zabrałeś mnie w świat Nataniela i jego przyjaciół.
    Pozdrawiam Cię serdecznie!
    Patryk.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  25. Przez ciebie przeryczałam całą matmę (nie mam nic złego na myśli) na ale jestem zła dlatego że Marek umarł... T-T
    1. Owszem ;D
    2. Nat, sam w sobie jest cudowny i nie wiem co o nim powiedzieć...I ma wspaniałego chłopaka, teraz chyba będę bardziej lubiła swoje imię xD Nie wiem co tu jeszcze dodać więc powiem że ma bardzo fajne hobby :)
    3. Nie mam takiej, nawet Bazyli mimo swojego zachowania nie zniechęcił mnie do siebie.
    4. Dobra nie będę ukrywać najbardziej podobała mi się scena kochania się... Ale tak na ogół dużo ich miałam xD
    5. Akurat tutaj nie mogę wybrać bo oba były cudowne...
    6. Tak, najbardziej zaskoczyła mnie piosenka Scissor sisters ;D
    7. Hmm... właśnie w urodziny miałam zacząć czytać blogi z opowiadaniami yaoi i akurat trafiłam tutaj i bardzo mi się podobało jak na pierwsze przeczytane przeze mnie opowiadanie yaoi. Mogę ci nawet podziękować za prezent na urodziny ;D
    8. Oczywiście, jeszcze nie wyszłam z podziwu...

    OdpowiedzUsuń
  26. Jak poprzedni rozdział pozostawił mnie w głębokim szoku (bez płaczu jednakże), tak przy tym ryczałam jak bóbr, od początku do końca. Przy pierwszej jego części było to jak najbardziej wytłumaczalne, skoro tak fantastycznie opisałeś emocje w szpitalu, pogrzeb, czy nawet sen Natana, iż po prostu nie można było inaczej. W dalszej jego części szukałam jakiego pocieszenia, mimo wszystko podnoszącego na duchu zakończenie, niestety nie mogłam go znaleźć (zapewne zdołowana wcześniejszym tekstem). I tego się trochę obawiam, Autorze, że cało to opowiadania zostanie „zdominowane” rzez to jedno wydarzenie i jeśli, ktoś kogoś będzie pytał o nie, to większość odpowie „to tam gdzie zginął Marek”. To taka moja pierwsza konkluzja, jeśli chodzi o całość, gdyż takie zakończenia same w sobie są dobre, tyle, że mają to do siebie, że przyćmiewają całość, a szkoda, bo było tu wiele ciekawych rzeczy.
    Co do całości, nie potrafię powiedzieć, który z sezonów podobał mi się bardziej, szczerze nawet nie wiem jak je rozgraniczyć. Mocne strony; muzyka zdecydowanie w klimacie opowiadania, poprawa stylu do wcześniejszego, ciekawa fabuła – świetny pomysł z ukazaniem życia drużyny koszykarskie jako w sumie głównego wątku, wiele interesujących postaci. Ulubiona postać – Cyrus – za niezłomność, wyrazistość, stałość, no dobra przyznam się – mam ogromną słabość do duety Filip-Dawid, aż szkoda, że oni nie okazali się mieć ku sobie :P Nieudana postać – Bazylii, i nie, nie dlatego, ze to zły charakter, dla mnie po prostu wyszedł hm… sztucznie, a właściwie zły czas nie dają mi spokoju jego relacje z przyjaciółmi z klasy, ale o tym pisałam wcześniej i czepiać się już nie będę :D Gerard też wymaga podrasowania, jest odrobinkę przerysowany.
    Generalnie, Autorze, gratulację, naprawdę kawał niebanalnie roboty in plus. Cieszę się, że mogłam na bieżąco i w takim tempie śledzić lody bohaterów. Pokłon i uszanowanie ;)
    Dobra, teraz ruszam czytać Epilog.
    Pozdrawiam,
    Dominikalem
    Ps: Na bloga, przypadkiem, gdy googlowałam za nowymi opowiadaniami w temacie ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. 1. Bardzo.
    2. Bazyli, jest chyba najciekawszą i najbardziej tajemniczą postacią, a poza tym im więcej chciałam się dowiedzieć, to tym bardziej komplikowałeś sprawę, moja ciekawość podsycona do granic możliwości.
    3. Przyznaję nie lubiłam Filipa, ale w tych ostatnich rozdziałach zyskał w moich oczach... więcej postaci już nie pamiętam... ;P
    4. Mój ulubiony fragment: od 1 rozdziału do epilogu ;P jest ich dużo, lubię historię o przyjaźni Gerarda i Bazylego, Sylwester, a potem jeszcze ten fragment epilogu, kiedy Felicja i Nat zrobili kolejny krok... i te zabawne jak pijany Cyrus ;P ...
    5.Drugi, w końcu historia w pełnym biegu!
    6. Bardzo ;3
    7. Przez PiR.
    8. BARDZO! ^^

    Pozdrowienia!
    Michiru.

    OdpowiedzUsuń
  28. 1. Oczywiście, że tak jak by mi się nie podobał nie czytałabym.
    2. Nie mam tak naprawdę ulubionej postaci. Nata cenię za pewne zdystanowanie do wszystkiego, ale też umiejętności pokonywania przeszkód małymi krokami. Marek - pogoda ducha. Gabriel - siła charakteru (zajmowanie się siostrą po śmierci rodziców). Przewodniczący - pomoc wszystim. Cyrus - zdolności przywódcze , wiara w ludzi, opiekuńczość. Innych też lubię. A wszystkich za znalezienie swojego miejsca w życiu.
    3. Bazyli w pewnym momencie opowiadania zaczął mnie denerwować swoim zachowaniem, mogę powiedzieć, że lubię go najmniej choć są momenty, że da się go lubić, a nawet smutno się robi czytając pewne fragmenty z jego życia.
    4. Nad ulubionymi momentami w opowiadaniu musiałabym się zastanowić i to poważnie, bo prawie w każdej części, którą dodajesz jest jakiś moment, który mi się podoba.
    4. Bardziej podoba mi się druga część, ponieważ akcja opowiadania nabiera szybszego tempa.
    5. Bardzo choć muszę przyznać, że nie wszystkie piosenki przesłuchałam.
    6. Przez Pir, a na niego chyba przez Strefę Yaoi jak jeszcze był na onecie.
    7. Oczywiście.
    Smutno, że to już koniec, a tym bardziej, że nie umieją już grać razem. Przyjaźń często w pewnych momentach życia zostaje zerwana zwłaszcza wtedy gdy jej nie pielęgnujesz, a czasami ulega zmianie na lepsze - jest wzmocniona, lub gorsze - zotaje tylko słabe koleżeństwo. Opowiadanie bardzo dobre, sam wiesz, że dobrze piszesz. Może w kolejnych opowiadaniach o nich trochę wspomnisz, lub dalsze części o niektórych. Wiem marudzę, ale przywiązuję się do bohaterów jak czytam i trudno mi się z nimi rozstać. Życzę dużo pomysłów, przy pisaniu.
    G.

    OdpowiedzUsuń
  29. Cóż mogę powiedzeć,opowiadanie doskonałe,jak każde,które wyszło spod Twojej ręki,Autorze.Niecierpliwie czekam na "Drugą Stronę",ciekawe czy i tu znajdę postać,z którą poczuję więż,tak jak w przypadku Mikołaja z PIR i Natana z BE...Oni..Oni tak bardzo przypominają mnie,w pewnym sensie...

    OdpowiedzUsuń
  30. Doprowadziłeś nas do łez zapewnię większość jak nie wszystkich. Bardzo cudowne opowiadanie mające swoją duszę. Dzięki niemu większość zastanawia się nad swoim życiem o tym jak powinna je przeżyć by niczego nie żałować, że nie powinniśmy chować swoich uczuć a mówić o nich. Przekazałeś nam że ważna jest miłość i każdy na nią zasługuje, a także że nie powinniśmy żyć przeszłością a jedynie jest ona naszą przestrogą. To opowiadanie pokazuje nam jak niektóre problemy są błache i nic nieznaczące. Sądzę że wiele osób powinno przeczytać to opowiadanie, bo znajdzie w nim wartości które są bardzo cenne wręcz bezcenne. Gdyby ten świat miał więcej takich "Marków" nasz świat stał się lepszy.... Bardzo dziękuje że mogłam przeczytać coś tak przepięknego, coś co nie tylko zapewnia nam swego rodzaju rozrywkę ale uczy nas a do tego wypełnia różnymi uczuciami i emocjami (od śmiechu aż po łzy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam odpowiedzieć na pytania więc zrobię to teraz:


      1. Czy podobał Ci się sezon drugi?
      Był bardzo pełny w emocje było ich więcej tak samo różnych sytuacji i zdarzeń czego oczekiwałam;) Więc drugi sezon tak jak pierwszy bardzo mi się podobał.

      2. Która z postaci z całości opowiadania jest Twoją ulubioną i dlaczego?
      Tylko jedna? Oj nie mam takiej. Cenie praktycznie każdą postać bo każda wniosła do tego opowiadania dużo. Każda osoba uczy nas czego innego i każda jest inna dzięki czemu opowiadanie jest wartościowe.

      3. Której z postaci z całości opowiadania nie lubisz najbardziej i dlaczego?
      Nie że ją nie lubię ale jak dla mnie postacią zbędną była Klara ponieważ nic nie wniosła do tego opowiadania.

      4. Jakie jest Twoje ulubione wydarzenie lub wydarzenia z całości opowiadania „Brakujący element”?
      Po pierwszym sezonie napisałam ale teraz ciężko mi wybrać ponieważ każdy moment każda sytuacja miała coś w sobie czy to przekaz, czy to przez niektóre momenty śmialiśmy się wraz z bohaterami czy płakali. Zbyt wspaniałe jest to opowiadanie by wybrać parę wydarzeń a co dopiero jedno czy dwa.

      5. Który sezon był lepszy i dlaczego?
      Oba sezony bardzo mi się podobały.(zastosuje pewne sentencje którą kiedyś od kogoś usłyszałam i którą pokochałam)Nie da się wybrać wybrać jednego to tak jakby kazać matce wybrać które dziecko kocha bardziej.

      6. Czy muzyka do opowiadania podobała Ci się?
      Nie każda owszem ale większość nadawała swego rodzaju klimat zwłaszcza ostatnia piosenka.

      7. Jak wpadłeś/łaś na tego bloga?
      Pisałam to w pierwszym rozdziale ale napisze ponownie. Z facebooka dokładnie dzięki grupie "Yaoi *~*"

      8. Czy opowiadanie Ci się podobało?
      Wyżej napisałam;) Ale chyba to pytanie jest zbędne bo odpowiedź jest jak najbardziej oczywista;)

      Usuń
  31. To było... Łał. Naprawdę.
    Jestem w ogromnym szoku. To opowiadanie jest cudowne. Muzyka, którą dawałeś czasami w rozdziałach, zawsze pasowała i dodawała klimatu. Większość kawałków pościągałam, bo były świetne. Tej orkiestry z ostatniego rozdziału słucham teraz w kółko. Strasznie mnie zszokowała śmierć Marka. Ciekawa jestem, co na to Felicja... Ach no i szkoda, że nie opisałeś też tego, że gdzieś tam na pogrzebie była Emilia. Ale nie przeszkodziło to w czytaniu ani w niczym, oczywiście :)
    Bazyli był dla mnie jedną, wielką zagadką. Cieszę się, że w końcu się opanował. To dziwne, że ludzie przeglądają na oczy dopiero po jakiejś tragedii... Dopiero wtedy dochodzi do nich, że robią źle.
    Wszystkie rozdziały po prostu chłonęłam. Jeden za drugim.
    Naprawdę szkoda, że to już koniec.
    Opowiadanie było bardzo przemyślane i było to widać. Zaraz zabieram się za czytanie ciekawostek oraz epilogu!
    I tak mi się rzuciło w oczy jeszcze, podczas któregoś z rozdziałów napisałeś, Autorze, że będzie można przeczytać wywiady z bohaterami... No i mam pytanie: gdzie można? ^^

    Za tydzień w środę będę grała mecz koszykówki z inną szkołą, a czytając twoje opowiadanie mam teraz ogromną ochotę iść na trening ^^ A często się z niego zmywam, bo mi się nie chce siedzieć na nim. Leniwy ze mnie człowiek :D
    Jednakże strasznie zachciało mi się teraz zagrać. Nataniel i Cyrus nauczyli mnie, że wzrost to nie wszystko.
    Marek pokazał, że warto być wesołym i optymistycznie nastawionym do świata.
    Każda postać mnie czegoś nauczyła. Jestem ci wdzięczna, Autorze! :)
    Och, kończę komentarz, bo robi się za długi. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  32. Bardzo ładnie, wzruszyłem się. Oby wszyscy rodzice byli tak tolerancyjni. Imuszę powiedzieć, że bywają.
    Postaci - no, może nie wszystkie - ale główne, dobrze zrysowane. Mięsiste ;). Nie odpowiem na ankietę, bo nie lubię. Autor, masz talent do składania opowieści i wyobraźnię. Gratuluję. Może moje komentarze są czasem uszczypliwe, ale taka moja natura. Troszkę jak niektóre Twoje postaci. Z przyjemnością czytam i czekam na następowanie "ciągów dalszych". Pozdrawiam
    Jeremi

    OdpowiedzUsuń
  33. Komentuję pierwszy raz.

    Kiedy postanowiłaś uśmiercić Marka, przypomniała mi się pewna sytuacja z mojego życia. I muszę Ci przyznać, że opisy przeżyć wewnętrznych wspaniale oddają emocje bohaterów. Widać w tym duży warsztat i pracę.

    A gdy Natan obudził się po śmierci przyjaciela, myślałam, że to na serio był sen, ale nie byłam pewna. Tekst utrzymuje napięcie i jest nieprzewidywalny. Zakończenie - cudowne. Talent, talent, talent i praca. Jej, no. Przez Ciebie sama wezmę się za swoje umiejętności. Skutki śmierci Marka - nie mogło być... słoneczniej? :)

    Przekazujesz bardzo dużo prawd moralnych... i to w niebanalny, życiowy sposób. Bez wątpienia najlepszy blog w necie, jaki kiedykolwiek widziałam. Ba, najlepsze opowiadanie! Czuję się jak po przeczytaniu dobrej książki. Dzięki. Kłaniam się.

    AndyAngel

    OdpowiedzUsuń
  34. O ja.... piękne zakończenie ;]
    tym razem nie wytrzymałam i popłakałam się w momencie gdy Cyrus składał kondolencje w szpitalu... pięknie to wszystko opisałeś.
    Oby więcej takich opowiadań.

    OdpowiedzUsuń
  35. Prawdę mówiąc, całe opowiadanie przeczytałam już jakiś czas temu... Długi czas temu xD
    Nie wiem, dlaczego nie skomentowałam, ani nie zostawiła po sobie żadnego śladu... W każdym bądź razie, przeczytałam całe opowiadanie jeszcze raz jednym tchem, bo jest tak cudne, że aż chce się do niego wracać <3
    Za pierwszym razem, kiedy zaczęło się to, że Marek bronił tę kobietę, miałam przeczucie, że w tym opowiadaniu nie będzie happy endu... I oczywiście płakałam :cc Za drugim razem też. No ja nie mogę, ta historia tak bardzo mnie poruszyła! Jest cudowna.

    kocham ♥

    OdpowiedzUsuń
  36. 1. A wiesz, podobał się.... takie tam... chęci uduszenia, lub zadźgania autora jakimś tępym narzędziem... -.- uwielbiasz mordować tych najfajniejszych co? Podobał się bardzo, jeszcze tylo epilog i znowu bd zastanawianie się co czytać dalej~~
    2. Nwm... to chyba jedyne opowiadanie gdzie nie mam takiego super jedynego faworyta
    3. też nwm... jakoś tak, wszyscy są sympatyczni :3
    4. pamiętałem jedno i właśnie zapomniałem XD może to z tego rozdziału? Jak Gabryś ma ten puzzel, jak Bazyli znika? Iiiiii coś kojarzę jak byłą taka luźna rozmowa chyba w szatni i właśnie! To jak się zrobił burdel na kółkach w szatni i przyszła ta reporterka~~
    5. Nienawidzę takich pytań, bo w moim skromnym podium zawsze jak coś jest jednym, utrzymuje się na tym samym poziomie, oba są rewelacyjne
    6. Nie słuchałem :/ Net nie pozwala, ale jedyne co miałem z tego na kompie to Moby - Lift me up (tak to się pisze?) a ją akurat całkiem lubię
    7. Przez Pierre i Raimundo, Leon mnie przekonał ;> zaintrygował mnie ten kurdupel z haskim, gdy ten miał lecieć do Włoch i tak jakoś sb obiecałem, że to przeczytam
    8. Niestety tak ;___; Przy każdym opowiadaniu trzeba się pośmiać i popłakać :D Piszesz tak lekko i przyjemnie... na podium moich ulubionych autorów opowiadań, jesteś na zasłużonym drugim miejscu! :D Miałem pierwsze, i czwarte XD teraz mam drugie, do trzeciego się przekonuję XD Kocham twoje pisanie!

    OdpowiedzUsuń
  37. Jakoś udało mi się nie komentować przez całe opowiadanie... Ha, jak ja tego dokonałam? Opowiadanie jak najbardziej trafiło w mój gust. Koszykówka. O tak... Jak najbardziej tak. Co do ostatnich wydarzeń... Kiedy wygrali z Krystianem-płakałam ze szczęścia. Kiedy lekarz oznajmił że Marek nie żyje łzy szczęścia zmieniły się w łzy smutku... Przez cały ostatni rozdział płakałam... Podczas pogrzebu myślałam, że z trumny wyskoczy Marek i powie coś w stylu "Haha! Nabrałem was! Żyję!" Ale nic takiego się nie stało i jeszcze bardziej płakałam... Kurczę, musiałam przerwać czytanie żeby się uspokoić... Ale nabazgrałam wyżalenia... Kończę już bo jutro mam szkołę i chyba jakiś sprawdzian... Autorze, podsumowując w jednym zdaniu to opowiadanie zakończę mój komentarz... To było cholernie emocjonujące, niesamowite i wzruszające opowiadanie. Dziękuję Ci za całą ciężką pracę... Lecę czytać następne opowiadanie...

    OdpowiedzUsuń
  38. Drugi sezon spoko
    1. Oczywiście.
    2. Natan dawał z siebie wszystko jak inni. Lubiłam jak chodził zamyslony i jak zabrał Brunowi piłkę pod koniec meczu.
    3. Bazyli okazał się być fałszywy jak przypuszczałam. Nie mówił prawdy i zapisywal słabości ( co może być dobre ale jak zapisujemy słabości swoich wrogów a nie przyjaciół)
    4. Wydarzenie dużo ich w skrócie:
    - Jak Marek dowiedział się kto Natanowi się podoba
    - Jak Gabriel i Natan zrobili TO
    - wszelkie mecze
    - ( pierwszy sezon) pierwsze podanie do Gabriela i jak on nie złapał piłki
    - Danie bransoletki Natanowi
    5. Oba były fajne ale gdybym musiała już wybierać to drugi. Ponieważ Gabriel i Natan zostali parą i zrobili TO
    6. Szczerze nie słuchałam ale kiedyś przeczytam jeszcze raz i posłucham.
    7. Przypadkiem nudziłam się bo nie miałam co czytać i na jakąś stronę natrafilam i tam był opis który mnie zainteresował no i rzeczywiście dobre opowiadanie
    8. Podobało się najlepsze jakie czytałam a czytałam wiele. Tylko śmierci Marka była tragiczna.

    OdpowiedzUsuń
  39. 1. Weź Ty przestań zadawać takie głupie pytania. Skoro ktoś czytał wszystkie rozdziały i dotarł do zakończenia, to musiało mu się podobać! Jakbym mogła, kurde, powiedzieć "nie".
    2. Zdecydowanie i bezsprzecznie Bazyli. Jak w pierwszym sezonie nie mogłam się zdecydować, kto jest moim ulubionym (Gabryś! Albo Marek... Ale jest jeszcze Gerard... No i Cyrus... Bazyli czai się w kącie... Kurcze...), tak teraz Bazyli wygrywa na moim wyimaginowanym polu walki. (Ale Gabryś na drugim miejscu!)
    Dlaczego? Bo jest intrygujący, inteligentny, przebiegły i trochę szalony. Przypomina mi Moriarty'ego (tak się to pisało?) z Sherlocka. Ile jest osób na świecie, które w wolnym czasie składają stare zegary? No i te jego oczyska, ach.
    A najważniejsze w nim jest to, co już pisałam: w całym jego szaleństwie jest dobro, przyćmione tylko przez poczucie zdrady, jakiego doznał, przyjaźniąc się z Gerardem. Myślę, że Marek je dostrzegł. Dlatego Baz mógł się zbliżyć do jego paczki.
    2. Ech, uch... I znowu dylemat, bo lubię wszystkich xD Chyba znowu wybór padnie na dziewczynę - Emilia. Na dłuższą metę da się z nią wytrzymać, ale wspólnego języka to byśmy nie znalazły. Wyniosła Królowa Podziemia. Brr.
    4. Definitywnie cały rozdział "Historia prawdziwej przyjaźni" (czy jakoś tak xD) i moment, w którym Bazyli powiedział "kocham cię" do Gerarda. Mimo że podejrzewałam to już na początku, to jego wyznanie mnie zaskoczyło i poruszyło. Cała historia jest przewspaniała, romantyczna i pełna bólu. Tak, jak lubię.
    Także no, chyba będzie z tego doujin w moim wykonaniu XD
    Ciąg dalszy później :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (dwa razy wpisałam dwójkę, sorki XD)
      5. No, i to jest wymagające pytanie. Mam wielki dylemat, bo pierwsza część była owiana nutką tajemnicy i była mocnym powiewem świeżości po PiR. Za to w drugiej zaczęło się wszystko wyjaśniać, ale dzięki temu można było dużo lepiej poznać wszystkich bohaterów i spojrzeć na ich charaktery z innej strony. Pod tym względem jednak bardziej podobała mi się część druga, aczkolwiek lubię też, kiedy niektóre fakty pozostają tajemnicą. Wtedy czytelnik może puścić wodze fantazji.
      6. Ech... Tym razem to nie były moje klimaty. Często dopasowywałam na bieżąco do akcji własne utwory i to ich słuchałam.
      7. Hehe, moje ulubione pytanie ^^ Jestem tu z bloga "Pierre i Raimundo", gdyż trudno nie zauważyć reklam BE pod rozdziałami XD Lecę po kolei w Twoich opowiadaniach i chyba zanim zacznę "Drugą stronę", która jest trzecia z kolei, przeczytam "Ósmy cud". Bo nie lubię przerywać raz zaczętego opowiadania, a ÓC jest kontynuacją BE ^w^
      10. Nie, przeczytałam 40 rozdziałów, czyli ogólnie zarwałam trzy noce i nie nauczyłam się do sprawdzianu, ale mi się nie podobało. Taki tam zabijacz czasu. Nuda.
      No. Chyba potrafisz wyczuć sarkazm.
      (A tak przy okazji, to pierwszą noc zarwałam, bo zbliżałam się do rozdziału 30 i za nic nie chciałam przerywać! ;)
      Znowu się rozpisałam i znowu mogę Cię zapewnić, że jakieś arty będą. Może niekoniecznie to obiecane doujinshi, ale mam już wizję arta grupowego ze wszystkimi postaciami *-*
      Do poczytania! (Uwielbiam to pozdrowienie!)

      Usuń
    2. Muszę powiedzieć... jestem w szoku. Nakłada się na to wiele powodów choćby łudzący związek pomiędzy osobowościami Natana oraz moją albo śmierć Marka, postaci która mimo iż fantastyczna, daje złudzenie iż każdy z nas zna takiego Marka którego pojawienie się jest jak cud a odejście osobliwym końcem świata. I tu nie wiem co napisać :D Opowiadanie napisane po mistrzowsku (z małymi błędami ale może celowo lub niedopatrzenie), szczerze mówiąc straciłem poczucie rzeczywistości... Może to nie przypadek iż trafiłem na to opowiadanie ponieważ po przeczytaniu tych 40 rozdziałów o życiu Twoich postaci, szanowny Autorze, zapragnąłem choć namiastki tego co oni otrzymali. Teraz pozostaje mieć nadzieję iż może w przyszłości znajdę swojego Gabriela :) Z gorącymi pozdrowieniami oraz wielką udręką (z powodu końca "Brakującego Elementu") Aares.

      Usuń
  40. Płakałam tak mocno, ze czułam tą prawdziwą gule w gardle. Potrafisz trzymać w napięciu. To jedno z moich ulubionych opowiadań. Jesteś kochany, ze tak dbasz o swoich czytelników. Całuski Bartku :*

    OdpowiedzUsuń