Opowiadanie inspirowane jest anime Kuroko no Basuke!

Wejść na bloga (Od 20.07.2012r.)

czwartek, 7 lutego 2013

Rozdział bonusowy - Trening Młodych Wilków



Rozdział dodatkowy do opowiadania „Brakujący element”
Akcja dzieje się między Rozdziałem 36 – Powrót Podziemia a Rozdziałem 37 –Buntownik.




Trening Młodych Wilków

Dla przyjemności czytania polecam włączyć ten utwór
Mikey and the Gypsys - Monday




            - Cytrusie jesteś potworem… - jęknął Filip, opierając się o siatkę ogradzającą boisko do koszykówki. Miał zamknięte oczy i mówił, przeciągając sylaby.
            - Jeżeli chcemy wygrać Turniej Województwa musicie dać z siebie wszystko – oznajmił głośno Cyrus. – Stań w szeregu, Filipie.
            Blondyn westchnął głośno i zbliżył się do reszty Cudów. Na jego policzka odcisnęła się siatka. Wszyscy parsknęli śmiechem.
            - Nie ma tutaj Ariela… to nie fair… - ziewnął ostentacyjnie.
            - Ariel musiał zostać w domu. Ogarnijcie się, panowie. Dziewczyny patrzą.
            Mimowolnie nasze spojrzenia poleciały ku ławce na której siedziały Bianka, Roksana i Lidia. Nigdzie za to nie mogłem zlokalizować Samsona, ale zdaje się, że Cyrus nie był zmartwiony tą nieobecnością.
            - Potwór – burknął na koniec Filip i wyprostował się. Byłem najniższy w szeregu.
            Jak się okazało nasz pomaturalny pobyt nad morzem nie tylko był ukierunkowany na relaks i świętowanie urodzin Dawida, ale i na ciężką pracę odnośnie koszykówki. Nasz kapitan zafundował nam pobudkę o godzinie szóstej rano, a potem zmusił nas do biegania po plaży. Było to przyjemne i ciekawe doświadczenie, gdy biegliśmy grupą przy samym brzegu. Morskie fale przyjemnie obmywały nasze stopy, ale niestabilny piasek utrudniał całe ćwiczenie. Na dodatek, od samego rana, żar lał się z nieba i to potrafiło nas dodatkowo zmęczyć. Głównie mnie.
            Biegliśmy gęsiego i oczywiście prowadził nasz kapitan. Za nim biegł Dawid, który codziennie uprawiał jogging, więc nie była to dla niego specjalna nowość. Następnie biegł uśmiechnięty od ucha do ucha Marek ze słuchawkami w uszach i słuchał muzyki. Prawdopodobnie robił to, aby nie słyszeć narzekania Filipa, którego niezadowolony głos słyszałem, mimo iż biegłem na szarym końcu kilkanaście metrów za Gabrielem. Mój chłopak co jakiś czas zerkał za siebie, aby się upewnić czy jeszcze nie zemdlałem i nie porwały mnie morskie fale. Był taki opiekuńczy.
            Po blisko godzinnym bieganiu Cyrus pozwolił nam zjeść śniadanie składające się z jogurtów, bananów i musli. Mało zaspokajające po bieganiu na czczo, ale żadne z nas nie wybrzydzało. Mimo wszystko widziałem ból w oczach Gabriela, który tak bardzo lubił sobie porządnie zjeść po treningu.
            Jak się okazało, Cyrus nie skończył. Bieganie nazwał skromną „rozgrzewką”. I tak oto wylądowaliśmy na boisku do koszykówki, które znajdowało się na plaży. Dziwna lokalizacja, ale widać było stąd morze i była to rekompensata. Niestety – nie było tu cienia. Doszedłem do wniosku, że Cyrus chce abyśmy dostali udaru.
            - Dzisiaj zagramy trzech na trzech. Oczywiście wymienny skład – wyjaśnił Cyrus. – Zapewniam was, że gdy skończymy zapragniecie jedynie łóżka.
            - A co? – Filip uśmiechnął się dwuznacznie. – Będziesz tam na nas czekał?
            - Na wszystkich? – podjął Marek. – Obrotna bestia z ciebie, kapitanie.
            Cyrus zmrużył oczy, gdy wszyscy zachichotali.
            - Dość żartów. Mamy Turniej do wygrania. Podzielcie się w pary i porozciągajcie się.
            Jak zawsze te ćwiczenia wykonywałem z Gabrielem. Usiadł na boisku i wyciągnął przed siebie nogi i w czasie, gdy próbował dosięgnąć palcami swoich stóp, ja napierałem na jego plecy, aby jego ogrzane już mięśnie rozciągnęły się jeszcze bardziej.
            - Au! Au! – jęknął w końcu. – Za mocno!
            - To właśnie mi ostatnio powiedziała – zachichotał Filip, który wykonywał zadanie razem z Dawidem i pełnił rolę podobną do mojej. – A co tobie ostatnio powiedziała? – Pytanie skierował ku Dawidowi.
            - C-Co?
            - No… Lidia. – Filip usiadł na plecach przyjaciela i prawie go złamał. – Bo resztę słyszeliśmy…
            Dawid zarumienił się mocno i dobrze to widziałem mimo jego śniadej karnacji. Przełknął ślinę i z oburzeniem strącił z siebie blondyna, który wylądował boleśnie na ziemi.
            - Au! Pytam się tylko, hę?
            - To nie twoja sprawa!
            - Dawid ma rację, Filipie – wtrącił się Cyrus, który pomagał w rozciąganiu Markowi. – Pierwszy raz to bardzo poważna sprawa, która powinna pozostać owiana słodką tajemnicą między kochankami…
            Marek zaśmiał się głośno.
            - Cyrusie, nasz romantyku, ty to potrafisz powiedzieć…
            Cyrus nic nie odpowiedział. Jego szare oczy powędrowały w kierunku dziewczyn, które poinformowały nas, że są fajniejsze rzeczy do robienia nad morzem niż obserwowanie rozciągających się facetów. Kilka chwil później rozsiadły się wygodnie na wygrzanych piaskach plaży i absorbowały zachłannie promienie słońca jedynie w strojach kąpielowych. Przykuwały dużą uwagę płci męskiej, nawet na boisku. Solidarnie z Gabrielem również na nie zerkaliśmy, ale tylko dlatego, że robiła to reszta.
            - No panowie. Nie licząc usidlonego Dawida – dodał z przekąsem Filip. – Chyba będziemy musieli coś wyrwać…
            - Łapy precz od mojej siostry – przypomniał Cyrus.
            - Dlaczego od razu ona? Bianka też jest ładna…
            Cyrusowi chyba pękła żyłka, ale nie dał po sobie tego poznać.
            - No co, Kapciu? Nic nie powiesz?
            - Filipie, jesteś najbardziej bezczelnym błaznem jakiego znam.
            - I takiego mnie kochasz! – uśmiechnął się szeroko. – Ale dobra, dobra. Bianka też ma rezerwację, hm…?
            - Dużo gadasz o dziewczynach jak na prawiczka – wtrącił Dawid.
            - Hy! Ty zdrajco! – syknął Filip. – Jaki wielki pan się znalazł! Ledwo co wczoraj stracił swoje, a już kozaczy.
            - Mam dziewczynę. Czekaliśmy na to pół roku – przypomniał. – Nie kozaczę, ale po prostu przenoszę związek na inny poziom…
            - Uch, od kiedy zrobiłeś się takim cyrrusowym romantykiem, co?
            Nasz kapitan pokręcił głową.
            - Swoją drogą! – Filip ponownie obdarzył nas wszystkich swoim czarującym uśmiechem. – To kto już jest „po”? No, panowie?
            - To nie jest temat na rozmowy przy piwie? – spytałem. Gabriel parsknął śmiechem.
            - Dajcie spokój! Nigdy o tym nie gadaliśmy, a jesteśmy drużyną i przyjaciółmi. Wiem, że Ariel ma to już za sobą. Ja nie. Dawid tak. A reszta?
            To pytanie zawisło w powietrzu między nami. Nie do końca wiedziałem co miałem na to odpowiedzieć. Byłem już po swoim pierwszym razie. Ba, seks uprawiałem zeszłej nocy, ale jeżeli się przyznam od razu zaczną mi zadawać pytania. Dlatego liczyłem na to, że ktoś przerwie tę dyskusję.
            - Ja jeszcze nie – odezwał się Marek ku mojej rozpaczy. – Znaczy… czekam na Felicję. – Imię to wymówił z taką czułością, że poczułem jak promieniuje tęczą i szczęściem. – Już nawet wiem gdzie ją zabiorę na randkę…
            - Może najpierw ją zaproś? – zaproponował Gabriel. – Wszyscy już wiedzą, że ją kochasz, a dalej nic z tym nie robisz.
            - Nie wiesz jak to jest, gdy przy wyjątkowej osobie brakuje ci słów. – Marek złożył usta w dzióbek i udawał niezadowolonego.
            - Wiem – mruknął cicho Gabriel, a ja uśmiechnąłem się w myślach. Liczyłem na to, że mówił o mnie.
            - Ach, Felicja. – Marek znów zaczął wzdychać. – Felicja, Felicja. Jej imię wymawia się tak gładko. Felicja… - powtórzył, aby udowodnić swoją tezę. – A jak u ciebie, Cyrus?
            - Wymawia się tak samo.
            - Ha, ha! – roześmiał się wesoło. – Miałem na myśli twoje sprawy sercowe.
            Cyrus zamyślił się chwilę. Wiedziałem, że przerwie temat i uchroni mnie przed niepotrzebnymi pytaniami.
            - Czekam do ślubu – poinformował nas. Wszyscy, bez wyjątku, unieśliśmy po brwi. – Tak?
            - Do ślubu? O Boże, Cyrusie, do tego czasu prawa ręka ci zwiędnie! – Filip szczerze się zaniepokoił. – To takie staroświeckie…
            - Jestem staroświecki – odpowiedział Cyrus wyraźnie znudzony. – Wychowali mnie babcia z dziadkiem i ich typ miłości jest tym jakiego pragnę. Są już razem pięćdziesiąt lat.
            - P-Pięćdziesiąt lat? Razem? – Filip wyglądał na takiego, który nie przypuszczał, że można być ze sobą dłużej niż pięćdziesiąt dni. – Lat?
            - Zgadza się. – Cyrus skinął głową. – To jest piękne. I w tym tkwi istota miłości.
            - Wow… przy tobie aż głupio mówić słowa „ruchać” i  „dupczyć” – stwierdził Filip. – A jak tam nasz Ponurak? Profesor Trelawney znów cię wywróżyła z fusów.
            - Zabawne – warknął Gabriel. – Jestem po. I tyle musisz o tym wiedzieć.
            Podziwiałem Gabriela za wiele rzeczy. Za jego fenomenalną grę w kosza, za niepowtarzalny talent, za wzrost, za umiejętności kucharskie, za znajomość chemii, za jego wolę walki, opiekę nad siostrą, odpowiedzialność, umiejętności w łóżku i całowaniu. Ale to, że potrafił uciszyć Filipa wyróżniało się wśród nich wszystkich. Wydawało mi się, że to na pozór groźny wyraz twarzy Gabriela tak działał.
            - Dobra, dobra. W sumie tego się spodziewałem. Czyli czterech prawiczków i trzech spełnionych facetów…
            Zrobiłem szybkie obliczenia w mojej głowie i coś mi się tu nie zgadzało.
            - Na odwrót – powiedziałem.
            - Co na odwrót? – zdziwił się Filip. – Prawiczków jest czterech. Ja, Cyrus, Marek i ty.
            Uniosłem brew.
            - Nie jestem prawiczkiem.
            Dobra, obawiałem się, że zaczną zadawać pytania, ale moja męska duma została ugodzona, gdy od razu zakwalifikował mnie do prawiczków. Nie widziałem nic złego w tym, że ktoś dalej był prawiczkiem w wieku osiemnastu czy dziewiętnastu lat, ale specjalnie wykluczenie mnie z konkurencji było niesprawiedliwe.
            Tymi trzema słowami sprawiłem więcej zamieszania niż gdybym powiedział „Odkryłem lekarstwo na AIDS”. Gabriel drgnął dyskretnie, ale wyczułem napięcie jego mięśni, gdy dalej pomagałem mu w rozciąganiu.
            Reszta za to wpatrywała się we mnie z niedowierzaniem i mrugali oczami. Dawidowi opadła szczęka. Marek uniósł kciuk do góry, a Cyrus zmarszczył czoło. Filip za to wyglądał na takiego co dostał piłką w twarz.
            - Ty!?
            - A co w tym dziwnego? – wzruszyłem ramionami.
            - Nie mogę żyć z tą wiedzą! – Filip dramatycznie przyłożył dłoń do czoła. – Natuś zalicza wcześniej ode mnie!
            Tym razem naprawdę dostał piłką w głowę.
            - My nie „zaliczamy” – przypomniał mu Cyrus. – Najwyżej uprawiamy miłość.
            - Kapciu Cytrusie, bez urazy, ale mamy tu przypadek, gdy chłopak o wyglądzie gimnazjalisty ma lepsze życie seksualne ode mnie!
            - Zazdrosna zieleń pasuje do ciebie – rzucił Marek. Filip obdarzył go zdenerwowanym spojrzeniem.
            - Czy to dziwne? – wzruszyłem ramionami, wracając do tego co powiedział blondyn. – Osoby z gimnazjum puszczają się na prawo i lewo…
            - Generalizujesz! – oskarżył mnie Cyrus. – Nie można tak myśleć.
            - To taki żarcik…
            - Nie mogę w to uwierzyć. – Filip kręcił głową, ale chwilę później poklepał mnie po plecach z uznaniem. – Kobiety z którymi uprawiałeś seks wiedzą o tym, prawda?
            - Nikomu nic nie dorzucałem… - burknąłem.
            - No to sprawa jest jasna. Ile kosztowały…?
            - Filip! – ryknął Cyrus. – Pięćdziesiąt pompek!
            - Ale…!
            - Ale już!
            Blondyn z bólem w oczach padł na ziemię i w promieniach upalnego słońca wykonywał mordercze ćwiczenie. Cyrus obserwował go przez cały czas i dokładnie liczył jego unoszenia. Po ćwiczeniu Filip powstał i drżał.
            - Koniec pogaduszek – zarządził Cyrus. – Czas na poważny trening, panowie. Skoncentrujcie się.
            - Tak jest!
            Podzieliliśmy się na dwie drużyny. Cyrus, Dawid i Filip przeciwko mnie, Gabrielowi i Markowi. Cieszyłem się, że Cudchłopak o rzutach za trzy punkty był po mojej stronie. Gra rozpoczęła się od pojedynku o piłkę między Gabrielem i Dawidem. Ten pierwszy skakał najwyżej z nas i to my rozpoczęliśmy grę.
            Gabriel od razu szarżował pod kosz przeciwników, ale Dawid go zablokował. Podał do mnie i czym prędzej skierowałem piłkę do Marka. Ten obstawiany przez Filipa nie mógł wykonać rzutu, a więc ponownie podał do Gabriela. Wtedy to Cyrus niczym błyskawica przeciął boisko i odebrał piłkę, oddając ją szybko do swoich. I mimo naszej początkowej przewagi, to przeciwnicy zdobyli punkty.
            Żar lał się z nieba i bardzo utrudniał nam grę. Dodatkowo przy siatce zgromadziły się głośno komentujące grupki ludzi, głównie młodych. Nie żeby zachwycali się naszą grą, co raczej po prostu chcieli się rozerwać od ciągłego leżenia na plaży.
            Lokalizacja boiska była o tyle miła, że chłodna morska bryza co chwila nas dosięgała i pozwalała nam zapomnieć o tym, że jest duszno i gorąco.
            Prawie godzinna gra nas wykończyła i Cyrus pozwolił nam na odpoczynek. Wypiłem prawie litr wody. Moje ciało było gorące i bałem się, że zacznę stapiać moje ubrania. Oddychałem ciężko i nawet nie interesowało mnie to, że kilka dziewczyn zza siatki zaczęło z nami luźną konwersację.
            - Ach, jest i Samson – uśmiechnął się szeroko Cyrus i ruszył ku przyjacielowi. Ten niósł na plecach wielki worek, który wyglądał na bardzo ciężki. Nawet najbardziej z nas wszystkich muskularny Samson miał problem, aby go nieść. Z przyjemnością rzucił nim na ziemię otarł czoło.
            - Twoje wymagania są… wielkie – jęknął.
            - Dziękuję, przyjacielu. Pomożesz mi z tym?
            - Jasne… - przeciągnął się. – Ale potem zasługuję na leżakowanie.
            - Oczywiście. – Cyrus skinął głową. – Drużyno!
            Z jękiem i ociąganiem, ale wstaliśmy z ławki i zbliżyliśmy się do Cyrusa. On z zadowoleniem wyciągał z worka obciążniki. Przełknąłem ślinę. Dobrze wiedziałem co nas czeka.
            - Och, Cytrusie… - jęknął Filip.
            - Zakładajcie. Samson wam pomoże.
            Każde z nas dostało dodatkowe obciążniki na nadgarstki i kostki. Każde po dwa kilogramy i naprawdę podziwiałem Samsona za to, że udało mu się przydźwigać taki ciężar. Pomógł mi dopiąć moje obciążniki, a potem w podskokach pognał do Roksany, Bianki i Lidii.
            - Dobrze – stwierdził Cyrus. – Dobrze wiecie co nas czeka, a więc nie ociągajmy się. Półtorej godziny i macie czas wolny do wieczora.
            Gra w słońcu, wśród gapiów i z obciążnikami była o wiele bardziej męcząca niż mogłem przypuszczać. Pot z nas spływał, a każdy mięsień wołał o pomstę do nieba. Moje podania nie były już tak precyzyjne, a każdy z nas zdawał się biegać o wiele wolniej.
            Gabriel już nie skakał tak wysoko, Dawid spóźniał się z obroną, a Cyrus już nie biegał tak szybko. Jedynie Markowi udało się zawsze trafiać do kosza mimo, że rzuty były wyczerpujące i na granicy celności.
            Skończony mecz był dla mnie miodem na serce. Upadłem na ziemię i leżałem tam, oddychając ciężko.
            - Jestem z was dumny. – Cyrus próbował złapać oddech i z radością pozbył się obciążników. – Wieczorem jeszcze sobie zagramy, ale teraz macie kilka godzin przerwy…
            - Przerwy? – jęknął Dawid. – Nawet nie chcę mi się ruszać! Nie wiem czy wrócę do hotelu…
            - Nie mam siły na nic… Cyrusie, gdzie obiecane łóżko!?
            - W twoim hotelowym pokoju – odpowiedział kapitan. Trzymał się nieźle, ale Samsona przywołał stłumionym krzykiem.
            - Jak się czujesz? – usłyszałem nad sobą głos Gabriela. Szturchnął mnie butem, aby sprawdzić czy żyję.
            - Jestem wyczerpany – jęknąłem. – Nie czuję nóg i rąk.
            Poczułem jak Gabriel rozpina moje obciążniki i uwalnia mnie od ich ciężaru. Nawet leżąc poczułem ulgę.
            - Dasz radę wrócić do pokoju? – spytał i zaniósł obciążniki na małą kupkę, którą utworzyła reszta drużyny.
            - Chyba tak… daj mi kilka minut – swoją ręką zasłoniłem oczy. – Kilka minut…
            - Hej, Nat! – Nade mną stanął też Marek. – Niedomagasz?
            - Umieram…
            - Chyba musimy go zanieść do hotelu – stwierdził Marek.
            - Nie… dam radę – zapewniłem. Dźwignąłem się z ziemi na drżących nogach i oddychałem ciężko. – Chyba dam radę.
            Marek i Gabriel wymienili się niepewnymi spojrzeniami.
            - Mogę cię zanieść jeżeli chcesz – oznajmił Gabriel.
            - Nie, nie chcę, abyś dalej musiał nosić coś ciężkiego.
            - Daj spokój, ten trening to kaszka z mleczkiem. – Jego zmęczone spojrzenie mówiło co innego, dlatego nie pozwoliłem mu mnie nieść. Za to wracaliśmy we dwójkę swoim własnym tempem i nawet Samson z workiem obciążników nas wyprzedził.
            - A więc nie jesteś prawiczkiem, co? – zagadał Gabriel. – Ciekawe…
            - Na to wychodzi. Przepraszam, że nie powiedziałem z kim…
            - Spokojnie – wzruszył ramionami. – Kiedyś będziemy musieli powiedzieć, ale nie na kilka dni przed Turniejem. Nie możemy rozbijać drużyny.
            - Słusznie – szepnąłem. Zakręciło mi się w głowie ze zmęczenia. Gabriel szedł przy mnie i udawał, że nic nie zauważył, ale czułem, że mnie pilnuje, abym się nie przewrócił.
            - Masz beznadziejną wytrzymałość ciała…
            - Wiem.
            - Myślałby kto, że po naszych wspólnych nocach nabierzesz trochę krzepy…
            - Słabo się starasz – odpyskowałem. Usłyszałem ten mentalny plask o policzek Gabriela.
            - Osz ty… - zawarczał groźnie.
            - Poza tym cały czas ty jesteś górą. Może to ja powinienem być górą, aby zebrać więcej siły?
            Gabriel zamrugał oczami i zarumienił się jeszcze mocniej. Nie tylko z powodu upału i zmęczenia.
            - C-Co? To ten wyższy jest górą…
            - Gdzie jest tak napisane?
            - Erm… to nie jest norma?
            Wywróciłem oczami. W końcu udało nam się dostać do hotelu. Zabarykadowaliśmy się w pokoju i od razu padłem na fotel przy otwartym oknie. Gabriel poszedł wziąć szybki prysznic, a potem się wymieniliśmy.
            Chyba nie było nic lepszego niż chłodna woda po wyczerpującym treningu. Czułem, że nie tylko zmywam z siebie brud i pot, ale i całe zmęczenie, które było nagromadzone w mięśniach.
            W końcu, po blisko pół godzinnym myciu, wyszedłem z łazienki ochłodzony i wypoczęty. Co prawda niektóre mięśnie dalej mnie bolały, ale widok drzemiącego chłopaka w białej pościeli był bardzo kojący. Nie mogłem się powstrzymać od zrobienia mu zdjęcia telefonem.
            Dalej spał z lekko otwartymi ustami i jak zwykle groźnym wyrazem twarzy. Musiał być nagi lub jedynie w bokserkach bo każda część ciała wystająca spod kołdry nie była odziana.
            Przygryzłem wargi i zbliżyłem się do Gabriela. Przejechałem dłonią bo jego rozgrzanej klatce piersiowej. Obserwowałem z uwagą reakcję jego śpiącego ciała. Nie drgnął, ale napięcie zniknęło z jego twarzy. Bardzo ostrożnie wdrapałem się na łóżko i uklęknąłem nad nim dzięki czemu jego biodra znalazły się między moimi kolanami.
            Co jest bardziej seksowne od śpiącego i nieświadomego faceta? Chyba tylko to, że gdyby lunatykował, gotowałby obiad. Ale tak to… cóż…          
            Usiadłem na jego udach i zastanawiałem się co by takiego zrobić. Nachyliłem się i polizałem jego klatkę piersiową. Złapał głębszy wdech, ale nic poza tym. Pozwoliłem sobie na kolejne liźnięcie i pozostawienie pocałunku na szyi. Dłonią przejechałem bo jego boku i wykryłem materiał na jego ciele. Jednak miał bokserki.
            Moim językiem dalej kreśliłem nieznane mi wzory na jego klatce piersiowej. W końcu jednak Gabriel drgnął mocniej i się przebudził. Najpierw nabrał powietrza, a potem zapytał zaspanym głosem.
            - Nat, co ty do cholery robisz?
            - Liżę cię.
            - Tak, to czuję… - odpowiedział. - Czy…?
            - Trzymaj ręce nad głową. Nie miałem cię czym związać.
            - Proszę, co?
            - Po prostu trzymaj ręce nad głową.
            Gabriel wyglądał na szczerze zaskoczonego, ale ręce trzymał nad swoją głową. A ja pieściłem i dotykałem każdy kawałek jego mocnego ciała. Gabriel wydawał z siebie ciche jęki.
            - To głupie, Nat…
            - Naprawdę? – uniosłem brew. Zjechałem dłonią do jego bokserek i ścisnąłem. Gabriel wygiął się. – Twoje ciało mówi co innego.
            - Uch, Nat – chciał mnie dotknąć, ale odtrąciłem jego dłonie.
            - Ręce nad głową – przypomniałem.
            Z bólem, ale posłuchał mnie. Cofnął dłonie i wsadził je pod głowę. Ja w tym czasie zdjąłem z niego kołdrę i mogłem teraz podziwiać jego ciało w świetle dnia. Przyjemnymi ruchami zjechałem niżej i zaśmiałem się na widok jego bokserek w piłki koszykarskie. Ponieważ lubiłem go dręczyć, ominąłem to miejsce i zatrzymałem się przy jego stopie. Uniosłem brew.
            - Zawsze się zastanawiałem… - zacząłem powoli trzymając dalej go za kostkę. Chyba słońce wypaliło ze mnie poczucie moralności. – Czy skoro jesteś takim koszykarzem i masz naprawdę dużą stopę… masz też fetysz stóp?
            Gabriel przełknął ślinę.
            - Nie wiem…
            Przejechałem językiem po jej długości, a on zawył głośno.
            - Mam, mam – jęknął.
            - Ciszej, bo nas usłyszą – dodałem. – Wiedziałem. Każdy sportowiec chyba to ma, nie?
            - Nie wiem…
            - Fetysz stóp – uśmiechnąłem się do siebie. – Czuję, że będziesz miał sporo przyjemności. Może jakiś masaż?
            - Zabijesz mnie.
            - Wręcz przeciwnie.
            Nie miałem pojęcia jak się zabrać do masażu stopy. Nigdy tego nie robiłem, ale obejrzałem kilka komedii romantycznych, a więc poszedłem za ich przykładem. Gabriel oddychał spokojnie co jakiś czas mrucząc i śmiejąc się, gdy poczuł łaskotanie. Podziwiałem to, że cały czas miał ręce pod głową, nawet gdy ugryzłem jeden z jego palców.
            Zaczął się wiercić, gdy jedną jego stopę położyłem przy moim kroczu, a drugą dalej pieściłem. Teraz i ja jęknąłem, gdy rozpoczął stymulujące ruchy.
            - Chyba za długie przesiadywanie na słońcu nakręca człowieka – stwierdziłem.
            - Tak – przyznał. – Zdecydowanie tak. Nie przestawaj.
            Uśmiechnąłem się do niego.
            - Masz beznadziejną wytrzymałość ciała – westchnąłem ciężko. Gabriel przygryzł wargi.
            - Wiem.
            - Myślałby kto, że po naszych wspólnych nocach nabierzesz trochę krzepy… - rzuciłem mimochodem.
            - Słabo się starasz – zacytował mnie. Uśmiechnąłem się do niego dwuznacznie.
            - Osz ty… Może jeszcze chcesz być na górze?
            - Może…
            Wysunąłem swoją nogę tak, abym i ja mógł zahaczyć o jego męskość, skrytą pod bokserkami, ale wyraźnie widoczną i zarysowaną w cienkim materiale. Gabriel jęknął i przełknął ślinę.
            - Mój Boże, ale jesteś podatny na dotyk.
            - Zależy kto dotyka…
            Wróciłem do pieszczenia jego stóp, wiedząc, że daje mu nieograniczoną przyjemność. W końcu, gdy pomyślałem, że to ja jestem górą, Gabriel przestał się wierzgać na łóżku i po prostu się na mnie rzucił przez co obaj wylądowaliśmy na podłodze, a kołdra zaraz za nami.
            - Gab…ach! Gabriel…!
            - Cicho – warknął. – Nie wytrzymam, rozumiesz?
            - Myślałem, że ta gra wstępna…
            - Jest piekłem i rajem za razem – sapnął w moje ucho. – Nie wiesz, że nie należy zadzierać ze sportowcami?
            - Teraz już wiem…
            Uśmiechnął się szeroko i ugryzł mnie w szyję. Przyłożyłem dłoń do ust, aby nie jęknąć za głośno. Jednak nie będę dziś górą.

***

            Tak jak obiecał, tak było. Cyrus zebrał nas jeszcze przed kolacją i zaprowadził na hotelowe boisko koszykarskie. Patrzyliśmy na niego z mordem w oczach, chociaż moje spojrzenie było trochę stłumione przez amok pozostałej jeszcze przyjemności.
            Gabriel uśmiechał się pod nosem.
            - Gramy – oznajmił Cyrus. Byłem w drużynie razem z nim i Dawidem. Pojedynek o piłkę ponownie wygrał Gabriel, a gdy wylądował na ziemi wyglądał na zaskoczonego. Potem i reszta zrozumiała co się stało. Nasze ruchy były płynne, lekkie jakbyśmy szybowali w powietrzu. Mięśnie nie bolały, a ból zniknął. Moje podania były precyzyjne, Gabriel skakał jeszcze wyżej, a Cyrus poruszał się jeszcze szybciej niż normalnie.
            - Co ty z nami zrobiłeś, kapciu? – spytał Filip, gdy z lekkością wykonał wsad.
            - Cóż, wasze ciała przyzwyczaiły się do gry z obciążnikami, a teraz, grając bez nich, idzie wam o wiele łatwiej.
            - Och. To genialne! – krzyknął Marek. – Wow!
            - Dobrze, że tak twierdzisz. Do Turnieju będziemy tak cały czas ćwiczyć.
            - Cooooo!? – jęknęliśmy wspólnie.
            - Zobaczycie, że to nam się opłaci. Ćwierćfinały, półfinały i finał nie będą dla nas wielkim wyzwaniem.
            - Zabijesz nas, kapciu! – poskarżył się Filip.
            - Hej, może po Turnieju wrócimy tutaj nad morze? Będzie ekstra! Tylko tym razem bez morderczych treningów, co wy na to? – zaproponował Marek. Jak zwykle uśmiechał się szeroko.
            Skinęliśmy głowami na znak zgody. Po Turnieju naprawdę będziemy zasługiwali na odpoczynek.
            Spojrzałem na Gabriela i westchnąłem. Uśmiechnąłem się do niego, a on do mnie dyskretnie mrugnął. Wydawało mi się, że nasze poznawanie własnych ciał na dziś się jeszcze nie skończyło.



_____________________________________________________________

            Druga bonusowa część przygód Nataniela! Kto by pomyślał, że taki z niego zwierz? Ja
            Odkrywanie fetyszów swojego chłopaka to bardzo przyjemna sprawa. Zwłaszcza, gdy po części samego Cię to kręci. No cóż… Nataniel i Gabriel na pewno się dobrali.

            Zapraszam Was na bloga „Wilczy Gryz” gdzie opublikowany został prolog i odliczanie do początku opowiadania. Mam nadzieję, że dotrwam do tego czasu. No i jak zwykle zapraszam Was na mojego bloga Tumblr i Silver One-Shot. Im więcej propozycji, tym lepiej! W razie pytań piszcie.

            Do poczytania! 


11 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. haha, świetne to było :P ale i tak najbardziej rozwaliła mnie końcowa animacja...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Animacja jest świetna! Gdybym umiał je robić to byście mieli o tyle fajniej podczas czytania... :P

      Usuń
  3. Nie no, oni są genialni! Wszyscy! Co prawda w ankiecie głosowałam na coś innego, ale ten bonusik bardzo mi się podobał!
    Nat, Ty napaleńcu! Szybko się poddajesz xD W sumie ze sportowcami się nie zadziera...
    Nie zazdroszczę chłopakom tych treningów. Cyrus jest katem. Ale za to nieomylnym i zna się na tym, co robi.
    Świetna część :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatni obrazek mnie rozwalil xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam wrażenie, że BE pisze Ci się lepiej niż PiR. Nie wiem, tutaj zawsze jest wszystko maksymalnie składne i naprawdę bez żadnych niedociągnięć, które zdarzają się na PiR. Część naprawdę świetna i słodziuchny obrazek na samym końcu :-)
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaaa dzięki za możliwość powrotu jeszcze raz do tego opowiadania:) Czytało się lekko, przyjemnie i tak świeżo, zdecydowanie za szybko się skończyło :P Naprawdę kwawałek niezłego tekstu, dziękuję :)
    Dominikalem

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeden z obecnych tu komentarzy dodałem jako "spam". Nie lubię reklam innych blogów na moim blogu :) To tak na przyszłość!

    OdpowiedzUsuń
  8. To mnie rozwaliło!
    Szczególnie ta rozmowa kto jest prawiczkiem, a kto nie. Czytając ten fragment, nie mogłam przestać się śmiać, a łzy przysłaniały mi widoczność ;p
    Super! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy mogę dostać Cyrusa na własność? :D U-wiel-biam go!
    Ach, i Marek... że też to akurat on zaproponował ten wyjazd nad morze po skończonym turnieju...
    Alys

    OdpowiedzUsuń